Wprowadzone przez

Curling w domu. Nie tylko dla tych, którzy mieszkają w igloo.

Nie jestem fanem zimy i zimowych sportów, ale jest jedna dyscyplina, która potrafi mnie prawie że zahipnotyzować w czasie telewizyjnych transmisji. Puszczanie kamiennych „bączków” po lodzie, rozgrzewanie lodu miotełkami przed sunącym pociskiem i obserwowanie jak podąża on do celu ma w sobie coś z dalekowschodniego misterium. Tak, curling jest sportem dziwnym, ale i fascynującym. Wszystkiego […]

Strife: Legacy of the Eternals. Kiedy wiem wszystko o moim przeciwniku.

W planszówkach również panuje moda i zmienność stylów jest tutaj odczuwalna. Przeżyliśmy fascynację mechaniką opartą o budowanie talii kart, potem powróciły do łask kości, a ostatnio coraz częściej możemy natknąć się na gry, które opierają się na małej liczbie komponentów. Okazuje się, że takie gry mogą być również interesujące bez udziału tony drewna i papieru. […]

Warhammer 40K: Podbój – okiem aparatu (unboxing) i zwykłego gracza

Jeżeli zadacie mi pytanie, który popkulturowy świat naprawdę mnie kręci, to niestety nie odpowiem, że Star Wars lub Cyber Punk, ale właśnie Warhammer 40 000. Uwielbiam jego gotycki klimat, połączenie średniowiecznego rycerstwa z rozwiniętą technologią, pompatyczność i różnorodność ras, które tak bardzo ewaluowały od czasu ich narodzin w świecie fantasy, do czasów  przyszłych, a nawet […]

Sztuka Wojny. Być jak Sun Tzu.

O Sztuce Wojny, jeszcze jako Sun Tzu usłyszałem po raz pierwszy od Tomka „Krwawisza” Gałkowskiego za czasów nieistniejącego już Świata Gier Planszowych. Opisał ją w swoim dziale „Gier mało znanych” i już wtedy wydawała mi się ona bardzo interesująca. Kiedy usłyszałem, że FoxGames wydaje wersję polską i to w rewelacyjnym wykonaniu, wiedziałem, że muszę ją […]

R, czyli jak można sprzedać kamień-papier-nożyce

Do wakacyjnego plecaka wrzuciłem pudło  Metallum, do którego wcześniej dopakowałem Yokai no Mori oraz Schotten-Totten. To miało być nasze wsparcie planszówkowe na czas wyjazdu. Dosłownie na kilka godzin przed rozpoczęciem nie lubianej przeze mnie procedury pakowania, do podręcznego plecaczka wrzuciłem 16 niepozornych kart na zasadzie „zobaczymy co to jest, w końcu to nic nie waży”. […]