Nie jesteśmy tylko analogowi 2, czyli uderz w… stół

Mój ostatni felieton pobudził zarówno Maciek, jak i Artur do wyrażenia własnego zdania na temat, który poruszyłem. Pisząc tamten tekst długo zastanawiałem się czy napisać jako przykład akapit o m-planszówkach (dla uproszczenia: mobilne planszówki), a potem czy go w ogóle zostawić. Dlaczego? Ponieważ byłem pewny, że prawdopodobnie wszystko co napiszę przed tym akapitem oraz za nim zostanie pominięte.

I nie pomyliłem się, bo ten temat dalej wywołuje, jak widać, kontrowersje. Mam jednak nadzieję, że przynajmniej część z czytających wcześniejszy felieton nie skupiła się tylko na demonicznych konwersjach. A przecież sam fakt, że gier tego typu jest coraz więcej, że są kupowane i cieszą się popularnością tysiące graczy chyba wyraźnie mówi, że to nie jest pomyłka ani żadnego typu manipulacja faktami. Jednak rozmyślania o tym dlaczego tak się dzieje, zostawię sobie na inny wpis, a teraz pozwolę sobie odpisać Kolegom na ich argumenty.

Moja wizja „stołu z wirtualną biblioteką kupionych setek gier” chyba najbardziej dała się we znaki ortodoksyjnym wyznawcom drewna i papieru. Został on określony jako zbyteczny i niefunkcjonalny twórca ludzkiej alienacji, a brak mobilności miał być gwoździem do jego trumny. Problem leży chyba jednak albo w braku tak dużej wyobraźni moich kolegów w tym temacie, albo mojej zbyt nadmiernej. Patrząc jednak jak rozwija się technologia i jak „jutro staje się dziś” skłaniałbym się ku pierwszemu założeniu. Podobnie na pomysły Apple reagował Bill Gates i też nie widział przyszłości dla tabletów  bez rysika (przecież ludzie inaczej nie wyobrażają sobie pisania), życie pokazało jak bardzo się mylił.

Panowie, przecież ten stół to nie ma być kolejny, specjalny mebel do grania, tak jak dziś nasze wypełnione po brzegi regały z grami, upychanymi czasem pod krytycznym spojrzeniem naszych rodzin. Mówię tu o używanym do codziennego użytku, zwykłym elemencie pokoju lub kuchni, który oprócz obecnie znanej funkcji jest również np. czytnikiem świeżej prasy, wyświetlaczem przepisów, miejscem gdzie możemy odczytać pocztę, ale również zebrać się z rodziną i/lub przyjaciółmi (ŻYWYMI ludźmi), żeby pograć RAZEM w gry planszowe. Czy fakt, że plansza i elementy gry wspomnianego wcześniej Ticket to Ride będą (w stosunku 1:1) wyświetlane na specjalnym blacie i np. na czytnikach graczy naprawdę waszym zdaniem wpłynie na klimat naszego spotkania i zamuruje usta grających, którzy będą czuć się źle z powodu braku tradycyjnych elementów? Czy będą strasznie smutni, gdy za pomocą animacji stół wytłumaczy im grę, a my w tym czasie zajmiemy się przekąskami? Myślenie o przyszłości używając współczesnych odnośników jest złym rozwiązaniem. To nie ma być „duży iPad” tylko zwyczajny element pokoju, miejsce rodzinnych posiłków, stojący obok inteligentnego telewizora, lodówki lub pralki. Zarzucono mu brak mobilności, ale ja jakoś nie wyobrażam sobie również chodzenia z wypełnionymi regałami na spotkania „na wolnym powietrzu”. Inna sprawa, że nie wyobrażam sobie w przyszłości chodzenia gdzieś ze stołem, skoro nawet teraz tego nie robię. A że zależy komuś na czasie, który chciałby spędzić np. grając w więcej gier w jeden wieczór lub wykorzystać go na sportowo, to nie uważam, że to źle świadczy ani o nim, ani o metodzie, dzięki której można to osiągnąć.

