Augustus cesarzem dobrej zabawy, czyli Bingo na rzymskich sterydach

Do tej pory Bingo kojarzyło mi się z zabawą amerykańskich emerytów i nie sądziłem, że będę mógł dobrze bawić się przy tego typu rozgrywce. Myślałem tak do czasu, aż na mojej drodze stanął Augustus. Choć mówię to z żalem, zapewne nie zostanę w swoim życiu amerykańskim emerytem, ale teraz przynajmniej już wiem co oni czują grając w swoją ulubioną grę.

Po zamordowaniu Juliusza Cezara 15 marca, 44 r. p.n.e., jego adoptowany syn Gajusz Oktawian postanowił wrócić do Rzymu. Bardzo wcześnie ujawniły się jego ambicje polityczne…” OK, bez przesady. Odbieram Augustusa jako fajną grę, ale błagam, nie każcie mi w niej szukać klimatu. Tutaj go po prostu nie ma. Dostaniemy za to bardzo klimatycznie zilustrowane elementy gry, które faktycznie nawiązują do czasów potęgi rzymskiego cesarstwa. Zarówno dobre jakościowo karty misji, jak i żetony starają się nas przekonać, że jesteśmy „legati Agusti” (przedstawicielami Augusta), ale oprócz miłych wrażeń estetycznych klimatu nie tworzą. W Augustusie jednak nie o klimat chodzi, a jego siłą jest grywalność.

Cała zabawa polega na realizacji misji, których mamy dwa typy (Prowincje i Senatorowie), ale ich rodzaj ma znaczenie tylko przy zdobywaniu nagród zarówno specjalnych, jak i realizowanych na końcu gry.

Grę rozpoczynamy z trzema misjami. Na każdej z nich znajduje się zestaw symboli, których w grze występuje 6 rodzajów. Realizacja misji polega na pozyskaniu tych symboli i tutaj dochodzimy do wspomnianego wcześniej Bingo. W grze mamy woreczek, do którego wrzucamy 23 tzw. żetony mobilizacji, na których znajdują się wymienione wcześniej symbole oraz dwa specjalne Jokery, które – jak łatwo się domyślić – zastępują każdy symbol. Jeden z graczy losuje z woreczka żeton (wracają one do niego dopiero w momencie wylosowania Jokera) i głośno mówi jaki to symbol. Teraz każdy z graczy za pomocą własnego (jednego z siedmiu startowych) znacznika – Legionu – zaznacza go na karcie misji. Jeżeli zbierzemy wszystkie symbole danej misji to krzyczymy Ave Ceasar! i możemy ją zrealizować. Skutkuje to przeważnie wykorzystaniem jej specjalnej zdolności, tj.: dodanie legionów na określone symbole, ukończenie dodatkowej misji, zdolność wymiany symboli na inne, dodatkowe legiony, dodatkowe punkty symboli/prowincji/senatorów na koniec gry oraz bardziej nastawione na interakcję, czyli usuwanie legionów z misji przeciwników lub nawet kasowanie ich zrealizowanych misji. Niektóre ze zdolności misji wykorzystuje się przez całą grę, a niektóre dopiero bierzemy pod uwagę na jej koniec. W miejsce dobranej misji bierzemy kolejną spośród pięciu widocznych na stole, znaczniki/legiony wracają do naszych zasobów i zabawa trwa dalej, aż do momentu, gdy któryś z graczy nie zrealizuje siedmiu misji. Wtedy kończymy grę, liczymy punkty i wygrywa przedstawiciel Augusta, który najlepiej zarządzał prowincjami imperium.

Jeżeli zastąpicie legiony markerem, a hasło Ave Ceasar! znanym wszystkim Bingo! to już zrozumiecie moje wstępne aluzje. Augustus na szczęście oprócz wspomnianych wcześniej zdolności misji dodaje do znanej mechaniki jeszcze kilka innych elementów, przez co gra nie jest monotonną procedurą „wylosuj i zaznacz”. Legiony w momencie wylosowania symbolu możemy brać z własnych zasobów lub przesuwać je z własnych, niezrealizowanych misji, przez co nie zablokujemy się w czasie ich realizacji. Dodatkowo, aby zachęcić nas do wyścigu w ich realizacji otrzymujemy możliwość zdobywania różnych nagród. Część zdobędziemy na zasadzie „kto pierwszy, ten lepszy”, część jest przechodnia (kontrola złota i pszenicy), ale najwięcej emocji wzbudzają nagrody przyznawane za liczbę zrealizowanych misji, gdzie musimy wybrać odpowiedni moment jej wzięcia, bo już nie będzie szansy wziąć innej tego typu – ani gorszej, ani lepszej.

Zasady gry wytłumaczymy w 10 minut, a że partie nie są długie i trwają około 30 minut to z chęcią gra się ich kilka pod rząd, w ramach popularnego „teraz się odegram, zobaczysz”. W Augustusie jednak nie tylko czas gry wpływa na  chęć powtarzania rozgrywek. Ta gra po porostu bawi swoją lekkością. Nie bez przyczyny Bingo przyciąga tysiące graczy, a tutaj dostajemy jeszcze miłe dla oka ilustracje, negatywną interakcję (na tym poziomie nazywam ją „rodzinna interakcja negatywna”) oraz rywalizację w zdobywaniu dodatkowych nagród. Jeżeli to wszystko możemy osiągnąć w czasie tak krótkiej rozgrywki, to Augustus wydaje się być idealną grą w swojej klasie. Co zresztą może potwierdzać jego nominacja do prestiżowej nagrody Spiel des Jahres 2013 lub wybranie go grą roku 2013 we Włoszech.

Augustus jest typową grą rodzinną, ale jeżeli poszukujemy tytułu, który umili nam czas oczekiwania na pozostałych graczy, będzie relaksującym przerywnikiem pomiędzy cięższymi grami lub chcemy ją wykorzystać jako element planszówkowej agitacji, to nie ma co się zastanawiać i należy ją mieć nie tylko w rodzinnych zbiorach. Decyzję dodatkowo może nam ułatwić wydawnictwo Hobbity.eu, które w listopadzie wyda jej polskojęzyczną wersję.

Plaudite cives, comoedia finita est.