Przed premierą: „Potwory z Tokio: Doładowanie”. Wielki powrót niszczycieli Tokio

Potwory w Tokio„, gra która przywróciła wiarę w kości. Gra, która potrafiła nad jednym stołem połączyć nie tylko graczy o różnych gustach, ale i doświadczeniu. Wszyscy o niej mówili i świetnie się bawili wcielając się w nie tylko gigantyczne, ale i dziwne monstra. Jednak nad tytułem od jakiegoś czasu zaczyna pojawiać się mgła zapomnienia. To najgorsze co może spotkać gry, ale dzisiaj przy natłoku nowych tytułów nie jest to czymś niezwykłym. W takiej sytuacji każdy specjalista od planszówkowego PR powie jedno: potrzebny dodatek! I tak słowo stało się ciałem i na polski rynek wkracza rodzime wydanie dodatku „Power Up”. Dzięki „Doładowaniu” potwory ewoluowały i wracają do swojego ulubionego zajęcia – niszczenia Tokio.

Tutaj skupię się tylko na samym dodatku, a informacje o podstawce (wydanej również przez wydawnictwo Egmont) znajdziesz we wcześniejszym tekście. Zresztą, jeżeli to czytasz, to pewnie grę i tak już znasz.

Grając w „Potwory w Tokio” można było zaobserwować ciekawą sytuację. Potwory poszczególnych graczy nie różniły się od siebie niczym, oprócz samego wizerunku. Nie było znaczenia kto kim gra, ale i tak prawie każdy chciał konkretnego niszczyciela, a czasami nawet zmieniał go licząc, że akurat tym uda mu się wygrać. I wcale się z tego nie śmieję, bo sam najbardziej lubię Kinga.

„Doładowanie” w końcu dodało do gry bardziej namacalne zróżnicowanie potworów i teraz upieranie się przy konkretnym wyborze będzie bardziej racjonalne, a nie tylko podyktowane odczuciami wizualnymi.

Dzięki specjalnym kartom ewolucji potwory otrzymały zdolności i możliwość ich rozwoju. Każdy z nich posiada swój unikalny zestaw ośmiu kart, który może dodać im moce jednorazowe, ale również działające przez cały czas trwania gry. Zdobędziesz je teoretycznie łatwo, bo wystarczy, że skończysz turę z trzema wyrzuconymi na kościach serduszkami, żeby oprócz podładowania sobie życia (poza Tokio) móc wziąć jedną losową kartę ewolucji. Aby ją wykorzystać musisz spełnić warunki opisane na karcie i wtedy ją wyłożyć/pokazać i użyć.

Rozwiązanie to dodatkowo naprawia jeden mankament gry, na który część graczy narzekała i pozwala teraz wykorzystać serduszka, które wypadały potworom przebywającym w Tokio. Do tej pory nie było sensu w takiej sytuacji inwestować w te symbole, ale teraz możliwość zdobycia mocnej karty przetargowej/ewolucji w walce o dominację jest już bardzo łakomym kąskiem.

Każdy z potworów posiada swoje unikalne ścieżki ewolucji, dlatego grając z dodatkiem warto zastosować opcję losowania potworów przed rozpoczęciem gry, unikając tym samym stałego rozkładu sił wśród graczy i schematyczności rozgrywek.

Co właściwie nasze potwory teraz mogą zrobić? Oj, bardzo dużo i z przerośniętych mięśniaków lub blaszaków powstały nam sprytne bestyjki, które potrafią teraz nie tylko tłuc łapami. Teraz  będziesz mógł zadawać dodatkowe rany, otrzymywać kryształy lub kraść je od innych graczy, zdobywać dodatkowe punkty po spełnieniu określonych warunków, zyskiwać dodatkowe tury, zmieniać ruchy związane z wchodzeniem/wychodzeniem do/z Tokio lub aktywować wtedy inne akcje, bardziej optymalnie się leczyć lub otrzymywać dodatkowe życie, a nawet pozbywać życia i punktów innych.

