agricola

Agricola (wersja dla graczy). Gra, którą musisz znać, a potem będziesz musiał mieć

Co ma wspólnego Bogusław Linda z nowym wydaniem „Agricoli”? Właściwie nic,  ale to właśnie jego słowa przypomniały mi się w chwili kiedy zacząłem pisać ten tekst: „Wbrew niektórym krytykom filmowym i teatralnym czas się nie zatrzymuje” (Newsweek 27/2016).  Jeżeli przeniesiemy to na nasz planszowy grunt i poszerzymy o głos doświadczonych graczy,  to będzie to bardzo dobrym podsumowaniem dyskusji, jaka toczyła się na temat sensowności wydania tej wersji kultowej gry Uwe Rosenberga.

Opisana w tekście gra została przekazana przez wydawnictwo Lacerta.

Możesz się z niej dowiedzieć, że jest to wyciąganie kasy – dojonko, bezsensowny ruch ze strony wydawcy, gdy wystarczyło przecież tylko wydrukować starą wersję, próba rozbicia na częściej tytułu idealnego i oczywiście zarabianie na tym podwójnie, a nawet może i potrójnie oraz inne tego typu sugestie, które niezbyt pochlebnie świadczą o autorze i wydawnictwach wydających grę w tej wersji.

Czytam tego typu wywody i po raz kolejny zastanawia się dlaczego nie można sobie uzmysłowić bardzo prostego faktu,  że gry planszowe to hobby żyjące, którym zaczynają się interesować wciąż nowi ludzie. To że my, starzy wyjadacze, znamy w zasadzie wszystkie stare gry i już się nimi ograliśmy, to nie jest to powód, żeby takich gier nie wydawać ponownie w nowej wersji graficznej lub ze zmodyfikowanymi według uznania ich autorów zasadami. A tutaj mamy właśnie taką sytuację.

Po raz pierwszy, po polsku gra została wydana w roku 2008. W wielkim pudle znalazła się ogromna (i to nie tylko na tamte czasy) liczba komponentów, co zresztą na długie lata było wzorcem bogatego wypełnienia pudeł gier. W środku oprócz plansz znajdowały się zwykłe drewniane znaczniki surowców i zwierząt, masa różnego rodzaju kart, a sama gra oferowała możliwość rozgrywki od 1 do 5 graczy. Dodatkowo, żeby dogodzić wszystkim, to oprócz wersji zwykłej, posiadała ona jeszcze łatwiejszą wersję rodzinną.

Kilka miesięcy temu dotarła do nas informacja o nowej edycji gry, która nie tylko miała się lekko zmienić wizualnie, ale również miała być poddana swego rodzaju liftingowi zasad, którym miał zająć się sam autor. Zapowiedzi stały się już faktem i polscy gracze mogą cieszyć się już zlokalizowaną wersją „Agricoli (wersji dla graczy)”.

Jeżeli jesteś szczęśliwym posiadaczem pierwotnej edycji gry, to pierwszym co zobaczysz po otwarciu pudełka nowej wersji będzie drewno, które teraz nie jest już tyko umownym zbiorem kolorowych elementów, ale ładnie ukształtowanym zbożem, dyniami/warzywami, drewnem, trzciną, gliną, kamieniem oraz kolekcją domowego inwentarza, gdzie obok owieczek biegają krowy, konie i dziki.

Na początku sądziłem, że ta nowa jakość drewna, będzie cieszyła tylko tych nieznających tytułu graczy, a po kilku grach i tak przestanie być zauważana. Myliłem się jednak i obecnie ciężko by mi było wrócić do starych żetonów zasobów. Może dla większości graczy „Agricola” to suche euro, ale ja należę do tych graczy, którzy czują w niej rozwój własnego gospodarstwa i to odwzorowanie drewnianych komponentów jeszcze bardziej mi w tym pomaga. Wiem, wiem… gdzie tam klimat?

Kolejnym zauważonym elementem będą zapewne karty i jak się okazuje, to właśnie ich liczba jest najbardziej problematycznym elementem tego wydania. Pierwotnie było ich 318 (169 pomocników , 139 usprawnień małych i 10 dużych) i nowa ich liczba faktycznie wygląda przy tym dość ubogo: 48 pomocników, 48 usprawnień małych oraz 10 dużych.

