Mur Hadriana. Wykreślany arkusz kalkulacyjny w czasach Piktów

O, super! Wykreślanka! Uwielbiam wykreślanki! Jeżeli taka reakcja towarzyszyła wieściom o polskiej premierze „Muru Hadriana”, a ten typ gier oceniany jest na podstawie wydanych do tej pory w Polsce tytułów, to konfrontacja z nim na żywo może nie każdemu się spodobać. Jest to pełnoprawna eurogra, która wprawdzie wykorzystuje akcesoria znane z typowych wykreślanek, ale na pewno nie zamierza być grą rodzinną i/lub przerywnikiem podczas towarzyskich spotkań. Lubisz pomóżdżyć? Chwytaj za ołówek! Ale najpierw może dokończ czytanie. Czytaj dalej

Cooper Island – wyspa obliczeniowa – po kilku rozgrywkach

Żeby odnaleźć się w zalewie nowości, wprowadziłem własny próg zwiększonego zainteresowania tytułami, których skala ciężkości w skali BGG wynosi 3+. O grach poniżej tej ciężkości czytam, ale ich brak nie spędza mi snu z powiek. Wiem, że nawet jak są dobre, to mało prawdopodobne, że zagrzałyby on u nas miejsce na stole na dłużej. Poniżej znajdziesz moje wrażenia po kilku rozgrywkach w „Cooper Island”, która ze swoją ciężkością 4,15 z marszu wpadła na moją bardzo krótką listę „must have”. Szczegółowe odkrywanie jej tajemnic, zostawię już tym wszystkim, którzy tak jak ja, z przyjemnością będą je poznawać. Dlaczego? Poniżej postaram się to wyjaśnić. Czytaj dalej

Black Angel. Sztuczna inteligencja to nie tylko Skynet. Przeżyjemy.

Nie wiem czy jestem właściwą osobą, która powinna pisać o „Black Angel„. Ten tytuł „kupił” mnie już klika lat temu, jeszcze zanim trafił do produkcji. Najpierw zobaczyłem zdjęcia wersji demo, potem poznałem autorów, fabułę, a dopiero na końcu mechanikę, która już wtedy wydawała się czymś ciekawym. Wszystko mi się w tym spodobało, chociaż przyznaję, że najmniej liczyły się tu nazwiska autorów, bo ja jakoś fanem „Troyes”, czy też „Tournay” nie jestem. Ta gra była od samego początku reklamowana jako coś, co zachwyci miłośników cięższych gier i trzeba powiedzieć, że tutaj reklamy nie kłamały.

Czytaj dalej

Fallout Shelter. Praca szuka człowieka

Myśląc o grach komputerowych zawsze wspominam „Fallouta”. Pierwsze dwie części mają już rangę kultowych. Trzecia taktyczna („Brotherhood of Steel”) chociaż przyjęta chłodniej przez fanów, jeszcze bardziej mnie pochłonęła i pokazała jaki typ gier będzie mi się podobać w przyszłości. Potem moje drogi z serią się rozeszły. W tamtym roku na chwilę zainstalowałem na komórce „Fallout Shelter”. Gra był inna od tego z czym kojarzył mi się „Fallout”. Ciekawa, ale nie na tyle, żebym się w nią zagrywał tak jak pozostałe miliony jej fanów. Nie sądziłem, że wrócę jeszcze do roli zarządcy Krypty, a na pewno nie w planszowych realiach. Czytaj dalej

Nanaki. Plemienna Bitwa Osad

Nie jestem wielkim fanem testowania niewydanych gier. Boję się, że taka gra mi nie podejdzie i niekoniecznie będzie warta poświęconego czasu. Z grami wydanymi jest lepiej, bo zawsze coś tam już o nich wiadomo. W przypadku demo mamy tylko zapewnienia autora, że gra jest super i na pewno będzie pan zadowolony. Na szczęście mam ten komfort, że nie muszę pisać o grach, które mi się nie podobają. Taki sobie przyjąłem już lata temu pomysł na blogowanie i tego się trzymam. Pisania nie traktuję jako zawód, dlatego nie czuję potrzeby pisania o wszystkim w co gram, a przede wszystkim pisania na siłę, bo niestety nie potrafiłbym pisać z przyjemnością o czymś co mi się nie podoba. Z „NanakiPiotra Piechowiaka nie mam w zupełności tego typu problemów. Gra wzięła mnie z zaskoczenia i pokazała, że mylą się ci, którzy twierdzą, że gry wykorzystujące znane mechanizmy nie mogą nic nowego zaoferować. Mogą, mogą, tylko trzeba odpowiednio dobrać składniki i we właściwych proporcjach je wymieszać.
Czytaj dalej