„Timeline: Polska”. Idealne do domu i do szkoły

W zasadzie każda gra planszowa czegoś może nas nauczyć. Począwszy od radzenia sobie z przegraną, przez wyrabianie w sobie zmysłu ekonomicznego, a na strategicznym myśleniu skończywszy. Mało jest jednak tytułów, które faktycznie przekazują nam konkretna wiedzę. Jedną z takich gier jest wydane właśnie przez wydawnictwo Rebel „Timeline: Polska”. Jej zawartość merytoryczna to 100% wiedza, którą należy posiadać, bo historię własnego kraju znać trzeba, a tym bardziej podaną w tak atrakcyjnej formie.

Czytaj dalej

Przed premierą: „Kingdomino”. Nowa jakość klasycznego domino

Jak się tak dłużnej zastanowię, to właśnie domino jest grą planszową, która towarzyszyła mi od najmłodszych lat i to nawet niekoniecznie w sposób świadomy. Zapewne zresztą nie tylko ja mam podobne doświadczenia związane z dominem. W domu było ono zawsze. Najpierw traktowałem je jako zabawkę (te kamienie potrafią wzbudzić fascynację nie tylko u dziecka), a potem już bardziej jako grę, choć żebym był jej wielkim fanem, to nie powiem. Coś musi być jednak szczególnego i przyciągającego w dominie, gdyż kilka lat temu postanowiłem kupić sobie jego bakelitową wersję i do tej pory trzymam ją w kolekcji.

Domino podobnymi względami zapewne darzy też Bruno Cathala, ponieważ postanowił wykorzystać je do swojej kolejnej gry. W dodatku „Kingdomino„, bo tak się ona nazywa, ma duże szanse podbić serca polskich graczy. Za sprawą wydawnictwa Games Factory Publishing już niedługo doczekamy się jej rodzimej wersji.

Czytaj dalej

Agricola (wersja dla graczy). Gra, którą musisz znać, a potem będziesz musiał mieć

Co ma wspólnego Bogusław Linda z nowym wydaniem „Agricoli”? Właściwie nic,  ale to właśnie jego słowa przypomniały mi się w chwili kiedy zacząłem pisać ten tekst: „Wbrew niektórym krytykom filmowym i teatralnym czas się nie zatrzymuje” (Newsweek 27/2016).  Jeżeli przeniesiemy to na nasz planszowy grunt i poszerzymy o głos doświadczonych graczy,  to będzie to bardzo dobrym podsumowaniem dyskusji, jaka toczyła się na temat sensowności wydania tej wersji kultowej gry Uwe Rosenberga.

Czytaj dalej

„Via Nebula”. Ekonomicznie na poziomie rodzinnym? Tak, to działa

Martin Wallace już dawno przestał być autorem jedynie ciężkich gier ekonomicznych. Spora grupa fanów ma mu to za złe i niezłomnie stara się zdyskredytować jego produkcje skierowane bardziej do rodzinnych graczy, ale wciąż pozostające na tyle niebanalne i ciekawe, żeby nie nudzić bardziej zaawansowanych miłośników gier planszowych. Mam nadzieję, że posiadasz bardziej otwarty umysł i rozumiesz, że nie wszystkie gry muszą się każdemu podobać, że autor nie musi tworzyć tylko dla jednej grupy odbiorców i że życie nie polega na obrzydzaniu czegoś innym tylko z powodu, że komuś się to nie podoba. Takie podejście sprawdza się nie tylko w przypadku gier i na pewno zmniejsza poziom negatywnej energii w naszej i tak nerwowej codzienności.

Czytaj dalej

„The Big Book of Madness”. Ciekawość to pierwszy stopień do piekła

Gry kooperacyjne są specyficzne i zasadniczo mało jest miłośników tego typu gier w stosunku do innych gatunków. No, może tylko gry wojenne są mniej popularne. Tytuły kooperacyjne są z jednej strony polecane jako gry dla początkujących, ale z drugiej początkujący mają problem z połapaniem się w „graniu przeciw grze”, bo przecież od dziecka są przyzwyczajani, że w grach planszowych są fizyczni przeciwnicy i to przeciw nim muszą walczyć. Do tego dochodzi nieśmiertelny problem graczy alfa, którzy swoim władczym charakterem chcą narzucić swoją wolę pozostałym grającym. Trudna sprawa z tymi grami kooperacyjnymi, ale ja jestem bardzo zadowolony, że autorzy i wydawnictwa nie słuchają tych negatywnych głosów i co pewien czas może w moje ręce wpaść ciekawa gra, przeciwko której możemy wspólnie zagrać. „The Big Book of Madness” jest jedną z nich. Zobacz do czego doprowadza ciekawość, za duża pewność siebie i chęć pokazania starym ramolom, że młodzi czarodzieje też potrafią używać magii.

Czytaj dalej