Choinka, Totem. Niespodzianka i pewniak w mojej kolekcji

Jeżeli przyjrzeć się ich do tej pory wydanym grom, to ja w zasadzie nie należę do targetu wydawnictwa Nasza Księgarnia. Ale ich ostatnie dwie gry idealnie wpisały się w mój gust. Jedną poznałem dopiero teraz, ale tę drugą już od dawna znałem i doceniałem, ale nie miałem możliwości jej kupienia. Gdyby to był koniec grudnia i Święta już pachniałyby piernikiem, barszczem, pierogami i zieloną choinką, to pomyślałbym, że Nasza Księgarnia zrobiła mi idealny prezent gwiazdkowy.

Kiedy pierwszy raz zobaczyłem „Choinkę” nie wiedziałem czy Windziarz pomylił recenzenta, czy też faktycznie to mi chciał wysłać linka do tej gry w wersji oryginalnej. Szanuję poczynania Naszej Księgarni, wiem, że Jarek Basałyga wraz z Michałem mają nosa do dobrych tytułów, ale ja nie zawsze jestem idealnym kandydatem do ich recenzji. Tutaj zobaczyłem choinkę, którą trzeba ubierać w bombki lub innego rodzaju świecidełka i jeszcze jakby tego było mało, w piernikowe ludziki, które bardziej kojarzą mi się z filmami o Shreku niż z grą planszową, którą miałbym z własnej woli wyciągać na stół.

No cóż, Windziarza szanuję, więc nie poddałem tematu od razu i zacząłem się dopytywać. „- To faktycznie jest gra dla mnie? – To zmyła. Stary, to jest wypalacz mózgu„. Spojrzałem jeszcze raz na BGG. Wypalacz mózgu? Czy on dalej pracuje dla NK? OK, nie walczyłem. Ślij.

Monia zareagowała na zawartość pudełka „Christmas Tree” jak dziecko. Jej reakcja była oczywista, gdyż to ona ubiera u nas choinkę. Ja pomimo, że ją uwielbiam, to znaczy przystrojone drzewko… nie no, Monię też uwielbiam, ale mówimy tu o grach – to niekoniecznie przepadam za wieszaniem na niej ozdób i lampek. Na drzewku! Już koniec, dobrze? Wracamy do „Choinki”. Byłem wciąż sceptyczny, ale skoro gra jest, to trzeba ją poznać.

Pierwszy sygnał, że to może faktycznie nie jest zwyczajna świąteczna układanka, wydana idealnie na święta tylko po to, żeby z automatu wpisać się na listy zakupowe szukających prezentów rodziców, dziadków lub innych poszukiwaczy podarunków dla młodszego pokolenia graczy, pojawił się podczas tłumaczenia zasad, kiedy zobaczyłem plansze gracza, wszystkie ozdoby, które trzeba będzie w odpowiedni sposób na nich umieścić wraz z zasadami punktacji.

Nasza choinka podzielona jest na romboidalne pola, które aż proszą się o przystrojenie. W tym celu wykorzystasz trójkolorowe bombki w trzech kształtach, cukierki oraz wspomniane już piernikowe ludziki. Każda z tych ozdób w jakiś sposób wpływa na końcową punktację, ale jej ostateczny wynik zależy od tego, w którym miejsca drzewka je umieścisz.

W bombkach ważny jest ich kolor, kształt oraz widoczna liczba płatków śniegu, a w cukierkach oprócz samego faktu, że to cukierek, również liczba śnieżynek. Dodatkowo karty ozdób posiadają po bokach połówki kolorowych choinkowych lampek, które po połączeniu w całość z drugą połówką o tym samym kolorze (sąsiadująca karta) również przyniosą upragnione punkty zwycięstwa.

Piernikowe ludziki w zasadzie nie mają dodatkowych oznaczeń na kartach, ale same w sobie, a bardziej na sobie, posiadają oznaczenia warunków, które muszą spełnić ozdoby z sąsiedztwa w celu… tak, otrzymania z nich punktów. Każdy z nich dokładnie określa z jakim kształtem lub kolorem powinien sąsiadować, a im więcej tych warunków spełnimy, tym więcej punktów zdobędziesz. Obecność pierniczka sama w sobie jest punktowana, ale dopiero za spełnienie warunków otrzymasz prawdziwe punkty. Niech nie zmyli cię jego wesoły uśmiech. Wprawdzie podczas punktacji, gdy dobrze podejdziesz do planowania swoich dekoracji, zapewne zagości on na twojej twarzy, ale pod czas gry ten korzenny wypiek częściej będzie wywoływał na niej wyraz skupienia i/lub irytacji spowodowanej kombinowaniem jak najlepiej wykorzystać warunki tego piernika.

