Cywilizacja, którą czujesz

Są dwie gry, których rozgrywki długo siedzą w mojej głowie. Jedną z nich jest Stronghold Ignacego Trzewiczka, a drugą Cywilizacja: Poprzez Wieki (Through the Ages: A Story of Civilization) Vlaady Chvátila.

Tekst pierwotnie ukazał się na moim blogu PlanszowySwiat.pl.

W tę pierwszą grałem niestety tylko dwa razy, ale zarówno w czasie gry, jak i długo potem miałem w głowie jej przebieg. Masa drewna w pudełku w czasie gry przemienia się w armie z krwi i kości, nie mamy wtedy już pionków, ale „żywe” jednostki, którymi dowodzimy i wysyłamy do walki. Takiego klimatu może pozazdrościć niejedna gra, uważana za dobrze oddającą tematykę.

Ale bohaterem tego wpisu jest Cywilizacja. Nie jestem jakimś hardcorowym graczem, ale ponad 20 partii mam już za sobą i pamiętam sytuację, kiedy graliśmy w nią namiętnie kilka dni pod rząd. Ostatnio w ramach powrotu do częstszego grania  postanowiliśmy do niej powrócić i po przestudiowaniu instrukcji zasiedliśmy do rozgrywki. Powiem szczerze, że kilka wyjątków wyleciało nam z pamięci przez tak długi okres nie grania w TtA, ale od czego wspomaganie się instrukcją i kartami graczy? Zaznaczam, że gramy wariant „pokojowy”, czyli nie prowadzimy wojen i te karty usuwamy z gry. Wiem, że zaraz mogą się pojawić głosy, że to nie jest prawdziwa Cywilizacja, ale my tak  wcale nie uważamy i gra się nam bardzo dobrze. Cały czas są dostępne najazdy, więc siła/obrona wciąż jest ważna.

Już po pierwszych turach powróciły do mnie emocje, jakie znałem z innych rozgrywek. To jest genialna gra z genialnymi mechanizmami, które w sumie prostymi sposobami oddają klimat powstawania cywilizacji począwszy od czasów antycznych, a skończywszy na czasach najnowszych.

Dlaczego tak się dzieje? Proszę weźmy początkowe rundy w czasach antyku, w których niestety nie rozwinąłem się dobrze technologicznie i nagle okazuje się, że ludność mojej cywilizacji zamiast dzielnie budować nowe fabryki, teatry lub inne środki rozwoju zaczyna „topić” się w bardzo dużej ilości jedzenia, co od razu powoduje wzrost korupcji. Niestety zamiast się rozwijać przejadam moje dochody – moi ludzie zamiast pracować stoją i marnują to, co ciężko wyprodukowałem. Zaciskam zęby i z bólem serca opłacam im te „wakacje”. Na szczęście potem udaje mi się rozwinąć moje kopalnie, przez to stają się bardziej wydajne, pobudować cuda, które jeszcze bardziej wspierają wydobycie i powoli wychodzę z „jedzeniowej pułapki”. Stawiam nowe budynki, jest coraz większa populacja ludzi i jedzenie zaczyna znikać z magazynu. Uff, już mi lepiej. Ludzie jedzą, ale i pracują i zaczyna być widać tego efekty.

Teraz mogę zacząć myśleć o zmianie ustroju, żeby móc więcej zrobić w czasie swoich rządów – dobry ustrój to dobre państwo i szczęśliwi ludzie. Udało się, zmiana ustroju odbyła się pokojowo, bez przewrotu, moje wykształcone społeczeństwo wiedziało co jest dla niego dobre i spokojnie poddało się zmianom. Wszystko zaczyna dobrze się zazębiać i moje wysiłki zostają nagradzane zaufaniem liderów, którzy wspólnie ze mną i z moimi ludźmi chcą budować naszą wspólną przyszłość. Ich specjalne zdolności jeszcze bardziej podnoszą wzrost kulturalny.

Powoli gra dobiega do końca. Pojawiają się technologie i cuda, które kształtowały nasz obecny świat oraz liderzy – nazwiska, które znamy z mediów.  Patrzę na swoją planszę i widzę te zadowolone twarze ludzi, którzy naciskają klawisze klawiatur w biurach i robotów w fabrykach. Po pracy idą z  rodzinami do restauracji lub teatrów, które dumnie stoją obok wielkich bibliotek lub cudów świata. Nie widać już granic pomiędzy przyłączonymi przez te wszystkie lata (ery) terytoriami, które tak bardzo pomogły mi rozwinąć gospodarkę i poprawić kondycję państwa. Patrzę na plansze i widzę prawdziwą Cywilizację!