Przed premierą: Cthulhu światy

Jeżeli interesujesz się grami planszowymi i to również w wersji elektronicznej, to zapewne kojarzysz tytuł „Star Realms”. Ta gra bardzo szybko podbiła serca fanów tradycyjnych gier karcianych oraz aplikacji mobilnych, na ekranach których bardzo szybko (jednocześnie?) zagościła. Jej autor postanowił kuć żelazo póki gorące i w tym roku wydał grę („Cthulhu Realms”), która wykorzystuje mechanikę SR, ale nawiązuje klimatem do bardzo ostatnio popularnego uniwersum Cthulhu. Dzięki wydawnictwu Baldar zagramy w jej polską wersję już we wrześniu. Ja tradycyjnie, jeszcze przed premierą postanowiłem wypróbować jak się gra w „Cthulhu Światy” i czy faktycznie warto na nią czekać.

Bardzo się cieszę, że kart nie przyozdobiono poważnymi ilustracjami prosto z koszmarów lub filmowych horrorów. Nie mogę siebie nazwać zagorzałym fanem tematyki związanej z Cthulhu, więc nie mam problemu z graficznymi eksperymentami na ten temat. Może miłośników prozy H.P. Lovecrafta razi humorystyczna i komiksowa grafika na kartach gry, ale dla mnie to w końcu powiew jakiejś świeżości. Nie jest to gra przygodowa, więc aby w nią grać nie trzeba wkręcać się w klimat. Dodatkowo brak realistycznych grafik może poszerzyć grono odbiorców, którzy na co dzień np. stronią od tego typu tematyki. Od razu jednak uspokajam wszystkich gatunkowych purystów: terminologia oraz nazwy kart wciąż oddają klimat tytułowego świata Cthulhu.

Na zdjęciach widzicie grę w angielskiej wersji demo, którą przygotowałem przed swoim urlopem. Wybaczcie więc jej stan, ale nie miałem wtedy za dużo czasu. Stąd te krzywizny oraz różnorodność koszulek.

Gra w zasadzie ma bardzo proste reguły, które szybko się tłumaczy. Dodatkowo na kartach nie ma żadnych napisów, tylko zrozumiałe symbole, tak więc po kilkunastu minutach każdy będzie mógł w nią zagrać. Wiem, że są zwolennicy pisania wszystkiego na kartach, ale tutaj nie ma tylu akcji/symboli, żeby było to konieczne, a nawet mogłoby to wywołać tylko niepotrzebne opóźnienia w grze związane z czytaniem treści każdej z kart.

„Cthulhu Światy” to gra karciana, która wykorzystuje mechanikę budowania talii (deck building) i jeżeli nieobce ci są tego typu gry, to od razu poczujesz się tu jak w domu. Pozostali łatwo zrozumieją ogólną zasadę wykorzystania posiadanych na start zasobów do kupowania/pozyskiwania bardziej mocnych i wartościowych kolejnych kart.

W grze wcielasz się w rolę jednego z początkujących okultystów, którzy chcą wykończyć konkurencję. Oprócz identycznego poziomu Zdrowia Psychicznego (na specjalnej planszy zaznacza się 50 pkt.) będziesz dysponował na początku takim samym dziesięciokartowym zestawem środków. Nie są to może okazałe aktywa, ale na początek w zupełności wystarczą do realizacji naszych celów. Kilku Wyznawców, Wtajemniczonych i Zbirów pozwoli na pozyskiwanie/przywołanie kolejnych kart oraz zadawanie lekkich obrażeń przeciwnikom.

Zwykle na ręku będziesz mieć pięć kart, które właściwie spożytkowane przechylą szalę zwycięstwa na twoją stronę. W swojej rundzie możesz zagrać je wszystkie i w miarę możliwości wykorzystać ich właściwości. Nie będzie to jednak łatwe, bo część z nich posiada warunki ich aktywacji.

Moment, ale ty wciąż przecież nie wiesz jakimi kartami będziesz grał. Już to nadrabiamy. Karty podzielone są na Postacie, Artefakty i Lokalizacje, które występują w czterech kolorach. Skomplikowane więc to nie jest. Bardziej na początku mogą cię dezorientować widoczne na kartach symbole. Wierzę jednak, że i z tym szybko się uporasz.

Na każdej z kart oprócz nazwy, jej typu i ceny, znajdziesz jej zdolności i to od nich będzie zależała w dużej mierze ich wartość. O podstawowych już wspomniałem, ale warto żebyś pamiętał, że siła nabywcza oraz zadawanie obrażeń są różne w zależności od wartości przywołania (kupna) danej karty – te droższe są zwykle lepsze. Oprócz tego będziesz mógł niszczyć Lokacje, dobierać karty do swojej ręki i usuwać je z ręki przeciwników lub całkowicie z gry, ale również i przywracać takie karty do swoich zasobów. Istnieje też możliwość leczenia się i redukowania zadawanych ran.

