„Moja praca polega na wydawaniu gier i na tym się skupiam” – wywiad z Jarkiem Basałygą

Informacja o transferze Jarka Basałygi i jego przejściu z FoxGames do Trefla zelektryzowała nasze środowisko na równi z jego wcześniejszym opuszczeniem Egmontu. Zapewne nie tylko dla mnie jest to osoba, która bezpośrednio jest odpowiedzialna za rozkwit naszego hobby, jaki możemy obserwować w ostatnich latach. Nie byłbym sobą, gdybym nie poprosił Jarka o skomentowanie tej sytuacji. Oczywiście rozmawiamy nie tylko o tym, bo korzystając z okazji postanowiłem zadać mu kilka pytań, które już kiedyś spisałem sobie na tego typu okazję.

Lubisz puzzle? Ja sam kiedyś bardzo lubiłem i nawet sporo układałem. Pamiętam z tamtego okresu jedną firmę, która teraz zaczyna też być kojarzona z grami. Czy możesz nas jeszcze bardziej utwierdzić w tym przekonaniu?

Jarek Basałyga: Przyznam, że w dzieciństwie więcej czasu niż nad puzzlami spędzałem grając w kapsle i pikuty oraz godzinami biegając za piłką, wyobrażając sobie, że jestem Smolarkiem lub Młynarczykiem (nigdy nie mogłem się zdecydować czy w przyszłości mam być światowej klasy zawodnikiem z pola czy bramkarzem). Znam jednak osoby, które od dzieciństwa pasjonują się puzzlami i są w stanie długo opowiadać o ich układaniu, specjalnych matach, sposobach oprawiania w ramki itd. Wiem więc, że puzzle potrafią wciągnąć. Może i mnie kiedyś wciągną, zwłaszcza że koleżanki z działu puzzli pracują w sąsiednim pokoju.
A jeżeli chodzi o moją obecność w Treflu, to mam nadzieję, że pracując w Gdyni dołożę swoją cegiełkę do wzbogacenia oferty Trefla o bardzo dobre gry rodzinne.

 

Ja aż takim maniakiem nie byłem, ale wiem, że one potrafią wciągnąć, tak więc lepiej uważaj. Przyznaję, że informacja o Twoim przejściu do Trefla, to dla mnie jedna z najważniejszych planszówkowych wiadomości roku. Przyzwyczaiłeś nas do tego, że Jarek to Egmont. Potem postanowiłeś zmienić rynek wykorzystując potencjał Grupy Foksal i zalałeś nas grami jako FoxGames, a teraz znowu chcesz wywrócić nasz planszówkowy świat. Skąd taka decyzja?

Sądzisz, że mam supermoc wywracania światów? Na razie tylko jeden udało mi się wywrócić – mój własny. Bo przeprowadzka z Warszawy do Gdyni to duża zmiana w moim życiu: nowe miasto, nowe mieszkanie, nowi ludzie, ale to mnie pozytywnie nakręca. A o przyczynach odejścia z Foksala pogadamy na emeryturze, podczas partyjki w jakąś planszówkę. Wewnętrzne sprawy firmy niech pozostaną na ulicy Foksal 17.

Dobrze, wrócimy do tego na emeryturze. Prawdopodobnie będzie ona marna, więc przynajmniej sobie powspominamy stare czasy. A jak wspominasz pracę w Foksalu?

Podsumowując te 13 miesięcy pracy muszę stwierdzić, że nasz bardzo mały zespół planszówkowy wykonał ogromną pracę, której efektem było wydanie 22 gier (nie wliczając dodruków). Ze swojej strony wykonaliśmy więc to, po co przyszliśmy do Foksala. I pozwól, że przy tej okazji wymienię tych kilka osób, które wykonały naprawdę świetną robotę: Krysia Michalak – produkcja gier, Przemek Karkosa – sprzedaż gier, Czarek Szulc (Hybrid Theory) – DTP, Tomek Larek – główny ilustrator, Michał Szewerniak – instrukcje gier. Świetni ludzie, świetni fachowcy.

