Ekspres I: Patchistory, Neuroshima Hex: Uranopolis, Pośród gwiazd, Vasco da Gama

Pozazdrościłem Yoszowi jego krótkich form na temat poznanych/granych gier i postanowiłem również pobawić się w taką formę planszowego pisania. Oto kilka gier, które ostatnio trafiły na nasz stół i zdecydowanie jeszcze nie raz tam zawitają.

Patchistory

Jeżeli są na sali osoby kochające gry cywilizacyjne, które w to jeszcze nie grały, to powinny teraz wstać i wyjść z poczuciem wstydu. To obecnie zdecydowanie numer dwa tego typu gier, bo oczywiście królowa jest jedna, i z chęcią bym zagrał w nią po raz kolejny. To nie odgrzewany kotlet, abstrakcyjna forma, czy też sztucznie napompowany figurkami tytuł, tylko czysta forma cywilizacyjnej strategii, której bardzo blisko do ideału, ale… królowa jest jedna. Ma kilka elementów, które aż proszą się, żeby je poznać i ich posmakować.

Na pierwszy ogień niech pójdzie sposób budowy planszy, w której stosujemy tytułowe „patchowanie”. Budowa tego cywilizacyjnego patchworka, to nie zabawa, ale ciężka próba znalezienia optymalnej drogi rozwoju. To, co wydaje się proste z punktu widzenia obserwatora, to z punktu widzenia gracza już takie nie jest. Ograniczenia związane z regułami patchowania, np. związane z maksymalnym obszarem naszego państwa, losowym dopływem nowych terenów, dbaniem o stan gotówki, aby móc nabyć te najbardziej opłacalne, a do tego potrzeba posiadania transportu do poruszania się naszych robotników, których oczywiście trzeba wyżywić, czyli dbać o poziom pól uprawnych… Zazębiających się mechanizmów jest sporo i niewinnie wyglądające na początku suwaczki produkcji i towarów, w trakcie gry nabierają realnych kształtów problemów z jakimi może się borykać każda cywilizacja.

Jakby Wam było mało tych spraw administracyjnych, to trzeba się jeszcze zbroić, bo sąsiedzi tylko czekają, aż będą mogli nas dopaść. I wprawdzie może obejść się bez naszej straty (najeźdźca standardowo bierze punkty tylko z banku), ale jeśli nie przygotujemy się na obronę, to epicka klęska może nas drogo kosztować – wtedy już i my stracimy punkty. Oczywiście nie musi być tylko agresja, bo istnieje tu też handel, ale powiedzmy sobie szczerze, kto by nie wykorzystał szansy na zrobienie dobrej wojenki.

Patchistory to prawdziwa gra cywilizacyjna, w której czujesz klimat rodzącej się potęgi, a zabawa w połowie drugiej ery zaczyna się znacząco rozkręcać. Wprawdzie mógłbym się doczepić do materiału, z którego wykonane są karty, ale podobnie jak przy
Through the Ages nie zauważam jej oprawy graficznej, tak i tu nie mam zamiaru psuć sobie zabawy takim szczegółem. Dużym plusem są jej w zasadzie łatwe zasady i w porównaniu z TtA, w Patchistory szybciej je wytłumaczyć, chociaż czas samej rozgrywki jest podobny.

Neuroshima Hex – Uranopolis Nowa armia do kultowej już gry Michała Oracza. Tym razem jest to pomysł fanowski, który Michał dostosował i zoptymalizował do całego znanego już uniwersum. Zapomniałem już jak ta gra potrafi zaskoczyć nowymi zdolnościami nowych formacji. Kiedy już wydaje ci się, że to koniec możliwości silnika NH, to pojawia się kolejna armia, która ponownie rzuca na kolana. Jednostki Uranopolis to ciężkie i wytrzymałe bydlaki, które powstałe z ciężkiego sprzętu górniczego pragną tylko jednego – dopaść i zniszczyć przeciwnika w obronie swojego podziemnego imperium. I prawdopodobnie byliby niepokonanymi panami nowego świata, gdyby nie mały problem – muszą być zasilane. Bez tego są tylko zwykła kupą złomu, która nie może się poruszać ani walczyć. I tutaj zaczyna się cała zabawa, bo co z tego, że będą nam dochodzić prawdziwi killerzy, skoro wystawiając ich bez prądu będą oni jak kaczki na strzelnicy. Uranopolis może na początku doprowadzić do frustracji, a widok kolejnych mocnych jednostek, które musimy odrzucić może boleć. Ale nie jest źle i pierwsze wrażenie zaczyna powoli ustępować i zaczynamy w tym wszystkim dostrzegać światełko, znaczy źródło prądu. Są seksowne panie Mechanik z okładki pudełka, które potrafią bardzo pomóc naszym wojownikom, mobilne Transportery, śmiertelnie niebezpieczny Inferno, potężny strzał Transformatora Gaussa niszczący wszystko na swojej drodze lub wielki Buldożer, który potrafi zawalić strop nawet nad trzema jednostkami. Jest ciężko, ale satysfakcja po skończonej bitwie jest duża. Już widzę zarzuty graczy pod adresem Uranopolis, że jest ona niezbalansowana, a potem Michał opublikuje swój tekst pokazujący jak nimi trzeba grać i wszystkich po raz kolejny uspokoi.

