Szachowe łamanie głowy, gdzie szach mat nie pada, a gracz jest jeden

Są trzy łamigłówki, do których od pierwszego wejrzenia zapałałem sympatią, podpartą chęcią ich posiadania. Jedną z nich jest Solitairy Chess, które w Polsce niedługo wyda wydawnictwo Egmont jako Szachy solo. Wprawdzie większość gier z serii Thinkfun potrafi przyciągnąć do siebie spore rzesze fanów, ale ta jest wyjątkowa, bo nawiązuje do królewskiej gry – Szachów.

Miłośników obecnych gier planszowych szachy mogą nużyć i być przykładem totalnej suchości, ale nie ma co ukrywać, że jest to gra genialna, która stosując proste zasady potrafi rozłożyć na łopatki największe umysły tego świata. Ta z pozoru abstrakcyjna gra, swoją elegancją zasad przyciąga do siebie miłośników nie tylko logicznego myślenia, ale również strategii i taktyki. Sześć figur i kilkanaście zasad teoretycznie pozwala na rozegranie 10^120 unikalnych gier… król jest jeden – szachy!*

W pudełku, które z powodzeniem możemy wrzucić do plecaka nie bojąc się, że coś nam się z niego wysypie, znajdziemy 10 figur szachowych oraz 60 zadań podzielonych na cztery poziomy trudności. Wraz z rozwiązywaniem zadań wzrasta ich trudność. Od początkowych, wprowadzających w zasady łamigłówki i szachów, poprzez bardziej zaawansowane, aż do poziomu ekspert, gdzie zadania mogą być wyzwaniem dla prawdziwych szachowych wyjadaczy. Nie będę ukrywał, że jeszcze nie skończyłem wszystkich zadań.

Każda z kart zadań pokazuje początkowe ustawienie figur na planszy (4×4), a nasza rola polega na takim przemieszczeniu figur, aby na końcu pozostała tylko jedna. Figury poruszają się i zbijają zgodnie z zasadami znanymi z szachów i każdy ruch figury musi być zakończony zbiciem innej. Tylko ruch piona odbiega od przyjętych zasad i ze względu na przymus bicia nie porusza się on o jedno pole do przodu, ale o jedno na skos.

Wszystko wydaje się proste i trywialne, ale nie bez przyczyny szachy uznawane są za jedną z najtrudniejszych gier. Pierwsze poziomy przechodzimy gładko i bardzo miło to łechce nasze ego, aż do chwili, kiedy na naszej drodze stanie problem, przy którym nasza ręka długo będzie wisiała nad planszą. Na filmach podoba mi się jak bohater przychodzi do domu, zatrzymuje się nad rozstawionymi szachami i wykonuje jeden ruch lub duma nad kolejnym. Dzięki Szachom solo i ja mogę teraz posmakować takich intelektualno-snobistycznych smaków życia.

Szachy solo spodobają się nie tylko miłośnikom jednoosobowych łamigłówkek, ale również tym, którzy do tej pory nie mieli do czynienia z taką formą rozgrywki, ale lubią za to grać w szachy. Rozwiązując poszczególne zadania będziemy czuli się jakbyśmy grali w szachy, dlatego nabiera to dodatkowego smaczku.

Przy tej łamigłówce dobrze będzie się bawił zarówno początkujący, jak i bardziej doświadczony gracz. Jest to też bardzo dobry sposób na rozpoczęcie przygody z szachami i istnieje duża szansa, że z każdym rozwiązanym zadaniem będzie rosła chęć zagrania w prawdziwe szachy i poczucia się jak arcymistrz.

Na razie zachęcam jednak do podjęcia samotnej walki z zadaniami, ale w przyszłości, kto wie, może następca Magnusa Carlsena w swojej biografii napisze „…pamiętam, że wszystko zaczęło się od Szachów solo”.

* Wiem, że jest Go, które uznawane jest za grę bardziej skomplikowaną od szachów. Dla mnie, Europejczyka, to jednak szachy są bardziej zrozumiałe i łatwiej jest mi je zrozumieć, a nawet dodać do nich tematykę. Z Go jest inaczej, bo z niego emanuje wschodni mistycyzm, który jest jego nierozłącznym elementem i nadaje mu aurę tajemniczości. Bardzo liczę na tekst Marcina ‘Yosza’ Krupińskiego, który może w końcu da się skusić i opisze swoją przygodę z Go.