Gejsze (Hanamikoji). Wielka moc małej gry

Czy dopadła cię kiedyś myśl, żeby zaprojektować grę? Głupie pytanie. Oczywiście, że tak. Prawdopodobnie każdy przez to przeszedł lub przejdzie, to tylko kwestia czasu. W takich sytuacjach w głowach pojawiają się pomysły na skomplikowane i wyrafinowane mechaniki połączone z bogactwem komponentów. Tak właśnie dla większości z nas wygląda przepis na dobrą grę. Tylko czy faktycznie muszą one tak wyglądać? Okazuje się, że nie, a dowodem na to jest coraz większa popularność gier minimalistycznych, które potrafią wywołać takie same pokłady zadowolenia co ich więksi (i to dosłownie) członkowie rodziny. Tylko nie wyciągaj pochopnych wniosków, że takie gry łatwiej zaprojektować. Mam wrażenie, że nawet wręcz przeciwnie, bo o wiele prościej namalować dzieło sztuki posługując się całą paletą barw, niż robiąc kilka pociągnięć pędzla, używając tylko kilka kolorów farb. A jednak jest to możliwe i co pewien czas pojawia się tytuł, który elektryzuje rynek i pokazuje geniusz takich właśnie gier. Jedną z jest są „Gejsze”, które świat zna jako „Hanamikoji”.

Czytaj więcej

Przed premierą: Słowny Ninja. Zostań mistrzem Słowa

Gry słowne to najskuteczniejszy sposób przyciągania osób w średnim wieku lub nawet starszych do nowoczesnych gier planszowych. Osób, które do tej pory nie miały z nimi kontaktu. Czasami ciężko jest im wytłumaczyć czym obecnie są planszówki, bo przecież osoby te zatrzymały się na „Chińczykach” czy klonach „Monopoly”. Większość z nich jednak na pewno będzie kojarzyć „Scrabble”. Najpopularniejsza gra słowna, w którą nawet jeśli ktoś nie grał, to przynajmniej wie o co w niej chodzi,  a to jest bardzo dobry punkt wyjścia do poznania innych gier o podobnej mechanice, a później kolejnych ich typów. Lepiej odwoływać się do czegoś, co ktoś już zna, niż rozpływać się nad wspaniałością rzeczy, które dla odbiorcy są pojęciem abstrakcyjnym. Tak, gry słowne są bardzo dobrym pomostem łączącym grających z niegrającymi. Od lat namawiam polskie wydawnictwa na wydanie zagranicznego hitu jakim jest gra „Paperback„, ale jak do tej pory nikt się nie skusił, a szkoda. No nic, wciąż czekam. Ten tekst nie jest jednak o moich marzeniach, ale o grze, której się udało i już niedługo będzie miała swoją premierę. Najnowsza gra Łukasza „Wookie” Woźniaka – „Słowny Ninja” ma szansę zostać twoim instruktorem wykorzystania liter alfabetu jako potencjalnej broni do słownej walki z każdym typem przeciwnika. Czas więc rozpocząć drogę Słownego Ninja…

Czytaj więcej

Znak Starszych Bogów: Omeny Lodu. Zapomnij o wiośnie

Gdy zaczynaliśmy grać w najnowszy dodatek do „Znaku Starszych Bogów” za oknem świeciło słońce, a zielone i ciepłe dni wyraźnie mówiły, że zawitała do nas wiosna. Jednak kiedy zaczynałem pisać ten tekst, pogoda zdecydowanie postanowiła pokazać swoją drugą stronę, a zasypany śniegiem o poranku taras był dla mnie znakiem, że dzieje się coś dziwnego. Gdzieś tam z tyłu głowy pojawiło się pytanie, czy nasza walka z Przedwiecznymi na skutej lodem Alasce jest przyczyną nawrotu zimy? Co zrobiliśmy źle? Gdzie popełniliśmy błąd podczas prób przeciwdziałania mrocznym rytuałom, że pradawne, oblodzone macki zaczęły przenikać do naszej rzeczywistości, a my sami stajemy się powoli ich ofiarami. Nie wiem czy mam prawo w takiej sytuacji namawiać kogoś do poznania tajemnic „Omenów Lodu”, ale być może to ostatnia szansa na poznanie tego dodatku, zanim cały świat pokryje się białą i tylko z pozoru cichą i spokojną warstwą puszystego śniegu. Gdzieś tam czai się Zło…

