Wpisy

The Queen’s Gambit – uwaga na sufit

Gdyby nie było dzisiejszych gier planszowych, to na pewno grałbym w szachy. Nie żebym był w nie dobry, ale mają ona dla mnie coś magnetycznego. Czysty pojedynek umysłów i konfrontacja w najprostszej formie – jeden na jednego. Z tego powodu „Queen’s Gambit” jeszcze bardziej podziałał na mnie, chociaż zapewne nie byłem w tym odosobniony w grupie kilkudziesięciu milionów widzów tego serialu. Wyciągnąłem swoje szachy, książki (mam takie), zacząłem częściej używać aplikacji Lichess.org i naprawdę spędziliśmy z Monią sporo fajnych wieczorów grając po prostu w szachy. Niestety, potem planszówki znowu zwyciężyły i szachy poszły w kąt. Aż do dziś, kiedy chociaż trochę mogę połączyć te dwa zainteresowania. Czytaj dalej

Trek 12: Himalaje. Kości i liczby na szlaku

Zaliczam się do tych, którzy kochają i góry, i morze, ale to góry skradły moje serce jako pierwsze i długo morza nie chciały do niego dopuścić. Dlatego „Trek 12: Himalaje” zaciekawił mnie głównie z powodu górskiej tematyki, bo oprócz klasyka w postaci K2 (co ciekawe, też od wydawnictwa Rebel, też Himalaje Karakorum), nie posiadam żadnej innej gry, która odwołuje się do tematyki górskich szczytów. A że to kościanka/wykreślanka i gra liczbowa w jednym? Tym lepiej, bo lubię tego typu gry. Czytaj dalej

Black Angel. Sztuczna inteligencja to nie tylko Skynet. Przeżyjemy.

Nie wiem czy jestem właściwą osobą, która powinna pisać o „Black Angel„. Ten tytuł „kupił” mnie już klika lat temu, jeszcze zanim trafił do produkcji. Najpierw zobaczyłem zdjęcia wersji demo, potem poznałem autorów, fabułę, a dopiero na końcu mechanikę, która już wtedy wydawała się czymś ciekawym. Wszystko mi się w tym spodobało, chociaż przyznaję, że najmniej liczyły się tu nazwiska autorów, bo ja jakoś fanem „Troyes”, czy też „Tournay” nie jestem. Ta gra była od samego początku reklamowana jako coś, co zachwyci miłośników cięższych gier i trzeba powiedzieć, że tutaj reklamy nie kłamały.

Czytaj dalej

Fallout Shelter. Praca szuka człowieka

Myśląc o grach komputerowych zawsze wspominam „Fallouta”. Pierwsze dwie części mają już rangę kultowych. Trzecia taktyczna („Brotherhood of Steel”) chociaż przyjęta chłodniej przez fanów, jeszcze bardziej mnie pochłonęła i pokazała jaki typ gier będzie mi się podobać w przyszłości. Potem moje drogi z serią się rozeszły. W tamtym roku na chwilę zainstalowałem na komórce „Fallout Shelter”. Gra był inna od tego z czym kojarzył mi się „Fallout”. Ciekawa, ale nie na tyle, żebym się w nią zagrywał tak jak pozostałe miliony jej fanów. Nie sądziłem, że wrócę jeszcze do roli zarządcy Krypty, a na pewno nie w planszowych realiach. Czytaj dalej

Res Arcana. Mocy przybywaj

Myślałem, że w tym roku pierwszą grą karcianą, którą opiszę będzie „Keyforge”, ale z zaskoczenia to pierwsze miejsce zaatakował nowy tytuł twórcy kultowego „Race for the Galaxy” (Toma Lehmanna), czyli „Res Arcana„. Były zapowiedzi, było sławne nazwisko autora, grafiki prezentowały się dobrze, ale po sparzeniu się na „Roll for the Galaxy” nie byłem osobą, która chciałaby kupić tę grę w ciemno. Ale zagrałem raz u Yosza i na drugi dzień od razu zamówiłem swój egzemplarz, nie czekając na polskie wydanie od wydawnictwa Rebel. Czytaj dalej