Szalona misja. Szalona zabawa flamastrem

Lubię gry, które mnie zaskakują i są jak filmowe „forrestowe pudełka z czekoladkami”. Kiedy pierwszy raz przeczytałem zapowiedzi wydawnictwa REBEL, dotyczące wydania polskiej wersji gry „Loony Quest„, nie do końca rozumiałem entuzjazm związany z tym tytułem. Gdy jednak zobaczyłem ją w akcji, to już wiedziałem, że jednak się myliłem. „Szalona misja” jest grą, która musi znaleźć się na półce każdego miłośnika gier rodzinno-imprezowych.

Pierwsze co się rzuca w oczy, to jej wykonanie. Gra jest wydana wprost genialnie, zarówno jeżeli chodzi o oprawę graficzną, jak i rozwiązania techniczne. Wprawdzie kreskówkowe i zabawne ilustracje na planszach i komponentach nie są już czymś wyjątkowym dla dzisiejszych gier planszowych, ale w „Szalonej misji” dostaniemy też sprytnie zrobione pudełko, które wykorzystamy podczas samej gry. To w jego wyprasce umieścimy kolejne plansze/lokacje przemierzanych światów i to tutaj będziemy zaznaczać punkty za pomocą specjalnych patyczków przypisanych do każdego z graczy. Zadbano nawet o takie szczególiki jak zabezpieczenie folią przezroczystych plansz do rysowania oraz wykonanie zatyczek do pisaków jako zmazików. Dawno w planszówkach nie widziałem takiego pomysłowego połączenia formy i funkcjonalności.

„Szalona misja” to wielka przygoda śmiałków, którzy wzięli udział w konkursie zorganizowanym przez króla Fedora. Każdy z nich musi stoczyć pojedynek nie tylko z czasem, ale i z przeciwnikami, którzy podobnie jak oni, przemierzają jedną z siedmiu krain Arkadii, aby zdobyć upragnioną nagrodę – królewski tron. Jak łatwo się domyślić, jednym z tych śmiałków jesteś ty.  Ale powiedzmy sobie szczerze, fabuła może się tu przydać jedynie w grze z dziećmi, bo pozostali na pewno nie będą sobie nią zawracali głowy.

Tak naprawdę w „Szalonej misji'” nie chodzi o fabułę, ale o rysowanie. Tak, wszystko sprowadza się do sprytnego operowania flamastrem. Wprawdzie głowa (zmysły) nie będą się tu nudzić, nie jest to typowa planszówka, ale jest równie wciągająca i angażująca graczy. Nie spodziewaj się tutaj jednak kolejnej wariacji na temat kalamburów typu „Pictomania” lub „Graffiti”. W tej grze musisz wykazać się zdolnością innego typu –  wykorzystania pisaka i na pewno cię ona zaskoczy.

W grze znajdziemy 42 lokacje podzielone na siedem światów. Każda z nich wyróżnia się inną grafiką, dopasowaną do typu świata. Kiedy dasz sobie radę z pierwszym (Dżungla), najłatwiejszym, polecanym jako wprowadzenie w zasady zabawy, to już tylko krok będzie dzielił cię od poznania świata Lodu, Pustyni, Świątyń, Magmy, Mechaniki i Legendy. A gdzieś tam po drodze na pewno trafisz na dwie lokacje specjalne, które urozmaicą wędrówkę.

To jest turniej, który w dodatku odbywa się na czas. Każdy z graczy musi zmierzyć się z zadaniem, jakie jest przypisane do danej lokacji, co oczywiście będzie odpowiednio nagrodzone punktami. Misje są różne, ale nie jest to szał różnorodności. Na szczęście topografia samych lokacji przegania monotonię. W czasie swoich zmagań będziesz musiał przedostać się z jednego punktu do drugiego, oraz odnaleźć, obejść lub zlokalizować cel misji. Uważaj jednak na pułapki oraz na lokalnych intruzów, którzy będą chcieli ci przeszkodzić w wykonaniu misji i odebrać wartościowe punkty. Żeby nie było tak do końca strasznie, to są również do zdobycia nagrody. A nie, jednak będzie jeszcze trochę strasznie: są też kary. Takie życie.

