Vendors, czyli dostawcy, problemy i branża IT

Staram się omijać szerokim łukiem wszystkie gry robione na zamówienie lub stosowane do różnego rodzaju szkoleń. Niestety doświadczenie nauczyło mnie, że są to głównie tytuły o prostych mechanikach lub robione tylko w celu wydania kasy na jej stworzenie, przeważnie w ramach projektów UE.  Kiedy firma  Touk zapytała się mnie czy nie zechciałbym zagrać w ich grę Vendors, odpisałem bardzo asekuracyjnie, bo od razu wrzuciłem ją do wyżej wspomnianego worka.

Prawdopodobnie taki byłby mój koniec przygód z tym tytułem, gdyby nie przekonał mnie do zagrania w nią jej autor – Jan Madejski. Wprawdzie jest to gra na zamówienie, ale chciał ją zrobić nie tylko dla zaspokojenia potrzeb zamawiającego, ale również dla osób lubiących gry planszowe. I jak widać, skoro o niej teraz czytacie, to oznacza że mu się to udało.

W Vendors wcielamy się w role dyrektorów branży IT (information technology – technologia informacyjna), których celem jest pozyskanie jak największej liczby nowych klientów zarówno indywidualnych, jak i biznesowych. Wprawdzie mówi się, że w grach szukamy oderwania od codziennych problemów lub pracy, to jednak mnie jako informatyka/programistę, taki temat gry od razu bardziej przyciąga. Będąc elementem branży IT, chcąc nie chcąc jesteś prawie zawsze on-line.

SAMSUNG CSC

Jest to gra karciana, dlatego znajdziemy tu głównie karty, które umieszczono w zgrabnym i nie wypełnionym obficie powietrzem pudełku. Część z nich jest dołączona w dwóch wersjach językowych i od grających będzie zależało czy chcą grać po polsku, czy też zechcą podszkolić swój język angielski, tak bliski ludziom związanym z IT.

Jeżeli chodzi o jakość komponentów oraz oprawę graficzną, która nie męczy oczu i wpasowuje się w klimat gry, to trudno się tutaj do czegoś przyczepić. Ktoś odrobił dobrze zadanie domowe i gra została wydana jak typowe obecnie gry planszowe, wydawane przez branżowe wydawnictwa.

Nasza firma zaczyna od zera i oprócz chęci nie mamy praktycznie nic do zaoferowania. Jedyne czym dysponujemy to ograniczone możliwości finansowo-techniczne w postaci dwóch kart o niskich wartościach (1, 2) oraz zdolności do blefowania (0). A będzie nam ono przydatne, bo na rynku są przecież również inne firmy, patrzące łakomym wzrokiem na te same cele co my. Wprawdzie możemy z nimi walczyć przez podbijanie cen, ale korzystniej jest wykorzystać blef i wyprowadzić ich w pole niskim kosztem.

Areną naszej walki będzie rynek Dostawców, którzy oferują nie tylko różnego typu rozwiązania technologiczne, które my będziemy później wdrażać u naszych Klientów, ale również dostęp do  klientów. Oprócz zwykłych, na rynku jest jeden specjalny dostawca, tzw. Zwinny, który dysponuje bardziej ciekawymi rozwiązaniami niż pozostali, ale nigdy nie możemy być pewni co od niego otrzymamy. Jeżeli do pozostałych dostawców ustawiamy się po znane/widoczne zasoby, to u Zwinnego będziemy je brali w ciemno.

Brali, to oczywiście przedwczesny eufemizm, bo o każde rozwiązanie będziemy musieli najpierw powalczyć z konkurencją. Robimy to za pomocą kart na ręce, które wykładamy przed konkretnym Dostawcą i albo staramy się przebić pozostałych wysokim poziomem zainwestowanych zasobów (wartościami kart) lub będziemy blefować z wykorzystaniem wspomnianej wcześniej karty blefu. Jest to ważne ze względów taktycznych i ma na celu ukrycie naszych prawdziwych zamiarów.

SAMSUNG CSC

Agresywny udział w wyścigu technologicznym niesie za sobą nie tylko możliwość bolesnego odczucia porażki, ale również wystąpienia problemów technicznych w naszym przedsiębiorstwie, jakie możemy sprowadzić na siebie przez zainwestowanie największych zasobów i pozostawienie tym samym naszych firm bez nadzoru. Nagle natrafimy na brak wsparcia producenta oprogramowania, kluczowy członek IT odejdzie z naszego zespołu, poczujemy co znaczy zamknięty kod oprogramowania bez możliwości jego modyfikacji, zaleją nas dane (Big Data) lub po prostu staniemy przed koniecznością migracji systemu do nowej wersji, bo nasza oferta stanie się przestarzała. Problemy mają negatywny wpływ nie tylko na nasze zasoby, w tym finansowe, ale również na naszych klientów, zarówno tych obecnych, jak i przyszłych. Lepiej się ich więc wystrzegać.

Mając odpowiednie atuty w ręku (w przenośni i dosłownie), możemy odpuścić sobie walkę u dostawców i zająć się tym, co przyniesie nam zysk, czyli zdobywaniem klientów. Ważne, aby nie skupiać się tylko na jednym ich typie, ponieważ opieranie się tylko na klientach indywidualnych lub biznesowych, nie  przyniesie nam tutaj wygranej. W Vendors stawia się na rozkład źródeł dochodów, a docelowo i sukcesu. Dlatego tylko pary dwóch różnych typów klientów przynoszą nam punkty na koniec gry.

