„Pierwsi Marsjanie: Przygody na Czerwonej Planecie”. Warto czy nie warto? Zostałem adwokatem diabła

Długo naczekałem się na premierę „Pierwszych Marsjan”. Wcześniejsza gra Ignacego Trzewiczka – „Robinson Crusoe: Przygoda na przeklętej wyspie” jest dla mnie najlepszą grą przygodową, więc pewnie się domyślasz, że oczekiwania miałem spore. Poprzeczka poszła wysoko w górę, ale bez wahania zaufałem wydawnictwu biorąc udział w przedsprzedaży misji na Marsa. Może i trochę nie dotrzymali do końca daty premiery, ale zniosłem to spokojnie, mam w co grać, dramatu w czterech aktach nie było. I w końcu przyszła. Kurier, rozpakowanie, czytanie…. czytanie instrukcji, misja, kolejna, potem kilka gier z przyjaciółmi, początek kampanii i już wiem, że dostałem to co chciałem. Niestety z tego co słucham i czytam w internetach, to odbiór sporej grupy innych graczy nie jest tak radosny jak mój. Zdaję sobie sprawę, że nie każdemu musi się podobać to samo, ale odnoszę wrażenie, że nie wszyscy tak naprawdę wiedzą dlaczego tę grę krytykują. Może to wina skuszenia się na piękne słowa Trzewiczka, który potrafi opowiadać o swoich grach z tak zaraźliwą pasją, że czasami zapomina się czego samemu oczekuje się od gier? Nie wiem, ale postanowiłem zebrać tu kilka zarzutów i spróbować na nie odpowiedzieć. Będę tym tytułowym adwokatem diabła.

Żeby wszystko było jasne, to od razu podkreślam: nie brałem udziału w produkcji i testach tego tytułu, nie grałem w jej wersje przejściowe, grę po raz pierwszy zobaczyłem jak inni, którzy kupili ją w przedsprzedaży i nie mam problemu z powiedzeniem o grze czy mi się ona podoba, czy nie. Nawet kiedy ją sam kupiłem i/lub znam jej autorów. Książki, filmy i płyty nauczyły mnie, że szkoda życia na marnowanie czasu na złe rzeczy, skoro w kolejce czekają inne. OK, formalności mamy z sobą, to zaczynamy.

Czytaj dalej

„Catan: Pojedynek”. Lubisz „Catan”? Ja nie, ale pojedynku nie odmówię

Patrząc po moim roczniku, to w zasadzie pochodzę z pokolenia „Wsiąść do pociągu” i „Osadników z Catanu”, czyli gier – klasyków, które do pory są polecane jako idealne tytuły na rozpoczęcie przygody z grami planszowymi. Ja jednak planszówki tak naprawdę pokochałem dzięki „Neuroshimie Hex”,  „Pociągi” lubię, chętnie zagram, choć szału nie ma, ale „Osadników z Catanu” (obecnie jest to po prostu „Catan”) obchodziłem szerokim łukiem. Jakoś nie czuję emocji jakie im towarzyszą, choć oczywiście mam dla nich szacunek za to co zrobili dla gier planszowych. I tak by pewnie pozostało, gdybym na swojej drodze nie spotkał wariacji w postaci karcianej, w tym tej dla dwóch osób. W życiu kieruję się zasadą, że wszystkiego trzeba spróbować i nie należy ograniczać się uprzedzeniami. Dzięki takiemu podejściu mogę już teraz powiedzieć, że gram w „Catana” jak inni i dobrze się przy tym bawię. Oczywiście, jeżeli lubisz serie, to zapewne do tej wersji nie będę musiał cię długo przekonywać, ale i tak zobacz co takiego fajnego widzę w „Catan: Pojedynek„.

