Gejsze (Hanamikoji). Wielka moc małej gry

Czy dopadła cię kiedyś myśl, żeby zaprojektować grę? Głupie pytanie. Oczywiście, że tak. Prawdopodobnie każdy przez to przeszedł lub przejdzie, to tylko kwestia czasu. W takich sytuacjach w głowach pojawiają się pomysły na skomplikowane i wyrafinowane mechaniki połączone z bogactwem komponentów. Tak właśnie dla większości z nas wygląda przepis na dobrą grę. Tylko czy faktycznie muszą one tak wyglądać? Okazuje się, że nie, a dowodem na to jest coraz większa popularność gier minimalistycznych, które potrafią wywołać takie same pokłady zadowolenia co ich więksi (i to dosłownie) członkowie rodziny. Tylko nie wyciągaj pochopnych wniosków, że takie gry łatwiej zaprojektować. Mam wrażenie, że nawet wręcz przeciwnie, bo o wiele prościej namalować dzieło sztuki posługując się całą paletą barw, niż robiąc kilka pociągnięć pędzla, używając tylko kilka kolorów farb. A jednak jest to możliwe i co pewien czas pojawia się tytuł, który elektryzuje rynek i pokazuje geniusz takich właśnie gier. Jedną z jest są „Gejsze”, które świat zna jako „Hanamikoji”.

Opisana w tekście gra została przekazana przez wydawnictwo Nasza Księgarnia

Jest to typowa gra minimalistyczna. Trudno zresztą mówić o niej inaczej, skoro podczas rundy masz do wykorzystania tylko dziesięć kart i cztery akcje, a w dodatku cała gra może się po tej jednej rundzie skończyć. Trochę mało, nie sądzisz? Błędne myślenie. Zaraz zobaczysz co się tam ukrywa.

W zasadzie to już wiesz co znajdziesz w zgrabnym pudełeczku z grą, ale to nie do końca jest wszystko. Do gry potrzebujesz jeszcze żetonów przychylności tytułowych gejszy oraz ich wizerunków, które tutaj zostały umieszczone na dużych i sztywnych kartach. Całość w czasie gry prezentuje się zadziwiająco okazale jak na tak małą liczbę komponentów i pewnie jest to w dużej mierze zasługa umieszczonych na nich grafik.

Cieszę się, że zachowano tu oryginalną szatę graficzną. Wprawdzie nic by pewnie nie straciła na zmianie, bo mechanika nie jest z nią mocno powiązana, ale ta orientalna grafika w połączeniu z minimum zasad ma w sobie coś intrygującego, ale również i uspokajającego. Troszkę takie planszowe Zen.

Gra naprawdę może trwać dosłownie tylko jedną rundę, więc krótki czas gry (maksimum 15 minut) nie powinien być tu dla ciebie zaskoczeniem. Dodam tylko, że podobnie jest z zasadami i czasem, jaki trzeba poświęcić na ich wytłumaczenie. Minimalizm to minimalizm, więc wszystko musi być temu podporządkowane.

Celem gry jest pozyskanie przychylności  tytułowych gejsz. Z kart na podstawie ilustracji wyczytasz jakich spodziewają się one prezentów (tak, to właśnie prezentami zdobywamy ich względy) oraz ile takich przedmiotów znajduje się w talii podarunków.

Liczba ta jest również wartością punktową przyporządkowaną określonej gejszy. Jest to bardzo ważne, ponieważ warunkiem zwycięstwa jest albo zdobycie przychylności minimum czterech gejsz, albo właśnie odpowiedniej liczby punktów, tak by ich suma z kart wynosiła minimum jedenaście. Sam pojedynek o przychylność gejszy wygrywasz poprzez posiadanie na koniec gry więcej kart prezentów po twojej stronie jej wizerunku.

To co, gramy? Rozłóż wszystkie karty gejsz pomiędzy tobą a przeciwnikiem, na środku każdej z nich połóż znacznik przychylności, rozdaj każdemu po sześć kart z talii prezentów (jedna karta zawsze jest usuwana z gry) i już możecie wykonywać na zmianę jedną z waszych czterech akcji. Żeby być pewnym wykonania każdej z nich będziesz odwracał odpowiadający jej żeton na nieaktywną stronę. Prosty, ale działający sposób, który dodatkowo pozwala od razu zorientować się szybko o posunięciach przeciwnika.

Przed wykonaniem akcji dociągasz zawsze jedną kartę, dzięki temu co turę masz dodatkowe możliwości na zaspokojenie zachcianek gejsz, a że akcje opierają się na różnym wykorzystaniu kart, więc każdy dodatkowy prezent, przy tak małej ich liczbie (dziesięć na gracza), jest tu na wagę złota.

Musisz być do początku świadom interakcji jaka zachodzi tutaj pomiędzy przeciwnikami. Aż w dwóch akcjach ich ostateczny wynik jest zależy po części od decyzji drugiego gracza.

Pierwsza z nich to Kompromis, w której spośród trzech wybranych i odkrytych przez ciebie kart, przeciwnik wybiera jedną i kładzie przy odpowiednich gejszach, a ty to samo robisz z pozostałymi dwoma, ale już po swojej stronie.

