Wpisy

„Catan: Pojedynek”. Lubisz „Catan”? Ja nie, ale pojedynku nie odmówię

Patrząc po moim roczniku, to w zasadzie pochodzę z pokolenia „Wsiąść do pociągu” i „Osadników z Catanu”, czyli gier – klasyków, które do pory są polecane jako idealne tytuły na rozpoczęcie przygody z grami planszowymi. Ja jednak planszówki tak naprawdę pokochałem dzięki „Neuroshimie Hex”,  „Pociągi” lubię, chętnie zagram, choć szału nie ma, ale „Osadników z Catanu” (obecnie jest to po prostu „Catan”) obchodziłem szerokim łukiem. Jakoś nie czuję emocji jakie im towarzyszą, choć oczywiście mam dla nich szacunek za to co zrobili dla gier planszowych. I tak by pewnie pozostało, gdybym na swojej drodze nie spotkał wariacji w postaci karcianej, w tym tej dla dwóch osób. W życiu kieruję się zasadą, że wszystkiego trzeba spróbować i nie należy ograniczać się uprzedzeniami. Dzięki takiemu podejściu mogę już teraz powiedzieć, że gram w „Catana” jak inni i dobrze się przy tym bawię. Oczywiście, jeżeli lubisz serie, to zapewne do tej wersji nie będę musiał cię długo przekonywać, ale i tak zobacz co takiego fajnego widzę w „Catan: Pojedynek„.

Czytaj więcej

Wydajemy „This War of Mine: The Board Game”. Wywiad z Michałem Walczakiem-Ślusarczykiem z wydawnictwa Galakta oraz ze współautorem gry – Jakubem Wiśniewskim

Angielskojęzyczne egzemplarze „This War of Mine: The Board Game” docierają do graczy. Sam miałem przyjemność mieć w ręce taki egzemplarz i czułem, że trzymam w ręce coś wyjątkowego. Ze wcześniejszych moich wywiadów mogłeś się dowiedzieć co przyświecało twórcom (Michał Oracz i Jakub Wiśniewski) podczas jej tworzenia, a dzisiaj chciałbym ci zdradzić tajniki produkcji tej gry. Najlepszym przewodnikiem po tym temacie będzie Michał Walczak-Ślusarczyk z wydawnictwa Galakta, które odpowiada nie tylko za polskie, ale również i obcojęzyczne wydania „This War of Mine: The Board Game”. Czas więc na pytania.

Czytaj więcej

„Imhotep”. Inżynierowie z egipskiej budowy

Mamy już nowy rok i znając życie już niedługo o grach ubiegłorocznych będziemy pisali, że są stare. Niestety. Czy tego chcemy, czy nie, ale zalew nowych tytułów odbija nam się coraz częściej czkawką i o niektórych grach nie mówi się wcale lub mówi się mało. Jedną z nich jest „Imhotep”, która trafiła do mnie pod koniec roku. Całe szczęście, że udało mi się o niej wspomnieć przynajmniej podczas ostatnich Rozmów.ZP i dzięki temu sumienie mam trochę spokojniejsze. Jest to jednak jedna z lepszych gier, w jakie miałem przyjemność zagrać w roku 2016, dlatego żeby całkowicie je uspokoić muszę napisać o niej coś więcej. Jeszcze jedna uwaga przed lekturą: można się przy niej rozgrzać. Wprawdzie nie dzieje się to za sprawą ciepła bijącego z jej egipskiego klimatu (tutaj raczej głowa działa na zasadzie grzałki przepływowej), ale i tak warto się nią zainteresować, bo za oknem raczej gorącego słońca teraz nie uświadczysz.

Czytaj więcej

„Star Wars: Przeznaczenie”. Star Wars + kości = WM

Na wstępie może od razu zdradzę mój mały sekret. Boję się gier LCG i ogólnie gier kolekcjonerskich. Znam siebie. „Netrunner” pokazał mi, że jak bardzo łatwo wpaść mi w szał zakupowy związany z tego typu grami. Niby wszystko dostajemy już złożone i można takimi zestawami grać bez problemu, ale zawsze gdzieś tam pod czaszką zapala się lampka związana z zakupami i chęcią posiadania kolejnego, kolejnego i jeszcze jednego zestawu, żeby tylko bardziej podkręcić swoją talię i zwiększyć jej możliwości. Dlatego szerokim łukiem obchodziłem karciankę „Gwiezdne Wojny LCG”, bo wiedziałem, że jeżeli z cyberpunkiem udało mi się wyrwać z nałogu, to już ze starwarsami tak łatwo nie będzie. Przecież to moje ukochane Gwiezdne Wojny! Kiedy w LCG mamy jeszcze wiedzę co kupujemy w zestawach, to przy CCG (kolekcjonerskie gry karciane) ocieramy się o czystą loterię i na pierwszy rzut oka tylko szaleniec z dużym zasobem funduszy chciałby inwestować w grę w takim formacie. „Star Wars: Przeznaczenie” to może nie do końca CCG z definicji, bo są tu też kości, ale to wciąż gra kolekcjonerska tego typu, z którą ja przegrałem. Bądź więc świadkiem jak kości i zakorzeniona od najmłodszych lat miłość do Gwiezdnych Wojen zdruzgocze moją silną, wydawałoby się, wolę.
Czytaj więcej

„Bramy Arkham”. Dodatek, przez który musisz poznać całą serię „Znaku Starszych Bogów”

