„Skup żywca” – problem, którego nie ma

Właśnie skoczyłem grać w tytuł, który jest obecnie najbardziej piętnowaną w Polsce grą planszową. Skup żywca, bo to o nim mowa, niespodziewanie nie tylko dla jej wydawcy – Foxgames, pojawił się na ustach aktywistów związanych z obroną praw zwierząt. Zainteresowanych odsyłam na fanpage wydawnictwa na Facebooku, gdzie można poznać komentarze oburzonych grą osób, widzących w niej opakowane w karton zło i nawoływanie do krzywdzenia zwierząt.

Nie krytykuję samej idei ochrony zwierząt, zresztą jak człowiek zdrowo myślący może myśleć inaczej, ale cel jaki został obrany w tej walce, czyli atakowanie niewinnej, sympatycznej gry rodzinnej i posądzanie jej o propagowanie złego myślenia o zwierzętach jest po prostu idiotyczny. Czekam tylko na „manify”, bojkoty („wpisujcie miasta”) i inne formy protestu internetowych aktywistów.

Humanitarne traktowanie zwierząt jest sprawą poważną i nie powinno się robić z tego takiego kabaretu, a przecież inaczej trudno odebrać tego typu akcję. Oczywiście większość zaangażowanych w krytykę nawet nie zagrała w „Skup żywca”, część „zna” grę na podstawie opisu z tyłu pudełka oraz z „szokującego” tytułu, ale nie stanowi dla nich problemu rzucanie takich haseł jak np. „…zamiast tej zwyrodniałej gry proponuję wersję dla prawdziwych dzieciaczków – jak zabijać takich głupoli jak wydawcy tej gry ..!!! i wersja specjalna – o eliminacji różnego autoramentu ludzkich śmieci„.

Smutek ogarnia człowieka jak widzi, że tyle energii marnuje się na tego typu protesty, które niestety mogą zrobić więcej złego niż dobrego. Jeżeli ktoś niezorientowany w temacie trudnej czasami sytuacji zwierząt (nie tylko hodowlanych) lub gier planszowych przeczyta takie komentarze, to nie tylko może zbagatelizować problem zwierząt, ale też zacznie krzywym okiem patrzeć na planszówki, a wiadomo jak łatwo tego typu łatka została przypięta do wszystkich gier komputerowych.

Od dziecka znam i używam słowo „żywiec” i nie mam z tym żadnego problemu, co więcej, to „jedno z najgorszych słów w polskim języku” (cytat z komentarzy) nie wypaczyło mojego myślenia o zwierzętach. Za to od dziecka byłem wychowywany przez rodziców/dorosłych, żeby odróżniać fikcję od faktów. Dlatego wiem, że to co czytam w książkach, widzę w filmach i grach, nie jest rzeczywistością. W życiu kieruję się zdrowym rozsądkiem, a myślenie jest jednym z jego mechanizmów. Jeżeli ktoś widzi problem w kolorowej grze planszowej, która w żadnym elemencie swojej mechaniki lub grafiki nie nawołuje do złego myślenia o zwierzętach, nie wspominając już o czynieniu im krzywdy, to bardziej powinien on zastanowić się nad sobą i swoim sposobem spostrzegania świata. Jeżeli ktoś pisze „…dzieci po kilku „rundkach” nie będą w stanie sobie wyobrazić zwierzęcia hodowlanego jako żywej, czującej istoty z krwi i kości. Co więcej nie będą kojarzyć tego co jedzą…„, to problem nie leży po stronie gry, ale właśnie osób, które pomagają dzieciom poznawać otaczający ich świat.

Za dzieciaka sprawy trudne były mi tłumaczone i nie zostawiano ich do mojej własnej, dziecięcej interpretacji. Starano mi się je wyjaśnić i pokazać co jest w takich sytuacjach dobre, a co złe.  Miałem jak każdy chłopiec żołnierzyki, czołgi i pistolety, jadłem jak większość mięso, grałem w gry komputerowe oraz czytałem książki sensacyjne i kryminały. Jakoś mnie i moich przyjaciół, ten młodzieńczy okres nie skrzywił, ani nie wykreował z nas oprawców ludzi ani zwierząt.

Drodzy aktywiści spraw błahych nie marnujcie swojej energii na tego typu akcje. Ja wiem, że to łatwiej, bo Facebooka obsługiwać nie jest trudno, ale w rzeczywistym świecie ważnych problemów i zwierząt jest naprawdę więcej i tam faktycznie potrzebna jest wasza pomóc. „Skup żywca” do tego typu problemów się nie zalicza, bo to jest gra – fantazja i rozrywka umysłowa, która w głowach rozsądnych osób jest i zawsze taka pozostanie.

Napisałem to ja, przez większość życia wegetarianin, który ma w domu dwa koty.