Ale to nie koniec źródła punktów w tej grze. Tak, ja też otwierałem coraz szerzej oczy. Do punktów z ozdób dochodzą karty celów, które obowiązują w każdej z trzech rund gry. Zawsze są one inne i jeżeli będziesz chciał z nich skorzystać, to jeszcze bardziej będziesz musiał natrudzić się podczas dekorowania choinek, bo ich warunki jasno określają co w danej rundzie warto na niej umieszczać i gdzie.

Pomimo, że sama punktacja (żeby nie było tak „prosto”, to punkty liczy się na koniec każdej tury i dodatkowo na koniec gry) i sposób jej liczenia mogą na początku wydawać się skomplikowane, to samą rozgrywkę bardzo łatwo i szybko da się wytłumaczyć.

Każdy zaczyna z ośmioma kartami ozdób oraz czterema celami. Na początku rundy wszyscy jednocześnie ujawniacie jeden z celów, który od teraz obowiązuje wszystkich graczy oraz wybieracie jedną z dostępnych na początku kart. Podobnie jak w przypadku celów ujawnicie ją jednocześnie, a resztę kart przekażecie sąsiadowi z lewej strony. Jeżeli grałeś w „7 Cudów Świata”, to na pewno wiesz o czym piszę. Po umieszczeniu ozdoby na choince, wybierasz kolejną z obecnego zestawu kart i ponownie przekazujesz je dalej. W jednej rundzie na choince znajdzie się siedem ozdób, nigdy wszystkie, bo jak pamiętasz ,na początku każdy z was ma ich po osiem. Podobnie jest z celami. Tu też jedna z kart nie będzie brała udziału w grze, więc zawsze będziesz miał tu możliwość wyboru i podjęcia decyzji, który cel będzie lepiej służył tobie, a może lepiej jakby nie służył nikomu, jeżeli nie chcesz, żeby ktoś dogonił cię punktowo.

Tak forma wyboru kart daje bardzo ciekawy aspekt strategiczny do rozgrywki. Wprawdzie po jednym obiegu kart znasz już teoretycznie wszystkie, które biorą udział w danej rundzie i możesz zacząć planować co i jak umieścisz na choince, ale wciąż istnieje szansa, że twoje plany mogą się nie udać, bo dekoracje, które sobie upatrzyłeś znalazły się na drzewku innego gracza. Trzeba więc na bieżąco aktualizować swoje cele i starać się przewidzieć choć trochę zamiary przeciwników i wymyślać układy, które są dla nich niekorzystne, bo ozdoby będące ich elementami z większym prawdopodobieństwem trafią do ciebie. Warto więc patrzeć w gałązki pozostałych choinek. Losowość wciąż tu jest, ale obieg kart zwiększa zakres możliwości planowania. Jest tu więc miejsce i na strategię, i na taktykę. Stosunek tych dwóch sztuk zdobywania punktów bardzo dobrze się tu sprawdza i jest źródłem emocji przez cały czas trwania gry.

Końcowe podliczanie ostatecznie zweryfikuje twój pomysł na dekorację świątecznego drzewka. Oprócz punktów z celów podliczanych standardowo na koniec rundy, dochodzi jeszcze specjalna punktacja, w której pod uwagę weźmiesz liczbę płatków śniegu, jarzące się na choince całe lampki oraz wymagania grymaśnych piernikowych ludzików. Wprawdzie raz założona ozdoba standardowo nie może być już ruszona, to jednak zasady przewidują trzy takie poprawki (zamiana położenia dwóch kart, obrót karty), ale na koniec gry zyskasz dzięki temu mniej punktów.

Jak widzisz, ta gra faktycznie potrafi wypalić mózg. Wprawdzie w instrukcji znajduje się wariant trudniejszy (łatwiejszy zresztą też), to jednak i w tym standardowym ciężko znaleźć czas na odpoczynek dla szarych komórek. Wciąż trzeba analizować co, gdzie i jak położyć, tak żeby cele na koniec rundy i punktowanie na koniec gry przyniosły jak najwięcej profitów.

