Queendomino. Jeszcze więcej królewskiego domino

Nie minę się chyba zbytnio z prawdą jeżeli napiszę, że „Kingdomino” opisałem jako pierwszy w Polsce, jeszcze na podstawie dema, które otrzymałem z wydawnictwa Games Factory. Spodobał mi się wtedy sprytny pomysł wykorzystania mechaniki znanego chyba każdemu „Domina” w zupełniej innej grze, a w dodatku tak ślicznej. Piszę o tym, ponieważ z tego co wiem, to na początku nie każdy ufał moim zachwytom, no bo jak to możliwe, że układanie domina, ma być ciekawą nowoczesną grą planszową? Jednak po kontakcie z już gotowym produktem, nawet najwięksi znani mi sceptycy zgodzili się, że faktycznie coś w tej grze jest i ciężko nie zaproponować jej graczom szukającym gier rodzinnych lub też lżejszych, ale nienudzących tytułów do swoich zbiorów. W tamtym roku każdemu kto szukał takich gier polecałem m.in. „Kingdomino”, a w tym dodatkowo wymienię jeszcze jedną grę – „Queendomino„, czyli kolejny tytuł z tej serii.

Opisana w tekście gra w wersji oryginalnej została przekazana przez wydawnictwo Games Factory

Na szczęście w oprawie graficznej nic się nie zmieniło i jeżeli marzyłeś kiedyś o życiu w kolorowym, sielskim bajkowym królestwie, to tutaj poczujesz się właśnie jak w krainie ze swoich marzeń. Ta bajkowość jest tu jeszcze dodatkowo podkreślona przez nowe komponenty, które wyróżniają „Queendomino” od swojej poprzedniczki. Bo przecież skoro jest bajka, to musi być Księżniczka, a najlepiej i jeszcze Smok! A tutaj oczywiście wszystko to znajdziesz. Dodatkowo będą Rycerze, Wieże i złoto, które będzie spływać do królewskiego skarbca w celu stawiania nowych budowli w królestwie. Papierowe komponenty ponownie wykonane są z tak grubego kartonu (tektury?), że chyba faktycznie te królestwa mają przetrwać wieki.

Co do „fabuły”, to nic się tu od ostatniego spotkania nie zmieniło i to ty odpowiadasz za akt stworzenia najlepszego królestwa. Tym razem przed tobą pojawią się wyzwania związane nie tylko z topografią i ukształtowaniem terenu, ale również finansowe i budowlane. Rączek sobie na szczęście nie pobrudzisz, w końcu jesteś Władcą i masz ludzi do roboty.

Podstawowych zasad związanych z układaniem kafli terenu nie będę tutaj opisywał, ponieważ są one identyczne jak w przypadku gry „Kingdomino”, a której możesz przeczytać w moim wcześniejszym tekście. O tutaj…

Swoją przygodę jako władca rozpoczynasz nie jak poprzednio z samym tylko zamkiem, ale teraz do pomocy masz wiernego Rycerza i kilka sztuk złota. To tylko zaczątek skarbca, bo z tym kapitałem całej gry raczej miło nie spędzisz, no chyba że będziesz na przykład specjalizował się w budowaniu darmowych budynków, co oczywiście jest pewnym rozwiązaniem, ale opartym bardziej na szczęściu, a przecież my, miłośnicy eurogier mówimy takim praktykom zdecydowanie nie!

No właśnie, budynki i budynki. Wciąż o nich piszę, a co właściwie można tu zbudować, a przed wszystkim skąd je wziąć? A z tej małej planszy, która leży obok pudełka, widzisz? Po prawej macha do Ciebie Królewna, a przynajmniej tam powinna być ona na początku gry, ale że bardzo często odwiedza ona królestwa graczy, to obecnie może jej tam nie być. Bardziej stały w zwyczajach jest za to rubasznie wyglądający Smok, który większość czasu spędza w swojej pieczarze, po lewej stronie interesującej nas planszy budowlanej.