Atak Zombie - okładka autorstwa Tomka Larka przedstawia...

Atak Zombie – okładka autorstwa Tomka Larka przedstawia…

Może i faktycznie była to mała grupa ludzi, ale tworzyliście dobry zespół wydawniczy. Co do Tomka Larka, to chyba każdy już go poznał dzięki świetnym ilustracjom. Okładka do „Sztuki wojny” to dla mnie pierwsza liga tego typu ilustracji. Chyba nie tylko ja zostałem fanem jego prac.

Obecna zmiana firmy, to nie pierwszy taki epizod w Twoim życiu. Jak teraz z perspektywy czasu widzisz to przejście, mówię o Egmoncie i FoxGames, czy zmieniło się wtedy mocno Twoje życie?

Zauważalne były jedynie dwie zmiany: ze względu na lokalizację biura zwiększyłem spożycie pierogów, a druga zmiana… przybyło mi trochę siwych włosów.

Ciekawa teoria – spożycie pierogów wpływa na powstawanie siwych włosów… Nie boisz się więc zmian związanych z przejściem do Trefla?

Będzie jedna zasadnicza zmiana – pierogi zastąpię rybami. A poważnie, jakie zmiany masz na myśli?

Wiesz przecież, że o kuchni piszę gdzie indziej, a tutaj chodzi mi oczywiście o sprawy wydawnicze. Trefl do tej pory nie był uważany za jednego z czołowych wydawców nowoczesnych gier planszowych. Czy potrzebne będą jakieś zmiany w tym zakresie w firmie?

Trefl wydaje gry od lat i decyzja dotycząca rozwoju linii gier rodzinnych nie pociąga za sobą konieczności dokonania specjalnych zmian. Nie jest to jakaś rewolucja dla firmy. Wiemy co chcemy robić i mamy sporo pomysłów. Jestem pewien, że gracze lubiący gry rodzinne będą zadowoleni z naszych gier i Trefl przestanie być postrzegany jako wydawca wyłącznie gier dziecięcych.

Czyli możemy więc liczyć na natychmiastowe mocne uderzenie Trefla?

W najnowszym katalogu Trefla możesz znaleźć już 3 gry rodzinne, w wydaniu których miałem swój udział. Od stycznia ruszamy z pracą nad kolejnymi grami z tej serii, ale za wcześnie na ujawnianie tytułów.

OK, gramy twardziela, co? Niech i tak będzie. Wróćmy więc do tego co nie jest tajne. Niedawno pojawiła się nowa linia gier „Joker Line” firmowana właśnie przez Trefl. Jak to ma się do Twojej działalności?

Twardziela to ja zgrywam gdy zakładam moją ramoneskę ;-)
Jeżeli chodzi o „Joker Line” to dobrych gier nigdy dosyć. Trzymam kciuki za krakowski oddział Trefla i ich serię. Z pewnością będziemy się ładnie uzupełniać.

Czyli są to praktycznie dwie firmy szukające klientów na jednym rynku? Czy taka konkurencja ma sens?

Trefl jest jedną firmą, a gry oddziału krakowskiego wzbogacają ofertę o nowe serie.

Egmont, Foksal, a teraz Trefl, to duże firmy. Czy uważasz, że lepiej wydawać gry pracując w takich firmach, czy też to nie ma znaczenia i każdy może je wydawać?

Dla kogoś „lepiej” oznacza pracę w dużej firmie, a dla kogoś innego prowadzenie małej, ale własnej firmy. Nie da się tego porównać, ponieważ istnieje zbyt dużo różnic: inne cele, inna skala działania, inne ryzyko. W moim przypadku jest to akurat praca w tych większych firmach, ale jestem pełen podziwu dla osób prowadzących własne wydawnictwa, jak Darek Waszkiewicz z Galakty, Marek Przepiórka z firmy Hobbity i kilka innych osób.

