Organizery (inserty). Czy twoje gry tego potrzebują? Wywiad też jest

Dosyć dawno temu, kilka dni po nagraniu któregoś z odcinków Rozmów.ZP napisał do mnie Przemek z WarBox. Rozmowa nie przebiegała tak dosłownie, ale można by było ją tak w kilku słowach streścić: „Cześć, słyszałem, że nie widzisz sensu w kupowaniu insertów? Może podeślę coś do testów?”. Nie do końca byłem przekonany czy jestem właściwą osobą, która powinna się tym zająć, więc temat umarł. Ale życie jak zwykle pisze inne scenariusze. Jakiś czas temu z Marcinem Krupińskim zgadaliśmy się o insercie z łódkami do „Puerto Rico”, niedługo później zagrałem ponownie w „Kawernę”, przy których wykorzystywaliśmy sporą liczbę miseczek do segregacji znaczników, a na koniec ponownie, po długim czasie odezwał się Przemek. Potraktowałem to jako znak, „OK, przyślij”.

Opisane w tekście produkty zostały przekazane przez firmę WarBox

Niezłożone organizery wyglądają bardzo niepozornie, nie każdy od razu zobaczy w nich przestrzenny obiekt, którego elementy zostały wycięte na tych arkuszach sklejki. Chyba, że jest na przykład miłośnikiem modelarstwa, to wtedy od razu poczuje się jak w domu.

W takich sytuacjach, gdy trafiam na coś nowego, to nie byłbym sobą, gdybym nie wykorzystał okazji do przeprowadzenia choćby nawet małego wywiadu. Postanowiłem dlatego zadać kilka pytań Przemkowi.

Przemek, skąd właściwie pomysł na zajęcie się tego typu działalnością?

Przemek Siciński: Pomysł wziął się stąd, że mieliśmy wraz ze znajomymi od gier zapotrzebowanie na tego typu produkty. Sam nawet wcześniej robiłem coś z pianki oraz tektury. Jednak czas spędzony przy tym nie był współmierny do tego, co otrzymywałem finalnie. Pianka, jak to pianka, nie jest tak mocna jak drewno i się niszczy. Trzeba mieć wprawę w jej cięciu, aby się przy tym nie rwała, nie zrobimy na niej graweru itd. Ma swoje ograniczenia.

Pomysł na ten rodzaj działalności chodził mi po głowie przez rok. Jednak badanie rynku pod względem urządzeń i ich możliwości, sprawił, że trochę to trwało zanim się zdecydowałem się na otworzenie sklepu.

Co jakiś czas w sklepie pojawiają się nowe produkty. Czy przy wyborze konkretnego tytułu najpierw bierzecie pod uwagę zapotrzebowanie od klientów, czy też śledzicie rynek i to wy pokazujecie co się może im przydać?

P.S.: Wiele osób pisze do nas do jakiej gry chcieliby insert. Bierzemy to pod uwagę, ale wiadomo, że głównie robimy inserty do gier, których jest dużo, a które potrzebują go ze względu na mnogość elementów. Robimy też inserty do gier, które sami posiadamy. Kiedy już powstanie to wrzucamy go na sklep. Cały proces jest długi i od zrobienia insertu do jego umieszczeniu w sprzedaży mija sporo czasu. Grafik musi przygotować instrukcje, do tego kody kreskowe, teksty na instrukcje, przygotowanie plików dla klientów, aby elementy były ułożone sensownie, następnie zdjęcia, obróbka zdjęć, a na końcu dodanie na sklep. Jest tego trochę, ale warto. Satysfakcja z każdego insertu, który ktoś skomentuje pozytywnie jest niezastąpiona.

Wróćmy jeszcze do projektowania. Jak to wygląda od strony technicznej? Są do tego specjalne programy? Najpierw budujecie modele podglądowe z tektury na zasadzie prób i błędów?

P.S.: Projekt insertów jest tym prostszy, im lepiej daną grę znasz. Wiesz wtedy jak można przyspieszyć setup oraz co i gdzie poukładać, aby miało to sens.

