Mount Everest. Szerpa i syn – Turystyka wysokogórska

Prawie rok temu napisałem tekst opisujący wersję prototypową  kolejnej części K2 Adama Kałuży – Mount Everest. Kilka dni temu odbyła się jej premiera, a obecnie wydawca gry REBEL.pl prezentuje grę na targach w Essen. W ciągu tych jedenastu miesięcy Mount Everest się zmienił, ale na szczęście jest to wciąż bardzo dobra gra.

Przed dalszą lekturą polecam przeczytanie mojego wcześniejszego tekstu dotyczącego pierwszej, prototypowej wersji gry. Nie chcę się powtarzać i pisać po raz kolejny czym jest Ice Fall oraz dlaczego Mount Everest stracił miano góry tylko dla twardzieli. Ale co najważniejsze, po lekturze obu tekstów zobaczycie jak zmieniła się gra oraz co z niej zostało usunięte, a co dodane. Tutaj chciałbym się skupić tylko na ostatecznym wydaniu i pokazać właśnie te zmiany.

Nie grałem w ostateczną wersję pudełkową, a swoje wrażenia opisuję na podstawie otrzymanego niedawno od wydawnictwa prototypu przedprodukcyjnego. Nie jestem więc w stanie wypowiedzieć się o jakości wykonania, a swoje opinie na temat oprawy graficznej opieram tylko na tym, co widziałem na materiałach opublikowanych w sieci. O ile grafiki na elementach gry po raz kolejny są bardzo klimatyczne i aż drętwieje od nich z zimna ręka, to już do obecnego wyglądu planszy trzeba się przyzwyczaić. Dopiero po kilku grach już wiesz, że stare rozwiązanie (ładniejsze wizualnie) tutaj by się nie sprawdziło i podejście „polowe” jest najlepszym wyjściem.

Obecny Mount Everest skupia się tylko na wprowadzaniu naszych klientów na szczyt „Dachu Świata” i czerpaniu z tego korzyści, co ma odbicie w punktach zdobywanych za wprowadzenie i sprowadzenie miłośników mocnych wrażeń.

Jako przewodnicy  nie możemy,  więc liczyć na zdobywanie punktów za samo wejście na dobrze punktującą wysokość na sam koniec rozgrywki, ale tym razem  trzeba na punkty pracować od samego początku gry, ponieważ nie wprowadzając klientów nie otrzymamy punktów. Na ich liczbę ma też wpływ typ naszego klienta, bardziej wytrzymały alpinista (większe wytrenowanie – lepsza wartość aklimatyzacji) wprawdzie będzie łatwiejszy w utrzymaniu, ale przyniesie nam mniej punktów. Co innego marzący o wysokich szczytach turysta, który ocenia swoją wytrzymałość grubością portfela („płacę, więc wymagam” – mniejszy poziom aklimatyzacji). Za niego punktów dostaniemy więcej, ale też więcej stracimy, jeżeli zginie on pod naszą opieką. Tak, moi drodzy, porzućcie już teraz wizję łatwego zarobku polegającego na wprowadzaniu klientów na szczyt, a później znikaniu po angielsku we mgle lub śnieżycy zostawiając swoich podopiecznych na pastwę losu. Klientów trzeba wprowadzić i sprowadzić na dół, bo inaczej poczujemy tego konsekwencje i nie mówię nawet o sumieniu, ale o ważnych w grze punktach.

Podobnie jak w K2 mamy dwóch himalaistów, tylko tutaj pełnią oni funkcję przewodników i tragarzy. Koniec z prowadzeniem jednego alpinisty na szczyt i bunkrowaniem drugiego w obozie. Tutaj nie będzie sytuacji znanych z K2 i grania na zasadzie: skupiam się na jednym, a potem, kiedy on schodzi atakuję szczyt drugim. W ME od początku musimy działać wspólnie i budować naszą wysokogórską infrastrukturę z wykorzystaniem obu przewodników. A jest co robić, bo samo zabranie garstki klientów i próba ataku na pewno nie zakończy się sukcesem. Wcześniej musimy zadbać o obozy i aklimatyzację naszych podopiecznych. Na szczęście my sami, przebywając dość długo na tej wysokości, nie musimy się o nią martwić i  wnoszone przez nas butle z tlenem będą przeznaczone tylko dla klientów.

