Mój pierwszy raz: UBOOT: The Board Game

Poniższy tekst pierwotnie ukazał się na grupie Facebook dotyczącej gier planszowych. Miał być krótkim, typowym dla FB wpisem, ale rozrósł się do takich rozmiarów, że postanowiłem go opublikować również tutaj, na blogu żeby nie zaginął.

Wczoraj grałem w „UBOOT: The Board Game„. Zacznę jednak nie od samej gry, tylko od mojego nastawienia przed pierwszym z nią kontaktem. Kiedyś, a nawet bardzo kiedyś, bo miałem ją na Commodore, była taka gra komputerowa jak „Silent Service”. Była to symulacja okrętu podwodnego w czasie II Wojny Światowej. Pamiętam, że próbowałem się jej nauczyć, poczuć jej klimat, ale niestety odbijałem się od niej za każdym razem. W końcu dałem spokój i pogodziłem się z faktem, że opisane w grze sytuacje nie są dla mnie. Nie rozumiem strategii podwodnych bitew morskich, tematyka interesuje mnie tylko na poziomie statystyki, jaką znajdę w książkach lub filmach historycznych, a napięcie czuję tylko oglądając film, który dobrze opowiada o tego typu wydarzeniach.

Czytaj dalej

Artefakty Obcych (Alien Artifacts)

Artefakty Obcych (Alien Artifacts). Kosmiczne tryby mechanizmu punktującego, czyli nie wierzcie we wszystko co wam mówią

Szef wydawnictwa Portal, Ignacy Trzewiczek, znany jest z tego, że potrafi w każdym rozbudzić oczekiwania na gry swego wydawnictwa, nawet w tych, którzy nie zamierzali ich wcześniej kupić. To z jednej strony wspaniały sposób na promocję, ale z drugiej strony rozbudzanie wysokich oczekiwań, które nie wszystkie gry potrafią w końcu zaspokoić i to nawet nie z własnej winy. Dlaczego? Bo są one innymi tytułami niż te, na jakie były przez niego kreowane. Nie twierdzę, że jest to działanie z premedytacją i zapewne tak je faktycznie odbiera, ale czasami taka reklama przynosi odwrotny skutek. Tak było na przykład z jego „Pierwszymi Marsjanami”, którzy bardzo często nie spełnili oczekiwań graczy czekających na wielką przygodę na miarę „Robinsona w kosmosie”, a dostali „marsjańskie ora et labora”, czyli grę o codziennej, monotonnej pracy w stacji kosmicznej. Teraz podobny los spotka grę „Artefakty Obcych” („Alien Artifacts”) Marcina Ropki i Violi Kijowskiej, która nie jest zapowiedzianą rozbudowaną grą w stylu 4X, ale bardzo dobrze zilustrowaną eurogrą o budowaniu punktowego silnika. Dlatego dam ci dobrą radę na przyszłość. Trzewiczek jest mistrzem słowa i tego nie da się ukryć, radzę jednak żebyś do końca tym słowom nie ufał, potraktował opisy z dystansem i czytał między wierszami. Ja nauczyłem się tej odporności i po raz kolejny dobrze na tym wyszedłem. Zarówno „Marsjanie”, jak i „Artefakty Obcych” odebrałem takimi jakie są i lubię w nie grać, ale nie musiałem walczyć z rozczarowaniem, czy też ze zdruzgotanymi nadziejami. Poniżej postaram się ci pokazać właśnie to prawdziwe oblicze „Artefaktów”. Czytaj dalej

Akademia Smoczych Wrót. Kiedy nie stać cię na studia w Hogwarcie, a chcesz być kimś w magicznym świecie

Pomimo swoich lat jestem fanem Harrego Pottera, nie wstydzę się tego i wciąż liczę, że jeszcze przeczytam kolejne przygody już niemłodego czarodzieja. Znane uniwersa lubią być jednak eksploatowane nie tylko z poziomu głównych bohaterów. Pojawiają się więc różnego rodzaju spinoffy dotyczące drugoplanowych bohaterów lub miejsc. Gdyby ktoś chciał zrobić grę o studiowaniu i związanych z tym przygodach na znanej i cenionej uczelni jaką jest Hogwart, to taką grą właśnie spokojnie mogła by być „Akademia Smoczych Wrót”. Wystarczy popuścić lekko wodze fantazji i już moglibyśmy buszować nocami po Akademii pod osłoną peleryny niewidki jako jeden z przedstawicieli czterech sławnych domów tej znamienitej Szkoły Magii i Czarodziejstwa. Niestety brutalny świat licencji jest jaki jest i zamiast do Hogwartu trafisz do Akademii Smoczych Wrót. Może nie jest to tak sławna uczelnia, ale kształci ona równie dobrze i skrywa swoje tajemnice. A żeby nikt mi nie zarzucił, że wymyślam tego typu porównania na siłę, to pozwolę sobie zacytować motto Hogwartu – „Draco dormiens nunquam titillandus”, czyli „Nigdy nie drażnij śpiącego smoka„. I co? Jest coś na rzeczy, prawda?
Czytaj dalej

O czym śni koniec języka, czyli listopadowe nowości Naszej Księgarni

Będąc na Krakowskich Targach Książki zostałem obdarowany przez Jarka Basałygę dwiema listopadowymi nowościami Naszej Księgarni. Wyjazd był spontaniczny, prezent niespodziewany (w zasadzie nie powinno ich jeszcze być, był przecież jeszcze październik), ale jak się po raz kolejny okazało, nic nie dzieje się bez przyczyny. Dwie gry w krótkim czasie idealnie wpasowały się w nasze przyjacielsko-rodzinne spotkania, a z doświadczenia już wiem, że tych akurat „graczy” nie wszystko bawi. Czytaj dalej

Przed premierą: Azyl: Zagrożone Gatunki. Europejska ochrona zwierząt

Azyl: Zagrożone Gatunki” poznałem kilka miesięcy temu w zupełnie innym wcieleniu. Na spotkaniu z wydawnictwem Cube Factory of Ideas, Przemek Wojtkowiak prezentował nam swoją grę „Farma”, która opowiadała o pracy na roli. Od tego czasu gra fabularnie całkowicie się zmieniła, ale mechanika, która stanowiła podstawę mojego zainteresowania tym tytułem pozostała. „Azyl” to gra dla miłośników klasycznego, europejskiego podejścia do planszówek. Nie znajdziesz w niej przeładowania mechanizmami, ale te które tu zastosowano, zapewnią twoim szarym komórkom satysfakcjonujący trening. Czytaj dalej