„Via Nebula”. Ekonomicznie na poziomie rodzinnym? Tak, to działa

Martin Wallace już dawno przestał być autorem jedynie ciężkich gier ekonomicznych. Spora grupa fanów ma mu to za złe i niezłomnie stara się zdyskredytować jego produkcje skierowane bardziej do rodzinnych graczy, ale wciąż pozostające na tyle niebanalne i ciekawe, żeby nie nudzić bardziej zaawansowanych miłośników gier planszowych. Mam nadzieję, że posiadasz bardziej otwarty umysł i rozumiesz, że nie wszystkie gry muszą się każdemu podobać, że autor nie musi tworzyć tylko dla jednej grupy odbiorców i że życie nie polega na obrzydzaniu czegoś innym tylko z powodu, że komuś się to nie podoba. Takie podejście sprawdza się nie tylko w przypadku gier i na pewno zmniejsza poziom negatywnej energii w naszej i tak nerwowej codzienności.

Czytaj dalej

„The Big Book of Madness”. Ciekawość to pierwszy stopień do piekła

Gry kooperacyjne są specyficzne i zasadniczo mało jest miłośników tego typu gier w stosunku do innych gatunków. No, może tylko gry wojenne są mniej popularne. Tytuły kooperacyjne są z jednej strony polecane jako gry dla początkujących, ale z drugiej początkujący mają problem z połapaniem się w „graniu przeciw grze”, bo przecież od dziecka są przyzwyczajani, że w grach planszowych są fizyczni przeciwnicy i to przeciw nim muszą walczyć. Do tego dochodzi nieśmiertelny problem graczy alfa, którzy swoim władczym charakterem chcą narzucić swoją wolę pozostałym grającym. Trudna sprawa z tymi grami kooperacyjnymi, ale ja jestem bardzo zadowolony, że autorzy i wydawnictwa nie słuchają tych negatywnych głosów i co pewien czas może w moje ręce wpaść ciekawa gra, przeciwko której możemy wspólnie zagrać. „The Big Book of Madness” jest jedną z nich. Zobacz do czego doprowadza ciekawość, za duża pewność siebie i chęć pokazania starym ramolom, że młodzi czarodzieje też potrafią używać magii.

Czytaj dalej

Ekspres XII: Kompaktowe karcianki

Wakacje, wyjazdy albo po prostu granie na balkonie/tarasie. W takich sytuacjach najlepiej sprawdzają się gry kompaktowe. U nas zasadniczo najlepiej sprawdzają się gry karciane. Zarówno te minimalistyczne (np. R), jak również te obszerniejsze, ale które za to można z powodzeniem spakować kilka do jednego pudełka. Dzisiaj w ekspresie dwie nowe gry tego typu, które zagościły z sukcesem na naszym stole – „W Cieniu Tronu” i „Multiuniversum„.

Czytaj dalej

„Klub Utracjuszy”. Gdy przegrana jest wygraną

Nie zrozum mnie źle. Nie narzekam na ogromną liczbę wydawanych w ostatnich latach gier, ale żal mi gier, które przez to cierpią. Są to gry bardzo dobre, które mają trochę pecha, gdy trafiając na rynek, z różnych powodów są szybko zapominane lub pomijane podczas przeglądania ofert sklepów. Nie do końca wiem co na to wpływa, ale już niejeden tytuł z tego powodu poszedł w zapomnienie. Jednym z nich jest ubiegłoroczna kontynuacja dobrze przyjętej „Ostatniej woli”, która postanowiła pójść dalej w kontekście swojej oryginalnej mechaniki i teraz za sprawą „Klubu Utracjuszy” można nie tylko trwonić majątek, ale również dobrowolnie na różne sposoby szargać swoje imię. Tematyka jak widać intrygująca, ale to nie jedyne atuty tej gry.

Czytaj dalej

„Gobbit”. Zwariowane kameleony chcą powalczyć z „Dobble”

Wiem, że trochę długo nie pisałem, ale musiałem co nieco naprostować w swoim nosie i niestety należało skoncentrować się na innych sprawach. Nie jest to jednak właściwe miejsce na pisanie o medycynie oraz pracy zawodowej, wiec podaruję sobie szczegóły. Najważniejsze, że przez cały ten czas grałem, więc nazbierało się dużo materiału do przelania na blog. Obiecuję, że będzie różnorodnie, a już dzisiaj coś szalonego. Gra imprezowa, która zauroczyła mnie od pierwszego wejrzenia, a nie powiem, żebym był wielkim fanem gier kontaktowych. Swego czasu zmieniłem zdanie o imprezówkach poznając „Dobble”, to może teraz pora zmienić zdanie o grach wymagających kontaktu fizycznego? Poznaj zakręcone kameleony i wściekłe ptaszki z serii „Gobbit”.

Czytaj dalej