#GramSłówKilka: Patchwork Doodle

„Patchwork” to jedna z najlepszych gier dla dwóch osób. Wykreślanki, do których zaliczam również gry typu „rzuć i maluj” („roll-and-write”), to obecnie bardzo popularny gatunek gier planszowych. Co powstanie po ich połączeniu? „Patchwork Doodle”, czyli gra, która nie tylko da ci radość z grania, ale również i „kolorowania”. Więc chodź, pomaluj… moją kołdrę.

Co jest, a czego potrzebujesz? W pudełku znajdziesz wszystko czego potrzebujesz do stworzenia swojego patchworka. Karty skrawków, notes z planszami, ołówki i kostkę. Ale warto zaopatrzyć się w coś jeszcze. Poszczególne skrawki materiału na swojej planszy będziesz musiał jakoś rozróżniać, więc konieczne będzie pokrywanie ich różnego rodzaju wzorkami. I tutaj warto skorzystać z porady umieszczonej w instrukcji i wyciągnąć na stół… kredki! Kolorowanie własnych kołderek jest zabawą samą w sobie i zdecydowanie podnosi radość z gry. Specjaliści swoje skrawki pokrywają nie tylko kolorami, ale dodatkowo i wzorkami.

Widoczna na zdjęciu wersja gry jest tylko wydrukiem plików, które otrzymałem do testów od wydawnictwa Lacerta.

Zasady. Jeżeli znasz oryginalnego „Patchworka”, to bardzo szybko się tu odnajdziesz, ale jednocześnie poczujesz, że zabrano grze ważny element decyzyjny, który był głównym czynnikiem strategicznym w grze. Tym razem to nie ty będziesz decydował, który (jeden z trzech) skrawków zabierzesz, tylko rzut kością (2×1, 2×2, 2×3). Nie ma tu też uwzględniania czasu potrzebnego na „przyszycie” skrawka i cała mechanika sprowadza się do rzutu kością; przesunięcia pionka o jedno – trzy pola i określenia tym samym, który skrawek mogą u siebie narysować gracze (wszyscy ten sam); usunięcia karty wybranego skrawka i ponownego rzutu kością. Robimy tak do momentu pozostania dwóch skrawków i wtedy następuje jedna z trzech punktacji cząstkowych.

Punkty. Promowane są tu prostokąty, a dokładnie to ten jeden największy. Większość punktów dostaniesz z zawartego w nim kwadratu (długość boku x długość boku = punkty), a pozostałe (po jednym pkt.) za każdy przylegający do niego rząd tworzący prostokąt. Nie zawsze utworzenie prostokąta jest łatwe, ponieważ kawałki materiału są nierówne, a dodatkowo każdy gracz zaczyna grę z innym skrawkiem początkowym, który musi narysować na planszy przed rozpoczęciem gry. Tak więc każdy w inny sposób będzie musiał się nagimnastykować z szyciem, żeby te prostokąty uzyskać. Tym bardziej, że teoretycznie nie masz wyboru co do wybierania skrawków. Teoretycznie, gdyż są…

Akcje specjalne. Są ich trzy rodzaje, a czwarta to powtórzenie jednej z wcześniej wybranych akcji. Wnoszą one do gry trochę więcej wyborów oraz próby zapanowania nad złym losem. Pierwsza akcja pozwala wybrać skrawek znajdujący się na karcie przed lub za kartą z pionkiem, a druga jest taką łatką wypełniającą pojedyncze puste pole na planszy. Trzecia akcja działa jak nożyce i pozwala wirtualnie podzielić wskazany skrawek na dwie części, a jedną z nich umieścić na planszy i zapełnić kłopotliwą pustkę.

 

Wyświetl ten post na Instagramie.

 

Post udostępniony przez Mirosław „Tycjan” Gucwa (@tycjan)

Jest coś nowego? Na pewno czymś nowym jest skład osobowy, w którym można cieszyć się z gry. Uwzględniono tym razem nie tylko duże grupy graczy (do sześciu), ale również samotnych miłośnicy szycia. Gra bardzo dobrze się skaluje i to z bardzo prostego powodu, gdyż w tej grze nie ma nawet grama interakcji. Oczywiście poza tą, którą tworzy się podczas grania nad stołem, ale tego nie znajdziesz w pudełku i musicie sobie sami ją stworzyć we własnym zakresie.

To gra czy zabawa? Odpowiem pytaniem. A czy to ważne w tego typu grze? Czyli w takiej, która stawia na proste zasady, niezbyt trudne wybory i większą grupę osób, która może równocześnie w nią grać i nie stresować się za mocno tym co się dzieje na jego planszy? Ale jeżeli miałbym już na to pytanie odpowiedzieć, to faktycznie pomimo, że mamy tu zachowane podstawowe elementy z pierwszego „Patchworka”, to jednak kilka wspomnianych braków robi z „Doodla” grę bardziej imprezową. Co w niczym jej nie umniejsza, bo takie gry wyjątkowo dobrze spisują się w takich warunkach, czyli pośród rozgadanych i roześmianych osób, na stołach pubów lub kawiarni albo na innych formach spotkań towarzyskich i/lub rodzinnych.

Warto? Nawet gdybym nie lubił „Patchworka” oryginalnego, to i tak bym powiedział, że warto. Może faktycznie spłycona jest tu warstwa strategiczna, ale w zamian dostajemy w zasadzie idealną implementację świetnej gry w postaci wykreślanki, która zachowała swój pierwotny kształt jeżeli chodzi o mechanikę pokrywania papierowej kołdry skrawkami materiału. Do tej pory nie raz łapałem się na tym, że nie można w oryginał zagrać z większą grupą graczy. Teraz można i chociaż nie jest to do końca ta sama gra, to wciąż czuję, że gram w „Patchworka”.

Co takiego jest w wykreślankach? Nietrudno zauważyć, że obecnie mamy bum na tego typu gry. Rzucanie kością, rysowanie, skreślanie, kolorowanie podbija serca nie tylko graczy, ale zostało również zauważone i coraz bardziej eksploatowane przez autorów i wydawnictwa, którzy wciąż dostarczają i zapowiadają nam kolejne tego typu gry. Zarówno w formie nowych tytułów, jak i implementacji tych znanych. Gracze polubili taki powrót do swego rodzaju pierwotności. Kartka papieru, coś do pisania i to oni są twórcami plansz, mogą jak za młodych czasów, bez żadnych konsekwencji po nich bazgrać i nie martwić się czy to się komuś spodoba, czy nie. Oczywiście w grach obowiązują zasady, ale rysowanie po grze jest czymś innym i każdy może to robić na swój indywidualny sposób. Do tego dochodzą jeszcze proste zasady i mobilność takich gier, bo wydawcy/autorzy wiedzą gdzie i kiedy przeważnie w nie gramy. Czasami dostajemy od nich trochę trudniejsze wyzwania (np. „Welcome to…”), ale przeważnie są to przyjemne gry do lżejszego pogrania w gronie rodziny lub znajomych. Przyznaję, że początku krzywo patrzyłem na zapowiedzi takich gier, a zwłaszcza na implementacje znanych tytułów, bo uważałem je za mało ciekawe, powtarzalne i tworzone na szybko, tylko dlatego że jest na nie zapotrzebowanie. Po kliku poznanych tytułach zmieniłem zdanie, tak jak kiedyś o grach imprezowych i patrząc przez pryzmat jak się dobrze przy tym można bawić, to trzymam kciuki za każdą tego typu grę. Za „Patchworka Doodle” tym bardziej, bo jego wersja standardowa, to jedna z naszych ulubionych gier dwuosobowych.