Skoro już jesteśmy przy ranach i sposobie na ich unikanie, to tutaj trzeba wrócić do Lokacji. W grach wykorzystujących mechanizm budowania talii, zwykle odrzuca się po wykonaniu swojej tury wszystkie karty z ręki i ze stołu. Tutaj jest podobnie, ale wyjątkiem są właśnie karty Lokacji. Kiedy już pozyskasz taką kartę, a potem ją wyłożysz, to od tego momentu, aż do chwili jej zniszczenia przez przeciwnika (nie spodziewaj się sentymentów z ich strony) będzie ona przez cały czas leżała przed tobą i przynosiła określone profity.

Lokacje mają swoje zdolności/akcje tak samo jak pozostałe karty, ale niektóre z nich (Świątynie) mają coś, co odróżnia je od pozostałych. Możesz się w nich „schować” i dopóki nie zostaną one zniszczone (posiadają określoną wartość wytrzymałości) nikt nie będzie mógł zadać ci rany. Brakowało ci połączenia klimatu z mechaniką? To teraz już je masz.

Ciekawymi Lokacjami są również te określane jako Nexus. Są to swego rodzaju bariery chroniące inne Lokacje przed zniszczeniem poprzez wyniszczenie ich Zdrowia Psychicznego. Tak, Lokacje też mają taki wskaźnik.

Jak widzisz, nabywanie i wystawianie Lokacji to ważny element rozgrywki. Karty, których nie trzeba odrzucać mają wartość strategiczną. Ale nie tylko w to warto inwestować swoje środki nabywcze, bo inne karty ze swoimi zdolnościami, to również smakowity kąsek. „Cthulhu Światy”, to w głównej mierze tytuł skupiony na tworzeniu układów kart (kombosów), które właściwie zebrane i wyłożone mogą zadać o wiele więcej szkód niż gdybyś wystawił tworzące je karty pojedynczo.

Z tego co do tej pory napisałem, można odnieść wrażenie, że jest to gra mało skomplikowana, która nie daje dużo możliwości do pokombinowania. Kupujemy lepsze karty spośród dostępnych (zawsze jest ich pięć), wykładamy je, wykonujemy akcję i zbieramy profity… gdzie tu miejsce na finezję i strategię? Kluczem, zmieniającym wszystko w tego typu myśleniu, są warunki aktywacji zdolności kart.

Tak, tutaj już musisz zacząć działać przyszłościowo. Nie wystarczy kupić i mieć na ręku kartę z mocną akcją, wcześniej trzeba pomyśleć jak ją będziesz mógł aktywować. Odrzucenie tej lub innej karty, to nie problem, ale posiadanie wyłożonej karty o określonym kolorze lub typie, zaczyna komplikować sprawy, zwłaszcza gdy na początku gry mamy tylko Postacie w czarnym kolorze. Z tego powodu na przykład nie możesz przestać myśleć o dopiero co kupionej karcie i czekać aż pojawi się ona w ręku, ale musisz mieć lub stworzyć warunki do skorzystania z jej akcji. Jeżeli tego nie będziesz miał, to nawet najsilniejsza karta będzie tylko zapychać twoją talię.

Jeśli jeszcze się nie zorientowałeś, to powiem to teraz wprost: gra przesiąknięta jest negatywną interakcją i wręcz wymaga takiego zachowania od graczy. Jeżeli nie pozbawisz swoich przeciwników Zdrowia Psychicznego, to ręczę ci, że inni zrobią to z tobą z czystą przyjemnością. Wprawdzie można skończyć grać w chwili wyczerpania się talii kart ogólnych, ale w większości przypadków kończy się ona bardziej dramatycznie. Jeżeli jest to dla ciebie problem, to lepiej powstrzymaj się przed zakupem.

Zasadniczo gra nastawiona jest na rozgrywkę dwuosobową, ale posiada dodatkowo bardzo ciekawy wariant dla trzech i czterech graczy. Zmienia się przy tym układ kart ogólnych na stole oraz sposób zadawania ran przeciwnikom – tracą je dwaj gracze siedzący obok ciebie, dlatego zapomnij o jakichś sojuszach z najbliższymi współgraczami. To ma być walka, a nie strzępienie języka.

„Cthulhu Światy” bardzo przypadły mi do gustu. To dynamiczna, szybka i interakcyjna gra, a w dodatku jedna z takich, którym trzeba poświęcić więcej czasu, żeby je dobrze poznać. Bardzo lubię takie planszówki. I wprawdzie jest ona prosta do nauczenia, ale doświadczenie, a w szczególności poznanie kart, ma w jej przypadku szczególne znaczenie.  Na początku widzisz tylko pojedyncze karty, ale z każdą kolejną grą zaczynasz je łączyć i postrzegać jako elementy konkretnych układów, których wynik działania wprawia w osłupienie przeciwnika, a czasami nawet i ciebie samego. Na szczęście rozgrywka nie trwa długo, więc zrewanżować można się bardzo szybko. U nas nikogo do tego nie trzeba mocno namawiać. Jeżeli masz podobne gusta jak ja, to sądzę, że i u ciebie będzie podobnie i to już po pierwszej grze.


Opisywana w tekście gra została przekazana przez wydawnictwo Baldar