Czytaj więcej

Century: Korzenny Szlak

Century: Korzenny Szlak. Zapachu przypraw tu mało, ale i tak się zakochasz

Podkreślałem to nie raz: w grach liczy się dla mnie klimat. Nie jest jednak prawdą, że pomijam w nich mechanikę. Po prostu, nie ma sensu pisać o sprawach oczywistych. Zakładam, że każdy kto lubi gry planszowe wie, że nie istnieje dobra gra bez dobrej mechaniki. Wprawdzie najbardziej lubię te, które sprawnie łączą warstwę fabularną, mechaniczną i graficzną, czyniąc z niej sprawnie działający organizm, który jest ucztą dla oka, wyobraźni i umysłu, ale czasami zdarzają się wyjątki, obok których nie mogę przejść obojętnie pomimo niezaspokojenia tych trzech wypadkowych. Jedną z nich był i wciąż jest „Splendor”, o którym pisałem zanim na naszym rynku pojawił się on w wersji polskiej. Już wtedy wróżyłem mu sukces i jak się okazało, nie pomyliłem się.

Wprawdzie gra jest tak naprawdę przede wszystkim bardzo sprawnie działającym mechanizmem, który został ubrany w ładne szaty, ale przy tym jest wyprana z klimatu, o czym zresztą od samego początku mówił jej autor i wydawnictwo. Jak widać, nawet wtedy gdy nie dostaniesz wszystkiego czego oczekujesz, to zawsze możesz trafić na grę, która potrafi zaskoczyć i chwycić za serce. Tak, bardzo lubię „Splendor” i wspomnienie o sercu jest tu na jak najbardziej na miejscu.

Do tej pory nie sądziłem, że spotkam na swojej drodze tytuł, który wywoła we mnie podobne emocje i zacznie konkurować z moim faworytem z katalogu „gier dla wszystkich i na każdą okazję”, do momentu gdy nie zagrałem w „Century: Korzenny Szlak„. Błyskawicznie między nami zaiskrzyło i od razu wiedziałem, że nasza znajomość potrwa bardzo długo.

Czytaj więcej

Jorvik

Jorvik (Jórvík). Wikingiem być, czyli jak to mówią, od Karla do Jarla

Będę szczery i powiem otwarcie, że już od dawna nie jestem „wyznawcą Felda”. Prawdopodobnie jak większość miłośników eurogier na początku oszalałem na punkcie jego gier, ale moje uwielbienie przerwało pojawienie się „Rialto” (nie chcę o tym pisać…), a później już nic ponownie nie przekonało mnie do powrotu na suchą, feldowską drogę ku euroszczęściu. Za jego szczytowe osiągnięcie uważam „Trajana”, bardzo lubię „W roku smoka”, w „Zamki Burgundii” zagram, choć sam ich nie wyciągnę, ale jest jeszcze jedna gra, która za sprawą sprytnego mechanizmu utkwiła mi w głowie, ale do tej pory nie miałem okazji dołączyć jej do swojej kolekcji. Teraz za sprawą wydawnictwa Hobbity będę mógł to nadrobić, a przy okazji namówić do tego i ciebie. Mówię o „Mieście Spichrzów” („Die Speicherstadt”), które zostawiło w tyle nudne hamburskie nabrzeża, postawiło na uwielbianych ostatnio nordyckich wojowników i wraz z dodatkiem „Kaispeicher” zostało wydane jako „Jorvik„.