W wersji standardowej można ozdoby kłaść gdzie się chce, ale w wariancie trudniejszym nie dość, że każda kolejna ozdoba musi przylegać do jednej z wcześniejszych, to jeszcze cele (w tym wariancie są trudniejsze w realizacji) krążą pomiędzy graczami tak jak karty ozdób (cel wyłożysz gdy do ciebie wróci), więc poznajemy je, ale w głowie musimy sobie dołożyć kolejną zmienną układu ozdoba – choinka – punkty.

Patrząc na temat, to niesamowite jest to ile tutaj jest decyzji. Oczywiście możesz iść na żywioł i układać wszystko na zasadzie „może się uda” i może coś z tego faktycznie wyjdzie, ale taka zabawa może bawić najmłodszych graczy. Pozostali, a sądzę, że możesz się do nich zaliczać, jeżeli będą chcieć to znajdą tu bardzo dużo możliwości na zaspokojenie zaawansowanych wymagań jakie stawiają logicznym grom planszowym. Radosna oprawa graficzna i jej dosyć mało poważny temat są bardzo zwodnicze. „Choinka” to nie milutka i odprężająca gra jakiej się można spodziewać, ale gra, która sprawi satysfakcję wszystkim tym, którzy lubią wielowymiarowe układanki zamieniające stworzone podczas gry układy w punkty, które cieszą jak iskrząca kolorowymi światłami świąteczna choinka podczas bożonarodzeniowych świąt. W dodatku różne warianty trudności i dosyć sprawnie działający wariant dla dwóch graczy umożliwią dobrą zabawę w zasadzie każdemu. Mam wrażenie, że dzięki „Choince” ubieranie świątecznych drzewek będzie gościło w naszych domach nie tylko przed świętami. Efektem ubocznym może być jednak zupełnie inne spojrzenie teraz na układ ozdób na tych prawdziwych drzewkach i cała operacja strojenia może się co u niektórych z tego powodu wydłużyć…


Z „Totemem” sytuacja jest zupełnie inna. Grę tę znam od dawna, ale niestety nigdzie nie mogłem jej kupić, bo po polskim wydaniu zostało tylko wspomnienie.

Mój kontakt z grą pamiętam bardzo dokładnie, choć było to tak dawno temu, że już nie pamiętam daty. Na pewno było to przynajmniej z pięć, sześć lat temu. Ciekawe, że taka gra wywarła na mnie takie wrażenie, że siedziało to w mojej głowie przez tyle lat. A był to przypadek.

Po skończonym otwartym spotkaniu w opolskiej bibliotece, czekaliśmy aż wszyscy pokończą swoje rozgrywki, a my, stare konie w ramach oczekiwania, postanowiliśmy w coś zagrać. Pierwszą grą jaka nam wpadła w oko, o co zresztą nie trudno, bo elementy ma ona bardzo przyciągające wzrok, był właśnie „Totem”. Nie odbyło się oczywiście od wesołych komentarzy, „że nie ma to jak gra dla dzieci dla starych eurograczy„, czy też „tylko mocno nie móżdż, heheh…”, ale był wolny czas, czterech graczy, którzy nie mieli co ze sobą zrobić i brak chęci do szukania czegoś innego. Zasady poznaliśmy w kilka minut, szybko przygotowaliśmy planszę, rozdaliśmy karty, kilka pierwszych rozdań i początkowa zabawa zaczęła coraz bardziej nas wciągać. Kurczę, tutaj jest co pokombinować! Od razu było widać, że gra zaskoczyła i początkowy wzrok graczy rozbiegany i będący w stanie rozluźnienia, zaczął się na dłużej ogniskować na kartach i na elementach totemu, ruch ręki wybierający i wykładający kartę nie był już tak nonszalancki, ale zaczął zwalniać i wyraźnie było czuć, że podejmowanie decyzji nie jest już losową zabawą, ale przemyślaną decyzją. Tak się kończy danie optymalizatorom teoretycznie luźnej gry. Ale spokojnie, nie zrobiliśmy z niej drugiego „Brassa”, cały czas nad stołem słychać było wesołe dogadywanie i komentowanie ruchów, porażek i przechwalanie się czegoż to my nie mamy na kartach i czegoż to my nie zrobimy, a to wszystko w poparte masą śmiechu typowej dla gry imprezowej.

