Przed premierą: „Mini Cywilizacja” z dużym potencjałem

Łukasza „Wookie” Woźniaka znasz z pewnością jako recenzenta, autora gier, ale czy znasz go jako handlowca? Pod koniec tego wpisu poznasz jego wszystkie wcielenia, ale teraz czas na Łukasza twórcę gier, a to za sprawą gry jego autorstwa, „Mini Cywilizacji„. Zaczynamy.

W tej grze karcianej nie znajdziesz podziału na karty surowców i lokacji, ale wszystko opiera się na jednym typie kart. Jedna karta może być więc zarówno środkiem płatniczym, jak również lokacją, którą wybudujesz/wystawisz w swoim obszarze gry.

Nie jest to jakieś oryginalne rozwiązanie, ale układ kart już i tak rzuca się od razu w oczy. Karty gry nie mają standardowych awersów i rewersów, ale są wykorzystane z obu stron i to w dodatku podwójnie. Dzięki takiemu zabiegowi na jednej karcie zmieściły się cztery typowe karty.

Jest to bardzo sprytny zabieg, który nie tylko zmniejsza liczbę kart w talii, ale dodatkowo wpływa na decyzje i przebieg gry. Wprawdzie na początku trudno się w tym odnaleźć i lokacje na kartach trochę mogą się „zlewać”, ale to poczucie szybko minie i wtedy zaczniesz doceniać ten podwójny (poczwórny?) układ.

Na kartach znajdziesz wszystkie informacje potrzebne do rozwoju swojego imperium. Zaczynając od materiałów budowlanych jakie posiadasz, przez zdolności danej lokalizacji, a skończywszy na liczbie punktów jakie za nią otrzymasz na koniec gry, o ile będzie ona częścią twojego imperium.

Skoro już poruszyliśmy sprawę budowania tytułowej cywilizacji, to wspomnę coś o warstwie fabularnej. Wszystko powinno ją teoretycznie budować. Lokacje są nazwane zgodnie z ich akcjami/możliwościami, produkujemy materiały, kupujemy budynki/lokacje i je budujemy. Wszystko są to standardowe elementy gry cywilizacyjnej.  Ale nie potrafię w tym poczuć dreszczyku rozwoju imperium. Gra za długo leżała chyba na eurosłońcu, bo wyschła na wiór.

Ta suchość nie wpływa jednak zupełnie na samą grę, a pewnie dla euromaniaków to może być nawet zaleta.  Przy „Mini Cywilizacji” mam podobne uczucie jak podczas grania w „Splendora”. Tam też oprawa graficzna i fabularna całkowicie nie wiążą się z mechaniką, ale w obu grach nie przeszkadza to w czerpaniu radości z grania w nie. Lubię ładne i klimatyczne gry, ale ponad wszystko przekładam nad to gry dobre, a bez ciekawej mechaniki takich gier nie ma. Tutaj zasada ta zadziałała i to jest najważniejsze.

Wiesz już jak bywa tu z klimatem, ale dalej nie wiesz jak grać. Na szczęście nie jest to trudne i bardzo szybko zrozumiesz zasady gry i co za tym idzie, równie szybko je wytłumaczysz innym.

Na zdjęciach widzisz wersję demonstracyjną gry. Ostateczny jej wygląd zależy od wydawcy, ale z tego co wiem aktualna oprawa graficzna zostanie zachowana, a jakość nie będzie odbiegała od obecnych standardów.

Na początku każdy z graczy dobiera dwie karty materiałów. Liczba materiału jest widoczna na karcie po lewej jej stronie. Występują tu tylko dwa jego typy: kamień i drewno. Zaczynamy z jednym drewnem i jednym kamieniem. Karty na ręku zawsze pokazują nam tylko posiadane materiały i nie bierzemy pod uwagę pozostałych ich elementów. Można mieć tylko po jednej karcie danego materiału, więc logiczne jest, że na ręku możesz mieć maksymalnie dwie karty.

Zasady naprawdę są proste i nie napisałem tego w ramach standardowej formułki, bo w „Mini Cywilizacji” może wykonać w swojej turze tylko jedną z dwóch akcji: pozyskanie materiału lub zakup karty. Jest to nawet zbieżne z ulubionym hasłem autora „Proste? Bardzo proste”.

Oprócz kart na ręce, w grze występują jeszcze karty dostępne dla graczy, czyli pula kart oraz stos służący do jej uzupełniania. To właśnie z Puli kart będziesz pozyskiwał karty potrzebne do wykonania wymaganych akcji. Liczba kart w puli zależy od liczby graczy (liczba graczy + 4 karty). Warto jednak pamiętać, że ze względu na ich układ, to praktycznie dostępna jest tu podwójna liczba kart.

