Wywiad z wydawnictwem Galakta. Koniec polskiego LCG?

Wczorajszy dzień i zapewne też kolejne, wypełnią dyskusje związane z informacją, która została opublikowana na stronie wydawnictwa Galakta, dotycząca o zaprzestaniu wydawania polskich wersji gier Android: Netrunner LCG oraz Władca Pierścieni LCG. Polskie fora i blogi zaszumiały od emocji i komentarzy. Trudno nie zgodzić się odczuciami graczy, ale jak mówi stara prawda „każdy kij ma dwa końce”. Udałem się więc do źródła zaistniałej sytuacji i zadałem kilka pytań przedstawicielowi wydawnictwa, Michałowi Walczak-Ślusarczykowi.

Czy mieszkańcy Krakowa i ul. Łagiewnickiej mają spodziewać się utrudnień w ruchu spowodowanych demonstracjami zawiedzionych graczy polskich LCG?

Michał Walczak-Ślusarczyk: Na szczęście przed naszą siedzibą jest duży dziedziniec, który spokojnie powinien wszystkich pomieścić. Ponadto na Łagiewnickiej swoje siedziby mają głównie firmy, dlatego niczyj mir domowy nie powinien zostać zburzony J

A na poważnie – od samego początku zdawaliśmy sobie sprawę, że nasza decyzja nie spotka się z aprobatą graczy, ale mamy nadzieję, że w końcu zrozumieją, że nie mieliśmy innego wyjścia.

Przynajmniej nieświadomi krakowianie mogą spać spokojnie. Niestety dla innych, w tym mnie, wasza zapowiedź wycofania się z wydawania polskiej wersji A:N i WP LCG była szokiem, który dobry sen może zakłócić. Czy długo zastanawialiście się nad jej podjęciem?

Decyzja ta nie była dla nas łatwa, ponieważ, jak dobrze wiesz, jesteśmy jedynym w Polsce wydawcą, który regularnie wspiera taką ilością dodatków swoje tytuły. Jednak w pewnym momencie trzeba było po prostu podjąć męską decyzję, niezależnie od tego jak byłaby ona trudna i bolesna.

Powiem więcej – w przypadku Władcy Pierścieni pierwsze takie myśli pojawiły się już dawno temu. Jednak wówczas zapadła decyzja, że niezależnie od strat przez jakiś czas będziemy wydawać kolejne dodatki licząc, że być może najnowsze produkcje filmowe rodem z Nowej Zelandii wpłyną pozytywnie na sprzedaż gry. W końcu chodziło także o wizerunek firmy.

Ostatecznie przeważył jednak rachunek ekonomiczny. Straty stały się zbyt duże. Dlatego zamiast marnować siły i kapitał, zdecydowanie lepiej (zarówno dla nas, jak i dla graczy) będzie ulokować je w innych projektach.

Kiedy nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze. Jeżeli do kogoś nie przemawiają względy finansowe, to chyba nie rozumie jak działa świat. Ale jednak w podjęciu tej decyzji musiała się znaleźć kwestia rozczarowania ze strony graczy. Nie uważacie, że ich poczucie, że zostali oszukani jest słuszne?

Rozumiemy, że fani mogą poczuć się rozczarowani tym, że nie będą mogli dokupić sobie kolejnych dodatków do ulubionych serii (pod warunkiem, że kupili już wszystko, co jest obecnie dostępne). Mówienie jednak o tym, abyśmy kogokolwiek oszukali jest w naszej ocenie zdecydowanie przesadzone. Nie sprzedaliśmy nikomu niepełnej, wadliwej gry ani jej nagle nie zepsuliśmy – nasza decyzja w żadnym stopniu nie wpływa przecież na rozgrywkę – każdy z tytułów nadal można spokojnie rozgrywać, czerpiąc z tego niemałą przyjemność.

Nie należy zapominać także o kilkudziesięciu godzinach rozgrywki i dziesiątkach (jeśli nie setkach) partii, które miłośnicy obu serii mają za sobą. To właśnie przyjemność płynąca z gry i towarzyszące jej emocje są w końcu najważniejsze. Tego graczom nikt nie odbierze.

Co więcej, jeśli ktoś gra turniejowo, może kupować angielskie wersje i je łączyć bez problemu z polskimi. Tym bardziej, że karty niczym się nie różnią poza językiem, a często jest spotykane, że na turniejach gracze mają talie w różnych wersjach językowych.

Ale najważniejsze jest to, że gdybyśmy nie wydali tych tytułów po polsku, bardzo dużo osób nie miałoby szansy zagrać w te gry. Dzięki temu, że je zlokalizowaliśmy mogły zaistnieć normalnie na rynku i cieszyć graczy. Zdecydowana większość klientów decyduje się wyłącznie na zakup podstawki i zabawę w gronie rodzinnym. A dzięki nam mieli taką możliwość.

