Tikal. Odkrywamy tajemnice Majów.

To jest tytuł, który obok „Ticket to Ride” i „Osadników z Catanu” pamiętam od zawsze. I tak sobie myślę, że to trochę straszne, skoro ja to tak pamiętam, bo „Tikal” ma już 16 lat, a ja trochę latek w te planszówki już gram. Mam jednak nadzieję, że starzeć się będę tak samo z klasą jak ten tytuł.

Te kilkanaście lat oczekiwania na polską wersję było tego jednak warte i chwała Egmontowi, że postanowił wydać Tikala. Z pewnością znajdą się osoby, które zastanawiać się będą po co wydawać takie stare gry, a tym bardziej po co je kupować, skoro tyle jest nowości na rynku, ale już wyjaśniam – dobre planszówki się nie starzeją, a do takich na pewno zalicza się Tikal. Jego autorom (Michael Kiesling, Wolfgang Kramer) udało się stworzyć tytuł ponadczasowy, który nic a nic się nie zestarzał i śmiało może konkurować z dzisiejszymi premierami.

Przekazana mi przez wydawnictwo Egmont polska wersja gry jest wydaniem „Tikala” z odświeżoną wersją graficzną, stworzoną przez Mariusza Gandzela. W porównaniu do wersji oryginalnej kolory planszy zostały rozjaśnione, a ona sama (podobnie jak inne komponenty) zyskała więcej szczegółów. Całość dostosowuje się do dzisiejszych standardów, które nie lubią ciemnych i burych barw.

SAMSUNG CSC

Pamiętam mój pierwszy kontakt z „Tikalem”, ale nie pamiętam niestety jak się ta rozgrywka zakończyła. Mając prawie 39 stopni gorączki (malaryczny wpływ dżungli z planszy?) trudno się jednak skupić na graniu. Ale byłem twardy i z tego co wiem, grałem do końca.  Pomimo takich początków naszej znajomości zapałałem do „Tikala” sympatią.

W grze kierujesz ekspedycją chcącą odkryć tajemnice stolicy Majów, tytułowego „Tikala”. Wyruszasz więc do dżungli, aby odszukać monumentalne świątynie oraz skarby, z których słynęła ta cywilizacja. Do dyspozycji masz 18 pomocników oraz kierownika ekspedycji (przy porównaniu przewag wart jest 3 pomocników). To nimi poruszasz się po planszy i zdobywasz punkty. Gra zadziwia prostotą mechaniki i tłumaczenie zasad trwa jakieś 10 minut. W kontekście strategicznych możliwości jakie gra oferuje, jest to bardzo miłe zaskoczenie.

W swojej turze odkrywasz jeden kafel terenu, dokładasz go do już leżących na planszy i tworzysz tym samym teren poszukiwań. Teraz następuje najważniejszy etap, w którym musisz wydajnie rozdysponować 10 dostępnych punktów akcji. W grze najważniejsze jest sprawne poruszanie się po okolicy (1 PA za każdy widniejący na kaflu kamień), bo bez tego nie odkryjesz żadnej świątyni, a tym bardziej nie poznasz ich tajemnic (odkopanie kolejnego piętra świątyni – 2 PA). Samo chodzenie po okolicy też może być owocne, bo znalezione na drodze skarby są zdecydowanie warte zatrzymania i przyjrzenia się im z bliska (3 PA). Skarby można zresztą intratnie podmienić (3 PA) u innych ekspedycji (graczy), więc warto mieć ich kilka w zapasie. Jedyna szansa na zabezpieczanie naszej własności (tak, oni też mogą chcieć skorzystać z tej opcji), to znalezienie dwóch lub trzech identycznych skarbów.

SAMSUNG CSC

W którymś momencie będziesz zmuszony do wybudowania w dżungli obozu, bo podróż z jednego krańca mapy (obóz początkowy) stanie się mało opłacalna. W grze masz ich dwa, a jego rozbicie (5 PA) pozwoli nie tylko dosyłać do ekipy poszukiwaczy nowych ludzi (1 PA), ale również przemieszczać się bezproblemowo (1 PA) pomiędzy obozami. Jest to szczególnie cenna możliwość oferowana przez obóz, którą na pewno docenisz podczas wyprawy.

Okrywanie świątyń to, oprócz skarbów, główne źródło zdobywania punktów. Na dokładanych kaflach znajdują się podstawy świątyń z widoczna na niej liczbą, a odkrywanie jej poziomów polega na dokładaniu żetonu z kolejnym numerem. Takich żetonów nie ma w grze jednakowej liczby i może się zdarzyć, że nie uda ci się rozbudować świątyni np. z poziomu 6 na 8, bo inny gracz wykorzystał ostatni żeton z poziomem 7. Wartościowe świątynie warto nie tylko odkrywać, ale również zabezpieczyć, zapewniając sobie tym samym prawa do nich na stałe. Dwa razy podczas gry możesz zainwestować w wynajęcie strażnika (5 PA), który popilnuje naszej własności przed zakusami innych graczy.

Kafle mapy podzielone są na siedem grup/stosów (A-G), które w kolejności wchodzą do gry. Oprócz zwykłych rodzajów (dżungla, skarby, świątynie) w trzech grupach (B, D, F) znajduje się jeden kafel specjalny, na którym widoczny jest wulkan. Kafle dobieramy w ciemno, więc nie tylko odkrycia (rodzaj kafla) są dla nas niespodzianką, ale również erupcja wulkanu. Jest to szczególnie ważny moment, ponieważ wtedy następuje zatrzymanie gry i gracze przystępują do fazy punktacji.

