Minerały. Logika zamknięta w pięknie plastiku

„Minerały” miały tyle samo szczęścia, co i pecha. Najpierw nikomu nie znanej autorce udało się zainteresować wydawnictwo swoim pomysłem, a wiadomo, że takim twórcom nie jest łatwo to osiągnąć, a później to wydawnictwo spektakularnie przestało istnieć. Na szczęście jeszcze na etapie dopracowania gry była ona pokazana graczom, a że się nią zachwycili, to pomysł nie zaginął w mrokach planszowej historii i zostanie wydany przez inne wydawnictwo – IUVI Games. Historia skomplikowana, ale sama gra i jej zasady są całkowitym zaprzeczeniem takiej zawiłości. Ogólny pomysł poruszania się jest znany z hitu jakim niewątpliwie w swoim czasie była gra „Hej! To moja ryba”, ale dodatkowe elementy wprowadzone w zasadach, sprawiły, że gra nabrała głębi i stała się tytułem bardziej wymagającym, zachowując jednocześnie swoistą lekkość. Dodatkowo ma wyjątkowe komponenty, które od razu przyciągają wzrok i długo cieszą oko podczas samej rozrywki. Jeżeli nie stronisz od gier logicznych lub chcesz je poznać, to zapraszam do dalszej lektury.

Opisana w tekście gra w wersji przedprodukcyjnej/demo (nie ostatecznej, sprzedażowej) została przekazana przez wydawnictwo IUVI Games.

Pudełko „Minerałów” to pudełko z błyskotkami. Zapewne zdjęcia tego nie oddają, ale ja jestem kiepskim fotografem. Zawartość naprawdę przyciąga wzrok każdego, bo chyba nie było jeszcze w grach tak ciekawie wyglądających komponentów. Dodatkowo widoczna wszędzie biel, na pudełku, kartach, żetonach podkreśla tylko ich wyjątkowość. Wszystko tu jest po prostu ładne, ale podane w sposób wysmakowany. Magdalena Śliwińska, projektantka nie tylko mechaniki gry, ale jej całego aspektu wizualnego, zajmuje się szeroko pojętą grafiką i jej artystyczną duszę czuć w każdym elemencie gry. Podobny „spokój odbioru” czułem jeszcze tylko w „Tokaido”. Jest to coś innego niż to, co zazwyczaj dostarczają w warstwie graficznej inne planszówki i bardzo mi się to podoba.

Resztę już sobie zobaczysz na zdjęciach, a my przejdźmy do najważniejszych elementów gier planszowych, czyli ich mechanik oraz reguł gry. Tak jak już pisałem, tutaj bardzo szybko odnajdą się osoby, które grały wcześniej w „Hej! To moja ryba”. Sposób i cel poruszania się po planszy, która też może budzić skojarzenia z tym tytułem, jest podobny, ale nie jest to jakaś kalka mechaniki i uwzględniając szczegóły zasad „Minerałów”, dostaniemy tutaj grę bardziej złożoną, ale elegancką mechanicznie i wciąż łatwą do wytłumaczenia.

Minerały zbiera się na początku ruchu za po mocą specjalnego pionka – przyssawki, który bardzo dobrze sprawdza się pod względem technicznej obsługi gry. Wyciąganie minerału z planszy (układa się ją losowo na początku gry), bez takiego udogodnienia byłoby uciążliwe i zapewne często prowadziłoby do niepotrzebnego przestoju. A tak, jednym ruchem podnosimy zassany żeton i szybko możemy rozpatrywać kolejne kroki naszej fazy gry.

Każdy z pięciu kolorów minerałów wyznacza dokładną liczbę pól, które musisz pokonać po prostej zaraz po wyciągnięciu tego minerału. Podczas ruchu możesz minąć minerał zajęty przez innego przeciwnika, ale nie możesz na takim polu zakończyć ruchu. Oczywiście nie możesz również zakończyć tego ruchu na polu pustym (dziurze), ale możesz taką pojedynczą dziurę (jedno pole – brak jednego minerału) pokonać/przeskoczyć podczas wykonywania ruchu. Każdy nieprawidłowy ruch jest karany utratą kolejki oraz utratą podniesionego przed jego wykonaniem minerału, który zamiast standardowo trafić do skarbca gracza, trafia do banku – worka, a gracz musi zacząć grę w innym miejscu, które sam wybiera pod warunkiem, że musi to być biały minerał.