Projekty oczywiście tworzy się na komputerze, w programach typu Corel, Adobe Ilustrator itp. Rzadko używa się podglądowych modeli. Ewentualnie tylko w momencie gdy nie ma się pewności, że dane rzeczy z planszówki się zmieszczą do jakiegoś pojemnika.

Każdy insert to nowe doświadczenie, które usprawnia ich tworzenie. Oczywiście trzeba czasem wyciąć wiele insertów, aby zrobić projekt finalny. Czasem coś nie psuje, czasem kładąc się spać wpadasz na inną koncepcję i przerabiasz wszystko od nowa. Nie ma stałych reguł. Projektowanie to przygoda.

Problem bywa z grami, w których jest za dużo lub za mało wolnego miejsca. Za dużo miejsca było np. w insercie do „Puerto Rico”. Tak powstały słynne już statki i wózek „targowisko”. Jednak są też inserty, w których chcąc zmieścić wszystko, czasem może trochę odstawać wieczko z braku pełnego domknięcia. Problem rozwiązują gumowe opaski, które sugerujemy używać wraz z insertami. Trzymają grę zwarto i zapobiegają przemieszczaniu się elementów gry w środku podczas jej transportu np. w pozycji pionowej.

W tego typu pracach zawsze zdarzają się problemy. Jak to wygląda w Waszym przypadku?

P.S.: Jest jak mówisz, a u nas głównie chodzi o sklejkę,  która w Polsce bywa naprawdę słabej jakości. Wszystko jest ściągane z zagranicy pomimo tego, że w Polsce też mamy sporo swojego drewna. Dlatego tak wiele sklejki podczas produkcji insertów idzie na odpad. Ona po prostu nie spełnia naszych wymagań. Następnym problemem jest kwestia jej grubości. Sklejka 3 mm u producentów posiada widełki z granicą błędu ~0,3mm, co oznacza, że możemy trafić na sklejkę o grubości 2,7 mm oraz 3,3 mm – a to znowu stanowi dla nas duży problem. Z grubością 2,7 mm jeszcze jakoś sobie poradzimy podczas składania insertu, nakładając więcej kleju, ponieważ jest większy luz pomiędzy elementami. Jednak gdy mamy sklejkę 3,3 mm grubości to wtedy narażamy się na to, że insert może po prostu nie pasować, gdyż był projektowany na rozmiar 3 mm. Stąd tak ważna jest kontrola jakości sklejki zanim wrzucimy materiał do cięcia pod laser.

Muszę o to spytać – dlaczego używasz, zresztą tak samo jak i inne firmy produkujące tego typu dodatki, łamanego angielskiego i zaśmiecasz polski język dziwnymi wyrazami? Dlaczego nie po prostu „organizery do pudełek”, tylko „inserty”?

P.S.: Obie nazwy są jak najbardziej słuszne. Jednak jakoś trzeba nazwać produkt, który organizuje nam żetony/karty na planszetkach gracza, jak by nie patrzeć to dwie różne rzeczy. Aktualnie mamy w sprzedaży organizer do gry „Masmorra”, ale lada moment pojawią się nowe produkty w tej kategorii. Nazwa „insert” pochodzi od zwykłego (oryginalnego) insertu, czyli wypełnienia pudełka, którym zazwyczaj jest po prostu kolorowy kartonik, w którym walają się elementy gry. Insert to wypełnienie, zatem bardzo dobrze pasuje do tego produktu, pomimo że nie każdy zna jego znaczenie.

Nie przekonuje mnie to, ale OK. Szat nie będę rwał. Widzę, że asortyment sklepu wciąż się powiększa, ale konkurencja też nie śpi. Powiedz mi, czym chcecie zaskoczyć graczy? Macie już jakieś plany?

