Graj nie Gadaj #3: „SeaFall”

Jestem jak Borg – zarażam wszystkie blogi” tymi słowami przywitał mnie dzisiaj Yosz i kazał na moim blogu opublikować kolejny odcinek naszego nieregularnego cyklu „Graj nie gadaj”. Zrobiłem to bez dyskusji i to nie tylko z powodu jego tematu. Ten odcinek jest przede wszystkim zabarwiony lekką sentymentalną nutą. Jak usłyszysz podczas rozmowy wspominamy tytuł „Merchants and Marauders” („Kupcy i korsarze”), a jest on dla nas szczególnie ważny ponieważ to właśnie od niego chyba wszystko się zaczęło i to nie tylko w ramach naszej „medialnej” znajomości. Ponad 5 lat temu zrobiliśmy (jeszcze w ramach GamesFanatic.pl) nasz pierwszy wspólny projekt i nagraliśmy podcast poświęcony właśnie tej grze „Planszostacja Mini odc. 1 – Merchants and Marauders”. Od tego wszystko się zaczęło, a teraz zatoczyło koło…

Koniec sentymentów. Wracamy do rzeczywistości i gry „SeaFall”. Zapraszam do posłuchania naszych przemyśleń po rozegraniu swoistego wprowadzenia do niej, czyli „Prologu”. W przypadku gier typu „legacy”, do której zalicza się „SeaFall”, zdradzanie historii jest rzeczą niewybaczalną. Tutaj nie usłyszysz żadnych spoilerów, więc nie musisz się o to martwić.

Czytaj więcej

„Agricola. Wersja rodzinna”. Każdy kiedyś musi zacząć

Jeszcze trzy miesiące temu ani razu nie napisałem na blogu o „Agricoli”, a od tego czasu robię to już po raz drugi. Ale co się dziwić, skoro w tym czasie na rynek trafiły dwie wersje tej świetnej gry. Ostatnio pisałem o wersji zaawansowanej, a dzisiaj na warsztat wezmę najnowszą odsłonę serii, czyli „Agricolę” w wydaniu rodzinnym. Jeżeli jesteś ciekaw jak Uwe Rosenberg postanowił zachęcać początkujących graczy do bardziej wymagających tytułów, serdecznie zapraszam do dalszej lektury. Będzie to takie połączenie opisu gry dla osób, które nie znają jeszcze „Agricoli” z porównaniem obu wersji, bo w tym wypadku takie porównanie jest konieczne.

Czytaj więcej

Mój pierwszy raz: „Scythe”

Mój pierwszy kontakt z tą grą, tak naprawdę w ogóle jej nie dotyczył. Najpierw zobaczyłem gdzieś na Facebooku genialny obraz łączący starą szkołę polskiego malarstwa z fascynacją mechami wraz z linkiem do galerii ich autora, Jakuba Różalskiego, a dopiero później na BGG wystrzeliła zapowiedź wydania gry planszowej z tymi właśnie grafikami. Późniejsza kampania na Kickstarterze była istnym szaleństwem z wielkim sukcesem finansowym, a informacja, że grę wyda po polsku Phalanx pod patronatem ZnadPlanszy.pl, była pięknym podsumowaniem tej całej historii. Wersja przedprodukcyjna krąży już od jakiegoś czasu pomiędzy autorami ZP, mi natomiast udało się zagrać w wersję z Kickstartera, która przemówiła po polsku dzięki pakietowi polonizacyjnemu, który zostanie wydany po polsku również dzięki wydawnictwu Phalanx.  Grałem w „Scythe” raz, ale to jest tak dobra gra, że wciąż siedzi mi ona w głowie.

Czytaj więcej

„Timeline: Polska”. Idealne do domu i do szkoły

W zasadzie każda gra planszowa czegoś może nas nauczyć. Począwszy od radzenia sobie z przegraną, przez wyrabianie w sobie zmysłu ekonomicznego, a na strategicznym myśleniu skończywszy. Mało jest jednak tytułów, które faktycznie przekazują nam konkretna wiedzę. Jedną z takich gier jest wydane właśnie przez wydawnictwo Rebel „Timeline: Polska”. Jej zawartość merytoryczna to 100% wiedza, którą należy posiadać, bo historię własnego kraju znać trzeba, a tym bardziej podaną w tak atrakcyjnej formie.

Czytaj więcej

Przed premierą: „Kingdomino”. Nowa jakość klasycznego domino

Jak się tak dłużnej zastanowię, to właśnie domino jest grą planszową, która towarzyszyła mi od najmłodszych lat i to nawet niekoniecznie w sposób świadomy. Zapewne zresztą nie tylko ja mam podobne doświadczenia związane z dominem. W domu było ono zawsze. Najpierw traktowałem je jako zabawkę (te kamienie potrafią wzbudzić fascynację nie tylko u dziecka), a potem już bardziej jako grę, choć żebym był jej wielkim fanem, to nie powiem. Coś musi być jednak szczególnego i przyciągającego w dominie, gdyż kilka lat temu postanowiłem kupić sobie jego bakelitową wersję i do tej pory trzymam ją w kolekcji.