Do gry powróciły karty aklimatyzacji, bo jak pamiętacie nie miało ich być. Obecnie musimy je zdobyć oddając w zamian wniesione do obozów butle z tlenem. Karty tego typu dobieramy z oddzielnego stosu aklimatyzacji i zastępujemy nimi nasze karty ruchu. Oddaje to klimat wysokogórskiej  wspinaczki, gdzie aklimatyzujemy się pozostając przez pewien czas w obozie, dlatego pozyskiwanie kart za wniesione butle dodaje grze jeszcze więcej smaczków.

Na szczęście w grze pozostał niezmieniony jeden z najciekawszych elementów gry, czyli Ice Fall, obecnie zwany lodospadem Khumbu. Plansza jest dwustronna i w zależności od strony na swojej drodze spotkamy dwa rodzaje lodospadu, który może być zbudowany z 6 lub 10 elementów. Już to pisałem wcześniej, ale powtórzę: Adam Kałuża ponownie dokonał rzeczy wydawałoby się niemożliwej i przeniósł na planszę za pomocą tylko trzech typów kafli napięcie i klimat pokonywania tego zamarzniętego piekła. Kiedy idziemy w nieznane i zaczynamy odkrywać po kolei kafel za kaflem to ciężko nie czuć niepokoju związanego z tym, co przyniesie nam los. Natrafienie na szczelinę lub ciężki teren nie jest może tak tragiczne w skutkach w przypadku mniejszego lodospadu, ale przerwanie długiego przemarszu pod koniec tego większego i  szerszego lub jego spowolnienie i przymus powrotu może nas kosztować sporo cennych punktów ruchu.

Jestem po kilku rozgrywkach w Mount Everest i żadna z nich nie była taka sama. Nie chodzi już tylko o samą pogodę, ale obecnie wszystkie elementy układanki  mechaniki trzeba obserwować i dokładnie dopasować, a w dodatku zrobić to w odpowiednim czasie.

Ogólnie nie jest łatwo. Praca naszych przewodników to przez cały czas walka nie tylko z przyrodą, ale również z wyborami. Co zabrać? Klientów, obóz czy tlen? A może tym razem weźmy tylko same butle, a nasz kumpel wprowadzi klientów do pierwszego obozu, który już jest rozstawiony w idealnym, zasłoniętym od wiatru miejscu?  A może jednak wykorzystać pogodę i spróbować zbudować drugą bazę/obóz? Nie, jeszcze za wcześnie, teraz biorę do pomocy alpinistę i butle i ruszam w górę na spotkanie z powracającym kumplem – wymienimy się w drodze, a ja wrócę do obozu głównego po resztę sprzętu. Pogoda jest słoneczna, więc pozostawieni w pierwszej bazie klienci spokojnie przeżyją noc. Tak to wygląda od strony logistycznej, a do tego dochodzi ciągła walka z aklimatyzacją. Musimy wyczuć kiedy trzeba zacząć wymieniać butle z tlenem na karty aklimatyzacji. Stracimy wtedy karty odpowiedzialne za ruch, dlatego trzeba sobie zdawać sprawę z konsekwencji złej decyzji. Co prawda nasi podopieczni będą mieli czym oddychać, ale ich możliwości ruchowe zostaną ograniczone i tlen tak naprawdę pójdzie dosłownie w przysłowiową parę. Pamiętajmy, że punkty dostajemy za zdobycie szczytu i zejście, więc czekanie w obozie nic nam nie da.

Obozy tym razem mają bardzo duże znaczenie, jeżeli bez namiotów lub śnieżnych jam teoretycznie mogliśmy jakoś przetrwać na K2 lub Broad Peaku to tutaj bez obozów nie mamy szans. I nie bez przyczyny mamy ich dwa na wyposażeniu, ponieważ z jedną bazą zarządzanie transportem klientów może być trudne. Obozy to nie tylko magazyny na butle, ale również miejsce odpoczynku naszych klientów. Nasza ograniczona pojemność plecaków zmusi nas w którymś momencie do pozostawienia podopiecznych w terenie i tylko obóz ochroni ich od śmierci. Dobrze zorganizowana trasa podejścia z odpowiednio zlokalizowanymi bazami to klucz do sukcesu.