P.S.: Zamierzamy tworzyć inserty i kufry, których jeszcze nikt nie wydał, a które dużo pomieszczą i zarazem będą fajnie wyglądały. Nasza misja trochę się zmienia. Nie chcemy tworzyć typowych, prostych pudełek. Będziemy je „ozdabiać” w miarę możliwości jak się tylko da. Tak, aby był to produkt wyjątkowy, który cieszy oko. Na razie na tle konkurencji wypadamy bardzo dobrze i tą drogą chcemy podążać. Mamy zapał i pomysły.


Masz już wiedzę na temat organizerów od strony producenta, to teraz pokażę ci jak to wygląda od naszej strony. Tutaj najlepszą formą przekazania takiej wiedzy będą zdjęcia. Jak widzisz, jest ich sporo, ale postanowiłem jak najdokładniej pokazać ci krok po kroku jak wygląda proces składania organizera. To najdłuższa sesja jaką robiłem do tego bloga. Zdjęcia robiłem w ciągu trzech dni, a potem musiałem z ponad dwustu zdjęć wybrać te, które widzisz poniżej.

Zanim jednak zaczniemy, to jeszcze mała uwaga. Jeżeli liczyłeś na składanie klocków, które same z siebie będą trzymać się razem, to mam złą wiadomość. Z tego co wiem, to istnieją chyba organizery, które nie potrzebują do złożenia kleju, ale te dwa, które ja dostałem do testów, bez jego pomocy się nie obejdą. W tym wypadku wystarczy poczciwy Wikol, który bardzo dobrze radzi sobie z klejeniem takiej sklejki i w dodatku po wyschnięciu jest w zasadzie niewidoczny.

Dodatkowo warto, żebyś przygotował sobie zestaw gumek recepturek, które zastąpią stolarskie ściski używane przy bardziej poważnych pracach z drewnem i klejem. Pędzelek do rozprowadzenia kleju też się może przydać. Po skończonej pracy łatwo będzie go umyć pod wodą, więc nie musisz się martwić, że pójdzie on na straty.

Dobrze, zaczynamy sklejanie. Na pierwszy ogień idzie organizer do „Kawerny”.

Do każdego egzemplarza dołączona jest instrukcja, która pokazuje, gdzie dany element znajduje się w wypraskach oraz jak musisz go połączyć z innymi, żeby zbudować gotowy element organizera. Z taką dokumentacją każdy sobie na pewno poradzi ze złożeniem organizera i o to możesz być spokojny, nawet jeżeli nie miałeś jakiegoś modelarskiego doświadczenia lub nie bardzo ufasz w tego typu swoje zdolności.

Wypraski dobrze sobie poukładać zgodnie z instrukcją (odpowiednia strona), bo potem łatwiej, a przede wszystkim szybciej można znaleźć każdy z elementów.

Wszystkie komponenty bardzo dobrze wychodzą z wyprasek, a pozostawione podczas laserowego cięcia łączniki są w zasadzie niewidoczne. Spotkałem się z gorzej „działającymi” wypraskami kartonowymi. Tutaj z wyciąganiem poszczególnych elementów nie było żadnego problem i nie generowało uczucia frustracji. Sklejka ma wystarczającą grubość, wszystko do siebie pasuje, więc nie trzeba się bać uszkodzenia czegoś podczas procesu montażu.

Klej można nanosić bezpośrednio z buteleczki lub pędzelkiem. Po wyschnięciu biały Wikol staje się bezbarwny, więc wybacza on lekkie wycieki. W razie czego zawsze możesz posłużyć się bardzo drobnym papierem ściernym, żeby je usunąć. Ja nie widziałem takiej potrzeby, mimo że nie jestem zaprawionym w sklejaniu modelarzem i ręka czasami potrafiła mi się zatrząść.

Sklejone elementy powinny schnąć około doby. W takie upalne dni czas ten pewnie się skróci.

Czasami mam wrażenie, że ona jest jakimś kocim inżynierem.

Jeżeli chodzi o liczbę i różnorodność komponentów, to „Kawerna” jest tutaj chyba przodownikiem. Policzyłem wszystkie woreczki, które wykorzystywałem do segregacji i wyszło mi… dwadzieścia cztery.