Najważniejsze decyzje zapadają tutaj przed wykonaniem ruchu, ponieważ to gdzie skończysz, będzie w dużej mierze wyznacznikiem tego jaki będzie twój następny ruch. Wprawdzie masz sześć kierunków do wyboru, ale kolor ostatniego minerału w ruchu wyznacza odległość jaką będziesz mógł przejść, a tym samym na jakim minerale skończysz. Na początku gry, kiedy plansza jest duża, a gracze są prawdopodobnie w dużej odległości od siebie nie stanowi to problemu, ale wraz z przebiegiem gry kiedy plansza się zmniejsza, sytuacja się zmienia i coraz trudniej wykonać dozwolony ruch, a jak wiemy,  gdy nie możemy wykonać ruchu, to tracimy minerał, z którego startowaliśmy, a to boli.

Tutaj warto wspomnieć po co właściwie je zdobywamy. Oczywiście dla punktów. Tutaj nie ma filozofii i wszystko jest jasne. Tyle ile kroków można wykonać startując z minerału o danym kolorze, tyle punktów jest on wart na koniec gry. Im bardziej rzadki minerał (mniejsza liczba żetonów), tym jest on bardziej cenny.

Minerały są wartościowe same z siebie, ale lepiej je wymienić na „związki”, czyli specjalne zestawy (określona liczba i kolor minerałów), które w postaci kart są widoczne obok planszy (zawsze cztery karty). Suma wartości poszczególnych minerałów jest mniejsza niż punkty za zestaw złożony z tych samych żetonów, dlatego warto ruchy planować właśnie w celu zdobycia odpowiednich elementów zestawu. Czasami lepiej szybko zdobyć, wydawać by się mogło, te mniej wartościowe minerały i wymienić je na punkty z zestawu, niż długo starać się dotrzeć do minerałów wysokopunktujących samodzielnie. Oczywiście nie ma gwarancji, że ktoś cię nie wyprzedzi i nie zdobędzie tego związku wcześniej, ale dzięki temu gra nabiera cech wyścigu, co dodaje jej trochę sportowego zacięcia i ducha wyścigowej rywalizacji. Nie jest to oczywiście przez to gra sportowa, ale lekka forma wyścigu jest tu wyczuwalna.

Zestawy urozmaicają zasady poruszania się i zdobywania minerałów, bo umówmy się, że gdyby gra polegała tylko na tym, to na dłuższą metę pewnie szybko by się to znudziło. Rywalizacja robi tutaj swoje, a dodatkowo skład zestawu wymusi na tobie nie zawsze oczywiste wybory kierunku poszukiwań określonych typów minerałów.

Drugim elementem wnoszącym do gry podobnego rodzaju zmiany w odbiorze gry są narzędzia. W grze może ich być pięć, ale z racji, że karty są dwustronne, to startowy zestaw nie zawsze musi być taki sam. Narzędzia nie tylko są dostępne dla każdego gracza, ale też nie zużywają się. Jedyne co musisz zrobić, aby z nich skorzystać (jeden typ narzędzia na turę) to opłacić ich koszt w minerałach. Każde narzędzie trzeba opłacić innym kolorem minerału, które nie mogą być potem wykorzystane do zabrania karty zestawu, na koniec gry przynoszą po jednym punkcie ujemnym za każdy minerał, ale dostaniemy za nie punkty podliczając minerały samoistne. Są one warte po prostu o jeden punkt mniej.