W którym miejscu firma/wydawnictwo musi podjąć decyzję – pieniądze czy marka? Liczycie się z tym, że już teraz ludzie wam nie zaufają i kolejne spolszczone gry nie będą się tak sprzedawać?

Dopóki wychodzimy „na zero” lub straty są niewielkie stawiamy na pierwszym miejscu graczy i wówczas nawet nie zastanawiamy się nad potencjalnym zamknięciem linii czy też rezygnacji z wydania jakiegoś dodatku. Proszę zwrócić uwagę, jak dużą liczbę dodatków wydajemy każdego roku. Należy sobie jednak zdawać sprawę, że druk każdego rozszerzenia kosztuje tyle samo co każdej innej gry. Jednak kiedy straty są znaczące, wówczas żadna firma (nie tylko z sektora gier planszowych) nie może sobie pozwolić na ich ciągłe generowanie. Tak było właśnie w obu przypadkach, które były katalizatorem tej rozmowy.

Nigdy nie podawaliśmy żadnych liczb, ale wydaje się nam, że najwyższy czas obalić kilka mitów dotyczących sprzedaży gier LCG w naszym kraju. To nie jest kura znosząca złote jaja, a każdy dodatek nie rozchodzi się jak świeże bułeczki. Podam kilka konkretnych liczb, które pokażą w czym problem. Ostatniego z małych dodatków do Władcy Pierścieni (Dolina Morgul – premiera w listopadzie 2013) sprzedaliśmy łącznie 142 szt. Wydaje mi się, że każdy zdaje sobie sprawę, że drukować musimy wielokrotnie więcej, a zwrot nakładu następuje po dużo większej ilości sprzedanych egzemplarzy.

Oczywiście te 142 szt. to niewiele w stosunku do liczby sprzedanych zestawów podstawowych Władcy Pierścieni. Z punktu widzenia biznesowego wydawanie przez nas dodatków od dawna nie ma żadnego sensu, bowiem już dawno przejedliśmy to, co zarobiliśmy na podstawce i pierwszych dodatkach, które najlepiej się sprzedawały. Gdybyśmy myśleli tylko o zyskach, najlepiej byłoby zakończyć tę grę po podstawce i ewentualnie 6 kolejnych dodatkach.

Galakta wydała łącznie 24 dodatki do Władcy Pierścieni LCG, a z tego co najmniej połowę wiedząc, że każdy z nich przyniesie mniejszą lub większą stratę. Czy to nie jest dbałość o klienta? Myślę, że niewiele firm chciałoby coś takiego zrobić.

Przejdźmy teraz do Netrunnera. Podam ilość dla dodatku wydanego z początkiem roku (aby nie było sytuacji, że można niską sprzedaż tłumaczyć krótką dostępnością) czyli Prawdziwe Barwy. Sprzedaliśmy go 139 szt. Ostatni dodatek sprzedaje się oczywiście odpowiednio gorzej…

Należy przy tym wszystkim pamiętać, że są to ilości, które wyjeżdżają z naszych magazynów do sklepów. Na pewno około 10%-20% tych ilości to produkty, które nie zostały jeszcze sprzedane, a leżą w magazynach sklepów. Czyli ostateczna liczba dodatków, które trafiły w ręce graczy jest jeszcze mniejsza. A kolejne dodatki jak zwykle będą miały jeszcze mniejszą sprzedaż.

Myślę, że podane liczby mogą wiele osób zszokować. Zwłaszcza tych, którzy byli przekonani o wielkiej sprzedaży. Jak widać nasza decyzja po prostu nie mogła być inna. Mamy nadzieję, że fani ostatecznie to zrozumieją.

Polska premiera gry A:N LCG miała miejsce dużo później niż wersja anglojęzyczna. To było spowodowane terminami druków międzynarodowych, którymi zarządza zapewne Fantasy Flight Games. Czy wydawnictwo FFG nie widzi w tym problemu, że takie przesunięcia w czasie mogą mieć wpływ na sprzedaż gier w wersjach lokalnych?

Przy każdym projekcie wielokrotnie podkreślamy w czasie rozmów z FFG, że bardzo nam zależy na tym, aby polska premiera miała miejsce równocześnie lub niedługo  po premierze wersji anglojęzycznej. Jednak nie zawsze jest to możliwe, z różnych powodów.

W przypadku Netrunnera niestety nałożyły się dodatkowo problemy fabryki w Chinach, która przez kilka miesięcy przesyłała błędne informacje do Stanów. Dopiero wizyta wysłanników FFG pozwoliła ostatecznie wyprostować tę sytuację, jednak nie można było już nadrobić straconych miesięcy.

