Dragon Castle. W tym zamku każdy poczuje się jak w domu, nie tylko smok

Swego czasu na komputerze w Mahjonga grał każdy. Mówię oczywiście o czasach trochę odległych, ale myślę, że część z czytających jeszcze je pamięta. Komputery już były. Mahjong wyparł sławne „Kulki” i był prawdziwym międzypokoleniowym hitem. To nic, że miał on bardzo mało wspólnego z prawdziwym Mahjongiem, najważniejsze, że miał w sobie to coś, co kazało godzinami w niego grać młodym, starszym i nawet tym najstarszym. Widać autorzy „Dragon Castle” mieli podobne doświadczenia i wielogodzinne praktyki w ściąganiu kamieni parami z ich stosu w końcu do czegoś się przydadzą. Nie wiem, czy masz podobne wspomnienia, ale i tak radzę przeczytać poniższy tekst, bo ta gra ma bardzo duże szanse zostać jednym z ulubionych tytułów bardzo dużej liczby graczy, właśnie za to sięgnięcie do wspomnień nie tylko miłośników gier planszowych. Ta gra łączy pokolenia i daje satysfakcję różnym typom graczy. Czytaj dalej

Splendor: Miasta. Dodatek nie dla każdego

Od razu to napiszę, żeby była jasność. Poniżej znajdziesz tekst osoby, która bardzo lubi „Splendor”. Osoby, która polubiła go jeszcze przed polską premierą, czyli nie poddała się reklamie, różnego rodzaju świątecznym przecenom czy też poleceniom innych graczy. Kupiłem go w zasadzie w ciemno i od razu założyłem, że zostaniemy na długo przyjaciółmi. Nie pomyliłem się i „Splendor” wciąż jest w naszym domu tytułem, do którego często wracamy i to nie tylko gdy musimy komuś pokazać jak wyglądają obecnie gry planszowe, choć przyznaję w tej kategorii jest to zawsze strzał w dziesiątkę, ale my go po prostu lubimy i długo nie trzeba nas do niego namawiać. W tej sytuacji wiadomość o planowanym dodatku „Miasta” od razu nas zelektryzowała i stała się newsem dnia, a zakup był czymś oczywistym. I tak też się stało. Czytaj dalej

Queendomino. Jeszcze więcej królewskiego domino

Nie minę się chyba zbytnio z prawdą jeżeli napiszę, że „Kingdomino” opisałem jako pierwszy w Polsce, jeszcze na podstawie dema, które otrzymałem z wydawnictwa Games Factory. Spodobał mi się wtedy sprytny pomysł wykorzystania mechaniki znanego chyba każdemu „Domina” w zupełniej innej grze, a w dodatku tak ślicznej. Piszę o tym, ponieważ z tego co wiem, to na początku nie każdy ufał moim zachwytom, no bo jak to możliwe, że układanie domina, ma być ciekawą nowoczesną grą planszową? Jednak po kontakcie z już gotowym produktem, nawet najwięksi znani mi sceptycy zgodzili się, że faktycznie coś w tej grze jest i ciężko nie zaproponować jej graczom szukającym gier rodzinnych lub też lżejszych, ale nienudzących tytułów do swoich zbiorów. W tamtym roku każdemu kto szukał takich gier polecałem m.in. „Kingdomino”, a w tym dodatkowo wymienię jeszcze jedną grę – „Queendomino„, czyli kolejny tytuł z tej serii.
Czytaj dalej

Mój pierwszy raz: UBOOT: The Board Game

Poniższy tekst pierwotnie ukazał się na grupie Facebook dotyczącej gier planszowych. Miał być krótkim, typowym dla FB wpisem, ale rozrósł się do takich rozmiarów, że postanowiłem go opublikować również tutaj, na blogu żeby nie zaginął.

Wczoraj grałem w „UBOOT: The Board Game„. Zacznę jednak nie od samej gry, tylko od mojego nastawienia przed pierwszym z nią kontaktem. Kiedyś, a nawet bardzo kiedyś, bo miałem ją na Commodore, była taka gra komputerowa jak „Silent Service”. Była to symulacja okrętu podwodnego w czasie II Wojny Światowej. Pamiętam, że próbowałem się jej nauczyć, poczuć jej klimat, ale niestety odbijałem się od niej za każdym razem. W końcu dałem spokój i pogodziłem się z faktem, że opisane w grze sytuacje nie są dla mnie. Nie rozumiem strategii podwodnych bitew morskich, tematyka interesuje mnie tylko na poziomie statystyki, jaką znajdę w książkach lub filmach historycznych, a napięcie czuję tylko oglądając film, który dobrze opowiada o tego typu wydarzeniach.

Czytaj dalej

Artefakty Obcych (Alien Artifacts)

Artefakty Obcych (Alien Artifacts). Kosmiczne tryby mechanizmu punktującego, czyli nie wierzcie we wszystko co wam mówią

Szef wydawnictwa Portal, Ignacy Trzewiczek, znany jest z tego, że potrafi w każdym rozbudzić oczekiwania na gry swego wydawnictwa, nawet w tych, którzy nie zamierzali ich wcześniej kupić. To z jednej strony wspaniały sposób na promocję, ale z drugiej strony rozbudzanie wysokich oczekiwań, które nie wszystkie gry potrafią w końcu zaspokoić i to nawet nie z własnej winy. Dlaczego? Bo są one innymi tytułami niż te, na jakie były przez niego kreowane. Nie twierdzę, że jest to działanie z premedytacją i zapewne tak je faktycznie odbiera, ale czasami taka reklama przynosi odwrotny skutek. Tak było na przykład z jego „Pierwszymi Marsjanami”, którzy bardzo często nie spełnili oczekiwań graczy czekających na wielką przygodę na miarę „Robinsona w kosmosie”, a dostali „marsjańskie ora et labora”, czyli grę o codziennej, monotonnej pracy w stacji kosmicznej. Teraz podobny los spotka grę „Artefakty Obcych” („Alien Artifacts”) Marcina Ropki i Violi Kijowskiej, która nie jest zapowiedzianą rozbudowaną grą w stylu 4X, ale bardzo dobrze zilustrowaną eurogrą o budowaniu punktowego silnika. Dlatego dam ci dobrą radę na przyszłość. Trzewiczek jest mistrzem słowa i tego nie da się ukryć, radzę jednak żebyś do końca tym słowom nie ufał, potraktował opisy z dystansem i czytał między wierszami. Ja nauczyłem się tej odporności i po raz kolejny dobrze na tym wyszedłem. Zarówno „Marsjanie”, jak i „Artefakty Obcych” odebrałem takimi jakie są i lubię w nie grać, ale nie musiałem walczyć z rozczarowaniem, czy też ze zdruzgotanymi nadziejami. Poniżej postaram się ci pokazać właśnie to prawdziwe oblicze „Artefaktów”. Czytaj dalej