Do znudzenia powtarzam, że gry to emocje, ale te emocje nie płyną z ich elementów tylko od grających w nie ludzi. Bardzo miło wspominam czas jak siedzieliśmy z przyjaciółmi we Wrocławiu, czekając na otwarcie Panoramy Racławickiej, grając na jednym iPadzie (w cztery osoby) w Forbidden Island. Nie wspominam tego czasu jak coś smutnego i pozbawionego „prawdziwego sensu gier planszowych”, a wręcz przeciwnie, było tak samo wesoło jakbyśmy grali w jej tradycyjne wydanie.

Zamykam temat „mebli przyszłości”, na podstawie których chciałem pokazać możliwości (powtarzam „możliwości”), jakie niesie ze sobą nowoczesna technologia zarówno w grach, jak i w sposobach prezentacji informacji o nich i ponownie podpisuję się pod stwierdzeniem, że szufladkowanie planszówkowiczów jako stroniących od techniki jest bezpodstawne. W niedalekiej przyszłości pewnie sami przekonamy się kto miał rację.

P.S. Kwiatosz, przyjmuję zakład i równo za 10 lat liczę na jakąś dobrą grę z Essen ;)

  • kwiatoszZnadPlanszy

    Zakład uzgodniony, czas już biegnie :)

    Natomiast co do rodziny rzucającej niechętne spojrzenia na szafy wypełnione grami – z tego elementu też byłoby mi trudno zrezygnować. Lubię moje regały wypełnione setkami albo i tysiącami godzin rozrywki tak samo jak wolę pudełkowe wersje gier na konsole. Mam wrażenie, że razem z wersją elektroniczną zostaję pozbawiony istotnego elementu – wolności o decydowaniu o tym, co się stanie z produktem. Ale to już zupełnie inne tory dyskusji,

  • Pierwsze akapity mówiące o wydaniach papierowych gazet, profilach FB itd. świadomie pominąłem, gdyż nie mają nic wspólnego z elektronicznymi adaptacjami gier planszowych. Za daleka korelacja, by warto było o tym wspominać. Można próbować tylko w ten sposób wpływać na odbiorcę, tak jak w tym wpisie pojawia się Steve Jobs: nie krytykujcie moich wizji, bo wszyscy krytykowali Steva i się mylili ;).

    Co do stołu… widziałeś może Tycjan jak wyglądają reklamy konsol (Playstation czy XBoxa)? Całe rodziny grają razem przed wielkim telewizorem. Siedzą obok siebie, cieszą się. Tylko ich wzrok taki jakiś tępy, wpatrzony bezwiednie w jeden punkt. Nawet siebie nawzajem nie zauważają. Tak moim zdaniem będzie wyglądała gra przy stole elektronicznym w planszówki.
    Piszesz, że mobilność NAGLE przestaje mieć znaczenie. To wielkie słowo, które sprawiło, że tablety zyskały tak ogromną popularność – MOBILNOŚĆ. Teraz odwracasz kota ogonem i piszesz, że mobilność jest przereklamowana. Niech sobie stół stoi w jednym miejscu. Troszkę zakręcony tok myślenia ;).

    Jeszcze mój podstawowy argument, że gry elektroniczne jedyne co robią to przyspieszają wszystko (rozkładania, liczenie, składanie itd.). Zaczyna się liczyć ilość, a nie jakość. Pozbawiają planszówki tego elementu celebrowania rozgrywki. Robią z nich fast-food. A co tam. Niech będzie już fast-boardgaming :). Jeżeli komuś zależy na czasie to po prostu nie powinien siadać do planszówki. Wiem, uproszczenie, życie jest bardziej skomplikowane. Niestety równie dobrze można być nieco złośliwym i napisać: nie gotujmy – chodźmy do fast-foodów, nie spotykajmy się – rozmawiajmy przez Skype, jeździjmy na rowerkach stacjonarnych/bieżniach oglądając ulubiony serial i słuchajmy audiobooków zamiast czytać książki. Będziemy mieli wtedy wszyscy mnóstwo czasu. A jakość? Jakoś(ć) to będzie ;)…

    • Tycjan

      Bo pierwszy felieton nie był o implementacjach tradycyjnych gier planszowych, a tak jak napisałem użyłem gier jako przykład.