Zanim jednak powiem szczegółowo na temat rozwoju urbanistycznego, wrócę na chwilę do kafli terenu. Oprócz znanych już lasów, łąk, pól, jezior, stepów i kopalni, w „Queendomino” pojawił się jeden nowy, czerwony typ terenu – miasta. Są to tak naprawdę place budowy, na których będziesz budował wspomniane budynki. Bez dobrej miejscówki nic nie wskórasz. Nie posiadają one jednak Koron, tak więc standardowo nie zdobędziesz za nie punktów na koniec gry.

Jeszcze tylko krótko o akcjach i już naprawdę wracamy do szczegółów budynków. Tym razem oprócz dwóch akcji obowiązkowych – dobranie kafla i wybranie kolejnego, doszły jeszcze trzy nieobowiązkowe, które jednak muszą być wykonane w określonej kolejności pomiędzy dobraniem, a wskazaniem nowego kafla.

W pierwszej wykorzystasz swoich Rycerzy i poślesz ich do niezbyt przyjemnej pracy jaką jest zbieranie podatków. Jeżeli pamiętasz przygody Robin Hooda, to wiesz jak to się może skończyć, prawda? Ale lepiej im o tym nie wspominać, bo lud twój spokojny, a że i pogoda z tego co widać w królestwie jest ładna, to pewnie będzie on do funkcjonariuszy służb publicznych pozytywnie nastawiony. Rycerza możesz położyć na jednym z dwóch pól dopiero co dołożonego kafla. Maksymalnie w jednej rundzie możesz ich wysłać dwóch, czyli tylu ile jest pól na kaflu. Wartość podatku/złota zebrana przez Rycerza, równa jest liczbie pól Posiadłości, czyli obszaru złożonego z jednego typu obszaru. Rycerzy można wysyłać kilka razy do jednego Obszaru. Od razu muszę uspokoić twoje pazerne instynkty, ponieważ pozostają oni tam już do końca gry, więc za bardzo nie poszalejesz. Zalecam od razu rozważne wykorzystanie Rycerzy, bo wprawdzie podczas gry będziesz mógł ich zdobyć więcej, ale nie jest to proste, a czasami nawet i kosztowne, więc złoto z podatków zabieraj wtedy kiedy musisz i/lub kiedy to się najbardziej opłaca.

Tym bardziej jest to ważne, gdyż złota będziesz potrzebował do kolejnej akcji, czyli budowania budynków. Jak widzisz, każdy z nich ma swój koszt i wprawdzie mogą one stanieć (na koniec rundy przesuwa się je o ile można – kiedy jakiś budynek został kupiony – w prawo i dokłada nowe budynki), a nawet być darmowe, to często będziesz chciał coś kupić przed innymi graczami, więc na cenę nie będziesz chciał wtedy patrzeć. Złoto jest ważne i kropka. Żeby kupić budynek musisz mieć w swoim królestwie wolne pole miasta, nie można więc kupować nic na zapas. Zasada jest prosta: kupujemy, budujemy (układamy żeton budynku na kaflu terenu) i ewentualnie od razu wprowadzamy w życie specjalne cechy budynku.

I jesteśmy przy budynkach. Pierwsze co dzięki nim zyskasz po zakupie, to nowe zastępy Rycerzy oraz Wieże, które wybudujesz w swoim królestwie. Do czego służą Rycerze już wiesz, a Wieżami nie tylko zachęcisz do odwiedzin Królową (zawsze wybiera królestwo z największą liczbą Wież i może to się zmieniać podczas gry), ale także będziesz mógł ściągnąć więcej podatków, a na koniec gry zdobyć więcej punktów.

Królowa to nie tylko prestiż, ale przede wszystkim namacalne profity związane ze zniżką na zakupu budynków oraz na koniec gry oraz większą liczba punktów końcowych.