Jest to tylko pozorny spadek jakości nowej „Agricoli”, ponieważ jej autor po latach doświadczeń, przemyśleń i wsłuchiwania się w głosy graczy, postanowił doszlifować swój diament jeszcze bardziej (do końca?). Wybrał więc spośród pierwotnych kart oraz dodatków, te najbardziej wartościowe, najczęściej wybierane, poddał je w niektórych przypadkach modyfikacji i na tej podstawie stworzył nowy zestaw kart, który może liczbowo wygląda mniej okazale, ale podczas gry sprawdza się równie dobrze, a może nawet lepiej niż oryginał.

Dlaczego lepiej? Często do tej pory podczas gier borykaliśmy się z pewnym niby małym, ale tak naprawdę poważnym problemem. Praktycznie za każdym razem mieliśmy inny zestaw kart na ręce, który trzeba było przeczytać i przeanalizować. Powiesz, że to przecież super, bo gra zawsze jest inna. Zgoda, tylko ta gra jest bardzo specyficzna. Próba odnalezienia odpowiedniego sposobu wykorzystania kart za każdym razem była mało elegancka i męcząca, bo ciężko było tutaj wykorzystać doświadczenie z poprzednich rozgrywek, a jak wiesz, przy grach optymalizacyjnych jest to bardzo ważne. Dodatkowo, nie wszyscy gracze mieli równie silne karty, a co to znaczy, to już chyba nie muszę tłumaczyć. Tutaj ta stała różnorodność rozgrywek doskwierała.

Zasadniczo nie wyznaję teorii, że więcej znaczy lepiej i mam zaufanie do Uwe Rosenberga. Dzięki jego zmianom obecnie otrzymujemy silny i przemyślany zestaw kart, który i tak tworzy bardzo dużo kombinacji, ale teraz jest się już w stanie nawet po samej nazwie wiedzieć co dana karta robi. Nie ma się przy tym uczucia, że czegoś tutaj brakuje i praktycznie gdybyś nie wiedział, to zapewne nie poznałbyś, że kart jest mniej.

Osoby stęsknione za większą liczbą kart dostaną zapewne niedługo dodatek, który to naprawi i nie wydaje mi się, jak niektórzy sugerują, że takie podejście jest złe. Teraz dostajesz tańszą (chyba nie łudzisz się, że większa liczba kart nie wpłynęłaby na cenę) i świetnie działającą grę z talią podstawową, a jak będziesz chciał koniecznie mieć ich więcej, to kupisz dodatek. Takie podejście jest uczciwe, bo obecna wersja to w stu procentach bardzo dobrze działający produkt, który nic na tym „zubożeniu” nie stracił.

Zaglądamy głębiej do pudełka i widzimy w końcu planszę, w której zastosowano ciekawy sposób jej budowy w zależności od liczby graczy. Dodatkowo składana jak puzzle plansza, doczekała się, podobnie jak inne elementy gry, lekkich zmian graficznych. Jest to wciąż ta sama, dobrze znana i charakterystyczna grafika „Agricoli”, ale obecnie sprawia ona wrażenie żywszej i bardziej podobnej do tego, co widzieliśmy niedawno w „Cavernie”.

Ostatnią rzeczą, którą zauważysz, jeżeli w ogóle to zauważysz, jest brak zestawu dla piątego gracza. Tak, obecnie „Agricola” pozwala w wersji podstawowej grać maksymalnie tylko w cztery osoby. Jeżeli podobnie jak ja należysz do bardziej licznej grupy graczy, którzy wcale lub sporadycznie bawi się w takiej grupie osób (raz przez to przechodziłem i nigdy nie chciałbym tego powtórzyć), to ta zamiana będzie dla ciebie nieistotna i powinieneś ją przyjąć radośnie ze wspomnianych już wcześniej względów finansowych. Pozostali otrzymają taki poszerzający zestaw w formie dodatku i co więcej – dostaną nie tylko zestaw piątego, ale i szóstego gracza.