Na podobnej zasadzie działa akcja Podwójny podarunek, tylko że tutaj proponujesz dwie pary odkrytych kart. Jedną parę wybiera przeciwnik i układa po swojej stronie powiązanych z podarunkami gejsz, a drugą ty.

Ważna uwaga. Mówiąc o grach, czasami w stosunku do pewnych akcji mówi się, że są ona szczególnie ważne dla gry. Tutaj te słowa nie padną, gdyż w grze posiadającej tak mało akcji, logiczne jest, że każda z nich jest szczególnie ważna. Pamiętaj więc, że błąd popełniony tylko w jednej z nich może przynieść ci przegraną. Chciałem napisać „klęskę”, ale przy tego typu grze, zabrzmiałoby to chyba zbyt dramatycznie.

Wracamy do akcji. Te dwie właśnie opisane są najtrudniejszym wyborem, przed jakim staniesz podczas gry. Tak, wiem co napisałem o ważności akcji, ale co mam zrobić skoro, przy tych dwóch najdłużej się myśli. Będziesz musiał przy nich uruchomić wszystkie pokłady dedukcji, blefu i strategicznego myślenia. I nie ma tutaj jakiejś złotej rady kiedy najlepiej je wykonać i w jakiej kolejności. Wszystko zależy od kart i od tego co się wydarzyło lub wydarzy na stole. Wprawdzie mechanika bazuje na niewiadomych, ale dane, które dostajesz do ręki pozwalają w pewnym stopniu ją odgadnąć.

Nie spodziewaj się tu jednak jedynie jawnych ruchów i odkrytych kart. Nic z tych rzeczy. Dwie kolejne akcje są pod tym względem całkowitym zaprzeczeniem tych wcześniejszych.

Sekret to nic innego jak odłożenie jednej zakrytej karty i nakrycie jej nieaktywnym już znacznikiem. Odsłonisz ją dopiero na koniec gry i dołożysz do już wyłożonych kart prezentów. To jest ten jeden ruch po stronie gracza, który odkrywa wszystkie sekrety pojedynku. Wtedy najczęściej okazuje się kto go wygra, choć nic oczywiście nie stoi na przeszkodzie, żeby tak sprytnie przeprowadzić rozgrywkę, że nawet Sekret nie zmienił sytuacji na stole.

Ostatnia akcja to Eliminacja. Polega ona zgodnie z nazwą na eliminacji z gry dwóch kart. Robisz to jednak w tajemnicy i twój przeciwnik do końca nie będzie wiedział jakich kart będzie brakować na stole. Ty zresztą też nie będziesz tego wiedział, bo przypominam, że macie do dyspozycji te same cztery akcje.

Po wykonaniu wszystkich możliwych akcji, odsłaniacie i dokładacie swoje sekretne karty, odrzucacie karty poddane eliminacji i sprawdzacie warunki zwycięstwa na podstawie znaczników przychylności znajdujących się po określonej stronie kart gejsz. Jeżeli ktoś zdobędzie odpowiednią liczbę przewag, to jest to równoważne z końcem gry. W przeciwnym razie zaczynacie nową rundę, ale bez przesuwania do pozycji wyjściowych znaczników przychylności, za to z rozdanymi od nowa kartami prezentów.

„Gejsze” (jeszcze jako „Hanamikoji”) są z nami od dawna, ale z wielką  przyjemnością zastąpiłem w końcu swoją wersję demo wydaniem pudełkowym. Granie wydrukiem na zwykłym papierze było uciążliwe, ale grało nam się tak dobrze, że dzielnie znosiliśmy te utrudnienia. Tytuł ten od pierwszej rozgrywki chwycił nas za serca, a są to serca osób, które uwielbiają gry dwuosobowe, ale są już dosyć wybredne i obecnie szukają w nich czegoś oryginalnego.

„Gejsze” idealnie się tutaj sprawdziły i dostaliśmy tu wszystko czego oczekujemy od dobrej gry dwuosobowej. Jest interakcja, która wprost wpisana jest w mechanikę gry, a do tego planowanie, blefowanie i dedukcja. Wszystko to jest zamknięte w minimalnej formie z pozoru prostymi mechanikami, które w rzeczywistości dają zaskakująco dużo powodów do pokombinowania i dłuższego zastanowienia się nad kolejnym posunięciem.

Zdaję sobie sprawę, że to co napisałem może cię nie przekonać, ale ciężko jest opisać gry minimalistyczne. O czym tu pisać skoro gra posiada tylko cztery akcje na gracza i może trwać dziesięć minut? Jednak zaufaj mi. Te gry pokazują swój potencjał w chwili kiedy zaczniesz w nie grać. Jedyne pytanie, na które musisz sobie teraz odpowiedzieć, to to czy lubisz w grach cechy, które wcześniej wymieniłem. Jeżeli tak, to śmiało rozglądaj się za swoim egzemplarzem „Gejsz”. Nie pożałujesz. Obiecuję.

 

Century: Korzenny Szlak
Jorvik