      Nie chciałem używać zwrotu eGry żeby nie kojarzono ich z dzisiejszymi grami komputerowymi będącymi adaptacjami gier planszowych – komputer to nie ta droga, musi być dotykowy ekran, tak jak w urządzeniach mobilnych. Dlatego nazywam je „mobilnymi”.
      Dalej uważam, że przesadzasz z brakiem atmosfery przy graniu z żywymi ludźmi w gry na iPadzie. Grałem dużo partii Neuroshimy Hex, Forbidden Island i Elder Sign nigdy nie było z tym problemu. Wyśmiewasz cechy dzisiejszych ludzi, OK możesz, ale niestety nie zmienisz tego. Mógłbym teraz w ramach kolejnego akapitu przepisać to co napisałem powyżej, ale już to napisałem więc podsumowanie jest :)

      • Ehhh… przypomniałeś mi Tycjan dlaczego przestałem wdawać się w takie dyskusje :). Jestem już za stary na ciągłe tłumaczenie się i odbijanie piłeczki. Będę już teraz tego unikał.

        W jednej chwili krytykuje eGry, by w następnej dowiedzieć się, że wyśmiewam ludzi. Sam gram na konsoli z dzieckiem, korzystam z fast-foodów, słucham audiobooków i okazjonalnie gram w eGry na iPodzie. Gdybym miał iPada grałbym pewnie więcej. Nie pozwalam jednak by ewentualne plusy tych rozwiązań przesłaniały mi ewidentne minusy. Nie mam problemu też by o tych minusach pisać.

        • Tycjan

          Specjalnie dałem w pierwszym wpisie ikonę wagę na grafice. Bo chodziło mi o zachowanie równowagi, a nie szufladkowanie wszystkich do jednego worka. Wmawianie mi, że nie mam racji przeczy takiej równowadze. Wychodzę z załażenia, że nie należy narzucać nikomu swojego punkty widzenia bo to rodzi w ludziach automatyczny sprzeciw. Jeżeli więc na siłę ktoś mi będzie wmawiał, że miłośnicy gier planszowych stronią od techniki to zawsze stanę okoniem do takiej teorii :)

        • Tycjan

          Jeszcze jedno. Ty cały czas widzisz „ipada”, czyli myślisz o przyszłości w ramach teraźniejszości. Tak, zapewne krytykowali TV ludzie ery radia (po co nam oglądać ludzi, skoro możemy ich słuchać i nam to wystarcza), telefony były „zbyteczne” bo można pójść do znajomego na koniec ulicy, a samochody to piekielny wymysł skoro są konie. To chyba Lem powiedział, że aby zobaczyć przyszłość, trzeba zapomnieć o teraźniejszości.

    • kwiatoszZnadPlanszy

      Celebrowanie rozgrywki brzmi dobrze, ale tylko do momentu, gdy trzeba w końcu policzyć Twilight Imperium 3, albo 300 kostek w Dominant Species. Akurat to mechaniczne wyciąganie elementów z woreczków też nie jest czymś za czym bym tęsknił, natomiast składanie gry po dobrej partii to inna bajka – można wtedy podyskutować, przeanalizować partię wspólnie – świetna sprawa :) A gdy można od razu zagrać kolejną partię to przeważnie się gra zamiast podyskutować.

      • Jan Bażyński

        Po partii mogłaby się odpalać powtórka partii w przyspieszonym tempie z opcją pauzy – dyskusja o partii, planach graczy w czasie gry, powodach dla których podejmowali takie a nie inne decyzje mogłyby być jeszcze ciekawsze ;)

        W miłość powszechnie panującą do drewnianych elementów i tekturowej planszy przestałem wierzyć obserwując jak zagorzali przeciwnicy elektronicznych wersji książek, też powtarzający zapewnienia miłości do zapachu papieru, błyskawicznie stają się uzależnieni od otrzymanych Kindli. Sądzę, że z grami na dużym, wygodnym elektronicznym stole będzie tak samo.

