Wpisy

#GramSłówKilka: Dolina Nilu

Lubię mieć w swojej kolekcji tytuły, w które może zagrać praktycznie każdy, a które u nas często są potrzebne w sytuacjach gdy znajomy/rodzina rzuca hasło „tyle gracie, to może coś pokażecie?”. Według mojej oceny, takie gry muszą charakteryzować się przede wszystkim dosyć krótkim czasem gry, łatwymi, nieprzekombinowanymi i szybkimi do wytłumaczenia zasadami oraz atrakcyjną formą. Po latach praktyki już wiem, że tego typu gracze nie oczekują od gier tego samego co większość z nas, czyli rozciągniętego w czasie wymagającego ćwiczenia umysłowego, gdzie po pewnym czasie widzimy już tylko mechanizmy i zasady, a forma przestaje mieć znaczenie, ale pragną emocjonującej, krótkotrwałej przygody z czymś ładnym dla oka, z modnym tematem, o którym się mówi i/lub który znają z dzieciństwa. „Dolina Nilu” to właśnie taki tytuł, który dodatkowo wyciągnę również w sytuacjach, kiedy brakuje nam czasu na rozłożenie bardziej czasochłonnej gry. Chyba każdy ma problemy z wolnym czasem, więc pewnie wiesz o czym mówię. Chociaż, czy to nie jest dziwne, że technologia rozwija się m.in. w celu ułatwienia nam życia i wyręczenia nas w pracach, a my zamiast mieć wolnego czasu więcej, mamy go mniej? Wróćmy jednak do planszówek. Czytaj więcej

Jorvik

Jorvik (Jórvík). Wikingiem być, czyli jak to mówią, od Karla do Jarla

Będę szczery i powiem otwarcie, że już od dawna nie jestem „wyznawcą Felda”. Prawdopodobnie jak większość miłośników eurogier na początku oszalałem na punkcie jego gier, ale moje uwielbienie przerwało pojawienie się „Rialto” (nie chcę o tym pisać…), a później już nic ponownie nie przekonało mnie do powrotu na suchą, feldowską drogę ku euroszczęściu. Za jego szczytowe osiągnięcie uważam „Trajana”, bardzo lubię „W roku smoka”, w „Zamki Burgundii” zagram, choć sam ich nie wyciągnę, ale jest jeszcze jedna gra, która za sprawą sprytnego mechanizmu utkwiła mi w głowie, ale do tej pory nie miałem okazji dołączyć jej do swojej kolekcji. Teraz za sprawą wydawnictwa Hobbity będę mógł to nadrobić, a przy okazji namówić do tego i ciebie. Mówię o „Mieście Spichrzów” („Die Speicherstadt”), które zostawiło w tyle nudne hamburskie nabrzeża, postawiło na uwielbianych ostatnio nordyckich wojowników i wraz z dodatkiem „Kaispeicher” zostało wydane jako „Jorvik„.

Czytaj więcej

Augustus cesarzem dobrej zabawy, czyli Bingo na rzymskich sterydach

Do tej pory Bingo kojarzyło mi się z zabawą amerykańskich emerytów i nie sądziłem, że będę mógł dobrze bawić się przy tego typu rozgrywce. Myślałem tak do czasu, aż na mojej drodze stanął Augustus. Choć mówię to z żalem, zapewne nie zostanę w swoim życiu amerykańskim emerytem, ale teraz przynajmniej już wiem co oni czują grając w swoją ulubioną grę.

Czytaj więcej

Tokaido, czyli 53 kroki do wygranej

Mało jest zapewne osób, którym Tokaido nie wpadło w oko podczas przeglądania ubiegłorocznych nowości w Essen. A wszystko to za sprawą oryginalnej oprawy graficznej, która pomimo czystej formy potrafi przyciągać, nie tylko graczy, jak najbardziej wyszukana, kolorowa produkcja Fantasy Flight Games. Białe, kwadratowe pudełko przyozdobione grafiką w japońskim stylu to prawdziwe „graficzne zen”. Gdyby Apple robiło gry planszowe to zapewne jedna z nich wyglądałaby tak jak Tokaido autorstwa Antoine Bauzy. Rozmieszczenie komponentów w wyprasce również podkreśla czystość formy i daje podobne odczucia jak przy kontakcie z produktami stworzonymi w Cupertino. Dla mnie Tokaido jest w ścisłej czołówce najładniejszych gier planszowych.

Czytaj więcej