W Gdyni już jest prawie zadomowiony

W Gdyni już jest prawie zadomowiony

Jedno jest pewne, niezależnie od wielkości firmy bardzo dużo zależy od zaangażowania. Czy nowa firma to nowy styl pracy? Pytam, bo znany jesteś ze swojego pracoholizmu i zazwyczaj na pytanie gdzie jest Jarek większość z tych, którzy Cię znają, bez zastanowienia odpowie w pracy. Czy to jest spowodowane tym, że wolisz wszystko zrobić sam lub nie umiesz lub nie chcesz zaufać do końca innym?

Wiesz, gdybym wydawał miesięcznik dla działkowców to zapewne nie poświęcałbym pracy tyle czasu co grom. Jeśli praca łączy się z pasją to łatwiej przychodzi poświęcić jej więcej czasu niż przykładowemu „miesięcznikowi działkowca”. Ale w moim przypadku duże znaczenie miało coś jeszcze: miejsce gier w firmie. W Egmoncie i Foksalu gry były czymś nowym, nową kategorią produktu, pewne rzeczy musiałem więc robić samemu. Jeśli do tego dołożysz chęć udowodnienia, że firma powinna stawiać na gry i rozwijać tę część biznesu, to masz receptę na wieczory i weekendy spędzane w pracy, co miało miejsce szczególnie w Egmoncie. Ale nigdy na to nie narzekałem, to była moja decyzja. To był niesamowicie pracowity czas, ale i pełen satysfakcji.
Jeśli więc pytasz, jak będzie wyglądać moja praca w Treflu, to w porównaniu do poprzednich firm pewna różnica wynikać może właśnie z powodu wspomnianego miejsca gier w firmie. W Treflu są one jedną z podstawowych kategorii produktów i praca wielu osób z różnych działów składa się na efekt końcowy jakim jest gotowa gra. Kilkoma rzeczami, które w Egmoncie i Foksalu były na mojej głowie w Treflu zajmują się odpowiednie działy. Mam nadzieję, że dzięki tak zorganizowanej pracy wieczory i weekendy będę mógł poświęcić na poznawanie Gdyni i Trójmiasta.

Zatem już teraz życzę Ci więcej wolnego czasu na realizację swoich planów niekoniecznie związanych z planszówkami. Ale czas wolny, czasem wolnym, a nas interesuje w tym wypadku jednak najbardziej Twoja praca, bo to jej wynik spocznie w końcu na naszych stołach. Opowiedz jak teraz będzie wyglądał Twój zakres obowiązków, dalej będziesz robił to samo co w poprzednich firmach?

Tak jak wspomniałem, w Egmoncie i Foksalu nie istniały wcześniej działy gier i byłem tam „człowiekiem orkiestrą” od wielu spraw związanych z grami. Po podjęciu decyzji o odejściu z Foksala czułem potrzebę pracy w firmie, w której funkcjonuje dział gier i gdzie będę mógł skupić się wyłącznie na przygotowywaniu kolejnych gier. Jako kierownik produktu dołączam więc do zespołu tworzącego dział gier Trefla: kieruje nim Jacek Zdybel, a Sławek Czuba i Monika Rutowska podobnie jak ja opracowują kolejne gry, których składem zajmują się graficy: Wojciech Kubiak i Natalia Łuczyńska. Od strony wydawniczej moja praca niewiele różni się od tej w poprzednich firmach: selekcja gier, przygotowanie umowy z autorem/wydawcą, a następnie praca nad polską (lub wielojęzyczną) edycją gry.

Zatrzymajmy się jeszcze przez chwilę na Egmoncie. Jedną z ostatnich wydanych przez Ciebie w tym wydawnictwie gier były „Potwory w Tokio”. W tym roku otrzymała ona tytuł Gra Roku 2014. Gratulowałem Ci od razu po ogłoszeniu wyników, ale powiedz mi tak szczerze, czy czujesz się dumny z tej nagrody?