Wszystkie zmiany przeczytasz na stronie wydawnictwa. Tutaj skupiłem się na tych, które moim zdaniem są najważniejsze i to szczególnie dla nowych graczy, którzy czytając pojawiające się w naszych branżowych mediach komentarze, mogą czuć się zagubieni i niepewni, którą wersję kupić.

Mam nadzieję, że rozwiałem te wątpliwości i wszyscy rozważający kupno nie będą obawiać się, że kupując najnowszą wersję zostaną z czegoś okradzeni. Nie dajcie się zmanipulować, bo jako osoby, które nie znały do tej pory „Agricoli” nie poczujecie w żadnym wypadku jakichkolwiek braków, a co najważniejsze, dostaniecie przemyślany i dostosowany do dzisiejszych czasów tytuł, nie tylko od strony mechanicznej, ale również jeżeli chodzi wykonanie. To ostanie może okazać się szczególnie ważne, gdy kiedyś doczekamy jakiegoś dodatku, np. w postaci modułu planszy.

Dalsza część tekstu przeznaczona jest dla osób, które jeszcze nie miały przyjemności zagrać w tę cudowną grę. Dlatego tylko ich zapraszam do dalszej lektury, bo pozostałych nie muszę przecież do niczego przekonywać. Oni doskonale wiedzą dlaczego „Agricola” była, jest i będzie grą genialną.

„Agricola” to w zasadzie taka symulacja życia na wsi. Z wszystkimi bolączkami i problemami z jakimi musiał się borykać XVII-wieczny chłop. Zaczynasz z dwuosobową rodziną, która posiada najprostszą dwuizbową chatę, kawałek pola i marzenia. Na początku nie myślą o wielkich zbiorach, stadach różnego rodzaju bydła, rozbudowie domu czy też powiększeniu rodziny. Na początku ich plany są prozaiczne i sprowadzają się do przetrwania pierwszego roku na swoim. Dopiero z biegiem lat zaczną myśleć o rozwoju i dorównaniu innym zamożnym sąsiadom. Szybko jednak poczują czym jest upływający czas, który pędzi w chwilach kiedy tego najmniej potrzebują i nie pozwala w terminie wykonać czynności, od których zależy ich przyszłość.

Losem tej rodziny oczywiście pokierujesz ty i już wkrótce przekonasz się skąd wzięło się hasło „krótka kołderka”, dlaczego Uwe Rosenberg uważany jest za fanatyka żywienia oraz skąd u graczy często grających w „Agricolę” spotyka się pęd do kupowania drewna w innych grach ekonomicznych, które na to pozwalają. Ta gra bywa traumatyczna i warto, żebyś już teraz był tego świadomy. Nieraz będziesz rozpamiętywał wynik gry i na nowo rozgrywał ją w głowie na zasadzie „mogłem zrobić to, zamiast tego”, albo „zabrakło mi tylko jednej rundy”.

Nie wiem jakim przedziałom czasowym fabularnie odpowiadają poszczególne fazy gry, ale na pokonanie wszystkich agro problemów z jakimi borykali mieszkańcy wsi masz 6 etapów, co w rzeczywistości przekłada się na 14 rund. Wszystko jest czytelnie określone na planszy, więc bardzo szybko zauważysz, że poszczególne fazy w raz z końcem gry przyśpieszają i nie mają równej liczby rund. Już wkrótce dowiesz się jak ten rozkład jest ważny dla planowania własnej strategii, ale na razie możesz wpatrywać się w uspokajającą zieleń planszy. Na stres przyjdzie jeszcze pora.

Kolejne rundy to tak naprawdę nowe możliwości (akcje), które będziesz mógł wykonać w celu polepszenia swojego gospodarstwa. Dzięki mechanizmowi kart pojawiających się na polach planszy będziesz wiedział, w której fazie co się pojawi, ale w przypadku rund już nie zawsze będzie tak łatwo, bo ich kolejność będzie różna i nie znana do chwili odkrycia karty rundy.

Ta niewiadoma z jednej strony utrudnia planowanie, ale z drugiej zapewnia bardziej zróżnicowane kolejne partie i w praktyce bardzo ciekawie buduje napięcie. Tak, tak, dobrze czytasz: napięcie, bo w euro grach tak się buduje napięcie, które niejednokrotnie potrafi wstrzymać oddech u ich miłośników.