Mount Everest jest najtrudniejszą i najbardziej wymagającą częścią  górskiej serii gier Adama Kałuży. Tutaj nie można sobie pozwolić na bezmyślne wycieczki górskie z wizją „co będzie, to będzie”, bo takie podejście szybko zniechęci nas do gry ciągłymi porażkami. Dodatkowo większa ilość elementów do przeanalizowania sprawia, że obecnie gra trwa dłużej i jeżeli popełnimy błąd to sporo czasu będziemy musieli poświęcić na drobienie w miejscu bez szans na dobry wynik. Jednak większe wymagania stawiane w stosunku do graczy sprawiają, że jest też ciekawiej. O ile wcześniej część drogi mogliśmy pokonać mechanicznie, to teraz każdy krok i decyzję trzeba dobrze przemyśleć ponieważ może ona skutkować w dalszej części gry.

O jedno nie musicie się w Mount Everest obawiać, a mianowicie o klimat. W tej grze trzaska lód, bolą płuca od niskiej zawartości tlenu, wiatr i emocje wywołują wypieki na twarzy, a poczucie odpowiedzialności za pozostających pod naszą opieką klientów, nie pozwala nam się zatrzymać i wciąż przemy naprzód poprzez śnieg, zawieruchę i lodowe szpony lodospadu.

 

 

Zdjęcia wykorzystane w tekście pochodzą z serwisu BoardGameGeak.com oraz ze strony wydawnictwa REBEL.pl.

0 0 votes
Oceń artykuł
Subscribe
Powiadom o
5 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments

Ciekawy artykuł. Choć gra już jest na liście „must have” teraz tym bardziej ostrzę na nią zęby:) jedno mnie jednak zaintrygowało: piszesz, że ME jest trudniejszy od K2. A autor piszę dokładnie odwrotnie (http://folko.gry-planszowe.pl/?p=731#more-731) . Skąd tak różne opinie?:)

Ha, źle mnie zrozumiałeś. MtEverest jest zdecydowanie najtrudniejszy z trylogii. Ja pisałem o użyciu planszy z MtE jako dodatku do K2. Przyznaję, że można było odczytać to inaczej. W takim wypadku (więc gramy zasadami i elementami z K2 na planszy MtE) MtE jest łatwiejszy. Jeśli jednak porównujemy gry jako samodzielne – to MtE jest trudniejszy, dużo. O ile K2 fajnie nadawał się jako gra wprowadzająca, to z MtE już tak łatwo nie jest. Tu doświadczenie grania (w różne gry) procentuje. Dla znających K2 też może być Everest zaskakujący, tu trzeba planować kilka wejść, ustawienia namiotów. Bez namiotów (przynajmniej jednego) nie ma co na dobry wynik liczyć. Przykładem niech będzie moja rozgrywka z kluby, gdzie kolega, który w K2 grał dużo, kompletnie się pogubił i w sumie zdobył 0 punktów. Ale też nikogo nie stracił ;-). Wiem, że teraz zagrałby już dobrze, ale Everest pokazał że wprowadzanie klientów to inny rodzaj gry :-)

Zatem faktycznie źle zrozumiałem – widać tak mnie pochłonęły kolejne wieści o grze, że nie skojarzyłem faktu, iż artykuł jest o MtE w roli dodatku. Teraz bym inaczej odczytał treść. Jak widać Everest może zaskoczyć jeszcze przed rozgrywką:)

Na razie miałem do niej jedno podejście – ale późnym wieczorem jakoś rozgryzanie instrukcji się nie powiodło. Mam „Jaskinie” -i po pierwszej grze wszystko się wyjaśniło – no ale jako dla szambonura Jaskinia to pozycja obowiązkowa. Ciekawe jak to będzie z Everestem (nigdy w K2 czy Broad Peak nie zagrałem). Muszę jeszcze posiedzieć nad instrukcją. Jakoś kwestia startu, i dobierania/manewrowania kartami ruchu/aklimatyzacji nie do końca wydaje się zrozumiała.

Hey, mam pytanko dotyczace obozów.
Jest ograniczenie dotyczace ilosci butli z tlenem jaka moze sie znajdowac w obozie na danej wysokosci.
W instrukcji nie ma nic na temat ilu max mozna umiescic w nich turystów.
Czy oznacza to ze nie ma zadnego ograniczenia co do ilosci turystów w obozie??