Tak było, i tak „Totem” skradł moje serce. Nie dziw się więc, że na widok zapowiedzi jego powrotu na polski rynek prawie wszędzie okazywałem swoją radość z tego powodu. Choć przyznaję, że ogólnie trochę mnie to jednak zaskakuje, ale widać gdzieś głęboko w umyśle ten tytuł mocno zapuścił swoje korzenie pod opisanym wyżej wspomnieniem, które do tej pory wywołuje u mnie miłe uczucie. Na szczęście jego weryfikacja i pierwsze partie w „Totem” pokazały, że ta gra to nie tylko wspomnienia, ale faktycznie rewelacyjny tytuł, zwłaszcza dla miłośników ukrytych celów rodem z „Pędzących żółwi”.

Plansza i elementy gry jakie są to widać. Kuszą i mało jest osób, które nie chcą się bliżej przyjrzeć elementom totemu. O! A może to wina tej indiańskiej stylistyki i jakieś szamańskie moce powiązały mnie z tym tytułem na wieki? W każdym razie wątpię, że ktoś kiedyś postanowi tę grę wydać w innej oprawie, bo ta obecna jest genialna.

Po ułożeniu totemu na planszy i rozdaniu każdemu z graczy zestawu identycznych kart akcji rozpoczyna się gra. Zestaw dostępnych akcji w rundzie, która trwa do momentu wyłożenia wszystkich kart, będzie inny zarówno dla ciebie, jak i dla twoich przeciwników. Zastosowano tu proste rozwiązanie, które bardzo dobrze się sprawdza i sprowadza się do odłożenia na bok jednej losowej karty. Ważne, że działa, dodaje niepewność i przeciwdziała powtarzalności.

Akcje mają na celu poruszanie fragmentami totemu (one mają swoje nazwy, nie tylko kolory, co ułatwia grę osobom, które mają problemy z kolorami) w celu ułożenia ich w odpowiedniej kolejności. Każdy z graczy ma inny cel w rundzie – inną kolejność, a wszystko jest widoczne na karcie celu, którą losuje się na początku rundy. Najwięcej punktów zdobędzie kolor będący na pierwszym miejscu, następnie drugi, jeżeli będzie na pierwszym bądź drugim miejscu i w końcu trzeci, jeżeli zdołasz go umieścić na pierwszym, drugim lub trzecim miejscu. To nawet w teorii nie wydaje się łatwe do ułożenia, gdy każdy chce ułożyć totem we właściwej dla siebie kolejności, a co dopiero mówić o praktyce. Na szczęście stosując spryt, blef i mając troszkę szczęścia udaje się to zrobić, a nawet czasami zebrać punkty z pełnego zestawu celu.

W swojej turze zagrywasz kartę i wykonujesz związaną z nią akcję. Możesz element przesunąć do góry o jeden/dwa/trzy pola, w dół o dwa pola lub na sam dół, albo usunąć element znajdujący się na samym dole totemu. Tej ostatniej akcji nie możesz wykonać w  swoim pierwszym ruchu, więc nie pozbawisz przeciwników szansy zareagowania i umieszczenia ważnego dla nich elementu wyżej. Karty wykładamy zgodnie z naszym wyborem, więc nie martw się losowością doboru karty. Na wszystko masz wpływ i to ty decydujesz co, gdzie i kiedy przesunąć. Oczywiście w obrębie dostępnych akcji i oddziaływania ruchów przeciwników. Interakcja (negatywna, ale na poziomie przyjemnej zabawy) tu występuje w zasadzie przy każdym wyłożeniu karty przez któregoś z graczy, ale to taki urok gier, w których każdy posiada ukryty cel, a jego wypełnienie wymaga poruszania elementów gry.

Cała runda trwa z reguły do momentu, gdy wszyscy gracze zagrają swoje karty i wtedy następuje podliczenie punktów zdobytych z karty celów. Potem układacie ponownie totem, odkładacie jedną losową kartę akcji i gracie ponownie. Liczba rund zależy od liczby graczy, ale są one na tyle szybkie i dynamiczne, że całość nie powinna zając więcej niż dwadzieścia – trzydzieści minut. Kilkadziesiąt minut emocjonującej rozgrywki, w której wszyscy dążą do celu, a każdy z tych celów niszczy plany pozostałych graczy. Jak nie lubić takiej zabawy?

Komu polecam „Totem”? Każdemu. Takie gry trzeba mieć w swojej kolekcji kiedy chcesz zapewnić rozrywkę młodszym graczom lub/i osobom nieznającym gier planszowych. Przy tej grze dobrze bawią się całe pokolenia, sprawdza się zarówno jako przerywnik, czy też jako gra imprezowa. Howgh!