Początek twojego gospodarstwa jest może skromny, ale dwoje członków rodziny w dwuizbowej glinianej chałupie, kilkanaście sztuk drewna, trochę strawy, to – jak się przekonasz – bardzo duży potencjał. Będziesz go mógł już od początku zacząć wykorzystywać, ponieważ część akcji widoczna jest na planszy już od początku i tylko ich liczba/rodzaj jest uzależniona od liczby graczy biorących udział w grze.

Na pewno na początku możesz rozbudować swój dom o kolejne izby,  pozyskać nasiona zbóż i zaorać pod nie pola, wyrąbać trochę drewna, nakopć gliny w pobliskiej gliniance, narwać sitowia w stawie, nałowić w nim ryb na wieczorny posiłek, spotkać się z wartościowymi pomocnikami i zatrudnić ich do pomocy lub dorobić się jakiegoś pomocnego w gospodarstwie usprawnienia.

Wraz z postępem gry będziesz mógł hodować zwierzęta, uprawiać zboże i warzywa, nabywać duże usprawnienia, modernizować swój dom i powiększyć rodzinę. I wszystko to w zasadzie pięknie wygląda i nie widać tutaj nic trudnego do realizacji, ale to tylko teoria, bo żeby do czegoś dojść, najpierw będziesz musiał na to zapracować. Wprawdzie zwierzęta miło mieć w swoim gospodarstwie, ale najpierw będziesz musiał zbudować pastwiska lub zagrody, wcześniej zdobyć na to drewno, a dopiero na końcu pomyśleć o nabyciu inwentarza. Podobnie jest z uprawą warzyw. Wpierw trzeba przygotować pola, kupić nasiona, obsiać pola i wtedy dopiero będziesz mógł pomyśleć o zbieraniu plonów. Wyższy standard domu i ulepszenie zwykłej ziemianki w dom drewniany, a w końcu kamienny/murowany, to oczywiście marzenie każdego szanującego się gospodarza, ale zebranie materiałów (drewno, kamień, trzcina), to niestety nieodzowny element jego  realizacji. Ze zbudowaniem nowych izb sprawa ma się podobnie, a bez nich (przynajmniej na początku) nie masz co myśleć o powiększeniu rodziny. Ze zdobyciem dużych usprawnień teoretycznie jest łatwiej, ale i one mają koszt pozyskania, a jak wiadomo tutaj nic z nieba nie spada, więc to tylko pozorna łatwość.

Każdy opisany powyżej etap to jedna akcja, czyli wysłanie do pracy jednego członka rodziny, a przypominam, że na początku mamy ich tylko dwóch. W dodatku w ciągu rundy pole akcji może być zajęte tylko przez jednego gracza, a wszyscy w zasadzie będą chcieli zrobić to samo. Musisz sobie więc wszystko dobrze zaplanować i pamiętać, że „Agricola” obnaży wszystkie luki i błędy tego planowania. Tutaj po prostu nieustannie brakuje rund i nie ma gry, w której uda się wykonać wszystko według wstępnych założeń. Ten tytuł to podręcznikowe połączenie długoterminowej strategii z przemyślanymi ruchami taktycznymi, którymi będziesz potrafił zniwelować poczynania przeciwników, którzy np. zabiorą ci całe drewno z lasu lub zablokują akcję obsiewu pola, kiedy ty szykowałeś się do budowy zagrody lub chciałeś skorzystać z zebranych plonów do wyżywienia rodziny.

Nie bez przyczyny mówiąc o „Agricoli” każdy wspomina syndrom „krótkiej kołderki”. To hasło bardzo dobrze odzwierciedla uczucia, jakie pojawiają się zarówno podczas gry, jak i po jej zakończeniu, kiedy analizuje się grę, a zapewniam cię, że będziesz to robił, bo ten tytuł tak już ma. Wygrywając czy przegrywając, zawsze pojawiają się myśli, że mogłeś zrobić coś lepiej, w innej kolejności lub że zabrakło tylko przysłowiowej jednej rundy. Tak jak krótką kołderką nie przykryjesz się w stu procentach, tak grając w „Agricolę” nigdy nie będziesz w stanie zrobić wszystkiego i zawsze będzie towarzyszyło ci uczucie niezadowolenia. Może teraz dziwisz się czemu tak się tym zachwycam, bo przecież bardziej wygląda to na wadę niż zaletę gry, ale wystarczy jedna rozgrywka, żebyś sam uzależnił się od takiego agricolowego sposoby myślenia i odbioru gry.

