Hall of Games 2014: Projektowanie gier: Od pomysłu do premiery – warsztaty Michała Oracza [audio]

Wczoraj miałem okazję spędzić dzień na wrocławskim Hall of Games 2014 (14-15 listopada br.), czyli imprezie skupiającej producentów i dystrybutorów gier, sprzętu i akcesoriów związanych z szeroko rozumianą branżą gier. Wprawdzie przez cały czas czuło się, że jest to impreza głównie dotycząca branży gier komputerowych, ale gry planszowe bardzo dobrze sobie radziły i wzbudzały należyte zainteresowanie. Cała impreza wygląda bardzo poważnie zarówno jeżeli chodzi o liczbę odwiedzających, jak i o samo miejsce, w której się ona odbywa. Wrocławska Hali Stulecia bardzo dobrze sprawdza się na tego typu imprezy. Przestronne sale wystawowe i audytoryjne, dużo mniejszych sal oraz hole są wprost stworzone do tego typu imprez, gdzie oprócz samego grania przewidziano w programie miejsce na turnieje, warsztaty i pokazy. Jeżeli ktoś kiedyś pomyśli o polskim odpowiedniku Essen, to Wrocław może spokojnie startować do konkursu o organizację takich targów.

Podobnie jak na ostatnim Portalkonie, skorzystałem z  pomocy dyktafonu i nagrałem dla Was kilka materiałów. Dzisiaj prelekcja Michała Oracza, a już niedługo ekipa Board&Dice zaprezentuje grę ExoPlanets, a następnie długi wywiad z Michałem Matłoszem, właścicielem sieci sklepów oraz wydawnictwa Planszóweczka.pl, w którym poruszymy sporo spraw związanych z prowadzeniem sklepów, wydawaniem gier oraz polskim rynku gier planszowych.


Warsztaty Michała Oracza pod hasłem „Projektowanie gier: Od pomysłu do premiery” odbywały się w sali, w której mogło pomieścić się prawie 400 osób i dało się słyszeć, że Michała takie przestrzenie lekko stresują. Pomimo tego, jak zwykle postarał się przekazać swoim słuchaczom – projektantom gier, fanom jego tytułów – najważniejsze elementy jakie trzeba sobie wziąć do serca przy projektowaniu gier. Zawsze jak słucham co Michał mówi, to potem trochę inaczej patrzę na gry i każda tego typu rozmowa jest dla mnie bardzo inspirująca. Myślę, że nie jestem osamotniony w tego typu myśleniu. bo Michał po prostu ma ten dar.

Wersja do pobrania (mp3)

Warsztaty były związane z uczestnictwem Michała w projektowaniu gry przeznaczonej na urządzenia mobilne – Earth Core, która z tego co mi powiedział, a co zresztą usłyszycie sami, spokojnie może być wydana jako tradycyjna gra planszowa.

0 0 votes
Oceń artykuł
Subscribe
Powiadom o
22 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments

Wielkie dzięki za materiał. Takie materiały zawsze w cenie.

Cieszę mnie, że się podoba. Miłego słuchania :)

To prawda unikatowe materiały u Tycjana. Przeraźił mnie fragment o braku treści w pudłach, poczułem się jak bym połknął czerwoną pigułkę :)

Miałem podobne uczucie jak to usłyszałem. Coś w tym jest i teraz z niecierpliwością czekam co Michał wymyślił żeby to zmienić.

Zdziwiło mnie stwierdzenie Michała Oracza, że obecnie wydawcy zakładają że ich gra będzie grana średnio 3 razy przez kupującego. Trochę to przerażające :o

Prawdziwe.

Już podczas ostatniego Essen było to w małym kawałeczku czuć i gry, które maiły swoją premierę rok wcześniej były na przecenach. Czas żywotności gier spada drastycznie w związku dużą liczbą co raz to nowszych gier. Rynek (ogólnie, nie tylko polski) aż tak szybko się nie powiększa. liczba graczy się nie zwiększa, a gier jest co raz więcej.

