Essen, a ja przechodzę na dietę
Nie czytam żadnych list zakupowych innych graczy szykujących się do akcji pod kryptonimem „Essen”, żeby jak najmniej czuć się zmanipulowany i podstawiony pod zakupową ścianą.
Teksty pisane nie tylko o samych grach, ale również na tematy związane z graniem
Nie czytam żadnych list zakupowych innych graczy szykujących się do akcji pod kryptonimem „Essen”, żeby jak najmniej czuć się zmanipulowany i podstawiony pod zakupową ścianą.
To chyba najczęściej słyszane przez nas pytanie z ust osób, które pierwszy raz zetknęły się z naszym hobby i chcą je poznać. Staszek na swoim blogu rozpoczął dziś temat gier potocznie zwanych „gatewayami”, czyli mających zachęcić nie grających do grania. Szczerze powiem, nie lubię tego pytania, bo z reguły pytający oczekują natychmiast konkretnej odpowiedzi. Tak jakby istniała jedna, z góry ustalona odpowiedź. Ja niestety traktuję je jako pytanie otwarte i do każdego pytającego staram się podejść indywidualnie.
Przeczytałem właśnie wywiad Filipa Miłuńskiego z Reinerem Knizią i po tej lekturze po raz kolejny uświadomiłem sobie kim tak naprawdę jest Reiner Knizia. Przeważnie takie myśli nachodzą mnie grając w gry, które on zaprojektował, ale skoro wciąż wracają, to coś w tym musi być. Reiner Knizia wielkim projektantem jest.
Nie ma co ukrywać, gram mniej niż kiedyś. Jednak kiedy zdarza się okazja, zwłaszcza w połączeniu z dobrym towarzystwem i miłym klimatem domowej nasiadówki to rzucam się do gry jak spragniony do źródła i gram do granic możliwości: mojego lub towarzystwa. W ten weekend była właśnie taka okazja ponieważ odwiedziliśmy naszych przyjaciół Jolę i Wojtka, którzy, podobnie jak my, są fanami gier planszowych. Wojtka „wc” można nawet określić jako planszowo uzależnionego, ale taka „słabość” w naszym gronie zapewne nie jest czymś rzadkim.
„Niebo nad portem miało barwę ekranu monitora nastrojonego na nieistniejący kanał…”
Android: Netrunner leżał na naszej półce już ładnych kilka miesięcy. Kupiłem go od razu, jak tylko pojawiła się taka możliwość w Polsce, w ramach mojej fascynacji cyberpunkiem. Pamiętam jakie wrażenie zrobiła na mnie swego czasu sztandarowa pozycja tej „subkultury”, czyli książka Neuromancer Williama Gibsona (teraz niestety trąci ona już… myszką), z którego pochodzi zresztą początkowy cytat. . Od tamtej chwili hakerzy, korporacje, cyberprzestrzeń, wypłaszczanie, lód/LOD na dobre zadomowiły się w mojej niewzmocnionej implantami (wtedy i dziś) głowie.