Do tej pory pisałem tylko o czynnościach jakie wykonywać będzie twoja rodzina, ale nie tylko pracą ona żyje i musi przecież również jeść i to jeść regularnie. A do tego będziesz potrzebował żywności. Wprawdzie możesz ją zdobyć poprzez wysyłanie członków rodziny bezpośrednio na pola, gdzie można je zdobyć, ale lepiej jak najszybciej zacząć myśleć o bardziej opłacalnym sposobie jej pozyskiwania np. z Dużych usprawnień (Paleniska,  Kuchnia, ale i Garncarnia czy Koszykarnia) ze zwierząt, z warzyw/zboża, przez przechowywanie w glinianych naczyniach lub koszach z sitowia. Nie będzie to oczywiście takie proste, bo wcześniej musisz tego  wszystkiego się dorobić (wykonać akcje), ale szybko przekonasz się, że takie podejście do żywienia czasami to jedyne wyjście, aby wyżywić wszystkich swoich członków rodzinny i móc skupić się w miarę spokojnie na innych czynnościach.

Wyżywienie członków rodziny, to nie fanaberia, która ma podkreślić symulacyjne aspekty gry, ale jedna z bardziej trudnych do spełnienia zasad „Agricoli”, która nie bez przyczyny jest pierwszą z serii gier żywieniowych Uwe Rosenberga. Walka o pozyskanie pożywienia, którą musisz pogodzić z równoczesnym zdobywaniem szeroko pojętych surowców potrzebnych do uzyskania odpowiednich efektów, to istna droga przez mękę. Jest to na tyle trudne, że niektórzy gracze nawet nie starają się powiększać rodziny, żeby jeszcze bardziej nie komplikować sobie życia. Tylko jak to pogodzić z rzeczywistością, skoro większa rodzina, to przecież więcej możliwości? To nie jedyne pytanie, na które będziesz szukał odpowiedzi podczas gry, a w zasadzie to są one jej kwintesencją. Ciągłe kompromisy, wybory i ponoszenie ich konsekwencji, to trzon przyjemności płynącej z tej gry.

Wprawdzie zasady gry przewidują wariant gry bez wykorzystania wspomnianych wcześniej kart Pomocników i Usprawnień, ale ja zachęcam do jak najszybszego zaczęcia gry właśnie z nimi. Jeżeli wspomniany wcześniej opis gry, wydaje ci się z powodu trudności i wyzwań jakie ze sobą niesie, interesujący, to gwarantuję, że gra z kartami wywoła u ciebie istną euroekstazę.

Pomocnicy to oczywiście różnego rodzaju postacie,  które w tamtych czasach mogły pojawić się w wiosce,  szukając zatrudnienia za wikt i opiekunek.  W zamian potrafią odwdzięczyć się gospodarzom obchodząc zasady gry lub dostarczając dodatkowych zasobów.  Dzięki jasnemu oznaczeniu od razu będziesz wiedział czy pomogą ci oni w rozbudowie gospodarstwa, zdobyciu zasobów,  żywności lub po prostu większej liczby punktów na koniec gry.

Podobnie ma się rzecz z małymi usprawnieniami, tylko że te należy pozyskać już za konkretne zasoby (pomocników generalnie zachęcisz samym posiłkiem), ale one znowu nie tylko pomogą podczas samej gry, ale w większości przypadków przyniosą również punkty zwycięstwa na jej koniec.

Dzięki kartom każda rozgrywka jest inna, bo przy rozdaniu na początku gry każdemu z graczy po siedem kart pomocników oraz usprawnień, trudno spodziewać się powtarzalności.  Zapewniam, że już po kilku grach poczujesz co trzymasz w ręku i jak może to wpłynąć na grę.  A nawet jedna lub dwie karty potrafią całkowicie ją odmienić i pozwolić na wykorzystanie możliwości, które są na przykład ignorowane przez przeciwników i przekuć je w sukces.

