Nie jesteśmy tylko analogowi

Do napisania tego tekstu zainspirowała mnie dyskusja tocząca się swego czasu na Forum Gier Planszowych dotycząca zaprzestania wydawania wersji papierowej Świata Gier Planszowych, który od najbliższego numeru będzie wydawany tylko w wersji elektronicznej. Z racji, że już nie szefuję redakcji ŚGP to nie mi oceniać czy była dobra decyzja i czy była podjęta we właściwym czasie. Wierzę, że wydawnictwo Portal podjęło ją po przeanalizowaniu wszystkich za i przeciw i jest to jedne rozwiązanie, które pozwoli na przeżycie ŚGP. Czas oceni czy to była słuszna decyzja. Ja cały czas ŚGP kibicuję.

W dyskusji często pojawiały się stwierdzenia (w kontekście negatywnego przyjęcia nowej formy magazynu), że planszówkowicze specjalnie uciekają od nowoczesnych rozwiązań, że grają po to, żeby poczuć fizycznie elementy gry i po to są właśnie gry planszowe, żeby nie trzeba było spędzać czasu przed komputerem itp. Czy naprawdę gry planszowe muszą kojarzyć się tylko z „grami bez prądu” i czy miłośnicy gier planszowych to ludzie uciekający od techniki życia codziennego? Czy taki jest prawdziwy wizerunek planszowych graczy?

Pamiętam jak ponad dwa lata temu podjęliśmy na GamesFanatic.pl decyzję o założeniu profilu na Facebooku i przeniesienia tam części informacji z serwisu. Zaraz odezwały się głosy krytyki naszego zbyt nowoczesnego podejścia, które „nie ma przecież racji, ani racji bytu”. Bo kto ma konto na FB?  Myśmy się jednak nie poddali wierząc, że to co robimy, czyli to, że chcemy wykorzystać nowe media to promocji planszówek i dotarcia do nowych czytelników, to dobra decyzja i parliśmy konsekwentnie do przodu. Dziś profil GF ma ponad 1100 lubiących go osób, którzy cenią GF właśnie za tę „facebookową” działalność informacyjną. Podobnie przyjęte było nasze zainteresowanie i publikacja tekstów dotyczących implementacji gier planszowych na urządzenia mobilne. „Nie chcemy tego, nikt w to nie gra, to jest margines, to nie ma przyszłości, bo gracze chcą tradycyjnych gier…”. Tłumaczyłem, że to nieuniknione i implementacje gier będą pojawiać się coraz częściej na rynku. To, że obecnie (wtedy) margines z nas posiada iPhona/iPada (kiedyś Android był całkowicie martwy pod tym względem) nie musi pozbawiać kogoś informacji o nowych rozwiązaniach próbujących dostosować nasze hobby do nowych warunków.

W Świecie Gier Planszowych od początku postawiliśmy na rozbudowę elektronicznej strony magazynu i jako główne cele ustanowiliśmy rozbudowę strony WWW oraz profilu na FB (obecnie ponad 1600 lubiących). W magazynie pojawiały się regularnie recenzje implementacji planszówek (ponownie przeszedłem proces tłumaczenia tego kroku naszym czytelnikom), a magazyn można było kupić w wersji elektronicznej za pomocą platformy eGazety.

Z czasem potwierdziło się, że to bratanie się z nowymi technologiami było dobrym rozwiązaniem, a statystyki odwiedzin, dynamicznie rozwijający się rynek gier planszowych na urządzenia mobilne oraz coraz większa liczba magazynów dostępnych w wersji elektronicznej były namacalnym tego dowodem. Na początku robiliśmy to jednak trochę na przekór naszym odbiorcom, którzy   nie ukrywali swojego negatywnego nastawienia do nowoczesnych rozwiązań i zaparcie deklarowali swoje oddanie jedynie tradycyjnym wersjom planszówek. Jak jednak widać, nie jest to reguła. Szanuję zdanie wszystkich przeciwników, bo wierzę, że piszą i mówią to, co myślą naprawdę, ale nie zgadzam się z generalizowaniem i wkładaniem wszystkich graczy do jednego analogowego worka, który jest uosobieniem oderwania się od elektronicznej rzeczywistości.