Oczywiście, trzymałem kciuki za „Potwory”. Ta nagroda dała mi wielką satysfakcję, bo to bardzo miłe uczucie jeśli wydana przeze mnie gra uznawana jest za Grę Roku. Przy okazji gratuluję Bardowi nagrody Zaawansowana Gra Roku dla gry „Terra Mystica”.

Tak, w tym roku ja również obiema rękami podpisuję się pod trafnością obu przyznanych nagród i nie mówię tego tylko jako członek Kapituły, ale również jako gracz.
Praktycznie stworzyłeś markę FoxGames i postanowiłeś ich gry wydawać w specjalnych seriach,  czy teraz też możemy się tego spodziewać w Treflu?

Markę FoxGames należało stworzyć, ponieważ Foksal wcześniej nie wydawał gier. W Treflu nie ma potrzeby tworzenia nowej marki. Mamy natomiast kilka pomysłów na nowe serie gier. Pierwszą z nich jest Dobra gra rodzinna, w której skład weszły 3 pierwsze gry, nad którymi pracowałem: „Sawanna”, „Zęby smoka” i „Wyprawa po skarb”.

Nowe gry Trefl 2015

Nowe gry Trefl 2015

Nowe gry Trefl 2015

Nowe gry Trefl 2015

Jesteś kojarzony z określonym typem gier i w zasadzie wiadomo, czego można się spodziewać po  grach, które wydajesz. Czy w Treflu będzie podobnie?

W poprzednich firmach skupiałem się na grach dziecięcych i rodzinnych, ale przyznasz, że kilka razy udało mi się zaskoczyć graczy. Bo przecież „Sztuka wojny” czy „Atak zombie” to gry, przy których miło spędzą czas również doświadczeni gracze.
Jeżeli chodzi o Trefla, to po nowej serii oraz pierwszych grach widać, że chcemy rozwijać linię gier rodzinnych. Jak wspomniałem wcześniej, mamy również kilka innych pomysłów, których jednak na razie nie zdradzamy.

Mam ogromną nadzieję, że jednak skusicie się na gry bardziej zaawansowane, bo wspomniane przez ciebie tytuły pokazały, że wiesz co trzeba wydać, żeby zadowolić właśnie taki typ gracza. A czy Ciebie samego nie ciągnie do wydawania właśnie takich gier? Przecież sam takie lubisz.

Pracownicy firm fonograficznych nie wydają płyt z muzyką, którą lubią, tylko taką, której szukają ich klienci. Podobnie z grami – kryterium selekcji nie jest pytanie „w co chciałbym zagrać z kumplami?” tylko ocena szansy na odniesienie sukcesu danej gry. Uwielbiam grać w „Terra Mystica” ale nie sądzę, aby Egmont, Foksal lub Trefl miały zacząć wydawać tego typu gry w najbliższej przyszłości.

Większość gier, które wydałeś to polskie wydania gier obcojęzycznych, a gier polskich autorów było wśród nich zdecydowanie mniej. Obecnie na trzy zapowiedziane nowości Trefla jest tylko jedna polskich autorów – „Sawanna” (Jan Madejski, Łukasz Pogoda). Jak więc wygląda sprawa z tego typu grami? Lepiej, bezpieczniej wydawać spolszczenia? A może nie mamy zbyt wielu dobrych autorów?

Dwa argumenty przemawiają na korzyść spolszczania gier zagranicznych. Po pierwsze praca nad nimi zazwyczaj zajmuje mniej czasu niż testowanie i dopracowywanie całkowicie nowych projektów. Po drugie, zagranicznych gotowych gier jest oczywiście dużo więcej niż projektów oferowanych przez polskich autorów. Stąd takie proporcje pomiędzy zagranicznymi i polskimi grami. Chciałbym jednak wyraźnie podkreślić, że jesteśmy bardzo zainteresowani wydawaniem gier polskich autorów. Dlatego jeśli czytający ten wywiad projektanci posiadają pomysły na dobre gry dziecięce lub rodzinne, to zapraszam do kontaktu z nami (j.basalyga@trefl.com).