Koniec gry to brutalna konfrontacja z jasno określonymi zasadami punktacji, w których wszystko co zrobiłeś lub nie, wpływa na jej końcowy wynik. Za braki (zboża, warzyw, zwierząt) dostaniesz punkty ujemne, ale odpowiedni rozwój pól i trzody, to znowu adekwatne do ich liczby punkty do zdobycia. Zyskasz również dzięki powiększeniu rodziny, rozbudowie i modernizacji domu, ale stracisz gdy twoje gospodarstwo będzie świeciło nieużytkami lub podczas żywienia nie zadbałeś o odpowiednią ilość pożywienia, co zmusiło członków twojej rodziny do żebrania.

W „Agricoli” nie ma żadnej złotej zasady w co inwestować, a w co nie lub co należy budować lub robić w pierwszej kolejności. Wszystkie zmienne gry, które regulowane są przez jej zasady skutecznie uniemożliwiają dawanie takich rad. Dzięki temu dostajesz grę, z którą za każdym razem będziesz musiał się zmierzyć i postarać się samemu ją rozgryźć.

Kiedyś uważałem, że do pełnego planszówkowego spełnienia i szczęścia, wystarczą tylko trzy tytuły na półce: „Neuroshima Hex”, „Cywilizacja: Poprzez wieki” i właśnie „Agricola”. Obecnie te odczucia zweryfikowałbym jedynie przez dorzucenie do tej trójki jednej gry karcianej, którą jest „51. Stan”. Pozostałe tytuły nadal są genialne i jedyne w swoim rodzaju, a „Agricola” zasłużenie wciąż wśród nich pozostaje.

  • Cez

    Co do drewienek, niby jest fajne ale jest mniejsze od poprzednich kolorowych krążków(szczególnie drewno) i trochę trudniej się je „wygrzebuje” ze wspólnego stosu.
    Myślę, że jeśli ktoś ma starą wersję, to nie ma sensu przechodzić na nową. Szczególnie, że brak tego 5 gracza w pudełku.

    • Kiedy ostatnio grałeś w 5 osób?

      • Cez

        Nie pamiętam. Ale zawsze lepiej mieć tą opcję niż nie mieć.

        • Dla nowych graczy nie jest to dobra opcja, skoro nie będą grali w 5 osób lub rzadko, a gdyby był 5 zestaw to gra była by droższa.

          • Cez

            No OK, ale dla posiadaczy starej wersji jest to dodatkowy argument za pozostaniem przy poprzedniej wersji.

          • Ja bym kupił nową ze względów, o których pisałem.

          • Krzysztof Bryk

            imho cena ma tu drugorzędne znaczenie, liczy się grywalność oraz uniwersalność samej gry. cena to balans pomiędzy tym co za tą zabawę jesteś gotowy zapłacić a ‚pazernością’ wydawcy

          • Nie zgodzę się z tym, bo od lat śledzę rynek gier planszowych oraz reakcje graczy na zmiany cenowe. bardzo dużo ludzi patrzy an ceny i nawet małe różnice są dla nich bardzo ważne. Gry są bardzo, więc nie ma co się dziwić.

          • Krzysztof Bryk

            zawsze można upolować promocję rabat zniżkę czy wyprzedaż. ja mam trochę inaczej, pamiętam że kiedy dorwałem magiczny miecz z dodatkami gdzieś na straganie w zakopcu to nie patrzyłem na cenę :)

          • Krzysztof Bryk

            muszę ją wygrzebać, ciekawe czy mam wszystkie elementy :}

          • Konrad Adamczyk

            Jest tyle gier na rynku a kasy zawsze brakuje, więc cena nie jest bez znaczenia… Myślę, że taka optymalizacja pod 4 osoby to dobry zabieg. Ktoś jak gra w większej grupie i to kupi dodatek – rozsądne rozwiązanie. P.S. Jak zawsze super recenzja. Pozdrawiam

          • Dzięki za dobre słowo :)

      • Toja Elemele

        Tycjan, a uważasz, że warto przechodzić ze starej wersji, czy szkoda zachodu (i pieniędzy) i lepiej do starej Agricoli dokupić dodatek Torfowiska?