Zajmijmy się teraz ekonomicznymi aspektami budynków. Oczywiście trzeba za nie zapłacić, ale część z nich potrafi zwiększyć liczbę pobieranych podatków w zależności od liczby Rycerzy lub Wież. Dlatego warto dobierać je tak, żeby zmaksymalizować ich działanie. Na przykład, jeśli mamy dużo Wież, bo zależy nam na Królowej, to postarajmy się zdobyć budynek zwiększający podatki w zależności od ich liczby.

W grze złoto jest ważne, ale walczymy przecież o punkty. Tutaj też pomocne będą budynki. Będziesz mógł z nich zdobyć punkty tak zwyczajnie, z samych siebie, ale też za Rycerzy, Wieże czy też liczbę Obszarów. To ostanie jest szczególnie ciekawe, bo o ile w poprzedniej części staraliśmy się stworzyć jak największy Obszar, to teraz nie będzie to konieczne, bo teraz możemy nasze problemy terenowe zniwelować i postawić właśnie na ten rodzaj budynków. Punktują one za liczbę określonego rodzaju Obszarów, a nie za ich wielkość i tak, jedno pole to też Obszar.

Ostatni typ budynków to te, które potrafią pola miasta przekształcić na koniec gry w standardowe Obszary punktujące. Może to być szczególnie ważne dla graczy stawiających na budowanie budynków i lubiących porządek w swoim królestwie (stworzenie jednego Obszaru pól miasta).

Jak widzisz, nowy mechanizm stawiania budynków to ciekawy i mocny element „Queendomino”, który do dosyć prostej mechaniki „Kingdomino” dodał nowy wymiar strategicznego myślenia. Tutaj nie wystarczy tylko zbudować duże i dobrze punktujące Obszary, ale trzeba je jeszcze odpowiednio wzmocnić odpowiednią infrastrukturą budowlaną.

Dobrze żebyś był tego świadomy, bo wtedy łatwiej zrozumiesz sens ostatniej akcji dodatkowej, czyli przekonanie Smoka do spalenia jednego z dostępnych budynków do zbudowania. Zawsze myślałem, że smoki najlepiej przekonuje się za pomocą jedzenia (owieczki zawsze w cenie), ale tu trafił nam się Smok finansista i trzeba go opłacać w złocie, bo własne skarby mu nie wystarczą. Warto jednak skorzystać z jego usług, ubiec w tym przeciwnika (tylko raz na rundę Smok może ruszyć na akcję) i spalić budynek, który pasuje do królestwa i planów innych graczy lub po prostu zwolnić jedno miejsce i w konsekwencji obniżyć cenę interesującego nas budynku. Smocza usługa kosztuje tylko jedno złoto, a przy podliczaniu punktów końcowych, ta inwestycja może okazać się kluczowa i dać nam zwycięstwo.

Skoro jestem już przy punktacji (tak, to już koniec zasad), to punkty liczy się tutaj podobnie jak w „Kingdomino” za Obszary (liczba pól razy liczba koron), ale dodatkowo otrzymasz je również za złoto oraz z określonych budynków, które udało ci się wybudować podczas gry.

Na koniec zostawiłem sobie odpowiedzi na pytania, które na pewno chcesz mi zadać. Czy posiadając „Queendomino” mogę zagrać w „Kingdomino”? Niestety nie. Uniemożliwia to nowy typ terenu. Czy można łączyć obie gry? Tak, można, ale nie jest to jakieś spektakularne. Po prostu podczas gry jeden rząd kafli dobieramy z jednego zestawu, a kolejny z drugiego. Trochę dziwne jest, że zasady przewidują granie w połączone gry tylko od trzech osób, bo ja grałem z powodzeniem w dwie osoby i jakoś nie widziałem problemów. Na początku niezbyt mi się to nie podobało, bo byłem zachłyśnięty nowym mechanizmem budynków, ale potem tryb ten nagle zaskoczył i mam bardzo pozytywne odczucia z korzystania z dwóch kompletów kafli. Terenów budowlanych wychodzi mniej (jest mniej szans na budynki), dlatego trzeba przez to o nie bardziej walczyć oraz starać się wybrać faktycznie te najbardziej istotne dla własnego królestwa. Połączenie gier daje też szanse na grę zespołową (każda drużyna buduje wspólne królestwo), ale z powodu dużej liczby potrzebnych do tego graczy (sześć – osiem) niestety nie dane mi było tego doświadczyć.