Podczas umieszczania komponentów gry w organizerze problemem może być dopasowanie co gdzie należy włożyć. Możesz zrobić to według własnego uznania, ale lepiej skorzystać ze ściągi na stronie producenta.

Wszystko jest sprytnie przemyślane. Tutaj widzisz specjalne „podniesione dno”, które ma pomieścić karty.

Po włożeniu organizera do pudełka i dołożeniu pozostałych komponentów wszystko idealnie pasuje i po zamknięciu nie widać co skrywa ono w środku.

Przygodę z kolejnym organizerem do „Puerto Rico” postanowiłem połączyć z kolejną moja pasją, czyli gotowaniem. Mając na stole trzy Puerto Rica, dodałem jeszcze jedno z drugiej części „Jadłonomii”. Przy okazji polecam obie książki pani Marty Dymek, bo są one genialne. A jeżeli szukasz roślinnych inspiracji w kuchni do tych dwóch tytułów dorzuć jeszcze „Wegan Nerd” Alicji Rokickiej. Z taką biblioteczką stworzysz bezmięsne cuda. Koniec dygresji.

Ten organizer przeznaczony był pierwotnie do najnowszej edycji „Puerto Rico”, ale WarBox dorobił sprytne „przejściówki” i można go z powodzeniem stosować również w starszych wersjach, które właśnie mam ja.

Organizer nie musi tylko spełniać funkcji pojemników na komponenty, ale może być też miłym dla oka elementem rozgrywki. Tutaj widzisz w całej okazałości podstawki pod statki i targowisko.

Wiesz już jak wygląda zarówno proces tworzenia i składania organizerów oraz jaki efekt możesz dzięki nim uzyskać. Pora odpowiedzieć sobie na postawione w tytule pytanie. Potrzebujesz ich czy nie?

Na podstawie tego co otrzymałem mam wrażenie, że można je podzielić na dwie grupy. Pierwsze faktycznie mocno pomagają przy organizacji komponentów podczas gry, jak również poza nią. Tutaj przykładem tego jest organizer do „Kawerny”, który pozwala zapomnieć o miskach i miseczkach wokół planszy oraz umożliwia o wiele szybsze przygotowanie gry do rozgrywki niż stosowanie standardowych woreczków startowych.

Tak, wiem, że są organizery plastikowe, które pierwotnie służą do przechowywania śrubek, gwoździ i innych tego typu elementów, ale w wypadku organizerów dedykowanych na pewno uzyskamy lepsze (idealne) dopasowanie ich pod komponenty określonej gry oraz jej pudełka. Oczywiście trzeba postawić sobie pytanie na czym ci bardziej zależy – na estetyce czy też na mniejszych wydatkach, ale o pieniądzach jeszcze sobie porozmawiamy, więc na chwilę to zostawmy.

Drugi typ organizerów to te, które teoretycznie nie musiały być zrobione, bo gry albo mają swoje wypraski i może nie są tak dobrze dopasowane i przemyślane jak te drewniane, ale są lub liczba komponentów nie jest aż tak duża, żeby trzeba było je aż tak mocno sortować. Z tymi organizerami mam problem, bo doceniam ich wykonanie, widzę że bardzo ładnie wyglądają (niektóre jak widać dodają efekty wizualne do samej gry – łódki, wózek), ale czuję, że nie są one produktem pierwszej potrzeby.

Nie zmieniłem całkowicie swojego zdania na temat organizerów, bo wciąż uważam, że można się bez nich obejść, ale nie jestem już takim całkowitym sceptykiem i to pewnie zasługa bezpośredniego z nimi kontaktu. Gdy już je masz (uwielbiam ten do „Kawerny”), to szybko zaczynasz je doceniać i widzieć ich zalety.