Pośród gwiazd

Ta gra jakoś nam uciekła i tak naprawdę dopiero teraz w nią z Monią porządnie pograliśmy. I wielkie zaskoczenie, bo jest to bardzo fajny tytuł, który nam – lubiącym budowanie silników od razu przypadł do gustu. Gramy pełen wariant, czyli wraz z wyborem nacji (indywidualne zdolności), kartami celów oraz konfliktami. Jednego czego warto unikać to wtasowania do talii wszystkich kart specjalnych, a nie tylko określonej liczby zależnej od liczby graczy – otrzymujemy wtedy za dużo specjalnych sposobów punktowania.

Całość sprawnie działa, a liczba decyzji do podjęcia jest bardzo duża, a zwłaszcza w trybie przeznaczonym dla dwóch graczy. Nie można powiedzieć, że jest to gra całkowicie strategiczna, bo jednak (przynajmniej dla dwóch graczy) bardziej należy się nastawić na rozgrywkę taktyczną, w której w jednej chwili będziemy mieli jakąś dobrą kartę, aby po chwili już jej nie mieć lub mieć lepszą. Pośród gwiazd to gra ciągłych wyborów i wykorzystania szansy. Jednym taki brak możliwości określenia długoplanowej strategii może przeszkadzać, ale nam bardzo się to podoba, ponieważ oboje lubimy gry, w których trzeba się wykazać zdolnością wykorzystania tego co mamy w danym momencie w ręku.

Liczba kart (różne pomieszczenia i lokacje składające się na stację kosmiczną) i możliwości ich łączenia w grze, może na początku onieśmielać, ale wraz z każda kolejną rozgrywką, kiedy coraz bardziej je poznajemy, budowa stacji staje się bardziej przejrzysta, bo wiemy już (przynajmniej w teorii) czego możemy się spodziewać. Konflikty, podobnie jak niektóre karty, wprowadzają w gry negatywną interakcję, ale nie jest ona na tyle wredna, żeby musieli od niej stronić gracze, którzy nie lubią tego rodzaju mechaniki. Nie jest to tytuł mocno odkrywczy, ale ma swój potencjał, który sprawia, że gra jest bardzo regrywalna i potrafi zmusić do kolejnej rozgrywki.

Vasco da Gama

Bardzo żałuję, że gra ta w zasadzie jest teraz zapomniana i prawie nigdzie nie grana. W naszym przypadku jest to jeden z nielicznych tytułów, w który wciąż dosyć często gramy, a które poznaliśmy na początku naszej przygody z grami planszowymi. Zapewne po części to zasługa sytuacji w jakiej się z nią po raz pierwszy zetknęliśmy, ale poznanie Marka (właściciela wydawnictwa Hobbity, wydawcy gry), który w stroju z epoki zajmująco tłumaczył zasady gry na naszej pierwszej Gratislavii, może związać z grą emocjonalnie. Emocje emocjami, ale Vasco to przede wszystkim mechanizmy, które bardzo ciekawie oddają temat gry, w której musimy zdobyć fundusze na zakup statków, rekrutację załogi oraz kapitana, zwodowanie statków i wyruszyć nimi w rejs w kierunku Indii. Jest to w zasadzie gra oparta na znanym mechanizmie worker placement połączone z wykorzystaniem zdolności pozyskanych postaci, ale są w niej dwa elementy, które trzeba poznać, bo świetnie one działają i podnoszą zdecydowanie emocje. Pierwszy to sposób wyznaczania kolejności wykonywania przez graczy akcji, w którym musimy postarać się ocenić ile jesteśmy w stanie zainwestować aby być pierwszym oraz jak bardzo los może na to wpłynąć. Nie znam innej gry gdzie zastosowano taki mechanizm i tym bardziej jest on wyjątkowy i wart poznania. Na torze kolejności akcji jest zaznaczany zawsze inny punkt zerowy (różna wartość) i gracze zaczynają obstawiać poszczególne pola. Następnie odkrywany jest poziom zmiany punktu zerowego (-3 do +3) i teraz rozpatrujemy, kto będzie musiał dopłacać do pierwszeństwa, a kto dobrze ocenił sytuację. Można tu blokować innych graczy, coś przy tym też zarobić, także ten etap gry jest bardzo ważny i emocjonujący. Podobnie jest z polem, na którym rozmieszczono porty dla naszych statków. Jest to też obszar – ocean, po którym one pływają, zdobywając dla nas punkty i dodatkowe możliwości. Zasady poruszania się okrętów różniących się załadunkiem, blokowanie portów przeciwnikom, a tym samym usuwanie ich statków z gry, ponownie nie jest tylko zwykłym położeniem żetonika, ale ciekawym mechanizmem wprowadzającym do gry dynamizm oraz negatywną interakcję. Gra w zasadzie zawsze jest inna i nigdy jeszcze nie skończyła się dla nas spokojnym złożeniem planszy, ale zawsze musimy sobie przedyskutować jej różne fazy, nasze dobre i złe ruchy lub tak po prostu, ponapawać się wygraną. Teraz można ją kupić za stosunkowo małe pieniądze, a patrząc na jej mechanikę, zawartość, wykonanie i śliczną oprawę graficzną, cena wydaje się wręcz bardzo niska w porównaniu, do masy innych wydawanych obecnie gier, które nie błyszczą zarówno pod względem zasad, jak i wyglądu.