Teraz pewnie się zastanawiasz, co w tym takiego wesołego i gdzie to rysowanie? Przecież to typowa przygodówka. I tu się mylisz. Wszystkie nasze przygody przeżywamy rysując linie, okręgi i kropki, a walkę z przeszkodami i przeciwnikami oraz omijanie pułapek i kar na planszy/lokacji rozwiązujemy omijając ich grafiki podczas rysowania. Analogicznie zbieramy nagrody, a to wszystko pod presją przesypującego się w klepsydrze piasku wyznaczającego 30 sekund.

Technicznie wygląda to tak: gracze osadzają w pudełku planszę lokacji/etapu, na własnych podkładkach kładą czyste folie, poznają cel misji i czekające na nich pułapki, kary i nagrody (sprowadza się to do uważnego przyglądnięcia się planszy), odwracana jest klepsydra – rusza odliczanie czasu i każdy rzuca się do rysowania właściwego celu misji na własnej folii.

Kiedy czas się skończy, to po kolei każdy z graczy kładzie swoją folię na planszy i sprawdza jak jego  rysunek wypada w starciu z rzeczywistością widoczną na planszy. Wspomniane „przejścia” to przeprowadzenie linii z jednego punktu do drugiego, „obejścia” to obrysowania, a „lokalizacja celu” to postawienie na ich wizerunku kropki. Jeżeli rysunek zahaczy o narysowane na planszy pułapki, kary lub nagrody, to są one zaliczane na poczet zrealizowanej misji.

Z pozoru wygląda to mało ciekawie, ale na żywo potrafi zafascynować i wciągnąć tak, że skończenie jednego świata mimowolnie skutkuje sięgnięciem po planszę następnego. Zwykłe rysowanie linii, kółek i kropek nabiera przygodowego charakteru.

Oczywiście z odczuwaniem przygód nie ma co przesadzać, ale poziom radości płynącej z gry, poparty wybuchami śmiechu zarówno podczas wykonywania misji, jak i ich rozpatrywania, jest w „Szalonej misji” bardzo wyczuwalny, dlatego trudno ją nazwać grą dla ponuraków.

Wspomnę jeszcze o karach i psikusach (forma nagrody, którą „obdarowujemy” przeciwnika), bo one dokładają jeszcze więcej radości lub złośliwości do zabawy, w zależności od tego czy jesteśmy obserwatorami, czy też ich ofiarami. Obserwowanie jak inny gracz musi rysować z wyprostowaną w łokciu ręką i jednocześnie stara się przyglądać planszy, trzyma pisak kciukiem i małym palcem, rysuje inną ręką niż zawsze, musi zamknąć oko (spróbujcie prawidłowo wyczuć tak perspektywę) lub musi utrzymywać na końcówce pisaka żeton komara jest bardzo śmieszne. I nie mówię tego tylko z perspektywy osoby, która lubi wredne gry, bo każdy z kim w to grałem reaguje podobnie. Pamiętajmy, że jest to gra bardzo rodzinna, więc poziom negatywnych emocji jest tu minimalny. Tutaj wszystko (nawet kary) sprowadza się do zwariowanej zabawy.

„Szalona misja” jest specyficzna i jest ona na tyle oryginalna, że bardzo trudno o niej zapomnieć. Jest to też gra, która spełnia założenia zarówno gry rodzinnej, jak i imprezowej. Zagramy w nią z dzieciakami, ale również dorośli będą się przy niej dobrze bawić, jeżeli oczywiście odpowiada im ten typ rozgrywki. Wprawdzie po pewnym czasie można dojść do większej wprawy w operowaniu pisakiem, ale liczba zróżnicowanych poziomów nam to zrekompensuje, dlatego nie ma co się tym martwić na zapas. My gramy w nią co pewien czas, wybierając zawsze inny świat i czujemy się zawsze jakbyśmy grali od początku. Nowi gracze są nią zafascynowani, a stali ponownie z ochotą siadają do rysowania. To chyba najlepsza rekomendacja, bo gra która nie nudzi i wciąż bawi, to najlepszy pomysł na miłe spędzenie czasu.

Opisywana w tekście gra została przekazane przez wydawnictwo Rebel