Pytanie czy jakość tych gier jest podobna? Odnoszę wrażenie, że wśród natłoku nowych tytułów rzadko kiedy spotka się taką która wywoła ten efekt `wow`. Fakt, że należę do osób, które najpierw muszą zagrać i sprawdzić grę przed jej zakupem. Nie napalam się na coś czego do końca nie znam – jednak od jakiegoś czasu odnoszę wrażenie, że liczba gier które chcę jeszcze kupić jest coraz mniejsza.
Z drugiej strony w ile gier można grać? Czasem nie chce mi się poznawać nowych tytułów jak pod bokiem mam tyle miodnych już przez siebie znanych i wcale za dużo nie ogranych.

A co do puli graczy – myślę jednak, że ona z roku na rok rośnie coraz szybciej – gdyby tak nie było – nie rosła by także liczba tytułów z roku na rok.

Zobacz na premiery.znadplanszy.pl. W tym roku wydano prawie 300 gier, odrzućmy sobie z tego powiedzmy 100, take żeby nie było że bierzemy pod uwagę wszystkie gry. W ile z tych gier zagrałeś więcej niż 4 razy? Tutaj nie mówimy o jednostkach, tylko skali przypadku. Z grami zaczyna być podobnie jak z książkami i grami komputerowymi. Oczywiście rynki nieporównywalne jeżeli chodzi o liczby, ale chodzi mi o zachowanie rynku. Pojawia się coraz więcej tytułów, a wydawcy gonią za ulubionym teraz przez większość kupujących hasłem „nowość”. Takich jak Ty jest w porównaniu ze standardowymi konsumentami mało. Przecież, gdyby każdy tak się zachowywał, to wydawcy, by umarli z głodu. Standardowy klient wciąż goni za nowościami, premierami i to nakręca rynek. Nie mówimy o jakości gier, ale o wydawaniu gier.

Co do liczby graczy. Oczywiście, że rośnie, ale nie aż tak żeby wszystkie gry schodziło na pniu. Są tytuły sztandarowe, które teoretycznie sprzedają się zawsze, ale ile gier zostało zapomnianych w ciągu roku, dwóch. Zdarzają się perełki, ale z jednej gry wydawnictwo nie wyżyje. OK, z Magica Wizards wyżyje ;) Ale w większości wypadków wydawnictwa zdają sobie sprawę, że żeby przeżyć muszą wydawać gry i muszą nimi kusić graczy wizją, że w te teraz trzeba grać.

No właśnie. To co opisujesz to masowość gier planszowych. Przestaje albo już dawno przestało to być geekowską formą hobby, ale masowym działem przemysłu rozrywkowego. Nawet autor zamieszczonej w artykule prelekcji przedstawiał suchy mechanizm produkcji gry – ku zaskoczeniu wielu słuchających – bardzo wypraną z towarzyszących pracy twórczej emocji – abstrakcyjną metodologię pracy nad tworzeniem kolejnych gier, optymalizacją produkcji kolejnych dodatków, itd… czym odarł tworzenie gry z pewnego `nimbu`.

Jeśli coraz więcej jest gier, które mają za zadanie być szybko przeżute i wyplute – to ja nie muszę się z tym godzić. Jednak jest to dosyć przykre. Bo przy takiej nawale tytułów zawsze dobre wypiera lepsze.

I bardzo dobrze, że gry planszowe przestały być zamkniętym hobby tylko dla „wtajemniczonych”, to najlepsze co mogło się wydarzyć. Gry są dla wszystkich i teraz w końcu mamy na to dowód. Ja tej masowości, o której piszesz w ogóle nie odbieram negatywnie. Dzięki niej mamy kilkanaście wydawnictw w Polsce, kilkaset zagranica i setki gier na rynku. Że nie wszystkie są dobrymi tytułami? Co z tego, przecież tak jest z każdą dziedziną – są rzeczy dobre i słabe. Ale dzięki temu mamy możliwość większego wyboru. To że powstaje tyle gier, że mają one krótszą żywotność, to nie jest zawsze coś złego. Są tacy, którzy pójdą w szał zakupów nowości, są tacy co będą siedzieć przy jednej grze, są ci co zatrzymali się pośrodku obu typów graczy, ale wszytko jest możliwe dzięki rozwijającym się wydawnictwom, a te chcą sprzedawać jak najwięcej gier i muszą dogodzić wszystkim kupującym.

