GramSłówKilka: Ganz schön clever (That’s Pretty Clever)

Wprawdzie G3 wyda po polsku grę „Ganz schön clever” w wersji standardowej, ale postanowiłem na to nie czekać i już teraz odkryć przyczynę fascynacji tym tytułem. Sięgnąłem więc po jej elektroniczną implementację. Jest ona prawie idealna i pomimo, że oferuje tylko oficjalne zasady gry dla jednej osoby, to grając w nią od razu pozna się wszystkie zasady i będzie się wiedziało czy się ją lubi, czy nie. Ja już wiem. Polubiliśmy ją od razu.

Implementacja. Jak widzicie, w komórce znajdziecie prawie to samo co gracze tradycyjni. Jest plansza „wyrwana” z notesu, są kości, tacka i tylko ołówki zastąpione są przez wasze palce. Nie mam zamiaru nikogo przekonywać co jest lepsze, bo ciężko obie gry traktować jako zamienniki, skoro wersja elektroniczna nie ma trybu wieloosobowego, ale na pewno jeżeli ktoś jest fanem jednej z nich, to ta druga mu się spodoba.

Zaskoczyło. Tak jak napisałem na początku, gdy dowiedziałem się o polskiej edycji „Ganz schön clever”, to szybko przypomniałem sobie o wersji elektronicznej. Trzeba spróbować. Tym bardziej, że już kilku moich znajomych bardzo pozytywnie się o niej wypowiadało. Klik, klik, jest. Cena nieduża, więc nie było żadnych zawahań. – Monia, w rodzinnej bibliotece masz podobno ciekawą wykreślankę. – Znam? – Nie, ale potem ci wytłumaczę zasady. To „potem” przerodziło się w „zapomniałem”. Niestety tak bywa. Jednak po kliku dniach Monia zaskoczyła mnie pytaniem o moje wyniki oraz „Daj spokój, ta gra uzależnia!„. I tak właśnie z GSC jest. Uzależnia. Myślę, że wersja tradycyjna też to ma, ale mobilna w większym stopniu, bo tutaj wystarczy tylko mieć kilkanaście minut przerwy, odpalić aplikację, chwilę pograć i już mamy miły przerywnik, bez rozkładania i zbierania elementów gry. Ta wersja zdecydowanie wygrywa jeżeli chodzi o szybkość.

Mechanika. Sześć kości i pięć odpowiadającym ich kolorom obszarów punktowania (biała kość to dżoker). Każda runda dla gracza trwa trzy tury/rzuty – kolejka. Po rzucie (tzw. gracz aktywny) wybiera jedną z nich, wynik skreśla/wpisuje w zgodnym z jej kolorem obszarze, a kości o niższych wynikach odkłada i są one pomijane w następnych rzutach. Może więc się zdarzyć, że w którejś z tur gracz nie będzie miał co wybrać, bo np. w rundzie drugiej wybrał szóstkę, więc w trzeciej już nic nie wybierze. Po trzech przerzutach do akcji wkraczają pozostali gracze (pasywni) i wybierają jedną kość spośród tych odrzuconych (niewybranych przez gracza aktywnego) i jej wynik zaznaczają w swoich obszarach. Każdy z nich może wybrać tę samą kość, a kiedy nie można nic wybrać z kości odrzuconych (warunki obszarów), to można skorzystać z wyników kości aktywnego gracza. Dzięki takiemu podziałowi ról, w każdej kolejce zaangażowani są wszyscy gracze i wyniki na wyrzuconych kościach mają wpływ na ich obszary punktowania.

Obszary. To meritum tej gry. Wartości na wybieranych kościach skreśla się w odpowiednich obszarach zgodnie z ich wymogami i to one są źródłem zdobywanych punktów. Żółte i niebieskie pole w każdej grze wymaga takich samych wartości na kościach. To pierwsze punktuje za wykreślone w całości kolumny, ale daje specjalne bonusy za wiersze i przekątną, natomiast w niebieskim polu liczy się liczba skreślonych liczb, a bonusy aktywują się po zakreśleniu zarówno wierszy jak i kolumn. Ten obszar ma jeszcze jedną specjalną własność, ponieważ skreśla się tu zawsze sumę wartości kości niebieskiej i białej, niezależnie czy wybierzesz białą, czy niebieską i czy jakaś z tych kości była już odrzucona lub zużyta. Zawsze liczy się suma. W zielonym obszarze otrzymasz tym więcej punktów im więcej wpiszesz tu cyfr, ale muszą one spełniać wymogi „większy-równy” dla kolejnych pól. Podobne wymogi ma obszar fioletowy, tylko tutaj trzeba wpisywać coraz większe liczby z pewnym wyjątkiem, ponieważ istnieje reguła, która mówi, że cyfry jeden – pięć są większe od sześciu. Tym samym nie zablokujesz się w czasie gry wpisując gdzieś na początku szóstki. Do obszaru pomarańczowego wpiszesz każdą cyfrę, ale warto te najwyższe wartości wpisywać w pola z mnożnikiem, ponieważ w tym obszarze oraz w fioletowym na końcu otrzymuje się punkty wynikające z sumowania wszystkich wpisanych w nie cyfr. W trzech ostatnich obszarach podobnie aktywują się bonusy.