Jak to bywa w tego typu rozwiązaniach, każde z narzędzi w jakiś sposób wpływa/zmienia zasady standardowe gry i w jakimś stopniu nam pomaga. Warto z nich korzystać, nawet pomimo punktów karnych, bo ich koszt często jest o wiele mniejszy niż korzyści, które dzięki nim osiągamy.

W „Minerałach” można znaleźć troszeczkę negatywnej interakcji, ale przed jej opisaniem muszę wcześniej wspomnieć o odcinaniu fragmentów planszy-układu. Jak sobie na szybko zwizualizujesz mechanikę ruchów pionków, to zobaczysz, że w pewnym momencie może dojść do sytuacji, że zabranie jednego minerału spowoduje podział planszy na części (brak elementu łączącego). Jeżeli na pozostawionym fragmencie nie ma innego piona, to wtedy tworzące go minerały są odrzucane, a ty zachowujesz sobie na pamiątkę minerał o najmniejszej wartości. Chyba, że masz Łopatę, bo wtedy możesz sobie wybrać, który minerał cię interesuje. Nie musi to być ten najbardziej wartościowy – pamiętaj o zestawach.

Jeżeli jednak na powstałym fragmencie jest innych gracz, to wtedy nie zostaje on „rozłożony”, ale gra trwa dalej na normalnych zasadach. I tutaj dochodzimy do tej minimalnej negatywnej interakcji, bo możesz tak pokierować swój szlak wydobywczy, żeby odciąć przeciwnika na jakimś nie tylko mało atrakcyjnym skrawku, ale na takim, który bardzo szybko spowoduje wykonanie przez niego niedozwolonego ruchu, co jak już wiemy skutkuje utratą kolejki, a co najważniejsze – stratę minerału początkowego. Ja wiem, że to taka trochę naciągana negatywna interakcja, bo nie zawsze warto się na tym skupiać i gra na pewno nie jest tego typu tytułem, ale kilka razy mi się to udało świadomie zrobić i to bez ponoszenia jakichś strat.

„Minerały” to nie jest gra dla wszystkich i jeżeli nie lubisz w planszówkach logicznego podejścia do rywalizacji, to nie daj się skusić ładnym wyglądem komponentów. Bez mocnego zaangażowania wyobraźni klimatu tutaj nie uświadczysz, a i bardzo ciężkich wyzwań umysłowych tutaj na próżno szukać. Na szczęście to jedyne słabe strony tego tytułu, które zresztą mogą w ogólne nie zaistnieć jeśli grający od początku będą wiedzieli do jakiego typu graczy jest ona skierowana.

Ja na swój użytek określam takie gry jak „Minerały” jako R+, czyli bardziej zaawansowana gra rodzinna. I nie jest to żadna ujma dla gier, które wrzucam do tej kategorii, bo tak naprawdę jest to największa grupa grających. Gra „Minerały” na pewno się wśród nich szybko odnajdzie, bo posiada ona wszystkie cechy tytułu, który może szybko się spodobać. Nie mówię tu tylko o warstwie wizualnej, bo do tego dochodzą jeszcze łatwe i szybkie do wytłumaczenia zasady; mechaniki, które szybko się rozumie i stara wykorzystać oraz elementy, które sprawiają, że gra nigdy nie jest taka sama, a co niewątpliwie wpływa na wydłużenie czasu zainteresowania nią.

Dzięki temu wszystkiemu grający mogą nawet nie zauważyć, że wciągnęli się w grę logiczną, która jak wiemy jako gatunek, nie zawsze jest pierwszym pomysłem dla niezaawansowanych graczy. Zaawansowani wiedzą, że właśnie gry logiczne, często abstrakcyjne, są tytułami, które potrafią bardziej rozgrzać szare komórki niż niejedna kolorowa gra ekonomiczna/strategiczna, a co najważniejsze, podszkolić nasze logiczne podejście do rozwiązywania problemów. Jest istotne nie tylko jeżeli chodzi o gry planszowe, ale również bardzo często pomaga w życiu codziennym i tutaj planszówki pokazują, że potrafią nie tylko bawić, ale również uczyć.