Czytaj dalej

Przed premierą: Projekt Gaja. Gra, która pokazuje, że genialny tytuł może być jeszcze lepszy

Grę „Terra Mystika” kupiłem w zasadzie w ciemno podczas przedsprzedaży przed premierowymi dla niej targami w Essen. Wystarczyło tylko, że przeczytałem jej opis i usłyszałem, że autorów wspierał przy projektowaniu sam Uwe Rosenberg. To nazwisko do dziś otwiera samoczynnie mój portfel, a powiem szczerze, że na tamte czasy cena gry byłą niezbyt zachęcająca do takich pochopnych decyzji. Na szczęście zakup okazał się strzałem w dziesiątkę i „Terra Mystika” znajduje się w czołówce moich ulubionych tytułów. Pomimo jednak uczucia jakim ją darzę, zdaję sobie sprawę z kilku jej problemów. Nie są to błędy mechaniczne, bo pod jej maską wszystko pięknie działa, ale ma ona pewne elementy, które mogą się graczom nie podobać i ciężko mi z nimi polemizować. Takie uwagi musiały również dotrzeć do jej autorów, którzy wzięli sobie je do serca, dodali do tego doświadczenie, którego nabyli od czasu premiery swojej pierwszej gry i tak narodził się „Projekt Gaja„. Gra, która czerpie pomysły całymi garściami ze swojej poprzedniczki i pokazuje czym powinna być „Terra Mystika” od samego początku.

Czytaj dalej

Uczta dla Odyna. Prolog i co właściwie skrywa to duże pudło

Ten tekst jest wyjątkowy z dwóch powodów. Po pierwsze pierwszy raz spotkałem się z grą, która od razu powiedziała mi „No bracie, tutaj sobie tak szybko tekstu na bloga o mnie nie napiszesz„. Wprawdzie trochę się pomyliła, bo jednak go czytasz, ale faktycznie po kilku grach nie czuję się jeszcze na siłach, żeby w całości opisać ogrom możliwości jakie skrywa „Uczta dla Odyna”. Potraktuj więc ten tekst, tak jak napisałem w tytule, jako swego rodzaju wstęp. Taką przystawkę, która ma na celu zaostrzyć apetyt przed daniem głównym. Dodatkowo mam jeszcze dla ciebie podgląd zawartości pudełka, bo liczba dobroci jakie ono skrywa spokojnie mogłaby wystarczyć na trzy lub nawet cztery gry. Ze zdjęciami wiąże się druga z wyjątkowości. Oczekiwania od wydawnictwa były jasne: muszą być kotki. I nastał ten dzień, kiedy zadałem sobie pytanie, co do bloga przyciąga bardziej, ja czy Mordimer z Khaleesi? Dla własnego dobra psychicznego postanowiłem jednak nie drążyć za bardzo tematu… Zapraszam do stołu, uczta czeka.

Czytaj dalej

Mój pierwszy raz: Lords of Hellas przed premierą z komentarzem autora, Adama Kwapińskiego

W ostatni piątek miałem okazję zagrać w „Lords of Hellas„. W grę, o której zdążyłem się już sporo naczytać, bo coraz częściej zaczyna się o niej mówić. Pierwsza gra zawsze jest dla mnie szczególnie ważna, bo jestem tym typem człowieka, który od razu wyrabia sobie zdanie i w zasadzie nigdy go nie zmieniam i to nie tylko jeżeli chodzi o planszówki. Nie wiem czy to źle, czy dobrze, ale ja nie narzekam, a w dodatku już chyba za późno na zmiany…

Zanim zaczniesz czytać, to mam jeszcze niespodziankę. Jako pierwszy będziesz mógł uczestniczyć w dosyć niecodziennej formie pisania o grach. Tego jeszcze w naszych mediach nie było. Na podobieństwo filmów opatrzonych komentarzami reżysera, ja poprosiłem autora gry – Adama Kwapińskiego, o dopisanie komentarzy, sprostowań (to była jedna gra, coś mi mogło umknąć) lub innego rodzaju informacji, które będzie uważał za istotne.

Czytaj dalej