Nie bój się klasyki, ona nie gryzie

W którymś z odcinków Rozmów ZnadPlanszy, powiedziałem, że „Monopoly” to dla mnie bardzo ważna gra. I tak jest faktycznie. „Eurobiznes” i „Fortuna”, bo wtedy grało się tylko w klony sławnego tytułu, to gry, które zaszczepiły we mnie zainteresowanie grami planszowymi. Teraz to może dziwić, ale kiedyś nikt nie zastanawiał się nad ich losowością. Liczyła się tylko emocjonująca zabawa. W tamtych czasach była jeszcze jedna gra, która fascynowała mnie, a zarazem przerażała. Szachy.

Nauczył mnie w nie grać mój daleki Wujek. Podczas którejś z wizyt poszliśmy na miasto i wróciliśmy z tajemniczym pudełkiem pełnym dziwnych drewnianych figurek. „Lubisz bawić się żołnierzykami w wojnę? Pewnie! Przynieść? Nie, poczekaj nauczę cię walczyć na szachownicy.” Nie powiem, żebym był wtedy tym faktem bardzo przejęty, bo jednak miałem atrakcyjniejsze wojsko w swoich zbiorach niż te anonimowe drewniane figurki, ale Wujek zaczął już rozkładać je na drewnianej planszy. On potrafił mnie zaskoczyć, a co najważniejsze – traktował mnie przy tym jak równego sobie. Miałem do niego zaufanie, więc bez marudzenia zasiadłem naprzeciwko.

SAMSUNG CSC

Pamiętam ten dzień bardzo dobrze, bo wtedy, w jednej chwili całkowicie zatraciłem się w tym co się do mnie mówi. Poznałem nazwy figur, ich ruchy i przestały już być one anonimowe. Widziałem teraz zbrojne hufce broniące dworu, wydającego rozkazy hetmana walczącego w obronie swojego króla. Ciężką artylerię ustawioną na wieżach, szybko przemieszczającą się kawalerię i gońców przenoszących informacje pomiędzy oddziałami. Nie mogło zabraknąć pięknej królowej, ale byłem wtedy w takim wieku, że akurat na piękno kobiet jeszcze nie zważałem. Wujek wtedy zręcznie wykorzystał mój ulubiony film – Trzech muszkieterów i królowa stała się tajemniczą i bardzo skuteczną Milady.

Od tego czasu minęło już bardzo wiele lat, ale ja pomimo poznania setek nowoczesnych gier planszowych, wciąż darzę szachy wielkim szacunkiem. Zresztą do tej pory można znaleźć kilka bardzo dobrych gier, które nie tylko ja określam jako ich nowoczesną odmianę. „Neuroshima Hex” i „The Duke”, to właśnie tego typu gry, którymi bardzo łatwo zachęcić do obecnych tytułów miłośników tradycyjnej formy planszowej rozgrywki.

Ogólnie to ja dosyć sentymentalny jestem i niech nie zmyli cię moja fizys. Czasami lubię przeczytać stare lektury, obejrzeć widziany dawno temu film lub zagrać w stare gry. Wystarczy impuls. Nie wiem czy to teksty Edyty, czy też mój wcześniejszy wywiad z przedstawicielem wydawnictwa Ecola, ale naszło mnie na odkurzenie szachów. Trochę jednak zostałem spaczony obecną pogonią za nowościami, dlatego zdecydowałem się na wersję bizantyjską, której okrągła szachownica bardzo mnie zaintrygowała.

Szachy bizantyjskie, to właściwie wariant arabskiej poprzedniczki dzisiejszych szachów, gry „Szatrandż”.  Walka toczy się na wspomnianej okrągłej „szachownicy”, złożonej z 64 pól (4 pierścienie po 16 pól). Ruch figur jest bardzo podobny jak w tradycyjnych szachach i praktycznie każdy kto je zna szybko odnajdzie się w wersji bizantyjskiej. Mogą się one poruszać w przód i w tył, tylko zamek (wieża) nie może zakończyć ruchu na polu startowym. Trochę inaczej niż jesteśmy przyzwyczajeni porusza się słoń (goniec), bo zajmuje on po skosie co drugie pole oraz mędrzec (królowa/hetman) poruszający się o jedno pole po skosie. Dodatkowo piechur (pion) nie może rozpocząć gry od długiego ruchu oraz nie jest awansowany po dojściu na koniec planszy. Trudno ten koniec określić, zwłaszcza, że figury mogą poruszać się zarówno do przodu, jak i do tyłu.

Pomimo że znam szachy, to pierwsza rozgrywka na okrągłej planszy była dla mnie czymś zupełnie nowym. Nie jestem jakimś mistrzem szachowym, ale pewne obeznanie w strategii mam. Tutaj jednak poczułem się jak początkujący generał na polu bitwy. Sposób poruszania się po planszy i pewne ograniczenia gońca oraz królowej dało ciekawy efekt. Jakbym grał w coś nowego, a nie w grę znaną od kilkudziesięciu lat. Nie spodziewałem się, że szachy bizantyjskie tak miło mnie zaskoczą i pokażą nową twarz tej tradycyjnej gry. Chyba największe wrażenie robi poruszanie się po okręgu w obie strony i właśnie to jest źródłem nowego podejście do walki. Tutaj atak z flanki nabiera zupełnie nowego znaczenia.