Bonusy. Otrzymasz z nich nie tylko dodatkowe akcje, ale również możliwość skreślenia/wypełnienia pół w innych obszarach. Nic tak nie cieszy jak odpalenie łańcucha skreśleń w kilku obszarach. Kto nie lubi combosów?

Akcje. Gra trwa od czterech do sześciu rund w zależności od liczby graczy. Na początku każdej z nich (wyjątkiem jest piąta i szósta) oraz podczas gry dostaje się do wykorzystania specjalne akcje, które mają nam ułatwić grę. Idealnie wpisują się one w mechanikę opartą o rzuty kośćmi, ponieważ dzięki nim możesz wykonać przerzut lub dobrać dodatkową kość. Rzutów i wyborów kości nie ma tutaj dużo, w tym zresztą tkwi urok/trudność tej gry, więc tego typu udogodnienia są miło odczuwalne.

Liski. Jest to źródło punktów, które wymusza inwestowanie we wszystkie obszary, ponieważ jeden lisek jest wart tyle punktów ile suma z najmniej punktowanego obszaru. Tym samym mogą być one warte dużo punktów, ale czasami bardzo mało jeżeli odpuścisz sobie któryś z kolorów.

Liczba graczy. Grałem do tej pory tylko na aplikacji, która wprawdzie symuluje graczy pasywnych (są to oficjalne zasady dla jednego gracza z wersji pudełkowej), ale z tego co wiem od kolegi, to przy czterech graczach rozgrywka trochę się wydłuża, co nie jest czymś wskazanych przy tego typu grach. Nie jest to w sumie zaskakujące, bo przy wyborze kości czasami faktycznie trzeba tu się dłużej zastanowić i przeanalizować klika płaszczyzn/kolorów. Teoretycznie wszystko wydaje się łatwe, ale uzyskanie naprawdę dobrych wyników (można tu uzyskać wynik ponad 330 punktów) nie jest wcale takie proste.

Powtarzalność/Losowość. Dwa obszary punktujące zawsze są takie same, pozostałe mają niezmienne warunki, a w dodatku każdy z was ma tę samą planszę. Od tej strony zmienności na pewno nie oczekuj. Są gry, które jak najlepiej chcą zarządzać losowością i na nią wpływać, ale tutaj to właśnie ona nadaje grze pikanterii. Są akcje przerzutu, ale wciąż nie mamy bezpośredniego wpływu na wynik tych rzutów. Czy to boli? Nic z tych rzeczy, wręcz przeciwnie, bo gra jest na tyle lekka i krótka, że więcej czasu spędzamy na myśleniu jak dobrze rozparcelować to co dał nam los niż na myśleniu, że znowu miałem pecha. Jest to „całkiem sprytna” i wciągająca gra, ale trzeba pamiętać, że należy na nią patrzeć przez pryzmat zabawy. To takie ostrzeżenie dla osób, które mają problem z tytułami nienastawionymi na optymalizację i walkę z losowością.

Warto? Jeżeli tylko lubisz lub interesujesz się tego typu grami, to koniecznie musisz GSC sprawdzić. Polecam na początku wersję elektroniczną, bo na pewno taniej to wyjdzie, a jak kupisz sobie wersję pudełkowa, bo gra ci się spodoba i będziesz chciał w nią grać z większą grupą graczy, to na pewno jeszcze nie raz powrócisz do wersji elektronicznej. O ile na początku nie byłem za bardzo przekonany co do bumu na „wykreślanki”, to teraz prawie z każdym poznawanym tytułem jestem zaskoczony ile można z tej mechaniki wyciągnąć. A co jeszcze przed nami? Bo przecież to pewnie dopiero początek ery wykreślanek. Ja trzymam kciuki i czekam, a tymczasem spróbuję pobić swój wynik w „Ganz schön clever”. Na razie tylko 208, więc jest co pobijać…