        • Jeżeli ostro grasz w Agricolę, potrzebujesz Torfowiska i zamortyzujesz nowy zakup, to ja bym poszedł w nową i poczekał na wyjście Torfowiska (liczę, że będzie) już w nowej wersji. Wybrałbym nową z powodów, o których pisałem oraz z powodu, że nowe Torfowisko jak będzie, to pewnie tez będzie zmodernizowane.
          Teraz granie torfem z nowym wydaniem jest trochę utrudnione z powodu nazewnictwa pól, bo ono się zmieniło.
          A czy gracz ze stara wersją ma kupić nową? Ponownie trzeba sobie powiedzieć, czy często w nią grasz, czy jesteś fanem, itp. Ja bym kupił, bo nowości wpasowały się moje oczekiwania. Zastanów się tylko, czy faktycznie tobie to samo co mi w starym wydaniu przeszkadza.

          • Cez

            To pytanie, czy nie lepiej po prostu kupić do starej podstawki Talię graczy.

          • Krzysztof Bryk

            dokłanie, karty może poza tym we własnym zakresie eksperymentalnie eliminować.

          • Możesz, tylko nie będziesz do końca wiedział jakie, a po drugie nowe karty są również pozmieniane w stosunku do oryginału.

          • Krzysztof Bryk

            szkoda właśnie że nie opisałeś różnic w kartach poza ilością, czy są to nowe karty czy zwyczajnie poprawili tłumaczenie starych

          • Nie piszę analiz gier. Zresztą skoro stara wersja Ci odpowiada, to po co ci szczegółowy opis zmian, skoro wszystko jest z nią OK? ;)

          • Krzysztof Bryk

            traktuję nową wersję jak dodatek, może warto ją kupic dla nowych kart i znaczników np tylko :)

        • Krzysztof Bryk

          wystarczy torfowisko oraz talia z. gra zyskuje drugi wymiar, torfowisko to ogromny dodatek wnoszący bardzo wiele do samej gry. nagle masz torfowiska i lasy, konie, dochodzi kwestia ogrzania lokalów i kupa innych rzeczy :)

          a później usłyszysz o kawernie i zapomnisz o torfowisku z dodatkami.

          • A wiesz, że „słyszałem”? Tylko po powrocie do Agricoli w ramach testowania nowej wersji, nie koniecznie chcę tak bardzo wracać do Caverny. Bo w niej brakuje tego napięcia i dokręcania śrubki, a z tego słynie Agri. Obecnie stara wersja wraz z torfem stoi na półce, a my gramy w nową i dociskami Polami Arle.

  • Bogas

    „… oraz kolekcją domowego inwentarza, gdzie obok owieczek biegają krowy, konie i dziki.”
    Oszukali mie! W moim egzemplarzu nie ma ani jednego konia! (że o kocie nie wspomnę) ;)

  • Krzysztof Bryk

    co to za agri bez lasów i torfowisk :P

  • Żarłok Tv

    Świetnie napisana recenzja! Aż chce się założyć kubrak, widły w dłoń i wyjść orać pole! ;)

  • Piotr

    witajcie, wreszcie coś zmusiło mnie do zalogowania się i komentowania…:)
    Ogromna liczba kart (podzielonych na talie, można tym też sterować) to jeden z najmocniejszych punktów Agricoli. Każdą grę zaczynamy od draftu rozdanych kart. Zajmuje to z 10min, ale to integralna część gry. Draft umożliwia obranie i realizowanie (czasem bardzo nietypowej) strategii na rozgrywkę, lepsze zarządzanie ciągle brakującymi zasobami. Każdemu z pewnym doświadczeniem z Agricolą radzę spróbować. Draft i różna konfiguracja kart w rozgrywkach zostawia konkurencję w postaci Kawerny daaaleko w tyle, a regrywalność jeeeeeeeeszcze dalej:)

    • Krzysztof Bryk

      Słuszna uwaga!