Nie jest to do końca tanie rozwiązanie. Ceny organizerów zaczynają się wprawdzie od 33 zł, ale te bardziej skomplikowane dochodzą nawet do 150 zł. Tutaj chyba nie tylko u mnie pojawia się pytanie, czy warto wydać na organizer kwotę, za którą można kupić inną grę. Jeżeli masz nieograniczone fundusze i lubisz upiększać swoje zbiory, to nie będziesz miał pewnie żadnych problemów, jednak osoby ze skromniejszym budżetem mogą mieć tego typu dylematy. Ja mam.

To co, kupić czy nie kupić? Nie wyobrażam sobie, bym miał wyposażyć w takie usprawnienia każdą swoją grę, ale jestem w stanie wyobrazić sobie, że kupuję je do swoich ulubionych tytułów. Kiedyś na pewno bym z marszu kupił organizer „Neuroshima Hex” (teraz częściej gram w nią na komórce ), bo w jego wypadku podobnie jak przy „Kawernie” widzę jego potencjał organizatorski. Tutaj żaden plastikowe pudełka na śrubki, czy woreczki nie dadzą takiego efektu jak przemyślany organizer drewniany. Jeżeli spędzasz z jakąś grą dużo czasu, to podobnie jak z miejscami, w których spędza się dużo czasu, upiększanie ich lub ich wzbogacanie przychodzi o wiele naturalniej i zakup organizera może być łatwą decyzją, w pozostałych wypadkach, może być to już trudne.

Ostateczna odpowiedź nie jest łatwa i niestety pójdę trochę na łatwiznę i zostawię to już tobie. Wiedza, którą chciałem ci tu przekazać oraz udzielenie sobie odpowiedzi na pytania, jakie tutaj padły i ocena własnych gier pod kątem czasu jaki z nimi spędzamy oraz sposobu przechowywania/sortowania ich komponentów, pewnie będą pomocne w podjęciu decyzji, ale to już musi być twoja własna decyzja. Wiem, że wszystko pewnie sprowadzi się i tak do kwestii finansowych, ale może czasami warto zaszaleć? Niektóre gry, te nasze najukochańsze, są tego warte. Ja organizera do „Kawerny” na pewno się nie pozbędę i będę śledził kolejne nowe rozwiązania.

 

Century: Korzenny Szlak
Jorvik

 

  • tomb

    Oczywiście dylemat – kupić organizer czy kolejną grę – z punktu widzenia kolekcjonera i/lub geeka jest bardzo istotny (sam wybieram, zwłaszcza przy wysokich cenach insertów, nową grę). Jednak dla osoby zachowującej małą kolekcję ulubionych, często używanych gier, te sklejkowe wynalazki mogą okazać się wielce atrakcyjne. (Podobnie jest z pimpowaniem gier – wyrzucanie pieniędzy na ekskluzywne zamienniki w rodzaju metalowych monet itp. widzę jako marnotrawstwo tylko gdy się ich potem nie używa.)
    Póki co zdecydowałem się tylko raz na takie udogodnienie – do Keyflower z okazji kupna kompletu pudeł na wspieram.to, więc póki co, czekam. Ale perspektywa zróżnicowanego setupu przy wykorzystaniu różnego zestawu kafelków, znaczników itd. wydała mi się uzasadnionym powodem do wydania pieniędzy.
    Właśnie perspektywa dodatków bywa słabością kupnych wkładów. Wydać sporo pieniędzy na coś, co może się zdezaktualizować – nie uśmiecha mi się to.
    Zresztą mając z górą 100 tytułów na półkach tylko dla dosłownie kilku gier rozpatrzyłbym zakup takowych insertów, zwłaszcza tam, gdzie panuje setupowa żetonada – Trajan i Bora Bora od Felda kłaniają się w pas. No i granie w Ucztę dla Odyna bez segregatorów byłoby udręką. Na szczęście wydawca wyprzedził o krok frustracje graczy.
    Na koniec nawiązanie do dygresji – ja polecam „Warzywo” Dominiki Wójciak. Są m.in. całe działy z kapustą lub fasolą, więc można szykować prawdziwą ucztę dla Odyna. Wszystko wege.