        Jednak mam nadzieję, że Tycjan tylko dla wzmocnienia swojego przekazu deklaruje chęć całkowitej rezygnacji z tradycyjnych wersji gier. Tak jak wyobrażam sobie duży, elektroniczny stół w domu, który sprawi, że będzie się grało wygodniej a tak samo przyjemnie, to nie wyobrażam sobie jednak wersji „plenerowej”. Na konwenty, wakacje, pod namiot, do pociągu „prawdziwa” gra będzie potrzebna. Albo będziemy ograniczeni do gier, które nie tracą na przeniesieniu na tablety (Neuroshima?
        Pewnie. Chociażby Dixit? Już znacznie gorzej)

        • Tycjan

          Przykład z „zapachem papieru” i Kindle to dobry przykład. Jest tak jak napisałeś bo czytanie papierowej książki nie czyni z nas lepszego czytelnika, tak samo jak słuchanie mp3 nie przekreśla kogoż jako melona :) Gry są do grania i to jest ich podstawowa funkcja, a jak ją wykorzystamy to już nasz „problem”.
          Nigdzie nie napisałem, że gry wdane tradycyjne musza odejść bo przecież nie można narzucić komuś tego co i jak chce robić, a dodatkowo tak jak wspomniałeś czasami samo środowisko narzuca odpowiedni format… przynajmniej na tym etapie technologi jaka znamy ;) Na razie z powodu braku alternatywy zapełniam swoje regały tekturą i drewnem i jest mi z tym dobrze :)

        • Frołzen

          A ja osobiście nie wyobrażam sobie stołu wirtualnego na którym grałoby się w takie gry Jak Twilight Imperium, Warcraft, ten co się gra drużyna vs drużyna. Strasznie to dużo musiałoby zajmować. Zresztą nie wyobrażam sobie zastąpienia trójwymiarowych, fizycznych których można dotknąć elementów, jak drewniane bloczki, plastikowe/tekturowe pionki, monety (Age of empires boardgame) itd czymś co istnieje tylko wirtualnie jako dwuwymiarowe obrazki…

          • Robert C.

            Ja z kolei wyobrażam sobie zastąpienie fizycznej elementów ich 3 wymiarowymi projekcjami :) które być może przyciągną więcej osób do gier.

          • Z tego co pamiętam to coś „podobnego” już jest, a na pewno w projekcie i widziałem to (chyba) na Kickstarterze. Kładziemy na planszy żetony, a jak patrzymy na ot przez urządzenie mobilne to widzimy tam właśnie smoka.

          • Robert C.

            Tego nie widziałem jedynie zbliżony projekt http://www.kickstarter.com/projects/1613260297/golem-arcana ale tam była opcja przyśpieszania rozgrywki (automatyczne obliczanie wyniku starcia figurek, informacja czy ruch jest dopuszczalny itp.)

    • Robert C.

      Nie zgadzam się że przyśpieszenie rozkładania gry czy liczenia punktów zrobi z planszówek „fast food” czy pozbawi je elementu „celebrowania” rozgrywki, sadzę że raczej zachęci do gry i pozwoli poszerzyć grono odbiorców. Niestety ale mamy coraz mniej czasu i często trudno znaleźć ten czas na grę. Rozgrywka która się nie rozwija nie zdobywa nowych odbiorców powoli znika. Osobiście wolę grać na nowy sposób ale za to mieć z kim grać, bo gry bez graczy nie przetrwają na rynku.

      Zresztą zauważ też iż planszówki powoli idą w stronę casual games są krótsze mniej rozbudowane prostsze bardziej nastawione na odbiorcę masowego, niestety o być albo nie być decyduje kasa a że większość odbiorców woli szybką niezobowiązująca rozrywkę to twórcy jedynie dają graczom to są chcą. I nie twierdzę że ten trend mi się podoba ale by go zmienić trzeba by wpłynąć na oczekiwania odbiorców.