Punkty zdobywa się za posiadane skarby oraz za odkryte świątynie, w których mamy przewagę w liczbie poszukiwaczy lub naszego strażnika. Liczba punktów ze świątyni jest oczywiście równa liczbie okrytych poziomów.

To, że punktowanie przeprowadza każdy gracz po kolei, po wcześniejszym wykorzystaniu jeszcze dziesięć punktów akcji, dodaje etapowi dodatkowego smaczku. Może się zdarzyć nie tylko, że jedna świątynia będzie punktowała klika razy, ale nawet, że początkowy „właściciel” nie zdobędzie z niej żadnych punktów.

W „Tikalu” podczas gry bywa czasami bardzo nerwowo. To nie jest gra dla lubiących podczas gry spokój optymalizatorów, ale dla prawdziwych poszukiwaczy przygód, którzy lubią ryzyko i zmiany planów. Sytuacja na planszy stale się zmienia i trzeba na to sprawnie reagować. Wciąż pojawiają się świątynie, a w dodatku im bliżej końca gry tym są one cenniejsze. Okrywane są nowe skarby, które warto nie tylko z powodu możliwości podmiany zbierać grupami, ale również ze względu na wzrost wartości takich kompletów.

SAMSUNG CSC

Nie tylko zmiany związane ze zdobywaniem punktów wpływają na dynamikę gry. Główną siłą napędową rozgrywki są tutaj zdolności logistyczne poszukiwaczy. Rozbijanie obozów, przemieszczanie się poszukiwaczy pomiędzy lokacjami, to elementy, które istotnie wpływają na grę. Jak się będziesz mógł poruszać i czy w ogóle przejdziesz z jednego miejsca do drugiego lub czy droga ta będzie długa czy też krótka, decydują specjalne znaczniki (kamienie) na kaflach planszy, a jak pamiętasz, to sami gracze decydują, w których miejscach znajdą się one na planszy. Sprytne ułożenie kafla może dać ci idealne przejście do intratnego znaleziska, przy jednoczesnym odcięciu od niego przeciwnika, pomimo że jego poszukiwacz ma je prawie na wyciągnięcie ręki.

Z mechanizmem tworzenia mapy łączą się zarzuty wygłaszane pod adresem „Tikala”, oskarżające go o dużą losowość i nierówne szanse graczy. Nie do końca się z tym mogę zgodzić. Faktycznie, przy dobieraniu kafla można trafiać na mało wartościowe lub całkowicie bezwartościowe pod względem punktowym, ale mechanizmy gry pozwalają nadrobić taką złą passę. W „Tikalu” trzeba nastawić się na ciągłe przemieszczanie swoich poszukiwaczy oraz na próby przejęcia, ale również i obrony świątyń. Kluczowe jest właściwe rozbicie obozów (uwaga: nie możesz ich przenosić) w taki sposób, żeby móc szybko dotrzeć do każdej części mapy i to nie tylko tej jeszcze nieodkrytej, ale również do tej już znanej – próba odbicia świątyń innych graczy skupionych na odkrywaniu mapy, może przynieść bardzo miłe efekty. Miłe dla ciebie, żeby była jasność.

Nie do końca jest też prawdą, że ważne są tylko kafle z elementami punktującymi. Kamienie widoczne na kaflach terenu, to mocne narzędzie. Jednym ruchem można sobie utorować łatwą drogę do świątyni/skarbu i obejść tym przeciwnika, który musi ją mozolnie pokonywać kamień, po kamieniu. Punkty oczywiście są ważne, bo przecież o nie walczymy, ale najważniejsze jest planowanie i działanie na kilku płaszczyznach – mobilność, odkrywanie świątyń i zbieranie skarbów. Jeżeli gdzieś zawiedziesz, to zapomnij o wygranej i nie zrzucaj winy na losowość.

Dla nieprzekonanych jest jednak jeszcze wariant zaawansowany, który przy pomocy mechaniki licytacji pozwala zapanować nad losowym dociągiem kafli terenu. W tym wariancie każdy z graczy rozpoczyna grę z 20 punktami zwycięstwa. Każda tura rozpoczyna się od wyłożenia kafli w liczbie odpowiadającej liczbie graczy i licytacji (walutą są punkty) związanej z wyborem kafla, a tym samym kolejnością tury. Ten wariant polecam osobom doświadczonym, którzy znają już dobrze stos kafli terenu i będą wiedzieli na ile można sobie pozwolić przy licytacji. Wygrać i stracić punkty jest stosunkowo łatwo, trudniej później to nadrobić.

Od kilku dni w domu bardzo często nie tylko gramy, ale również rozmawiamy o „Tikalu”. Nie myślałem, że ta, jak by nie patrzeć, leciwa gra tak nami zawładnie. Gra dobrze się skaluje, ale przyznaję nie grałem jeszcze nigdy w pełnym składzie. Do tej pory nie wyłapałem żadnej schematyczności  rozgrywek. Ze względu na mechanikę, każda z nich jest inna i co najważniejsze, równie emocjonująca. Polskie wydanie gry to dla mnie bardzo miły i owocny powrót do przeszłości, który pokazuje, że dobre gry planszowe nigdy się nie zestarzeją.

Tych którzy znają „Tikala” nie muszę zapewne do niego przekonywać, ale pozostałych bardzo zachęcam do jego poznania. Tytuł ten zaspokoi wymagania graczy każdego typu, a Ty na pewno w którejś z tych grup jesteś.

SAMSUNG CSCSAMSUNG CSC SAMSUNG CSC SAMSUNG CSC SAMSUNG CSCSAMSUNG CSCSAMSUNG CSCSAMSUNG CSC

Opisywana w tekście gra została przekazana przez wydawnictwo Egmont