Fallout Shelter. Praca szuka człowieka

Myśląc o grach komputerowych zawsze wspominam „Fallouta”. Pierwsze dwie części mają już rangę kultowych. Trzecia taktyczna („Brotherhood of Steel”) chociaż przyjęta chłodniej przez fanów, jeszcze bardziej mnie pochłonęła i pokazała jaki typ gier będzie mi się podobać w przyszłości. Potem moje drogi z serią się rozeszły. W tamtym roku na chwilę zainstalowałem na komórce „Fallout Shelter”. Gra był inna od tego z czym kojarzył mi się „Fallout”. Ciekawa, ale nie na tyle, żebym się w nią zagrywał tak jak pozostałe miliony jej fanów. Nie sądziłem, że wrócę jeszcze do roli zarządcy Krypty, a na pewno nie w planszowych realiach. Czytaj dalej

Nanaki. Plemienna Bitwa Osad

Nie jestem wielkim fanem testowania niewydanych gier. Boję się, że taka gra mi nie podejdzie i niekoniecznie będzie warta poświęconego czasu. Z grami wydanymi jest lepiej, bo zawsze coś tam już o nich wiadomo. W przypadku demo mamy tylko zapewnienia autora, że gra jest super i na pewno będzie pan zadowolony. Na szczęście mam ten komfort, że nie muszę pisać o grach, które mi się nie podobają. Taki sobie przyjąłem już lata temu pomysł na blogowanie i tego się trzymam. Pisania nie traktuję jako zawód, dlatego nie czuję potrzeby pisania o wszystkim w co gram, a przede wszystkim pisania na siłę, bo niestety nie potrafiłbym pisać z przyjemnością o czymś co mi się nie podoba. Z „NanakiPiotra Piechowiaka nie mam w zupełności tego typu problemów. Gra wzięła mnie z zaskoczenia i pokazała, że mylą się ci, którzy twierdzą, że gry wykorzystujące znane mechanizmy nie mogą nic nowego zaoferować. Mogą, mogą, tylko trzeba odpowiednio dobrać składniki i we właściwych proporcjach je wymieszać.
Czytaj dalej

Włościanie. Praca dla każdego od zaraz.

Włościanie” w wersji oryginalnej jakoś mnie ominęli i nie miałem okazji w nich zagrać, choć wiedziałem, że zostali bardzo pozytywnie przyjęci przez graczy. Przestałem się jednak tym zamartwiać, kiedy zobaczyłem, że planowane jest nasze rodzime wydanie i spokojnie czekałem na nadrobienie zaległości. Jednak potrwało to trochę dłużej niż sądziłem, ale w końcu mamy polską edycję „Villagers” i faktycznie, warto było poczekać. Niby tylko kilkadziesiąt kart, bardzo proste zasady gry, ale myślenia i dobrej zabawy całkiem dużo.

Czytaj dalej

#GramSłówKilka: Tapestry

Znowu to zrobił. Jamey Stegmaier znowu wydał ślicznie wyglądający tytuł. Znowu pokazał jak według niego, wygląda kolejny gatunek gier. Znowu nakręcił spiralę oczekiwania na coś, czym gra nie jest. Znowu zbiera z jednej strony oklaski, a z drugiej cięgi. Znowu ma na wszystko wytłumaczenie i jak znam życie, za jakiś czas znów zrobi to samo z kolejnym tytułem. Ale na razie na rynek trafiło „Tapestry”, czyli gra cywilizacyjna, o której nie można było nie słyszeć. Czytaj dalej

Pojedynek superbohaterów. Strażnicy. Jedna gra z dodatkiem i masz już dwie historie o superbohaterach

Jestem fanem Avengersów i całego uniwersum Marvela, ale wychowałem się na Supermanie z Christopherem Reeve i Batmanie walczącym ze swoim arcywrogiem mistrzowsko zagranym przez Jacka Nicholsona. Kiedy dosyć niespodziewanie wydawnictwo Egmont zapowiedziało deck buildingową grę karcianą osadzoną w świecie DC z całą chmarą znanych mi bohaterów (zwariowana Harley Queen jest tu również), to mogło to się skończyć tylko w jeden sposób. Wiesz jaki, prawda? Czytaj dalej