W mojej ocenie masz dar do wydawania starych gier w nowych szatach i to czasami zupełnie innych niż pierwowzór. Mam wrażenie, że gry, które tak zostały wydane stają się hitami właśnie dzięki tej nowej formie. Jak dobierasz nowy wygląd, fabułę do starych tytułów? To są pomysły autorskie?

No fakt, trochę tych „nowych szat” było. Zawsze patrząc na oryginalną szatę graficzną staram się ocenić czy grafika złapie klienta za gardło i krzyknie do niego „kup mnie!” czy raczej pozostanie niezauważona na półce. Dobrym przykładem jest nowa gra Trefla „Dragon Teeth Washer” / „Zęby smoka”. Oryginał nie byłby zauważony przez klientów, poprosiłem więc Tomka Larka o przygotowanie nowych ilustracji. Efekt końcowy jest rewelacyjny.
Niektóre gry wymagały zmiany nie tylko grafiki, ale i tematu gry. Pomysły na nowe fabuły pojawiają się zazwyczaj podczas testowania gier. Jeśli temat oryginalny jest mało atrakcyjny lub nie pasuje do mechaniki to staram się z testerami znaleźć ciekawy temat. Nie zdarzyło się jeszcze, aby autorzy lub zagraniczni wydawcy nie zaakceptowali proponowanych zmian.

„Dragon Teeth Washer” / „Zęby smoka” - autor Tomek Larek

„Dragon Teeth Washer” / „Zęby smoka” – autor Tomek Larek

„Sawanna” - autor Tomek Larek

„Sawanna” – autor Tomek Larek

A widzisz, to tylko potwierdza moje zdanie o Twoim dobrym oku wydawniczym. Wróćmy jeszcze do Trefla, który jest znaną i ceniona marką nie tylko w Polsce, ale i na świecie. Czy obecne bardziej intensywne zainteresowanie się przez firmę grami planszowymi innymi niż klasyczne gry dziecięce zmieni ten rynek?

Mam nadzieję, że decyzja Trefla o rozwijaniu gier rodzinnych nie tylko przełoży się na szerszy wybór tego typu gier na rynku – z czego gracze powinni być zadowoleni – ale wpłynie również na łatwiejszą dostępność nowoczesnych gier planszowych w masowych kanałach sprzedaży, w których Trefl posiada mocną pozycję. A przecież wszystkim nam, zarówno graczom, jak i wydawcom, zależy na przyciąganiu do naszego hobby kolejnych osób, którym planszówki kojarzyły się dotychczas wyłącznie z chińczykiem.

Czasami mam wrażenie, że niektórym graczom jednak bardziej zależy na zamknięciu i elitarności tego hobby, ale mam nadzieję, że to margines marginesu wśród graczy.
Wiemy już, że masz duże doświadczenie w naszej branży zarówno jako wydawca, gracz oraz osoba, która poznała ten świat od strony różnego rodzaju targów. Nie chciałbyś zorganizować w Polsce targi na miarę tych znanych z Essen? Namaszczenie ze strony graczy pewnie byś znalazł w jednej chwili.

Przeceniasz mnie. Moja praca polega na wydawaniu gier i na tym się skupiam. I myślę, że wychodzi to na dobre zarówno wydawanym przeze mnie grom jak i imprezom, których dzięki temu nie zorganizowałem.

Mam nadzieję, że jednak zasiałem Ci w głowie takie ziarno i może coś z tego wykiełkuje. Tak jak już wcześniej powiedzieliśmy, gry planszowe to nie tylko twoja praca, ale również hobby. W co teraz grasz? Są jakieś nowości, które wejdą na stałe do twojego kanonu gier?

