Nie bój się klasyki, ona nie gryzie

W którymś z odcinków Rozmów ZnadPlanszy, powiedziałem, że „Monopoly” to dla mnie bardzo ważna gra. I tak jest faktycznie. „Eurobiznes” i „Fortuna”, bo wtedy grało się tylko w klony sławnego tytułu, to gry, które zaszczepiły we mnie zainteresowanie grami planszowymi. Teraz to może dziwić, ale kiedyś nikt nie zastanawiał się nad ich losowością. Liczyła się tylko emocjonująca zabawa. W tamtych czasach była jeszcze jedna gra, która fascynowała mnie, a zarazem przerażała. Szachy.

Czytaj dalej

Ekspres V: Szmal, Dominion. Vaccarino dobrym autorem jest.

Okazuje się, że najczęściej zaliczającym powroty autorem gier na naszym stole jest Donald X. Vaccarino. „Kingdom builder”, „Szmal” („Greed”) i teraz „Dominion„. Każda gra jest w zasadzie inna, ale wszystkie posiadają jedną wspólną cechę. Mają bardzo prostą mechanikę, która daje mnóstwo niepowtarzalnych godzin dobrej zabawy.

Czytaj dalej

Dodatki do „Pór roku”, które musisz mieć

Pory roku” („Seasons”) mają pecha. Nie wiem czy to wina bajecznej grafiki, która nie kojarzy się z poważną grą „nie dla dzieci”, czy może problem z datą premiery i gra powinna się ukazać rok lub dwa wcześniej, w każdym razie zawsze jest ulokowana gdzieś z tyłu, za innymi znaczącymi tytułami. A to wielka krzywda dla tej gry, bo to jest jedna z lepszych karcianek w jakie grałem. Do takich tytułów dodatki nabywa się bez zastanowienia. Na pewno szybko się zwrócą. Czytaj dalej

Ekspres IV: Vineta, Gaia

Zrobiłem sobie ostatnio planszówkowy rachunek sumienia i okazało się, że lubię praktycznie wszystkie gatunki gier, ale szczególnie cenię te z negatywną interakcją. Może i powinienem obawiać się opinii jakiegoś psychoanalityka, ale powbijać szpilę przeciwnikom lubię i już. Tym razem gry, o których chcę napisać mają jeszcze jeden wspólny mianownik, a mianowicie są o bogach, zarówno tych tworzących, jak i niszczących.

Czytaj dalej

Przed premierą: Poprzez wieki (Tides of Time). Mikrogra o makro możliwościach.

Mikrogry cenię  z dwóch powodów. Po pierwsze, trzeba wymyślić naprawdę dobrą mechanikę, żeby przy pomocy małej liczby komponentów przyciągnąć do niej graczy. Tutaj nie uda się ukryć jej braków pod piękną grafiką lub bogactwem komponentów. Lubię je również za ich definicyjne wymiary, które doceniam podczas wyjazdów, a szczególnie tych z plecakiem. W takich warunkach mikrogra, to idealny kandydat do wspólnego podróżowania. Dlatego kiedy dowiedziałem się od Ignacego Trzewiczka, że będzie wydawał taką grę, to od razu wiedziałem, że muszę zagrać w „Poprzez wieki” („Tides of Time”). Tym bardziej, że jest to gra dwuosobowa, a takie są mi szczególnie bliskie ze względu skład osobowy w jakim najczęściej gram.

Czytaj dalej