Splendor: Miasta. Dodatek nie dla każdego

Od razu to napiszę, żeby była jasność. Poniżej znajdziesz tekst osoby, która bardzo lubi „Splendor”. Osoby, która polubiła go jeszcze przed polską premierą, czyli nie poddała się reklamie, różnego rodzaju świątecznym przecenom czy też poleceniom innych graczy. Kupiłem go w zasadzie w ciemno i od razu założyłem, że zostaniemy na długo przyjaciółmi. Nie pomyliłem się i „Splendor” wciąż jest w naszym domu tytułem, do którego często wracamy i to nie tylko gdy musimy komuś pokazać jak wyglądają obecnie gry planszowe, choć przyznaję w tej kategorii jest to zawsze strzał w dziesiątkę, ale my go po prostu lubimy i długo nie trzeba nas do niego namawiać. W tej sytuacji wiadomość o planowanym dodatku „Miasta” od razu nas zelektryzowała i stała się newsem dnia, a zakup był czymś oczywistym. I tak też się stało. Czytaj więcej

Queendomino. Jeszcze więcej królewskiego domino

Nie minę się chyba zbytnio z prawdą jeżeli napiszę, że „Kingdomino” opisałem jako pierwszy w Polsce, jeszcze na podstawie dema, które otrzymałem z wydawnictwa Games Factory. Spodobał mi się wtedy sprytny pomysł wykorzystania mechaniki znanego chyba każdemu „Domina” w zupełniej innej grze, a w dodatku tak ślicznej. Piszę o tym, ponieważ z tego co wiem, to na początku nie każdy ufał moim zachwytom, no bo jak to możliwe, że układanie domina, ma być ciekawą nowoczesną grą planszową? Jednak po kontakcie z już gotowym produktem, nawet najwięksi znani mi sceptycy zgodzili się, że faktycznie coś w tej grze jest i ciężko nie zaproponować jej graczom szukającym gier rodzinnych lub też lżejszych, ale nienudzących tytułów do swoich zbiorów. W tamtym roku każdemu kto szukał takich gier polecałem m.in. „Kingdomino”, a w tym dodatkowo wymienię jeszcze jedną grę – „Queendomino„, czyli kolejny tytuł z tej serii.
Czytaj więcej

Wywiad: Łukasz „Wookie” Woźniak. Człowiek o wielu twarzach

Łukasz Woźniak, popularny Wookie, wyraźnie nie lubi w swoim życiu stagnacji, bo jak inaczej  można odczytać taki opis jego postaci? „uWookiego” to obecnie jeden z najbardziej znanych kanałów z widoerecenzjami w Polsce, jego sklep z grami planszowymi cieszy się popularnością nie tylko u fanów jego kanału, w międzyczasie projektuje gry, a teraz chce pójść o krok dalej i zakłada własną platformę crowdfundingową (Zagramw.to). Brakuje mu już tylko chyba firmy spedycyjnej, ale może to ja nie jestem na bieżąco z jego planami… Zobaczymy co mi odpowie. Porozmawiamy nie tylko o jego ostatnim pomyśle, ale również o nowej grze „Valhalla„, o rodzinie, w tym o żonie Łukasza, bo kto zna jego, zna również Olę. Czytaj więcej

Mój pierwszy raz: UBOOT: The Board Game

Poniższy tekst pierwotnie ukazał się na grupie Facebook dotyczącej gier planszowych. Miał być krótkim, typowym dla FB wpisem, ale rozrósł się do takich rozmiarów, że postanowiłem go opublikować również tutaj, na blogu żeby nie zaginął.

Wczoraj grałem w „UBOOT: The Board Game„. Zacznę jednak nie od samej gry, tylko od mojego nastawienia przed pierwszym z nią kontaktem. Kiedyś, a nawet bardzo kiedyś, bo miałem ją na Commodore, była taka gra komputerowa jak „Silent Service”. Była to symulacja okrętu podwodnego w czasie II Wojny Światowej. Pamiętam, że próbowałem się jej nauczyć, poczuć jej klimat, ale niestety odbijałem się od niej za każdym razem. W końcu dałem spokój i pogodziłem się z faktem, że opisane w grze sytuacje nie są dla mnie. Nie rozumiem strategii podwodnych bitew morskich, tematyka interesuje mnie tylko na poziomie statystyki, jaką znajdę w książkach lub filmach historycznych, a napięcie czuję tylko oglądając film, który dobrze opowiada o tego typu wydarzeniach.