Ostatnio grałem w „Merchants of the Middle Ages”, „Navegador”, „Hacienda” i „Pergamon”. Dwie pierwsze zdążyłem już sprzedać, bo wiem, że szybko bym do nich nie wrócił, natomiast dwie ostatnie wciąż stoją na moim regale i z pewnością wylądują na stole jeszcze nie raz. Grałem też w kilka gier, które testowałem pod kątem wydania, ale pomimo szczerych chęci nie mogę zdradzić tytułów.
A wracając na moment do nowych gier to przeprowadzka do Gdyni spowodowała, że ograniczyłem ostatnio zakup gier. Mało tego, musiałem krytycznym okiem spojrzeć na moją kolekcję ponad trzystu gier. Do Gdyni zabieram jedynie kilkadziesiąt z nich, resztę oddałem bratu. Część kolekcji przekazaliśmy szkole, w której uczy się jego syn, trochę gier z pewnością zatrzyma dla siebie, bo też lubi planszówki, a resztę zapewne sprzeda. Szczerze mówiąc, zaczynało już brakować miejsca w mieszkaniu na kolejne gry – czas zakończyć chomikowanie.

Prywatna kolekcja gier

Prywatna kolekcja gier

Niestety, z fizyczną wielkością kolekcji musi się zmierzyć w pewnej chwili chyba każdy miłośnik gier planszowych, a układanie tego wszystkiego na półkach, to wyzwanie optymalizacyjne o ciężarze zaawansowanej eurogry.  Mówiłeś, że są tajemnice, których zdradzić nie możesz, ale na koniec żeby nie było aż tak tajemniczo, może jednak coś nam zdradzisz. Co robi Jarek Basałyga kiedy nie gra w gry planszowe?

Jeśli nie gra, to pewnie myśli o grach. A w przerwach czyta książki, głównie fantasy lub historyczne, kolekcjonuje analogi, słucha „łomotu” i jeździ na rowerze. Poza tym chcę powrócić do grania w badmintona, dokończyć naukę jazdy na snowboardzie bo na stoku robię za pług śnieżny i sprawdzić czy rolki to zabawa dla mnie. Jeśli zadałbyś to pytanie za kilka tygodni, dodałbym, że kręcę się po gdyńskich wzgórzach, plażach, klifach, molach. Dużo rzeczy do poznania przede mną. Na razie jednak kręcę się na linii Gdynia – Warszawa załatwiając sprawy związane z przeprowadzką.

Razem z perkusistą zespołu Saxon

Razem z perkusistą zespołu Saxon

Dziękuję Ci za poświęcony czas. Mam nadzieję, że nowa praca pozwoli Ci się w pełni zrealizować jako wydawca gier, bo wtedy nie tylko Ty będziesz zadowolony, ale również gracze. I każdy będzie szczęśliwy. Co powiesz na całkowicie pozytywne, muzyczne zakończenie wywiadu? Jako fan kapeli Saxon, co  polecasz planszówkowiczom?

Ha! Piękne pytanie. Jestem ich fanem od 1986 roku. Lata 80-te to był złoty wiek dla takich kapel jak Saxon czy Iron Maiden. I chwała im za to, że do dzisiaj grają swoje. Planszówkowiczom polecam kilka klasyków, w zależności od tematu gry, w którą gracie:
– gra o kosmosie – włączcie „The Eagle Has Landed” (1983r.),
– gra o wyprawach krzyżowych – włączcie „Crusader” (1984r.),
– gra o wojnie – włączcie „Broken Heroes” (1986r.).
Miłego grania i słuchania!

 

Zdjęcia wykorzystane w tekście pochodzą ze zbiorów Jarka Basałygi, z katalogu wydawnictwa Trefl (ilustracje związane z ich grami) oraz profilu FB Tomka Larka.