Pionek – bardziej sentymentalnie

Piszę to wracając z Gliwic, z Pionka. To jest dla mnie szczególny konwent, bo zawsze wspominam go nie przez pryzmat gier, ale uczuć jakie daje mi możliwość spotkania się z przyjaciółmi. Może dla niektórych będzie rozczarowanie, ale ja gry najbardziej cenię nie za możliwość grania w nie, ale za to, co mi one dały. Mówię tu o ludziach, których dzięki nim poznałem. To moi przyjaciele, z którymi spędzam, teraz czas nie tylko grając.

Tekst pierwotnie ukazał się na moim blogu PlanszowySwiat.pl.

Poznaliśmy się przy planszy lub dzięki grom, ale teraz spotykamy się nie tylko, aby grać, ale przede wszystkim, żeby pogadać, pośmiać się lub spędzić czas na sportowo. Planszówki towarzyszą nam oczywiście zawsze, zarówno w czasie rozmów, jak i oczywiście kiedy w nie po prostu gramy – to jest jednak hobby-uzależnienie, więc nie ma mowy, żeby ich z nami nie było.

Nie ma chyba nic bardziej przyjemniejszego niż spotkać się z ludźmi, którzy dają ci tyle pozytywnej energii, a dodatkowo tyle ciepłych wspomnień. Rozumieją ciebie i twoje planszowe oddanie i nie patrzą dziwnie kiedy wymieniasz nowe tytuły gier lub ich cenę. Reagują gdy rzucasz “branżowe” dowcipy lub nawiązujesz do gier lub sytuacji, które może docenić tylko gracz. To wszystko zaś toczy się w atmosferze pełnej wybuchów niepohamowanego śmiechu i radości ze wspólnie spędzonego czasu.

W czasie takich spotkań gra się nie tylko w „ciężkie euro”, ale również jest to znakomita pora na granie we wszelkiego rodzaju partygames. Kiedyś, na początku mojej znajomości z planszówkami na myśl o grach imprezowych od razu w mojej głowie rodziła się chęć do ucieczki. Teraz sam proponuję grę w „imprezówki”. Bo jak nie chcieć w nie grać, kiedy na końcu masz obolałą od śmiechu twarz i przeponę. W dodatku często są to rozgrywki, przy których rodzą się wspominane później anegdoty.

Bywały czasy kiedy wracając z konwentów wspominałem tylko rozegrane tytuły gier i aktualizowałem po powrocie pieczołowicie rankingi na BGG. Teraz wspominam głównie sytuacje i zdarzenia, które sprawiły,  że ten wyjazd był kolejną bombą pozytywnych chwil. Wracając od razu chcę znowu gdzieś pojechać. No cóż, miłe chwile potrafią uzależnić. Często powtarzam, że gry planszowe to przede wszystkim ludzie. Bez nich nawet najlepszy tytuł jest tylko stertą drewna i papieru. To, co czuję myśląc o planszówkach nie dał mi żaden “nowy Feld” czy “wypalające mózg, klimatyczne euro”, to tylko zasługa ludzi, z którymi mogę w nie grać – moich przyjaciół. Planszówki to dla mnie Wy i za to Wam dziękuję :)

Ignacy, Tobie dziękuję szczególnie, bo organizując pierwszego Pionka zaszczepiłeś w nas chęć wspólnych spotkań. Zrobiłeś coś wielkiego, z czego możesz być naprawdę dumny, bardziej niż z najlepszej swojej gry. Pionek to taki dom rodzinny dla naszej planszówkowej rodziny, do którego zawsze z chęcią się wraca, bo kojarzy się on z ciepłem i miłymi wspomnieniami. Ja osobiście nie wyobrażam sobie planszówek bez Pionka. Nasza „rodzina” się rozjeżdża, ale do domu zawsze wracamy – na kolejne spotkania, żeby znowu być razem.