Akcja pozyskania materiału jest bardzo prosta. Deklarujesz co chcesz pozyskać i bierzesz z puli kartę z materiałem, którego liczba jest większa o jeden od liczby twojego materiału. Nową kartę bierzesz na rękę, a starą odwracasz i dokładasz do puli. Z racji, że kart w ręce nie wolno oglądać z dwóch stron, to po jej wyłożeniu i odwróceniu dostępne będą nowe, niewidoczne do tej pory przez graczy lokacje.

Zasada odwracania kart obowiązuje przy każdych sytuacjach kiedy karty są dokładane do puli. Sprytne.

Gdy chcesz dobrać jeden materiał, to możesz wyjątkowo obracać karty w puli, w pozostałych przypadkach jest to niemożliwe. Dodatkowym warunkiem tej akcji jest zakaz jej podejmowania, gdy potrzebujesz karty z dwoma lub trzema materiałami, a nie ma ich na widocznych stronach kart z puli.

Równie prosta jest akcja zakupu karty. Jej cena (można kupić tylko jeden z dwóch budynków/lokacji) widoczna jest po lewej stronie karty i pokazuje liczbę drewna i/lub kamienia, które trzeba za nią zapłacić. Zakupioną kartę wykładasz przed sobą, a karty materiałów wydanych w ramach zapłaty (nie wydaje się reszty) po odwróceniu na drugą stronę, odkładasz do puli.

Gra trwa do momentu, aż jeden z graczy nie wybuduje odpowiedniej dla wybranego wariantu gry, liczby lokacji (np. wariant ekspres – 3, pełny – 7).

Nie kłamałem na temat zasad. Wszystko jest jasne i proste. Cała zabawa wiąże się tutaj z działaniem poszczególnych kart, które zdołamy kupić i wyłożyć. I to jest właśnie powód, dla którego piszę o tej grze. Zazębianie się poszczególnych kart i szukanie przez graczy najbardziej optymalnych powiązań, to serce tej gry.

Zdolności kart można podzielić na pięć typów. Karty dostarczające surowców produkują nam na koniec gry ludzi oraz różnego rodzaju surowce lub towary. Karty wsparcia ułatwiają grę i zmieniają standardowe jej reguły (np. odwracanie kart przy dobieraniu większej liczby materiału, obniżenie ceny). Natomiast karty specjalne przynoszą punkty za wybudowane elementy osady. Dostaniemy tutaj np. punkty za różne gatunki produkowanych zwierząt, różne wartości cen zakupu kart, różnorodność wartości produkcji materiałów na kartach, kolory i różne koszty lokacji oraz za różne gatunki zwierząt. W grze znajdziesz również karty sztuki dostarczające punkty, których liczba zależy od zebranych widocznych na nich symboli.

Na koniec zostawiłem sobie najbardziej liczną grupę kart przetwarzania. Większość punktów zdobędziemy dopiero na koniec gry.  I to one oprócz punktów widocznych na kupionych kartach, będą stanowić o twoim ewentualnym zwycięstwie. Karty przetwarzania są w stanie przerobić praktycznie wszystko co wytworzysz na punkty. W dodatku te przetworzenia mogą tworzyć łańcuchy. Jeżeli np. na jednej karcie produkujesz mleko i punkty zwycięstwa, a na innej idąc z tym mlekiem i człowiekiem dostaniesz kolejne punkty, to podczas gry warto zdobyć kartę wytwarzającą ludzi, żeby to wszystko spiąć w sprawnie działający ekosystem. Z reguły jeden symbol surowca możesz wykorzystać w przetwarzaniu na różnych kartach, ale istnieją tu również przetwarzania zużywające surowce oraz mające ograniczenia co do liczby ich wykonania.

Ciężko się na początku połapać w tych wszystkich powiązaniach pomiędzy produkcją a przetwarzaniem i możesz być początkowo tym przytłoczony. Dlatego zabawę warto rozpocząć od rozegrania kilku partyjek z wykorzystaniem zestawu początkowego. Wprawdzie zagrasz wtedy tylko w dwie osoby w wariant ekspresowy, ale na początku to nawet i lepiej.

Zestaw ten zawiera 10 kart. Poważnie, ale jestem w stanie rozumieć twoje zaskoczenie, bo sam nie wierzyłem, że to może działać, a w dodatku będzie przyjemne. A tu proszę, niespodzianka. Dziesięć kart idealnie sprawdza się do nauki gry oraz do szybkiej gry, gdy nie masz np. za dużo wolnego czasu.

