Wpisy

Century: Korzenny Szlak

Century: Korzenny Szlak. Zapachu przypraw tu mało, ale i tak się zakochasz

Podkreślałem to nie raz: w grach liczy się dla mnie klimat. Nie jest jednak prawdą, że pomijam w nich mechanikę. Po prostu, nie ma sensu pisać o sprawach oczywistych. Zakładam, że każdy kto lubi gry planszowe wie, że nie istnieje dobra gra bez dobrej mechaniki. Wprawdzie najbardziej lubię te, które sprawnie łączą warstwę fabularną, mechaniczną i graficzną, czyniąc z niej sprawnie działający organizm, który jest ucztą dla oka, wyobraźni i umysłu, ale czasami zdarzają się wyjątki, obok których nie mogę przejść obojętnie pomimo niezaspokojenia tych trzech wypadkowych. Jedną z nich był i wciąż jest „Splendor”, o którym pisałem zanim na naszym rynku pojawił się on w wersji polskiej. Już wtedy wróżyłem mu sukces i jak się okazało, nie pomyliłem się.

Wprawdzie gra jest tak naprawdę przede wszystkim bardzo sprawnie działającym mechanizmem, który został ubrany w ładne szaty, ale przy tym jest wyprana z klimatu, o czym zresztą od samego początku mówił jej autor i wydawnictwo. Jak widać, nawet wtedy gdy nie dostaniesz wszystkiego czego oczekujesz, to zawsze możesz trafić na grę, która potrafi zaskoczyć i chwycić za serce. Tak, bardzo lubię „Splendor” i wspomnienie o sercu jest tu na jak najbardziej na miejscu.

Do tej pory nie sądziłem, że spotkam na swojej drodze tytuł, który wywoła we mnie podobne emocje i zacznie konkurować z moim faworytem z katalogu „gier dla wszystkich i na każdą okazję”, do momentu gdy nie zagrałem w „Century: Korzenny Szlak„. Błyskawicznie między nami zaiskrzyło i od razu wiedziałem, że nasza znajomość potrwa bardzo długo.

Czytaj więcej

Ekspres VI: Martwa Zima: Gra rozdroży

Niestety, wyciągniecie „Martwej zimy” w ten upalny dzień nie zadziałało tak jak byśmy tego chcieli i chłodniej się nie zrobiło. Na szczęście pozostała nam przyjemność poznania gry przygodowej, która zabrała nas w zapomniane przez świat miejsce, oblegane przez armie żywych trupów. Chęć konsumpcji naszych bohaterów można było wyraźnie wyczytać z ich martwych oczu.

Czytaj więcej

Strife: Legacy of the Eternals. Kiedy wiem wszystko o moim przeciwniku.

W planszówkach również panuje moda i zmienność stylów jest tutaj odczuwalna. Przeżyliśmy fascynację mechaniką opartą o budowanie talii kart, potem powróciły do łask kości, a ostatnio coraz częściej możemy natknąć się na gry, które opierają się na małej liczbie komponentów. Okazuje się, że takie gry mogą być również interesujące bez udziału tony drewna i papieru. Strife: Legacy of the Eternals dodatkowo chce nam jeszcze udowodnić, że gra, w której wiemy prawie wszystko o przeciwniku może zachwycić dzisiejszego miłośnika nowoczesnych gier planszowych.

Czytaj więcej