Czas na prawdę. Nie jestem fanem gier z serii „Horror w Arkham”. Nie mam zbytniego parcia na poznanie „Eldritch Horror”, no dobrze, chętnie poznam go ze zwykłej hobbystycznej ciekawości, ale na pewno nie spędzę kolejnych godzin w „Posiadłości szaleństwa” i nikt nie skusi mnie do zagrania ponownie w „Horror w Arkham”, co w moim przypadku sprowadzało się do n-tego rozpatrywania kolejnej wersji zdarzenia „bla, bla, bla zginąłeś” lub „zginąłeś bla, bla, bla”. Jesteś pewnie trochę zdziwiony tym wyznaniem w kontekście tytułu tego wpisu, ale daj mi jeszcze szansę, bo jest jeden tytuł z tego uniwersum, do którego z miłą chęcią zasiadam. Jest nim właśnie „Znak Starszych Bogów„. Niedawna premiera drugiego dodatku jest bardzo dobrym powodem do poznania tej gry.

Czytaj więcej

Andromeda. Statek pełen tajemnic.

Jan Zalewski po tegorocznych dwóch premierach swoich gier stał się moim planszówkowym Guyem Ritchie. Podobnie jak jego produkcje można łatwo rozróżnić spośród innych filmów, tak gry Janka posiadają specyficzne mechanizmy związane z akcjami dostępnymi w grze. O „CVilizacjach” możesz przeczytać na innych blogach ZP, a ja zapraszam na podróż po odległej galaktyce, gdzie kilka obcych ras napotkało na swojej drodze tajemniczy statek kosmiczny – „Andromedę„.

Czytaj więcej

X-Wing: Przebudzenie Mocy. Kosmiczny bitewniak prawie dla każdego

Gwiezdne Wojny to część mojego życia. Oglądałem jak tylko była okazja każdą część sagi (pogodziłem się już nawet z załamującym Jar Jar Binksem), zbierałem figurki (kiedyś wygadały one tak), wycinałem zdjęcia i obklejałem ściany swojego pokoju plakatami. Gwiezdne Wojny wciągnęły mnie w swoje uniwersum w sposób całkowity w dzieciństwie, a obecnie miłość ta wciąż trwa i ma się bardzo dobrze. I wciąż są chwile kiedy potrafi mnie coś zaskoczyć w tym temacie. Serię „X-Wing” do tej pory omijałem szerokim łukiem, bo nie widziałem siebie jako pilota kosmicznych myśliwców. Gry planszowe to jedno, ale bitewniaki? Miło być zaskoczonym, a jeszcze milej zostać zaskoczonym przez produkt związany z Gwiezdnymi Wojnami. Uwaga, nadlatują myśliwce z „X-Wing: Przebudzenie Mocy„.

Czytaj więcej

Przed premierą: Lords of War: Władcy Wojny – Orkowie kontra Krasnoludy

Kickstarter to obecnie również wylęgarnia gier planszowych. Współczuję graczom bez silnej woli zakupowej. Na początku starałem się śledzić wszystkie nowe tytuły, które się tam pojawiały, ale w pewnym momencie nawet taki maniak nowości jak ja, musiał powiedzieć sobie pas. Zaglądam tam teraz tylko od czasu do czasu. Jedną z gier, której kampania przez to mi uciekła, była „Lords of War„. Na szczęście teraz, dzięki wydawnictwu Galakta mogę nadrobić zaległości. Tak jest, Władcy Wojny przemówią do nas po polsku i warto się ku nim pochylić, bo to bardzo sprytna gierka.

Czytaj więcej

Star Wars: Imperium vs Rebelia – czasami klimat jest zbyteczny

Na grę trafiłem dosyć przypadkiem, robiąc noworoczne zakupy. Wprawdzie wiedziałem, że ma być wydana, ale spodziewałem się czegoś wielkości typowego dużego pudła – kwadraciaka, a tu proszę, pełne zaskoczenie – małe zgrabne pudełeczko. Niezrażony rozmiarem  postanowiłem kupić ją jako pierwszy planszówkowy zakup w 2015 roku. Jeżeli wszystkie gry okażą się równie dobre jak ta, to czeka mnie bardzo dobry rok. Przynajmniej pod względem grania.

Czytaj więcej

Warhammer 40K: Podbój – okiem aparatu (unboxing) i zwykłego gracza

Jeżeli zadacie mi pytanie, który popkulturowy świat naprawdę mnie kręci, to niestety nie odpowiem, że Star Wars lub Cyber Punk, ale właśnie Warhammer 40 000. Uwielbiam jego gotycki klimat, połączenie średniowiecznego rycerstwa z rozwiniętą technologią, pompatyczność i różnorodność ras, które tak bardzo ewaluowały od czasu ich narodzin w świecie fantasy, do czasów  przyszłych, a nawet bardzo przyszłych, bo 40000 rok naszej ery, to przyznacie sami, data bardzo odległa. Zagmatwane historie, brutalna walka o władzę, ale też proste prawdy o honorze, dumie i odwadze. To właśnie świat, który mi najbardziej odpowiada. Wprawdzie moja wiedza o nim swoje początki ma w grach komputerowych, a nie w wolnym od prądu RPG lub grach bitewnych, to i tak z utęsknieniem czekałem na tytuł, który pozwoli mi choć na chwilę poczuć ten klimat w planszówkowych realiach. Wiem, że było już kilka prób jego przeniesienia do naszego hobby, ale to dopiero W40K: Podbój spełnił moje oczekiwania. I chwała za to Imperatorowi!

Czytaj więcej