Zwierzak do zwierzaka, a czas upływa

Każdy kto pracował pod czyimś zwierzchnictwem wie, że przeważnie to właśnie pomocnicy mają najwięcej pracy. Jeżeli  jesteś pomocnikiem Noego, to już nic więcej nie musisz mówić na temat swojej dniówki. Każdy zna tę historię. W dodatku o tobie nic nie wspomną, bo kto słyszał o pomocniku budowniczego legendarnego, pływającego schronienia? Na szczęście dzięki grze Arka zwierzaków ta sytuacja może się zmienić. Roboty wciąż będzie dużo, ale przynajmniej stanowisko pomocnika straci na anonimowości.

Nie wiem na ile to było zaplanowane pomiędzy  Fabryką Gier Historycznych, wydawcą gry, a studiem Paramount Pictures twórcy filmu Noah, ale film zrobił bardzo dobry podkład tematyczny do grania w tę grę.

Poniższy opis powstał na podstawie egzemplarza pokazowego udostępnionego mi przez FGH. Z tego co wiem, to grafiki widoczne na zdjęciach, będą również użyte w produkcie końcowym.

Na temat wykonania nie będę nic pisał, bo mogę tylko w oparciu o wcześniejsze produkcje wydawnictwa podejrzewać, że nie będzie ono odbiegało od przyjętych standardów. Natomiast graficznie gra prezentuje się, jak widać, atrakcyjnie i zarówno zwierzęta widoczne na żetonach, jak i plansze graczy nie męczą naszych odczuć estetycznych. Tutaj wpatrywanie się w elementy gry jest kluczowe, więc grafika jest bardzo ważna. Arka zwierzaków pod tym względem spisuje się bardzo dobrze i oprawa graficzna nie tylko jest przyjemna dla oka, ale też przejrzysta.

Czym była Arka Noego nie muszę nikomu mówić, więc cel gry jest w zasadzie oczywisty. Musimy na statku umieścić ratowane zwierzęta w taki sposób, żeby ocalić je nie tylko od zatonięcia, ale również od zjedzenia się nawzajem. Dlatego roślinożerców musimy odseparować od zagrażających im mięsożerców.

Zwierzęta są reprezentowane przez żetony, na których oprócz ich wizerunku, znajduje się rodzaj ich diety (symbole: liść – roślinożerca, udko – mięsożerca), waga (liczba symboli) oraz czy jest to ssak (zielony), płaz (żółty), ptak (niebieski) czy też gad (czerwony). A całe to wesołe towarzystwo musimy poupychać na arce, która została podzielona na zagrody.

Nie miała baba kłopotów, kupiła sobie kozę. Tutaj może kóz nie ma, ale sielanki nasze zwierzaczki nie zamierzają nam zapewnić. Nie dość, że musimy martwić się o ich rozłożenie na pokładzie, to jeszcze goni nas czas, a klepsydra, którą znajdziemy w pudełku mówi nam to wprost.

Cała zabawa polega na równoczesnym dobieraniu przez wszystkich graczy zwierząt z zakrytej, wspólnej puli i układaniu ich zakrytych na własnej arce. Zaczynamy od lewej burty i przesuwamy się ku prawej, kolumna po kolumnie. Zwierzęta widzimy w momencie podniesienia żetonu z puli, a później dopiero w chwili podliczania punktów, chyba że jednak nie zdecydujemy się go zaokrętować i pozostawimy go w puli. W takim wypadku żeton jest już widoczny (dostępny) dla wszystkich graczy. Jeżeli szukacie rozrywek pamięciowych to szybko polubicie ten tytuł. Wprawdzie z upływem gry dużo zwierząt w puli zaczyna być widocznych, ale wciąż pozostaje pamiętanie tego co wcześniej umieściliśmy na arce. Układanie kończy się gdy pierwsza osoba zapełni swoją arkę i od tego momentu upłynie 30 sekund – tutaj korzystamy z klepsydry.

Sama mechanika nie jest odkrywcza i możemy ją spotkać w innych grach tego typu, ale Arka zwierząt nabiera rumieńców kiedy dochodzimy do etapu punktowania. Tutaj w zależności od przyjętego poziomu trudności gry (jest ich 5), nasze układy będą różnie oceniane.