Czytaj więcej

Obecność (Not Alone). On tu jest i cię złapie

Ta gra z pozoru wygląda bardzo typowo. Fabularnie banał. Awaria statku kosmicznego. Rozbijacie się na obcej planecie Artemia. W zasadzie wszystko kończy się szczęśliwie i teraz musicie tylko poczekać na ekipę ratunkową, ale na planecie jest jakiś Obcy, który chce was, rzecz jasna, zabić. Oczywiście ma być strasznie i tajemniczo. Mechanicznie to też nic nowego. Jak łatwo się domyślić, jest to gra kooperacyjna o przetrwaniu na obcej planecie. Jest jednak jeden szczegół, który czyni z „Obecności” („Not Alone„) tytuł wyjątkowy. Obcym będzie jeden z was, graczy.  Nie ma więc już mowy o typowej grze tylko o przetrwaniu, bo z jednej strony będzie to gra o blefowaniu i podpuszczaniu Obcego, a z drugiej o dedukcji i próbie odkrycia co siedzi w głowach rozbitków. A to jest już coś, co sprawia, że warto się tym tytułem zainteresować.

Czytaj więcej

Unlock! Czy kupić grę jednorazową? Sprawdzam

Unlock!” to jedna z tych gier, która podobnie jak „Pandemic: Legacy” i „T.I.M.E Stories”, jeszcze przed premierą stanie się źródłem niejednej dyskusji nad sensem kupowania gier jednorazowych, gier w które zagra się raz i w zasadzie można je potem spokojnie wrzucić na dno szafy i zapomnieć. Ale zanim zadamy sobie to tytułowe pytanie, to wpierw zobacz czym właściwe jest, a raczej czym będzie, „Unlock!”.

Czytaj więcej

Nie noszę różowych okularów. Wywiad z Michałem Krzywickim, właścicielem wydawnictwa Baldar

Znacie Michała Krzywickiego jako autora jednego z blogów ZnadPlanszy.pl oraz jako założyciela wydawnictwa, dzięki któremu mamy polskie wydania takich gier jak „Cthulhu Światy”, „Wiek Pary”, „Simurgh”, czy też „Orlean”. Część z nas (w tym i ja) poznała go już jednak wcześniej, ale zapewne nie wszyscy wiedzą, że widniejące na okładce „Plagi tej ziemi” czy też „Psalmodii”, nazwisko autora to nie przypadkowa zbieżność. W naszej rozmowie pisanie książek to jednak tylko punkt wyjścia do bardziej interesujących nas graczy tematów. Czy bycie wydawcą daje satysfakcję? Jak wydaje się gry? Czy wydawanie społecznościowe jest pozbawione wad? Wyciąganie wniosków z porażek to przepis na sukces? To tylko kilka pytań z wywiadu, w którym jak zwykle chciałem pokazać, że gdzieś tam za tytułem gry lub logotypem wydawnictwa jest człowiek.

Czytaj więcej

„Santorini”. 30 sekund na zasady = N godzin zabawy

Mało jest gier, które by tak szybko podbiły nasze serca. A opowieść o niej zaczyna się jak na mnie dosyć typowo: pewnego razu zobaczyłem zdjęcia ślicznie wyglądającej gry. Przestrzenne komponenty, świetne grafiki na kartach, no bajka. Szybkie przeszukanie internetu i jest na Kickstarterze. Szukam wspólnego zamówienia na forum. Jest. Kupione. Potem osiem miesięcy czekania i SMS od kuriera. Otwieramy. Na buziach samoistnie występują uśmiechy na widok komponentów. Gramy? Jasne! I tak zostało do teraz i pewnie długo się to nie zmieni. Poznaj magię „Santorini”.

Czytaj więcej

„Vikingdoms”. Nordycka logika z europejskim zacięciem

W zasadzie to lubię gry logiczne i z przyjemnością grałbym w więcej gier tego typu, ale mam z nimi jeden problem. Chodzi o ich abstrakcyjność, która w większości przypadków musi objawiać się ich równie abstrakcyjnym wyglądem. Ale dajcie mi trochę miłej dla oka oprawy graficznej, lekkiego powiewu klimatu, na którym mógłbym się skupić podczas obmyślania strategii, a wtedy z przyjemnością zasiądę do każdej takiej gry logicznej. Nie muszę zresztą daleko sięgać wzrokiem, bo takie tytuły jak „Hive”, „Let’s Catch the Lion”/”Yōkaï no Mori” czy też „The Duke” są i będą stałymi elementami mojej półki z grami. Dojdzie do tego również zapewne i „Santorini”, ale to już temat na inny wpis.

Czytaj więcej