Milionerzy i bankruci, historia dwóch spojrzeń na bogactwo

Zacznę tym razem niekonwencjonalnie, ale chyba typowo dla przeciętnego Polaka, czyli doradzę w stylu „siadaj, słuchaj, bo ja się znam”. Jeżeli jesteś poczatkującym graczem, to nie zrażaj się po pierwszym kontakcie z jakąś grą do jej tematyki, mechaniki lub autora. Czasami nie warto blokować się na zapas i pierwsze zniechęcenie może być mylące. Jest to również zresztą rada dla doświadczonych graczy, ale ci pewnie już doszli do tego sami. Planszówki to bardzo złożone hobby, bo oprócz samej gry, na radość obcowania z nią mają wpływ również ludzie, z którymi gramy oraz nasz i ich nastrój. Zły dzień minie, drętwi współgracze odejdą, a nam zostanie niesmak. Warto? Nie warto, dlatego nie zrażajcie się pierwszymi zawodami i dajcie grom drugą szansę.

Piszę to, ponieważ sam przez to przechodziłem i tylko dzięki szczęśliwym zbiegom okoliczności udało mi się poznać radość spędzania czasu z przyjaciółmi przy grach imprezowych, a na przykład tacy Milionerzy i bankruci po raz kolejni pokazali mi jak emocjonująca może być  licytacja. A pamiętam swoje zniesmaczenie tą mechaniką lub grymas wyższości i krytyczne spojrzenia na grupę roześmianych ludzi bawiących się przy np. Dobble, gdy „pan Tycjan w EURO gra”.

Wspomniani Milionerzy i bankruci to wydana przez wydawnictwo Foxgames nowa wersji gry High Society, której autorem jest niezrównany mistrz mechaniki, czyli Reiner Knizia. Jak to u niego często bywa, fabuła i klimat nie jest jego najmocniejszą stroną, ale wypada coś na ten temat jednak wspomnieć, żeby przynajmniej wiedzieć w co się pakujemy.

Spełniło się nasze marzenie i mamy milion dolarów do wydania! W końcu możemy popuścić wodze rozrzutności i wydawać pieniądze na prawo i lewo. Piękne kobiety, posiadłości, szybkie samochody, a nawet  własna drużyna piłkarska są teraz na wyciągnięcie naszych rąk. Ale jak to bywa w życiu, raz sprzyja nam dobra passa (Giełda, Spadek, Nagroda zwiększa nasze punkty bogactwa), a czasami czarna i gorzka jest nie tylko poranna kawa, ale również nasza teraźniejszość i przyszłość (Przegrana w Cassino – minus 5 pkt. bogactwa, Kradzież – tracimy jedna kartę bogactwa, CBA wpada i wykrywa nasze oszustwa podatkowe – na koniec zdobywamy tylko połowę pkt.). Czy wydawanie tylu pieniędzy to naprawdę łatwy i miły sposób na spędzenie czasu? Wszystko zależy od naszego blefowania i pokerowej twarzy podczas kolejnych licytacji bogactw leżących przed nami.

Nie będę wam wmawiał, że fabuła jest mocną stroną tego tytułu, ale wydawnictwo postarało się, żeby przynajmniej tak się nam zdawało i wydało grę w poręcznym pudełku, w którym nawiązująco graficznie do tematyki komponenty spoczywają w eleganckiej wyprasce, która spodoba się każdemu miłośnikowi luksusu. Jednak nie przejmujcie się brakiem mocnego wątku fabularnego, bo emocji w tej grze nie zabraknie.

Każdy z graczy dysponuje identyczną talią kart pieniędzy (taki sam rozkład niepowtarzających się nominałów), za które w licytacjach kupuje kolejne karty bogactwa (wartość od 1 do 10) lub stara się odepchnąć od siebie pecha, o którym już wspomniałem wcześniej. Jeżeli przy kartach bogactwa, koszty ponosi tylko gracz wygrywający, to w przypadku kart pecha, gotówkę tracą gracze, którzy go uniknęli. Dzieje się tak ponieważ w przypadku tych kart licytujemy, aby pecha nie mieć.

Gra jest bardzo prosta jeżeli chodzi o zasady, ale jak to bywa w prawie wszystkich grach Knizi jest tu małe „ale”, które to wcale niemało wpływa na mechanikę gry. W tym wypadku chodzi o ilość pieniędzy na koniec gry. Możemy być mistrzami licytacji i panem bogactwa, ale jeżeli na koniec gry będziemy mieli najmniej gotówki to od razu przegrywamy i nie liczymy się w końcowym punktowaniu. Powiecie „nic wielkiego”, ale takie odczucie zostanie sprowadzone do parteru w konfrontacji z chęcią posiadania np. takiej Prywatnej wyspy (wartość 10) w czasie zaciekłej licytacji z przeciwnikami mającymi podobną żądzę posiadania w oczach. Co z tego, że ją wygracie jeżeli spłuczecie się przy tym do zera z gotówki. Tutaj tkwi urok tej gry. Cały czas musimy walczyć z chęcią wyłożenia dużej kasy za dobre karty i z wiszącą nad nami, niczym miecz Damoklesa, końcową regułą „bez kasy jesteś nikim”. Dodatkowych emocji dodają również aukcje „odpychające pecha” i częste dylematy graczy czy korzystniej wziąć byka za rogi, czy też lepiej zapłacić i niech ktoś inny boryka się z problemem.

Milionerzy i bankruci to idealna pozycja dla wszystkich lubiących licytacje i emocje z nimi związane. Blefowanie i próba wyczucia przeciwnika są na stałe wpisane w każdą rozgrywkę i bez tego nie może się ona obejść. Zasady są na tyle proste, że można je wytłumaczyć nawet osobom początkującym, a że każdy wie jak działa licytacja to od razu się w tym odnajdzie. Zaskoczeniem może być tylko „warunek pieniężny”, ale to jest właśnie ten smaczek, dla którego należy poznać ten tytuł. Do czego zresztą was gorąco zachęcam.