Nie róbmy z tworzenia gier jakiegoś misterium. Gry to pomysł, dobra mechanika i właściwe przetestowanie. To jest robota rzemieślnicza. Tak jak dobry rzemieślnik potrafi w każdy swój produkt dać cząstkę siebie, tak samo dobru autor gier robi ze swoimi tytułami. Dlatego jedne gry są lepsze od drugich i są charakterystyczne dla danego autora. Ale dalej jest to ciężka „mechaniczna” robota. Nie wiedzę nic złego, bo dobry autor myśli już inaczej i potrafi przeskakiwać pewne etapy „wytwarzania”, w odróżnieniu od osób nieznających tematu. Solarz w pniu widzi szafę, a autor gry łączy mechanizmy i tworzy gry. Dla osoby postronnej to brak ducha w takim tworzeniu, a dal niego to proces projektowania kolejnej gry, w której mechanikę wkłada nowe pomysły lub takie, które gdzieś wcześniej sobie np. zapisał. Zrobienie gry to praca i po X testach wątpię, ze któryś autor patrzy na to jak na coś „uduchowionego”. W pracy przecież też starasz sobie pomóc, coś zautomatyzować, więc czemu autor gry nie ma tego robić? :)

Masowy nawał nowych gier uśrednia ich poziom (jakkolwiek by to zdefiniować) w dół – owszem w większym zbiorze tytułów znajdą się perełki – jest jednak większe prawdopodobieństwo, że zostanie ta perełka w tym nawale przeoczona.

Pokuszę się na jedno nieudolne porównanie. Jest mała lokalna knajpka, w której podają wyśmienite żeberka (motyw na szybko zaczerpnięty z House of Cards żeby nie było:) ). Można te danie zjeść w jednym miejscu – dostęp do tego jest utrudniony, dla szerokiej/masowej liczby osób (mało kto wie że coś takiego istnieje, mała produkcja, itd) . W momencie kiedy robi się z tego duża sieć knajpek działających na zasadzie franczyzy to owe żeberka może zjeść każdy w swoim mieście, jednak ich jakość spada, bo ich `twórca` nie może kontrolować jakości we wszystkich lokalach. Z grami jest podobnie.

Rozumiem Twój punkt widzenia – cieszysz się że gier jest więcej, docierają do szerszej rzeszy ludzi – jednak masowość odbije się kosztem jakości – to jest w sumie zjawisko nieuniknione w przypadku rozwoju każdego rynku dóbr czy usług. Nie ma sensu także zawracać rzekę – jednak warto być tego świadomym. Z drugiej strony jak masz ogromny wybór zaczynasz się w tym wszystkim gubić (podobnie jak drapieżna ryba wśród ławicy ryb ofiar).

I to że produkcja gier planszowych doczekuje się swoim metodologii też jest skutkiem masowości (trzeba co roku wydać kilka kilkanaście gier i jest to mój zawód a nie hobby po godzinach pracy). Czy to coś złego – nie wiem – ale jest to także nieuniknione jeśli robi się to na masową skalę. Ciekawe czy masowość produkcji gier planszowych wpłynie na obniżenie ich ceny?

Myślę że nasza różnica poglądów wynika z tego, że opisujesz sytuację z pozycji entuzjasty/propagatora gier planszowych, który cieszy się z każdej `nawróconej owieczki` niezależnie w co zagrała. Mój punkt widzenia jest bardziej egoistyczny i nastawiony pod własne wysublimowane preferencje :)

Z tworzenia gier planszowych nie robię misterium – komentuje wyczuwalne zdziwienie słuchaczy na temat projektowania gry (np. na stwierdzenie 'tworzenie gry zaczynamy od testów’)

Na marginesie, nurtuje mnie pytanie, na które nie znam odpowiedzi (bo nie znam danych). Powstaje ostatnio ogromna liczba szybkich prostych gier – takich które można skończyć w 30-60min. Na tym tle gier znacznie dłuższych jest garstka. Czy to obecnie taki trend? Czy może kiedyś też tak było, że stosunek gier trudniejszych/dłuższych do lżejszych był taki sam, tylko zalew nowych tytułów spowodował że ma się wrażenie, iż wydawcy odpuszczają sobie tworzenie nowych skomplikowanych tytułów?