Myślę, że obecnie FFG zdaje sobie sprawę, że w przypadku tego typu gier nie powinno być albo wcale różnic czasowych, albo niewielkie.

Dwie duże gry LCG straciły polskie wydania, czy to znaczy, że rynek LCG w Polsce nie ma racji bytu?

Odpowiedź na to pytanie nie jest taka łatwa i wymagałaby zapewne przygotowanie osobnego, długiego wpisu. Generalnie, największym problemem w naszym kraju jest ilość wydawanych dodatków do LCG. Niewielu graczy jest wstanie udźwignąć coś takiego.

Drugą, być może najważniejszą, sprawą jest to, że większości graczy wystarczy tylko podstawka oraz ewentualnie kilka dodatków. Taki zestaw wystarczy im na naprawdę długi czas. Znaczna część nigdy nie kupi żadnego dodatku o czym świadczy naprawdę ogromna różnica pomiędzy sprzedażą podstawek, a dodatków. Tutaj zdecydowana różnica jest w podejściu osób grających w wersje angielskojęzyczne a polskojęzyczne.

Po przeciwnej stronie stoją gracze preferujący grę w wersję angielską. Oni najczęściej są nastawieni na granie turniejowe. Kupując grę, nastawiają się od razu na zakup dodatków, aby być na bieżąco.

Mimo wszystko uważamy, że warto jest wydawać kolejne gry LCG, ponieważ inaczej wiele osób nawet nie zagra towarzysko w taką grę w wersji angielskiej.

Doświadczenie już macie. Czy teraz, więc inaczej będziecie podchodzili do decyzji wydawania gier LCG w wersji polskiej? Zbliża się premiera nowej gry takiego typu z uniwersum Warhammera 40K, czy mamy czekać na polską wersję?

Z ogłoszeniem oficjalnej wiadomości się na razie wstrzymam, ale mogę zdradzić, że oczywiście ta gra ma duże szanse na wydanie. Oczywiście, część graczy może się obawiać o to, jak długo będziemy wydawać dodatki do tej gry. Doskonale to rozumiemy, ale nie możemy obiecać, że będziemy je wszystkie wydawać niezależnie od sytuacji. Wszystko zależy od zainteresowania grą.

Jak już wspominałem, zestaw podstawowy kupują także gracze, którzy chcą okazjonalnie zagrać z rodziną. Jeśli gra nie ukaże się po polsku, to nie będą mieli takiej szansy.

Znam was od dawna i wiem, że pomimo tego, co mówią teraz o was gracze, to podchodzicie do rynku gier w Polsce profesjonalnie i w granicach swoich możliwości staracie się spełniać wymagania graczy. Dzisiaj zostali oni nagle z masą kart, które teraz będę musieli połączyć z wersjami anglojęzycznymi. Co z nazewnictwem? Dla niektórych to może być problem. Czy planujecie opublikować jakieś słowniki ułatwiające odnalezienie się w nomenklaturze?

Jak najbardziej jesteśmy otwarci na wspólny dialog z graczami. Pozwólmy jednak aby opadły emocje – wówczas wspólnie postanowimy wypracować jakieś rozwiązania, które pozwolą fanom nadal cieszyć się ulubionymi tytułami.

W przypadku np. Władcy Pierścieni rozważamy możliwość przygotowania za jakiś czas normalnego samodzielnego dodatku. O ile będzie zainteresowanie i w międzyczasie sprzeda się trochę tej serii. Ale to jest coś, nad czym będziemy zastanawiali się za np. pół roku. I nie chcielibyśmy zbyt dużo obiecywać.

A co ze wsparciem Galakty dla ligi Netrunnera, czy będziecie kontynuować swoją pomoc w tym kierunku?

Tak jak napisaliśmy w informacji opublikowanej na naszej stronie, nadal będziemy podtrzymywać system rankingowy. Chcieliśmy w tym miejscu także zauważyć, że system rankingowy dla gier LCG jest obecny wyłącznie w Polsce – takiego rozwiązania nie ma nawet w USA!

Do tego utrzymujemy dystrybucję wersji angielskiej, którą będziemy starali się sprowadzać tak, aby była ona dostępna w Polsce możliwie najbliżej światowej premiery. Ponadto współpracujące z nami sklepy dalej mogą liczyć na naszą pomoc w sprowadzaniu ze Stanów zestawów promocyjnych.

Na koniec pytanie, na które zapewne chciałby znać odpowiedź każdy fan Star Wars LCG PL. Czy muszą się oni już zacząć bać o los swojej karcianki w wersji polskiej.

Niedawno swoją premierę miał pierwszy dodatek z najnowszego cyklu, a przed nami kolejnych pięć Zestawów Mocy (tak, mamy je wszystkie już wydrukowane!), czyli przed wszystkimi kolejne miesiące grania. Dlatego też jeszcze nie pora na pochopne decyzje.