Jeszcze może kilka słów o wariantach osobowych i układaniu kafli. Tym razem przy mniejszej liczbie graczy niż maksymalna, wprawdzie nie trzeba pozbywać się części kafli, ale bez zmian pozostał rozmiar obszaru naszego królestwa. Ponownie musi się ono zmieścić w kwadracie 5×5, a przy dwóch osobach 7×7. Z tego m.in. powodu obie części „królewskiego domina” lubię najbardziej właśnie w wersji dwuosobowej. Większy obszar wydłuża lekko grę, co ma wpływ na efektywniejszą realizację planów. Podstawową jednak zaletą tego trybu jest używanie nie jednego, ale dwóch znaczników wyboru kafli. Sprawdza się to rewelacyjnie i nie jest to tylko mechanizm zwiększenia liczby dobierania terenów, ale przede wszystkim pełniejszego/głębszego planowania naszych ruchów. Dodatkowo trochę mniej żal jest „poświęcić” piona w celu zablokowania korzystnego dla przeciwnika kafla, a ja lubię tego typu zagrania w grach.

I ostatnie pytanie, czy warto kupować „Queendomino” posiadając „Kingdomino”? Pozwól, że potraktuję je jako pytanie retoryczne. Oczywiście, że tak. Oczywiście jeżeli lubisz grać w część pierwszą. Wprawdzie gra jest opisywana jako bardziej zaawansowana niż część pierwsza i dająca więcej okazji do pomyślenia, ale nie daj się temu do końca zwieść. To wciąż mechanicznie „Kingdomino” z nowymi zasadami. Jeżeli więc nie lubisz układać kafli terenów, to przy „Queendomino” nie dostaniesz nagłego olśnienia i raczej nic między wami nie zaiskrzy. Jeżeli chodzi o ciężkość to ja się cieszę, że gra tak mocno nie ewoluowała i wprawdzie jest ona bardziej zaawansowana, to jednak wciąż pozostaje w kategorii gier rodzinnych. Średnio ciężkich gier dla zaawansowanych graczy mamy bardzo dużo, ale dobrych rodzinnych gier zaawansowanych już nie, dlatego dobrze, że jest teraz „Queendomino”.

Tak naprawdę ciężej jest odpowiedzieć na pytanie, czy warto mieć w kolekcji obie części gry. I najlepiej jak sam sobie odpowiesz na to pytanie. Zastanów się z kim najwięcej grasz, z jakim typem graczy, albo czy warto posiadać w kolekcji grę, którą bez strachu wyciągniesz w zasadzie na każdym spotkaniu, albo jako dobrą grę rodzinna z małą liczbą  szybkich do wytłumaczenia zasad, albo jako miły przerywnik lub wypełniacz krótkiego czasu na granie. Ja już sobie odpowiedziałem na to dawno i obie gry chcę mieć.

Chyba nie ma sensu pisać nic w ramach podsumowania, bo pewnie już się domyślasz jaka jest moja opinia na temat obu gier. „Kingdomino” było odkryciem, a „Queendomino” tylko mnie utwierdziło w przekonaniu o jakości tej serii. Jestem zaskoczony jak prosty mechanizm „Domina” można było już wtedy sprytnie wykorzystać, a teraz jeszcze dodatkowo bardziej uatrakcyjnić. Ale ten rok będzie dla wszystkich myślących podobnie jak ja podwójnie szczodry, bo oprócz polskiej wersji „Queendomino”, czeka nas jeszcze dodatek do „Kingdomino” – „Age of Giants” (edycja z 14,01.2018: okazuje się, że ten dodatek będzie można również łączyć z „Queendomino”.