Jakość gier w cale nie spada tak drastycznie jak piszesz. Ich poziom mechaniczny „spada” nie z powodu obniżenia jakość tylko rodzajów i zapotrzebowania osób, które w nie gra – gry rodzinne, szybkie gry. Kiedyś jak faktycznie była mała liczba grających i w dodatku wybierająca skomplikowane eurogry, to wtedy innych się nie opłacał robić i „nie opłacało” jest tu słowem kluczem. Czy są gorsze? Nie, bo zawsze znajdzie się ktoś komu się dany tytuł spodoba, a jak nie to zostanie zapomniany, normalne prawa rynku. Nie przesadzał bym z tym, że jak dużo to gorzej. Jakość gier od strony technicznej i merytorycznej wzrosła bardzo i teraz np. gry z Polski spokojnie mogą konkurować, a nawet są wzorem dla zagranicznych. To by się nie stało właśnie bez tego wzrostu. Ja w tym nic złego nie widzę.
Piszesz, ze z powodu konkurencji koleś od steków musiał obniżyć jakość. Nie nie musiał tak robić, mógł do jadłospisu dać coś nowego, coś tańszego. Na dobry produkt zawsze znajdziesz kupca, tylko trzeba się czasami bardziej postarać.
„Rozumiem Twój punkt widzenia – cieszysz się że gier jest więcej, docierają do szerszej rzeszy ludzi – jednak masowość odbije się kosztem jakości…”
Jestem smakoszem w każdej dziedzinie i takie argumenty do mnie nie trafiają :) Jak ktoś chce mi coś sprzedać, to musi to być dobre, bo tylko takie coś w pełni docenię. Wybór to podstawa wszystkiego i teraz każdy go ma. Świadomość? Oczywiście, ale tak jest z każdymi zakupami. Od tego też są media lub imprezy planszówkowe, żeby pomóc przy wyborze.

„Z tworzenia gier planszowych nie robię misterium – komentuje wyczuwalne zdziwienie słuchaczy…”
Tutaj problem leżał po stronie organizatorów. Większości słuchających, to byli twórcy gier komputerowych/mobilnych i dlatego nie do końca chyba wszystko do nich trafiało.

„…Powstaje ostatnio ogromna liczba szybkich prostych gier – takich które można skończyć w 30-60min…”

Pisałem o tym wcześniej. To może nie trend, ale odpowiedz wydawców na dzisiejsze czasy. Zresztą ja tez to widzę u siebie. Czasami w środku tygodnia nie ma czasu na granie w długie gry – praca, rodzina, zmęczenie, więc lepiej zagrać w kilka gier krótszych żeby czuć się spełnionych.

Żyjemy w bardzo dobrych planszówkowych czasach :)

„To może nie trend, ale odpowiedz wydawców na dzisiejsze czasy.”

Czyli trend :)

„Od tego też są media lub imprezy planszówkowe, żeby pomóc przy wyborze.”

Zakładam, że nie jest dalekie od prawdy, iż przy masowej sprzedaży ok. 90% kupujących korzysta jedynie z pomocy sprzedającego, a nie mediów czy imprez planszówkowych.

To jest blog o planszówkach, więc trochę generalizuję ;)
Procent pewnie bliski prawdy, bo przy zakupach gier, jest tak samo jak książkami i grami komputerowymi, czyli „kupowanie oczami” i sprzedający. Oczywiście w ich przypadku reklam/media to inny zupełnie kaliber, ale kupowanie jest podobne.

Ciekawy materiał. Ideałem byłaby jeszcze wersja do pobrania ;)

Mówisz i masz ;)

Super, dzięki! :)

A jeżeli chodzi o samo EarthCore: planowana jest wersja PL czy tylko wydanie w polskim języku ?

Tego nie wiem, ale postaram się dowiedzieć.

Będę wdzięczny. Dziękuję:)

Niestety nic wcześniej się nie dowiedziałem, ale z tego tekstu można więcej wyczytać o samej grze; http://antyweb.pl/najdrozsza-jak-dotychczas-rodzima-produkcja-mobilna-earthcore-se/