Domino podobnymi względami zapewne darzy też Bruno Cathala, ponieważ postanowił wykorzystać je do swojej kolejnej gry. W dodatku „Kingdomino„, bo tak się ona nazywa, ma duże szanse podbić serca polskich graczy. Za sprawą wydawnictwa Games Factory Publishing już niedługo doczekamy się jej rodzimej wersji.

Czytaj więcej

Agricola (wersja dla graczy). Gra, którą musisz znać, a potem będziesz musiał mieć

Co ma wspólnego Bogusław Linda z nowym wydaniem „Agricoli”? Właściwie nic,  ale to właśnie jego słowa przypomniały mi się w chwili kiedy zacząłem pisać ten tekst: „Wbrew niektórym krytykom filmowym i teatralnym czas się nie zatrzymuje” (Newsweek 27/2016).  Jeżeli przeniesiemy to na nasz planszowy grunt i poszerzymy o głos doświadczonych graczy,  to będzie to bardzo dobrym podsumowaniem dyskusji, jaka toczyła się na temat sensowności wydania tej wersji kultowej gry Uwe Rosenberga.

Czytaj więcej

„Via Nebula”. Ekonomicznie na poziomie rodzinnym? Tak, to działa

Martin Wallace już dawno przestał być autorem jedynie ciężkich gier ekonomicznych. Spora grupa fanów ma mu to za złe i niezłomnie stara się zdyskredytować jego produkcje skierowane bardziej do rodzinnych graczy, ale wciąż pozostające na tyle niebanalne i ciekawe, żeby nie nudzić bardziej zaawansowanych miłośników gier planszowych. Mam nadzieję, że posiadasz bardziej otwarty umysł i rozumiesz, że nie wszystkie gry muszą się każdemu podobać, że autor nie musi tworzyć tylko dla jednej grupy odbiorców i że życie nie polega na obrzydzaniu czegoś innym tylko z powodu, że komuś się to nie podoba. Takie podejście sprawdza się nie tylko w przypadku gier i na pewno zmniejsza poziom negatywnej energii w naszej i tak nerwowej codzienności.

Czytaj więcej

„The Big Book of Madness”. Ciekawość to pierwszy stopień do piekła

Gry kooperacyjne są specyficzne i zasadniczo mało jest miłośników tego typu gier w stosunku do innych gatunków. No, może tylko gry wojenne są mniej popularne. Tytuły kooperacyjne są z jednej strony polecane jako gry dla początkujących, ale z drugiej początkujący mają problem z połapaniem się w „graniu przeciw grze”, bo przecież od dziecka są przyzwyczajani, że w grach planszowych są fizyczni przeciwnicy i to przeciw nim muszą walczyć. Do tego dochodzi nieśmiertelny problem graczy alfa, którzy swoim władczym charakterem chcą narzucić swoją wolę pozostałym grającym. Trudna sprawa z tymi grami kooperacyjnymi, ale ja jestem bardzo zadowolony, że autorzy i wydawnictwa nie słuchają tych negatywnych głosów i co pewien czas może w moje ręce wpaść ciekawa gra, przeciwko której możemy wspólnie zagrać. „The Big Book of Madness” jest jedną z nich. Zobacz do czego doprowadza ciekawość, za duża pewność siebie i chęć pokazania starym ramolom, że młodzi czarodzieje też potrafią używać magii.

Czytaj więcej

Ekspres XII: Kompaktowe karcianki

Wakacje, wyjazdy albo po prostu granie na balkonie/tarasie. W takich sytuacjach najlepiej sprawdzają się gry kompaktowe. U nas zasadniczo najlepiej sprawdzają się gry karciane. Zarówno te minimalistyczne (np. R), jak również te obszerniejsze, ale które za to można z powodzeniem spakować kilka do jednego pudełka. Dzisiaj w ekspresie dwie nowe gry tego typu, które zagościły z sukcesem na naszym stole – „W Cieniu Tronu” i „Multiuniversum„.

Czytaj więcej

„Klub Utracjuszy”. Gdy przegrana jest wygraną

Nie zrozum mnie źle. Nie narzekam na ogromną liczbę wydawanych w ostatnich latach gier, ale żal mi gier, które przez to cierpią. Są to gry bardzo dobre, które mają trochę pecha, gdy trafiając na rynek, z różnych powodów są szybko zapominane lub pomijane podczas przeglądania ofert sklepów. Nie do końca wiem co na to wpływa, ale już niejeden tytuł z tego powodu poszedł w zapomnienie. Jednym z nich jest ubiegłoroczna kontynuacja dobrze przyjętej „Ostatniej woli”, która postanowiła pójść dalej w kontekście swojej oryginalnej mechaniki i teraz za sprawą „Klubu Utracjuszy” można nie tylko trwonić majątek, ale również dobrowolnie na różne sposoby szargać swoje imię. Tematyka jak widać intrygująca, ale to nie jedyne atuty tej gry.

Czytaj więcej