Czytaj więcej

Artefakty Obcych (Alien Artifacts)

Artefakty Obcych (Alien Artifacts). Kosmiczne tryby mechanizmu punktującego, czyli nie wierzcie we wszystko co wam mówią

Szef wydawnictwa Portal, Ignacy Trzewiczek, znany jest z tego, że potrafi w każdym rozbudzić oczekiwania na gry swego wydawnictwa, nawet w tych, którzy nie zamierzali ich wcześniej kupić. To z jednej strony wspaniały sposób na promocję, ale z drugiej strony rozbudzanie wysokich oczekiwań, które nie wszystkie gry potrafią w końcu zaspokoić i to nawet nie z własnej winy. Dlaczego? Bo są one innymi tytułami niż te, na jakie były przez niego kreowane. Nie twierdzę, że jest to działanie z premedytacją i zapewne tak je faktycznie odbiera, ale czasami taka reklama przynosi odwrotny skutek. Tak było na przykład z jego „Pierwszymi Marsjanami”, którzy bardzo często nie spełnili oczekiwań graczy czekających na wielką przygodę na miarę „Robinsona w kosmosie”, a dostali „marsjańskie ora et labora”, czyli grę o codziennej, monotonnej pracy w stacji kosmicznej. Teraz podobny los spotka grę „Artefakty Obcych” („Alien Artifacts”) Marcina Ropki i Violi Kijowskiej, która nie jest zapowiedzianą rozbudowaną grą w stylu 4X, ale bardzo dobrze zilustrowaną eurogrą o budowaniu punktowego silnika. Dlatego dam ci dobrą radę na przyszłość. Trzewiczek jest mistrzem słowa i tego nie da się ukryć, radzę jednak żebyś do końca tym słowom nie ufał, potraktował opisy z dystansem i czytał między wierszami. Ja nauczyłem się tej odporności i po raz kolejny dobrze na tym wyszedłem. Zarówno „Marsjanie”, jak i „Artefakty Obcych” odebrałem takimi jakie są i lubię w nie grać, ale nie musiałem walczyć z rozczarowaniem, czy też ze zdruzgotanymi nadziejami. Poniżej postaram się ci pokazać właśnie to prawdziwe oblicze „Artefaktów”. Czytaj więcej

Akademia Smoczych Wrót. Kiedy nie stać cię na studia w Hogwarcie, a chcesz być kimś w magicznym świecie

Pomimo swoich lat jestem fanem Harrego Pottera, nie wstydzę się tego i wciąż liczę, że jeszcze przeczytam kolejne przygody już niemłodego czarodzieja. Znane uniwersa lubią być jednak eksploatowane nie tylko z poziomu głównych bohaterów. Pojawiają się więc różnego rodzaju spinoffy dotyczące drugoplanowych bohaterów lub miejsc. Gdyby ktoś chciał zrobić grę o studiowaniu i związanych z tym przygodach na znanej i cenionej uczelni jaką jest Hogwart, to taką grą właśnie spokojnie mogła by być „Akademia Smoczych Wrót”. Wystarczy popuścić lekko wodze fantazji i już moglibyśmy buszować nocami po Akademii pod osłoną peleryny niewidki jako jeden z przedstawicieli czterech sławnych domów tej znamienitej Szkoły Magii i Czarodziejstwa. Niestety brutalny świat licencji jest jaki jest i zamiast do Hogwartu trafisz do Akademii Smoczych Wrót. Może nie jest to tak sławna uczelnia, ale kształci ona równie dobrze i skrywa swoje tajemnice. A żeby nikt mi nie zarzucił, że wymyślam tego typu porównania na siłę, to pozwolę sobie zacytować motto Hogwartu – „Draco dormiens nunquam titillandus”, czyli „Nigdy nie drażnij śpiącego smoka„. I co? Jest coś na rzeczy, prawda?
Czytaj więcej