Pozyskując klienta musimy sobie zdawać sprawę, że to nie tylko kolejny krok ku bogactwu, ale również praca i próba zapanowania nad oprogramowaniem, które dla niego wdrażamy lub którym zarządzamy. Jeżeli nie będziemy stawiać na jednorodne oprogramowanie (jeden typ kart), to z dużym prawdopodobieństwem możemy spodziewać się wspomnianych już wcześniej problemów technologicznych.

Mechanicznie Vendors to gra polegająca na zagrywaniu pewnych układów kart z wykorzystaniem ich wartości. Nasze startowe możliwości są słabe i najpierw musimy odpowiednio rozbudować naszą infrastrukturę i zdobyć lepsze karty, zarówno jeżeli chodzi o ich wartość, jak i możliwości. Najlepsze zdobędziemy u dostawcy Zwinnego. Możemy je wykorzystać zarówno jako najwyższe karty w wyścigu technologicznym lub przy wdrożeniach, ale najważniejsze, że mogą one nam dawać stałą lub jednorazową pomoc w prowadzeniu naszego przedsiębiorstwa. Kto nie lubi obniżenia kosztów dzięki braku opłat licencyjnych lub rozwiązaniach open source, pomocy przy wdrożeniach specjalistów (asysta techniczna), użytkowania bardziej skalowalnych systemów oraz braku problemu przy renowacji systemu. Każda pomoc w zdobyciu jak największego rynku jest wskazana i pożądana.

SAMSUNG CSC

Vendors to interesująca gra nie tylko dla ludzi związanych z IT, ale tematycznie na pewno będzie im ona bardziej bliższa, ponieważ poczują najbardziej jej wszystkie smaczki. Pozostali albo czegoś się nauczą, albo po prostu, potraktują ją jako normalną grę o licytacji, blefowaniu, zdobywaniu i wykładaniu kart na potrzeby zdobycia kolorowych kosteczek. W każdym przypadku będziemy zadowoleni.

Gra była robiona na zamówienie i nie powinniśmy się po niej spodziewać ciężkości rodem z Le Havre, bo przecież nie do takiego typu graczy jest ona skierowana, ale nie jest to gra banalna. W dodatku udało się w niej pokazać problemy jakie można napotkać w branży IT, czego można się spodziewać przy szybkich, agresywnych lub nieprzemyślanych decyzjach oraz jakie zyski i straty się z tym wiążą.

W grze, podobnie jak w rzeczywistości, nie możemy być wciąż bierni, ale w miarę jak najszybciej musimy zacząć pozyskiwać klientów w dodatku różnych, bo bez nich cała nasza praca związana z rozwojem własnej infrastruktury nie ma sensu. Gdzie my tracimy, tam zyskuje konkurencja i zastosowany w grze mechanizm Lidera rynku dobrze to obrazuje. Otrzymanie/pozyskanie przez przeciwnika co turę bonusowego klienta potrafi zaboleć. Dodajmy do tego rzeczywiste problemy techniczne, wady, niespójność systemów, ciągłą walkę z konkurencją z wykorzystaniem wszystkich dostępnych środków i gra okazuje się ciekawym tytułem, którym warto się zainteresować nie tylko będąc częścią szeroko pojętego rynku IT.

Jeżeli wszystkie gry na zamówienie będą robione na takim poziomie, to na pewno zmienię o nich zdanie, ale na razie polecam przynajmniej wypróbować Vendors.

SAMSUNG CSC SAMSUNG CSC SAMSUNG CSC SAMSUNG CSC SAMSUNG CSC SAMSUNG CSC SAMSUNG CSC SAMSUNG CSC SAMSUNG CSC SAMSUNG CSC

  • Stanisław Juźwicki

    OMG, jakie znajome klimaty :) Można to gdzieś kupić / dostać?

  • NeuroZnadPlanszy

    Tak sobie myślę, czy warto kupić grę o swojej pracy :)
    W sumie jak trzeba wyjaśnić kumplom co robisz to bywa, że problem, więc moze choćby po to aby zademonstrować.
    Chyba, że macie jakieś przeciwskazania – jak nie to biorę, sla na odpowiedź 8h/8h

    • Stanisław Juźwicki

      Nie wiem, czy chciałbym znajomych wgłębiać w te tematy aż tak bardzo :)

      …ale jak widzę karty w stylu „Zamknięty kod źródłowy” albo „Roczne opłaty licencyjne”, to mi się gęba śmieje.

    • Ja z tym nie mam problemów, bo aż takich traumatycznych przeżyć w robocie nie mam, żebym nie mógł się przy tym nie bawić. Jak toś ma, to może lepiej pomyśleć lepiej o zmianie roboty – gry związane z pracą mogą być takim testem :) Zresztą co mają powiedzieć tacy dyrektorzy fabryk, kupcy, rolnicy, królowie, wodzowie/dowódcy/żołnierze … oni pod takim względem, mieliby trudności z bardzo dużą liczbą gier :)