Obecność (Not Alone). On tu jest i cię złapie

Ta gra z pozoru wygląda bardzo typowo. Fabularnie banał. Awaria statku kosmicznego. Rozbijacie się na obcej planecie Artemia. W zasadzie wszystko kończy się szczęśliwie i teraz musicie tylko poczekać na ekipę ratunkową, ale na planecie jest jakiś Obcy, który chce was, rzecz jasna, zabić. Oczywiście ma być strasznie i tajemniczo. Mechanicznie to też nic nowego. Jak łatwo się domyślić, jest to gra kooperacyjna o przetrwaniu na obcej planecie. Jest jednak jeden szczegół, który czyni z „Obecności” („Not Alone„) tytuł wyjątkowy. Obcym będzie jeden z was, graczy.  Nie ma więc już mowy o typowej grze tylko o przetrwaniu, bo z jednej strony będzie to gra o blefowaniu i podpuszczaniu Obcego, a z drugiej o dedukcji i próbie odkrycia co siedzi w głowach rozbitków. A to jest już coś, co sprawia, że warto się tym tytułem zainteresować.

Czytaj dalej

Unlock! Czy kupić grę jednorazową? Sprawdzam

Unlock!” to jedna z tych gier, która podobnie jak „Pandemic: Legacy” i „T.I.M.E Stories”, jeszcze przed premierą stanie się źródłem niejednej dyskusji nad sensem kupowania gier jednorazowych, gier w które zagra się raz i w zasadzie można je potem spokojnie wrzucić na dno szafy i zapomnieć. Ale zanim zadamy sobie to tytułowe pytanie, to wpierw zobacz czym właściwe jest, a raczej czym będzie, „Unlock!”.

Czytaj dalej

„Santorini”. 30 sekund na zasady = N godzin zabawy

Mało jest gier, które by tak szybko podbiły nasze serca. A opowieść o niej zaczyna się jak na mnie dosyć typowo: pewnego razu zobaczyłem zdjęcia ślicznie wyglądającej gry. Przestrzenne komponenty, świetne grafiki na kartach, no bajka. Szybkie przeszukanie internetu i jest na Kickstarterze. Szukam wspólnego zamówienia na forum. Jest. Kupione. Potem osiem miesięcy czekania i SMS od kuriera. Otwieramy. Na buziach samoistnie występują uśmiechy na widok komponentów. Gramy? Jasne! I tak zostało do teraz i pewnie długo się to nie zmieni. Poznaj magię „Santorini”.

Czytaj dalej

„Vikingdoms”. Nordycka logika z europejskim zacięciem

W zasadzie to lubię gry logiczne i z przyjemnością grałbym w więcej gier tego typu, ale mam z nimi jeden problem. Chodzi o ich abstrakcyjność, która w większości przypadków musi objawiać się ich równie abstrakcyjnym wyglądem. Ale dajcie mi trochę miłej dla oka oprawy graficznej, lekkiego powiewu klimatu, na którym mógłbym się skupić podczas obmyślania strategii, a wtedy z przyjemnością zasiądę do każdej takiej gry logicznej. Nie muszę zresztą daleko sięgać wzrokiem, bo takie tytuły jak „Hive”, „Let’s Catch the Lion”/”Yōkaï no Mori” czy też „The Duke” są i będą stałymi elementami mojej półki z grami. Dojdzie do tego również zapewne i „Santorini”, ale to już temat na inny wpis.

Czytaj dalej

„Imhotep”. Inżynierowie z egipskiej budowy

Mamy już nowy rok i znając życie już niedługo o grach ubiegłorocznych będziemy pisali, że są stare. Niestety. Czy tego chcemy, czy nie, ale zalew nowych tytułów odbija nam się coraz częściej czkawką i o niektórych grach nie mówi się wcale lub mówi się mało. Jedną z nich jest „Imhotep”, która trafiła do mnie pod koniec roku. Całe szczęście, że udało mi się o niej wspomnieć przynajmniej podczas ostatnich Rozmów.ZP i dzięki temu sumienie mam trochę spokojniejsze. Jest to jednak jedna z lepszych gier, w jakie miałem przyjemność zagrać w roku 2016, dlatego żeby całkowicie je uspokoić muszę napisać o niej coś więcej. Jeszcze jedna uwaga przed lekturą: można się przy niej rozgrzać. Wprawdzie nie dzieje się to za sprawą ciepła bijącego z jej egipskiego klimatu (tutaj raczej głowa działa na zasadzie grzałki przepływowej), ale i tak warto się nią zainteresować, bo za oknem raczej gorącego słońca teraz nie uświadczysz.

Czytaj dalej