Najbardziej w tej zaciekłej walce cierpią chyba mobilne implementacje gier planszowych, które są traktowane przez ortodoksyjnych graczy z „przymrużeniem oka” (dobrze, że chociaż przynajmniej je zauważają) albo wręcz z niechęcią jak przysłowiowego „ubogiego krewnego”. A jest to niestety bardzo dla nich krzywdzące, bo niektóre właśnie dzięki wersji elektronicznej nabierają drugiego oddechu. Tak, np. jest/było z grą Michała Oracza – Neuroshima Hex. Po zagraniu kilku partii na iPadzie nie zamierzałem już nigdy wracać do wersji papierowej. To, że komputer wykonuje za nas wszystkie obliczenia w czasie każdej z bitew, a nam pozwala skupić się na samej strategii pozwoliło mi ponownie z przyjemnością rozegrać kilkadziesiąt fascynujących potyczek zarówno samemu, jak i z żywym przeciwnikiem.  Testowanie nowych armii i powrót do pudełkowej wersji był koszmarem :)

NH to wręcz genialna implementacja oryginalnej planszówki i wzór od naśladowania. Innymi tytułami, które równie dobrze spisują się w wersji papierowej, jak i elektronicznej to Forbbiden Island (przy każdej liczbie grających, zarówno IA, jak i żywych graczy) oraz Elder Sign, gdzie pomimo braku dotyku rzeczywistych kości bawimy się równie dobrze, a dźwięki i muzyka dodają tylko klimatu walki z pradawnym złem. Są nawet gry, w które gram tylko w wersji na iPada, a jest nim seria Ascension. W promocji kupiłem od razu podstawkę oraz dwa rozszerzenia i niejedną godzinę spędziłem świetnie się bawiąc budując kombosy i wybijając dziwne monstra. Zachowanie w grze oryginalnej grafiki jeszcze bardziej uprzyjemniało mi spędzony nad nią czas.

Patrząc na ostatnie premiery (…) śmiało można powiedzieć, że mobilne planszówki to już normalny rynek, który działa równolegle do ich wersji tradycyjnej i słyszane czasami, w formie żartów informacje, że niektórzy autorzy robią gry już z myślą o ich późniejszej implementacji na urządzenia mobilne niekoniecznie muszą być tylko anegdotą.

Wartość nowoczesnych mediów doceniają również sami wydawcy, którzy już na co dzień wykorzystują siłę Facebooka, Twittera lub YouTube. Trudno sobie obecnie wyobrazić próby nawiązania kontaktu i promowania swoich produktów bez tego typu działań. Czy tego chcemy, czy nie technika wokół nas cały czas goni naprzód i nasza niechęć do niej jej nie powstrzyma.

Nie wątpię, że papierowe gry zostaną z nami jeszcze bardzo długo, ale ja z chęcią oddałbym całą swoją kolekcję za np. specjalny stół (wiem, że jest stół Microsoftu, ale to jeszcze nie to), w którym miałbym zgromadzone wszystkie swoje tytuły w specjalnych, przystosowanych do niego wersjach. Wyobraźcie sobie sytuację, gdy siedzicie z przyjaciółmi i naszła Was ochota do zagrania w Cywilizację, więc naciskacie menu, wybieracie liczbę graczy, wariant, dodatki, naciskacie „start” i już możecie grać, ponieważ to maszyna wszystko rozda, potasuje i uzupełni startowy układ plansz gracz. Potem podobnie przygotowany Ticket to Ride, a na koniec, dla odprężenia szybka partia Pictomanii. I to wszystko bez wstawania od stołu, żmudnych setupów oraz pracochłonnego czasami zbierania komponentów na koniec gry.

Wiem, że spotkam się zaraz z zarzutami, „gdzie dotyk i zapach papieru”, „radość dotykania komponentów”. Oczywiście rozumiem to, ale wierzę, że znajdą się również gracze, którzy myślą podobnie jak ja. Ja lubię gry za wartości jakie one niosą one ze sobą, ale ten nośnik już nie jest dla mnie tak ważny. Podkreślam, bardzo lubię tradycyjne gry planszowe i na dzień dzisiejszy nie zmierzam i nie chcę nic w tym temacie zmieniać, ale uważam, że dla każdego podejścia dla gier jest miejsce, dla tego analogowego oraz  tego czerpiącego pełnymi garściami z nowych technologii, zarówno jeżeli chodzi o nośniki informacji, jak i rozwiązania dotyczące samych gier. Nie ma sensu zamykać się tylko na jedną wizję , ponieważ otwartość pozwala zobaczyć więcej, a co najważniejsze, nie należy generalizować i zakładać, że miłośnicy gier planszowych stronią od techniki i dlatego lubią tego typu rozrywkę.