O czym śni koniec języka, czyli listopadowe nowości Naszej Księgarni

Będąc na Krakowskich Targach Książki zostałem obdarowany przez Jarka Basałygę dwiema listopadowymi nowościami Naszej Księgarni. Wyjazd był spontaniczny, prezent niespodziewany (w zasadzie nie powinno ich jeszcze być, był przecież jeszcze październik), ale jak się po raz kolejny okazało, nic nie dzieje się bez przyczyny. Dwie gry w krótkim czasie idealnie wpasowały się w nasze przyjacielsko-rodzinne spotkania, a z doświadczenia już wiem, że tych akurat „graczy” nie wszystko bawi. Czytaj więcej

Przed premierą: Azyl: Zagrożone Gatunki. Europejska ochrona zwierząt

Azyl: Zagrożone Gatunki” poznałem kilka miesięcy temu w zupełnie innym wcieleniu. Na spotkaniu z wydawnictwem Cube Factory of Ideas, Przemek Wojtkowiak prezentował nam swoją grę „Farma”, która opowiadała o pracy na roli. Od tego czasu gra fabularnie całkowicie się zmieniła, ale mechanika, która stanowiła podstawę mojego zainteresowania tym tytułem pozostała. „Azyl” to gra dla miłośników klasycznego, europejskiego podejścia do planszówek. Nie znajdziesz w niej przeładowania mechanizmami, ale te które tu zastosowano, zapewnią twoim szarym komórkom satysfakcjonujący trening. Czytaj więcej

Pocket Mars. Bez klimatu jej do twarzy

Swego czasu ekipa wydawnictwa Board&Dice zrobiła wszystko, żeby pokazać nam jak klimatyczną grą jest „Pocket Mars„. Sadzili nawet ziemniaki. A mam wrażenie, że już tylko mały krok dzielił ich od zbudowania własnej rakiety, która wyniosłaby ich na podbój czerwonej planety. Ktoś, kto się na to złapał, zapewne doznał po pierwszej rozgrywce szoku, bo w tym tytule klimatu na próżno szukać. Niestety, zdarza się. Oczywiście możesz się ze mną nie zgadzać, bo przecież w grze czuć klimat… tylko że ten prawdziwy, suchy, marsjański, ale to przecież nie o to chodzi. Na szczęście w grach najważniejsza jest mechanika i przyjemność płynąca z samego grania, a tutaj wszystko jest w porządku i pod tym względzie na pewno nie poczujesz się oszukany. Czytaj więcej

Terraformacja Marsa. Hellas i Elysium czekają na nowych pionierów

Ostatnio najczęściej na naszym stole ląduje „Terraformacja Marsa„, która wspólnie z „Great Western Trail” skradła nasze planszówkowe serca. W zasadzie gdybym dołożył do tego „Cywilizację: Poprzez wieki”, „Agricolę” i pierwotny „51. Stan”, to już bym mógł spokojnie udać się na bezludną wyspę wraz z moją (uwaga!) żoną Moniką (tak, tak, na wieki oficjalnie razem) i na pewno byśmy nie zaznali nudy i stagnacji w tych mało przyjemnych okolicznościach przyrody. Wprawdzie o „Terraformacji Marsa” na blogu nic nie napisałem, ale tyle razy o niej mówiłem podczas Rozmów.ZP, a w sumie też sporo tego na innych blogach ZnadPlanszy.pl znajdziesz, że chyba nie muszę nic więcej do tego dokładać. Warto natomiast, przynajmniej nawet z powodów kronikarskich, wspomnieć o pierwszym dodatku do tego genialnego tytułu, czyli „Hellas i Elysium„. Jest to wprawdzie tylko plansza, ale wystarczy kilka rozgrywek, żeby poczuć świeżą krew, która popłynęła w żyłach dobrze już nam znanej ulubienicy. Mhh, troszkę to zabrzmiało jak wpis z pamiętnika doktora Frankensteina, ale obiecuję, że dalej będzie już o grach.    Czytaj więcej