  • Pingback: Kwiatosz | Wgląd+myślenie dywergencyjne=wpis ZnadPlanszy.pl()

  • Paweł Święcicki

    a ja z Tycjanem się zgadzam. Świat zmienia się w tempie wręcz przerażającym i wiele wizji powstało już na temat „domów przyszłości”. Jedna z moich zdaniem najciekawszych ale i bardzo realnych (niektóre rozwiązania już są pokazywane przez różnych producentów) wbrew pozorom wizji przedstawiona jest tutaj (naprawdę polecam obejrzeć):

    http://www.youtube.com/watch?v=OptqxagZDfM

    10 lat to strasznie długi okres. jeszcze 10 lat temu telefony nie przypominały tego co mamy w kieszeniach, a komputery miały gorsze podzespoły niż niejeden smartphone czy tablet. Już teraz mamy do czynienia na szeroką skalę z rzeczami o których nie śniło się nawet nie tyle naszym ojcom co nawet i nam (sterowanie urządzeniami poprzez gesty, zakupy przez internet również spożywki itd.)

    Czy elektroniczny blat zastąpi nam zapach papieru, karty w rękach, drewniane klocki czy figurki? Nie, ale z dużą dozą prawdopodobieństwa mogę powiedzieć iż dzięki takim rozwiązaniom otrzymamy dużo większą mobilność planszówek (w moim wyobrażeniu wystarczy „zalogować się” na swoje konto i „rozłożyć” wirtualną grę na stole w barze, u znajomego, na tablecie, na blacie, przy automatycznej skalowalności powierzchni – przy ilu grach okazuje się że „stół znajomego jest zbyt mały aby dobrze to pomieścić”) i przystępność gier (brak problemów z czekaniem na ponowny dodruk), zapisywanie rozgrywek z możliwością ich odtworzenia w tempie normalnym lub przyspieszonym celem przeprowadzenia analizy (czy stworzenia opisu partii na forum ;) ) oraz mimo wszystko „oszczędność czasu” na przygotowanie i złożenie, które często bywa żmudne (zwłaszcza przygotowanie, gdy człowiek właśnie położył spać dziecko, znajomi męczyli się dodatkowo dłużej, a jest piątek wieczór i chciało by się odprężyć przy czymś lekkim na koniec ciężkiego tygodnia pracy – czasem te 5-10 minut potrafią być zbawienne). O oszczędności miejsca na półkach nie wspominając.

    Oczywiście grup „ortodoksyjnych” grających w papierowe wersje to raczej nie usunie i bardzo dobrze. ALE w przypadku takiego rozwiązania i gry ze znajomymi na wirtualnej planszy na dużym stole, moim zdaniem gra nie straci uroku. Bo to nie to samo co granie w planszówkę na smartphone czy tablecie przeciwko komputerowemu przeciwnikowi.

  • Pingback: Adam Badura | Moje elektroniczne pięć gorszy ZnadPlanszy.pl()

  • Robert C.

    Ja widzę kilka kwestii zarówno problemy jak i plusy tego rozwiązania. Problemem jest oczywiście mobilność która nie miała by znaczenia tylko gdyby każda osoba miała w domu taki stół, inaczej gracze staną się skazani na granie w miejscu i porach odpowiadających posiadaczowi stołu (chyba że pojawią się kluby z takimi urządzeniami). Niewątpliwym plusem takiego rozwiązania jest zaś oszczędność czasu. Zwłaszcza ta związana z rozkładaniem gry, cześć moich znajomych od większych gier odrzuca właśnie czas jaki trzeba poświęcić na jej przygotowanie. „stół” który robiłby to szybko i automatycznie ten problem by rozwiązywał. W kwestii obcowania z elementami gry jeśli stół mógłby np. wyświetlać 3 szczegółowe projekcie jednostek byłbym za. (zresztą wizje takich stołów do trójwymiarowych planszówek są chociaż w grze komputerowej Mass Effect). Kolejną rzeczą jako widzę jest pewne przyśpieszenie rozgrywki zwłaszcza w grach w których trzeba liczyć, automatyczne przesuwanie znacznika zwycięstwa o odpowiednią ilość pól. Ciekawe też jak digitalizacja wpłynie na ceny gier bo obecnie niektóre ceny wydają się dość wygórowane w stosunku do zawartości (Star Trek Fleet Captains chociażby).