Curling w domu. Nie tylko dla tych, którzy mieszkają w igloo.

Nie jestem fanem zimy i zimowych sportów, ale jest jedna dyscyplina, która potrafi mnie prawie że zahipnotyzować w czasie telewizyjnych transmisji. Puszczanie kamiennych „bączków” po lodzie, rozgrzewanie lodu miotełkami przed sunącym pociskiem i obserwowanie jak podąża on do celu ma w sobie coś z dalekowschodniego misterium. Tak, curling jest sportem dziwnym, ale i fascynującym. Wszystkiego się spodziewałem, ale że zagram w niego na własnym stole, to raczej nigdy nie przyszło mi do głowy.

A jednak, Egmont postanowił zaskoczyć chyba nie tylko mnie. Ich najnowsza gra Curling sprawi, że każdy z nas będzie mógł poczuć urok tego szkockiego sportu.

Czytaj dalej

Strife: Legacy of the Eternals. Kiedy wiem wszystko o moim przeciwniku.

W planszówkach również panuje moda i zmienność stylów jest tutaj odczuwalna. Przeżyliśmy fascynację mechaniką opartą o budowanie talii kart, potem powróciły do łask kości, a ostatnio coraz częściej możemy natknąć się na gry, które opierają się na małej liczbie komponentów. Okazuje się, że takie gry mogą być również interesujące bez udziału tony drewna i papieru. Strife: Legacy of the Eternals dodatkowo chce nam jeszcze udowodnić, że gra, w której wiemy prawie wszystko o przeciwniku może zachwycić dzisiejszego miłośnika nowoczesnych gier planszowych.

Czytaj dalej

Warhammer 40K: Podbój – okiem aparatu (unboxing) i zwykłego gracza

Jeżeli zadacie mi pytanie, który popkulturowy świat naprawdę mnie kręci, to niestety nie odpowiem, że Star Wars lub Cyber Punk, ale właśnie Warhammer 40 000. Uwielbiam jego gotycki klimat, połączenie średniowiecznego rycerstwa z rozwiniętą technologią, pompatyczność i różnorodność ras, które tak bardzo ewaluowały od czasu ich narodzin w świecie fantasy, do czasów  przyszłych, a nawet bardzo przyszłych, bo 40000 rok naszej ery, to przyznacie sami, data bardzo odległa. Zagmatwane historie, brutalna walka o władzę, ale też proste prawdy o honorze, dumie i odwadze. To właśnie świat, który mi najbardziej odpowiada. Wprawdzie moja wiedza o nim swoje początki ma w grach komputerowych, a nie w wolnym od prądu RPG lub grach bitewnych, to i tak z utęsknieniem czekałem na tytuł, który pozwoli mi choć na chwilę poczuć ten klimat w planszówkowych realiach. Wiem, że było już kilka prób jego przeniesienia do naszego hobby, ale to dopiero W40K: Podbój spełnił moje oczekiwania. I chwała za to Imperatorowi!

Czytaj dalej

Sztuka Wojny. Być jak Sun Tzu.

O Sztuce Wojny, jeszcze jako Sun Tzu usłyszałem po raz pierwszy od Tomka „Krwawisza” Gałkowskiego za czasów nieistniejącego już Świata Gier Planszowych. Opisał ją w swoim dziale „Gier mało znanych” i już wtedy wydawała mi się ona bardzo interesująca. Kiedy usłyszałem, że FoxGames wydaje wersję polską i to w rewelacyjnym wykonaniu, wiedziałem, że muszę ją mieć. Jest to  gra, która od tygodnia rządzi naszym stołem. Dlaczego tak się dzieje, dlaczego Polacy mogą być dumni oraz dlaczego czasami kończąc grę, nad naszym stołem bywa strasznie cicho, przeczytacie poniżej.

Czytaj dalej

R, czyli jak można sprzedać kamień-papier-nożyce

Do wakacyjnego plecaka wrzuciłem pudło  Metallum, do którego wcześniej dopakowałem Yokai no Mori oraz Schotten-Totten. To miało być nasze wsparcie planszówkowe na czas wyjazdu. Dosłownie na kilka godzin przed rozpoczęciem nie lubianej przeze mnie procedury pakowania, do podręcznego plecaczka wrzuciłem 16 niepozornych kart na zasadzie „zobaczymy co to jest, w końcu to nic nie waży”. Priorytety zostały ustalone, ale czas pokazał, że my swoje, a życie swoje.

W czasie wyjazdu byliśmy albo padnięci od łażenia i zwiedzania, albo trzeba było jeszcze zobaczyć coś ciekawego, a dnia/nocy przecież szkoda lub byliśmy w drodze. Jednym słowem – na rozkładanie gier z pudełka nie było czasu lub po prostu ochoty. I prawdopodobnie nasz wyjazd byłby pozbawiony planszówkowego ducha, gdyby nie gra R, którą w sumie na doczepkę wrzuciłem do bagażu. Naprawdę trzeba się porządnie postarać, żeby powiedzieć, że nie mam czasu lub miejsca na zagranie w R. Gra trwa dosłownie jakieś 5 minut, a na trzymanie 8 kart w ręku miejsce zawsze się znajdzie.

Czytaj dalej