Nigdy nie myślałem, że na blogu o nowoczesnych grach planszowych będę zachęcał do zagrania w tytuł z IX wieku. Potraktujcie jednak szachy bizantyjskie jako kolejną abstrakcyjną, strategiczną grę, którą pokazali podczas targów w Essen dalekowschodni wystawcy i już lepiej to będzie wyglądało.

SAMSUNG CSC

Wraz z szachami od wydawnictwa Ecola otrzymałem również starego i poczciwego „Backgammona” („Tryktraka„). Zrobili to na moją prośbę, która była wynikiem naszej wspólnej z Monią wizyty w Turcji. Podczas planszówkowej podróży w przeszłość postanowiłem zagrać również w tytuł, który gromadził tłumy mężczyzn w tureckich kawiarniach. To obok zwykłych szachów była jedyna „gra planszowa” na jaką natrafiliśmy podczas zeszłorocznych wakacji. Z tego co dowiedziałem się już po powrocie, to w Turcji w „Backgammona” gra się na pieniądze i jest to jedna z podstawowych męskich form rozrywki. To naprawdę robi wrażenie, kiedy widzi się kilkudziesięciu facetów zgromadzonych nad planszami, popijających herbatę w małych szklaneczkach. Żadnego alkoholu, żadnych kobiet i tylko herbata i „Backgammon”.

W przypadku tej gry o losowości trzeba powiedzieć od razu, bo ma ona duży wpływ na przebieg rozgrywki. Wszystko za sprawą dwóch kości, których wynik rzutu decyduje o ile pól możemy przemieścić nasze piony. Cel jest prosty: nasze piony muszą przejść do określonej ćwiartki planszy, a potem trzeba je stamtąd wyprowadzić. Kiedy rzucisz kośćmi to decydujesz czy przesuwasz jeden pion o sumę oczek na obu kościach, czy też dwa piony wykorzystując poszczególne wyniki. Wyrzucenie dubletu pozwala na podwojenie wyniku rzutu i rozdzielenie go na różne piony lub zużycie na jeden z nich. Przy poruszaniu nie możesz stanąć na polu, na którym jest dwa lub więcej pionów przeciwnika, ale możesz za to zbić mu pojedynczy pion i wycofać go na chwilę z gry. Szczegółowe zasady znajdziesz w instrukcji, ale ogólne zasady już poznałeś.

„Backgammona” traktuję bardziej jako zabawę, bo mechanizm gry jednak za bardzo odbiega od tego do czego przyzwyczajony jest dzisiejszy gracz. Oczywiście w jakimś stopniu masz kontrolę nad losowością, trzeba właściwie poruszać pionami i je chronić, ale zdarzają się sytuacje, kiedy rzuty potrafią być bardzo irytujące i to kilka razy z rzędu.

Rozumiem, że można sobie zagrać w „Backgammona” kilka razy, wyciągnąć go raz na jakiś czas na stół i dobrze się bawić, ale żeby zagrywać się w to przez cały czas? Bardzo mnie interesuje skąd fascynacja tą grą w Turcji. Mam nadzieję, że przy następnych odwiedzinach poznam na to odpowiedź.  Okazja na pewno będzie, bo od tamtego roku jesteśmy z Monią tym krajem zachwyceni.

Taki oto był mój powrót do tradycyjnych gier. Nie było wcale strasznie ani traumatycznie. Gry jak gry. A co najważniejsze, nie poczułem zapachu mechanicznej stęchlizny. Nie musiałbym za mocno wysilać wyobraźni, żeby zobaczyć wspomniane tytuły jako gry wydane obecnie. Dobra oprawa graficzna, może lekkie modyfikacje zasad i mamy nowoczesną planszówkę.

Pewnie nie tego spodziewasz się w tym miejscu i zabrzmi to pewnie jak herezja, ale daj szansę starym grom. Może to właśnie one są odpowiednim „gatewayem” do obecnych gier planszowych. Przypomnienie nieobeznanym graczom starych emocji może okazać się dobrą formą reklamy tego, co oferują planszówki obecnie.

Namawiam zwłaszcza do wypróbowania szachów bizantyjskich. Oczywiście ta gra może nie spodoba się wszystkim, ale miłośnicy tradycyjnych szachów koniecznie powinni  w to zagrać. Jest dziwnie, jest inaczej, ale jest ciekawie.

SAMSUNG CSC SAMSUNG CSC SAMSUNG CSCSAMSUNG CSC SAMSUNG CSC

Szczegółowe zasady gry znajdziecie na stronie www.ecola.com.pl.

Opisywane w tekście gry zostały przekazane przez wydawnictwo Ecola