Jest tego naprawdę sporo (56 kart), ale nie chcę psuć ci radości z odkrywania wszystkich szczegółów, bo z doświadczenia wiem, że połączenie nazwy karty i jej treści z konkretnym potworem często wywołuje mimowolny uśmiech na twarzy, a tego nie chcę ci odbierać. Ważne, by poczuć ich moc, a szczegóły poznasz podczas gry.

Żeby urozmaicić wykorzystanie kart, autor proponuje inne sposoby ich rozdzielenia przed grą lub już podczas jej trwania. Można rozpocząć grę z jedną losową kartą ewolucji na ręku, podczas dobierania gry wybierać jedną spośród dwóch lub potasować razem karty wszystkie potworów, rozdać każdemu po osiem i potem w sposób znany z „7 Cudów Świata”, gracze wybierają sobie jedną, przekazują resztę następnemu graczowi i w ten sposób tworzą nową talię kart ewolucji. Te warianty to nie tylko urozmaicenie gry, ale również bardziej strategiczne podejście do rozgrywki, które dają większą kontrolę nad zdolnościami ewolucji. Oczywiście na poziomie, który nie zasłoni całkowicie radości z grania, z której do tej pory słynęły „Potwory”, ale nikt nie powie, że nie ma tutaj teraz strategii, a tylko kościana losowość.

Wiem na co czekałeś od początku, więc muszę w końcu o tym napisać. Przepraszam, że tak długo trzymałem cię w niepewności. Tak, w pudełku jest nowy potwór. I to nie byle jaki, ale prawdziwa panda – samuraj, czyli demonicznooki Pandakai! Teraz dzięki kartom ewolucji, takim jak Pandomonium, Pandarwinizm – przetrwanie urokliwych, Pandolino lub Misiowy niezbędnik, będziesz chciał nim pokierować podczas niszczenia tokijskich biurowców już nie tylko z powodu „kartonowego uroku pandy”.

Jak widzisz, „Doładowanie” w małym i zgrabnym pudełeczku mieści w sobie bardzo duży zastrzyk świeżej krwi dla „Potworów z Tokio”. Kilkadziesiąt kart zróżnicowało potwory, poprawiło humor przybywającym w Tokio niszczycielom, które teraz przychylnym wzrokiem patrzą już na wyrzucone zielone serduszka, a dodatkowo do bandy dołączył Pandakai, który łatwo podbije serca graczy.

Wprawdzie dodatkowe warianty wykorzystania kart chcą z robić z tej losowej i wesołej gry tytuł bardziej strategiczny, ale pójście tą drogą będzie zależało już tylko od ciebie. Teraz można pobawić się w potwornego Napoleona, ale czasami po prostu możesz posłuchać swojej mrocznej natury i niczym Attyla, władca dzikich Hunów, wpaść w szał niekontrolowanego niszczenia.

Dodatek wprowadza do podstawowej gry nowe mechanizmy, zróżnicowanie rozgrywek oraz stawia przed graczami jeszcze więcej wyborów związanych z rzucaniem kośćmi, które teraz niekoniecznie musi być tylko luźną zabawą.  Okazuje się, że „Potwory w Tokio” nie powiedziały jeszcze ostatniego słowa i dzięki „Doładowaniu” powróciły w pięknym stylu pokazując zęby, szpony, ogony, rakiety, zbroje i inne atrybuty swojej niszczycielskiej mocy.


Opisywana w tekście gra została przekazana przez wydawnictwo Egmont

 

 

  • Piotr Sęndrowski

    A są karty ewolucji do Kosmicznego Pingwina?

  • Zuntir

    Kart ewolucji nie ma do żadnej postaci promo.

  • Marek Wysocki

    Rzadko kupuję dodatki, ale tym razem nie ma wyjścia trzeba sięgnąć do kieszeni. Lubię Potwory, a z Doładowaniem i z dodatkowymi mocami będę je uwielbiał.

  • Pan Koliber

    Szkoda, że Egmont przypomniał sobie o nim tak późno. I cena nie nastraja optymistycznie, choć wiem, że wykonanie jest tip top. Nie wiem, czy nie poczekam na polskie wydanie Potworów w Nowym Jorku, które Egmont planuje na przyszły rok.