Doszliśmy do momentu, w którym musisz poznać tajemnicę gry, dotyczącą jej formatu i formy dystrybucji. „Mini Cywilizacja” jest grą kolekcjonerską. Już słyszę ten jęk zawodu. I ja to rozumiem, gdyż sam nie przepadam za tego typu wyciąganiem kasy od gracza. Tutaj jednak będzie to wyglądało trochę inaczej, bo karty dostaniesz za darmo. Gdzie tu haczyk?

Napisałem na początku tekstu o Łukaszu Woźniaku jako o handlowcu. Pora na wyłożenie wszystkich kart. Łukasz otwiera sklep z grami planszowymi, a „Mini Cywilizacja” powstała właśnie jako element, który ma przyciągnąć kupujących do sklepu „U Wookiego”. Karty do gry otrzymasz za darmo, ale warunkiem jest zrobienie w sklepie zakupów. Pierwsze zamówienie to możliwość zdobycia zestawu podstawowego (10 kart), a przy kolejnych zamówieniach otrzymasz 10 losowych kart z pozostałych 40 kart pierwszej ery.

Zestawem podstawowym można grać i dobrze się bawić, lecz apetyt wzrasta w miarę jedzenia.  Ja mogłem grać całym zestawem i muszę przyznać, że większa liczba kart znacząco wpływa na przyjemność rozgrywki. W grach, które wykorzystują mechanikę zazębiania się zdolności/możliwości lokacji, dodatkowe karty są czymś nieodzownym dla miłośników takich tytułów. Dodatkowo większa liczba kart pozwala na rozegranie dłuższych wariantów gry, które różnią się końcową liczbą wybudowanych budynków i lokacji. Więcej kart to więcej możliwości. Jasna sprawa.

„Mini Cywilizacja” jest małą, ale bardzo sprytną grą. Wymiana jednych surowców na inne, co w ostateczności skutkuje uzyskaniem punktów zwycięstwa, nie jest wprawdzie odkrywcza, ale mimo to układ kart oraz zasady gry zachęcają do kombinowania i szukania wciąż nowych wzorów łączenia poszczególnych kart. Czasami wystarczy dodać innej przyprawy, żeby znane danie nabrało nowego smaku.

Gra nie sprawi kłopotów przy tłumaczeniu i w zasadzie każdy spokojnie w nią zagra. Więcej przyjemności wyciągną z niej gracze lubiący średniej ciężkości tytuły, ale również dla pozostałych, zagranie w nią nie powinno być męką. Wprawdzie nie można się tu nastawiać na dalekosiężne strategie, bo ze względu na związaną z mechaniką losowość i niepewność (np. obracanie kart dokładanych przez graczy i ze stosu do puli), jest to bardziej gra taktyczna, ale i to krótkoterminowe planowanie daje satysfakcję.

Co do formy dystrybucji, to tutaj sam musisz sobie odpowiedzieć czy ci ona odpowiada. Nie jest to zdecydowanie standardowy sposób na zdobycie gry, ale taka forma promocji na pewno znajdzie swoich zwolenników. Wiadomo, że w życiu nie ma nic za darmo i zawsze ktoś za to zapłaci, ale przy zakupach nic dodatkowego nie musimy dostawać i nikt nikogo nie będzie za to winił. Tutaj za jednym zamachem powiększa się swoją kolekcję oraz składa kolejną grę, rozbudowując ją o nowe karty i możliwości. Czy to zadziała? Zobaczymy. Najważniejsze, żeby gra była tego warta, a w przypadku „Mini Cywilizacji” na szczęście nie musimy się o to martwić.


Opisywana w tekście gra została przekazana przez autora

 

 

  • dzięki! :)

  • Michał Wróblewski

    Wookie to po takim tekście koniecznie daj znać kiedy startujesz ze sklepem, jaki będzie adres w sieci i jakie jeszcze szykujesz niespodzianki :)

    • Polecam obserwować mój profil na FaceBooku i subskrybować na YouTube :)
      W tym tygodniu będzie na pewno więcej informacji

    • Ujawnienie adresu sklepu zostawiłem Łukaszowi, ale nie trudno się jego domyślić ;)

      • już można stronę znaleźć :)

  • Powoli już wszystko zaczyna być znane: BGG – https://boardgamegeek.com/boardgame/182681/mini-cywilizacja, Strona gry: http://uwookiego.pl/mini-cywilizacja, a i adres sklepu jest znany :)

  • Aleksander Tomczyk

    Małe rysunki, małe literki. I choć zapowiada się arcyciekawie to przyjdzie części poczekać na przerysowanie i przepisanie gry. A szkoda!

    • Z literkami nie jest źle i wszystko co potrzebne jest czytelne. Grafika rzecz gustu. Wprawdzie nie powala, ale też nie męczy.