W standardowym punktowaniu oceniana jest szybkość załadunku (premia dla pierwszej osoby), nasze zdolności organizatorskie dotyczące „koedukacji” zwierząt (trzeba pamiętać, ze drapieżniki zjadają roślinożerców mniejszych lub równych sobie) oraz zasada niepowtarzalności zwierząt. W tym ostatnim przypadku, jeden żeton reprezentuje jedną parę, dlatego usunąć musimy te zwierzęta, które się powtarzają. Po tych przygotowaniach możemy przystąpić do właściwego liczenia punktów, które będzie uzależnione od liczby wszystkich zwierząt, liczby ssaków oraz od liczby zgromadzonych płazów, gadów i ptaków.  W przypadku ssaków liczy się posiadanie jak największej ich liczby, a przy pozostałych zwierzętach zgromadzenie wszystkich przedstawicieli danego rodzaju (fachowo: gromady).

Przy wyższych poziomach trudności na punkty ma też wpływ zabezpieczenie odpowiedniej ilości prowiantu – na arce są specjalne pola na ziarno, wokół których nie można umieszczać roślinożerców (ujemne punkty) oraz wyważenie arki – trzeba zachować jej balans, czyli równomiernie rozłożyć ciężar zwierząt – punkty ujemne  to różnica pomiędzy wagą zwierząt na obu burtach.

Poziomy trudności według autorów mają pomóc zrównoważyć poziom graczy. W zależności od tego z kim gramy i jak on sobie z tym radzi, każdy z nas może grać na poziomie, na którym się najlepiej czuje. Gra trwa trzy rundy i o wygranej decyduje suma punktów zdobytych w ciągu całej gry, dlatego takie podejście może się dobrze sprawdzić np. w rozgrywkach pomiędzy dziećmi i dorosłymi graczami. Nie musimy jakoś specjalnie się podkładać, żeby nie zniechęcić dzieci, a tylko wystarczy dla młodszego gracza ustalić poziom nowicjusz/normalny, a dla dorosłego ekspert/mistrz/arcymistrz. Ciekawy pomysł, który niweluje różnice poziomu graczy bez uciekania się do odpuszczania gry.

Ja podszedłem to tych poziomów trochę kreatywnie i ustaliłem własne reguły ich doboru. Pierwszą rundę wszyscy gramy na poziomie normlanym, drugą ekspert, a trzecią mistrz. Tym samym z rundy na rundę gra staje się inna/trudniejsza oraz rosną emocje. To oczywiście zadziała głównie przy graczach w miarę na równym poziomie, ale w pozostałych przypadkach dobrze sprawdza się wariant autorów.

Arka zwierzaków bardzo szybko zyskała zarówno moją sympatię, jak i grona osób, z którymi gram. Gra wygląda na niewinną zabawę w układanie zwierzątek, ale szybko wychodzi na wierzch jej drugie dno. Zgodnie z zasadą „mało zasad, dużo radości” dostajemy ciekawą grę wyścigową, w której podszkolimy swoje zdolności pamięciowe, strategiczne myślenia oraz działanie w stresie związanym z upływającym czasem. Gra zyskuje z każdą kolejną partią ponieważ coraz lepiej czujemy się we właściwym rozkładaniu zwierząt. Dodatkowo różne poziomy trudności sprawiają, że gra szybko nam się nie znudzi, bo każdy może sobie według uznania skalować poziom trudności, a tym samym i zasady punktacji. A że jest to niewątpliwie gra rodzinna, to miło spędzą przy niej czas zarówno dzieci, jak i dorośli. Czasami obserwując twarze i zachowanie graczy, to nie wiedziałem już kto bawi się przy niej lepiej.

Gra będzie miała swoją premierę 26 kwietnia br. w bardzo klimatycznym i pasującym do jej tematyki miejscu, czyli w Miejskim Ogrodzie Zoologicznym w Warszawie. Tutaj znajdziecie więcej informacji o tym wydarzeniu. Żałuję tylko, że nie w rewelacyjnym zoo w Opolu ;)