    PS Ponad 200 zdjęć i tylko znikoma część do publikacji. Recenzenci – uczcie się!!!

    (Edycja) Kupiłbym insert do Neury, gdyby pudełeczka na armie były zamykane od góry, aby można je wygodnie zabierać na turniej, bez targania całego pudła.

    • Mamy widać podobne zdanie :) Ci z mniejszymi kolekcjami mają zdecydowanie lepiej.
      „Warzywo” sprawdzę :)

  • cpu

    Dla mnie swietnie sie sprawdzil organizer przy Orleans – zaoszczedza sporo czasu na rozlozenie/zlozenie. Wlasnie dlatego do Keyflower chyba tez sie skusze.

  • Adam Kobyliński

    Sprawdziłem insert do Robinsona i sprawdza się rewelacyjnie. Szybki setup (5-10 minut) i wszystko w poręcznych tackach i pojemniczkach. Dodatkowo mieści dodatek Wyprawa HMS… . Niby wieczko odstaje na jakieś 2-3 mm ale przy dostępnych gumkach również u WarBox’ów nie ma z tym żadnego problemu. A jeśli ktoś boi się niepotrzebnego przyrostu masy takiego pudełka to uspokajam, że jest on prawie niewyczuwalny. Jeśli będą dostępne inserty do innych gier, które posiadam i które mogły by mieć insert (np. RftG) to rozważę zakup.

    • Ja też bym chętnie to kupił, ale mam pierwsze wydanie Robinsona. Inne pudełko :)

    • Też mi się sprawdziło. Generalnie zasada jest prosta – dużo elementów = insert. Szkoda tylko, że cena duża i nie dorzucą jakiegoś małego kleju. Tłumaczą się, że mógłby się wylać w transporcie i że problem ze składowaniem. Może i tak, ale wydają 75 zł za kilka listewek z wypalonymi elementami oczekuję czegoś więcej.

  • Żarłok Tv

    Jeśli chodzi o Neuro – nigdy nie miałem pomysłu by kupic insert. Każdy dodatek mam w osobnym pudełeczku, które idealnie wszystko trzyma. Ale Kawerna – to mnie kusi, choć mimo iż mam ją od polskiej premiery [170zł] to zagrałem w mój egzemplarz…… raz! :( Ale mozna by przeliczyć ile czasu zajmuje rozkładanie bez insertu i ile czasu z taką wkładką zaoszczędzamy czasu (potem mozna czas przeliczyć na kasę ile się zarabia no i ile razy trzeba rozłożyć Kawerne aby insert się zwrócił :D ) Bardzo kusiło mnie Puerto Rico {zero rozgrywek od zakupu} ale przemawia do mnie argument-że tam jest już wypraska i nie jest to produkt pierwszej potrzeby (jak w Kawernie! ;) Woreczki trzymają dodatek, jedynie jakaś miska/pojemnik wystarczy na kolonistów. Mnie z tego insertu bardziej kuszą te bajery typu łódki/wózek (chociaż już te fale pod łodziami to przerost formy nad treścia imho.) Może jakbym kupił insert do Kawerny to częściej by szła na stół? nie wiem. ale widzę, że polecasz Dymkową – mam jej obie książki – przepisy wychodzą w 90% znakomite. Jeszcze oglądałem jej programy na Kuchnia+. Ty jesteś vegan? Może wpadłbyś kiedyś do mojego programu ŻarłokTV na jakąś degustację/recenzję jedzenia? Mimo, że rzadko recenzuje wegańskie rzeczy, (no i mięsne też recenzuję < tutaj np moja recenzja Hot-Doga z marchewką zamiast parówki :)))) https://youtu.be/fjUUSc2K7mg ) to jestem fanem dobrego wege. Jak byś był w Kr. kiedyś to można by się zgadać i wymyślić jakąś wege – desgutację z planszówką w tle :) Zapraszam, wystarczy troszkę wcześniej dać mi znać, najlepiej przej mojego fanpaga na fb. Pozdro!