Essen 2013: Tezeusz, kosmiczna walka o przetrwanie wg Michała Oracza

Załóżmy, że jest to początek filmu science-fiction. Bardzo długo oczekiwanego przez wszystkich fanów tego gatunku. Widzimy ujęcie pustego, zimnego i usianego gwiazdami kosmosu. Brak muzyki i innych odgłosów. Jest tylko kosmiczna cisza, która  i tak dźwięczy w naszych głowach.  Gdzieś w tle słyszymy głębokie dudnienie i w kadr majestatycznie wpływa szary kadłub  statku kosmicznego, którego stan poszycia wskazuje jak już bardzo długo dryfuje on przez ten ocean ciemności. Pojawiające się powoli białe litery na burcie statku, układają się w nazwę – Tezeusz. Cięcie. Jesteśmy już we wnętrzu stalowego olbrzyma i w zależności od tego, która frakcja ten film nakręciła jesteśmy wraz z bohaterami, z którymi zżyjemy się w ciągu następnych kilkudziesięciu minut, albo w  opuszczonym laboratorium (Naukowcy), maszerujemy po korytarzach zasnutych parą wyciekającą z nieszczelnych rur (Marines), wchodzimy przez wypaloną dziurę do wnętrza statku (Obcy – „standardowe” znaki szczególne: szarzy z dużymi oczami) lub wypełzamy z ociekającego śluzem jaja (Aliens – ta nazwa wszystko tłumaczy). OK, ci ostatni to raczej filmu nie nakręcą, ale żeby nie być posądzonym o dyskryminację rasową, to tak już to zostawmy.

Mamy już gatunek, tło, bohaterów, a o akcji napiszę później. Brakuje nam tylko reżysera, a jest nim nie kto inny, jak sam Michał Oracz, który kazał nam czekać aż pięć lat od czasu wydania Witchcrafta i aż siedem od Neuroshimy Hex, na swoją nową grę – Tezeusza. Czy warto było czekać?

Kiedy dowiedziałem się od Ignacego Trzewiczka, że Michał zaczął pracować nad nowym uniwersum to aż zrobiło mi się ciepło. Jego Neuroshima Hex to, moim zdaniem, majstersztyk jeżeli chodzi o prostotę zasad w stosunku do ilości możliwych strategii, regrywalności, klimatu oraz przyjemności płynącej z grania w nią zarówno w wersji papierowej, jak i elektronicznej. Od tej gry zaczęła się moja przygoda z grami planszowymi, lata mijają, a ja wciąż do niej powracam.

Dzisiaj na Portalkonie o Tezeuszu dowiedział się cały świat. Ja miałem przyjemność zagrania już w maju w pierwszy tego prototyp, a w czerwcu dostałem swój własny testowy egzemplarz. Od tamtej pory  wciąż wracam do klaustrofobicznego wnętrza statku, który na czas gry staje się domem lub grobem moich bohaterów. Wszystkiego nie mogę zdradzić z dwóch powodów. Po pierwsze, trwają testy i mówienie o wszystkim nie jest mądre, bo może się zdarzyć, że dany element po porostu przepadnie w konfrontacji z testerami, a po drugie –  nie mogę zdradzić Wam wszystkiego, bo chciałbym tę przyjemność zostawić autorowi i wydawcy. Jednak nie martwcie się, ten przydługi wstęp po coś jednak był.

 

Uwaga: Ostatecznie będzie jeszcze jedna, piąta frakcja. Ja jednak do tej pory miałem do czynienia tylko z czterema, więc opisuję wszystko w kontekście frakcji, które znam.

W grze pokierujemy trzema bohaterami jednej z czterech frakcji, o których wspomniałem wcześniej. Każdy z nich rozpoczyna jako zwykła jednostka, jedna z wielu, ale w czasie gry awansuje i posiądzie dodatkowe zdolności. Oczywiście w zależności od wybranej frakcji będziemy musieli inaczej pokierować naszą drużyną, aby maksymalnie wykorzystać specyficzne tylko dla niej zdolności. Wspominając o Marines każdy z nas zapewne widział oczyma wyobraźni zakutych w pancerze osiłków, którzy dzierżąc w dłoniach ciężkie karabiny maszynowe rozglądają się nerwowo w poszukiwaniu swoich celów.  Nie trzeba więc mówić, że ta frakcja jest nastawiona głównie na walkę i zadawanie ran w najbardziej tradycyjny sposób. Naukowcy z kolei to… naukowcy, czyli zrobią wszystko, żeby zdobyć fragment tkanki innej rasy, posiąść DNA spotkanych na swojej drodze przeciwników lub nagrać materiał filmowy, który można pokazać na kolejnej konferencji poświęconej tematyce „Obce gatunki zamieszkujące kosmiczne okolice naszej planety, czyli to już pewne, nie jesteśmy sami”. Jest to jedyna frakcja, która nie zadaje w starciu bezpośrednim ran, ale zdobywa wiedzę. Obcy to „szare eminencje” kosmosu, czyli wszyscy wiedzą, że są, są tacy którzy twierdzą, że  Oni ich porwali, ale większość nigdy ich nie widziała. Swoje sztuczki stosują również w grze. Bywają niewidzialni, skaczą w czasie, kontrolują umysły innych jednostek i oczywiście nie pogardzą różnego rodzaju testami, przeprowadzanymi na nieświadomych tego przedstawicielach innych frakcji. Aliens zna każdy. Ich głównym celem jest przetrwanie gatunku i zrobią wszystko, żeby wybić pozostałe frakcje i osiągnąć swój cel. Będą poruszać się tylko sobie znanymi skrótami, zastawiać pułapki wypełnione lepką substancją, infekować, rozdzierać, a przy tym prowadzić cykl rozrodczy, którego wynik mamy duże szanse spotkać na naszej drodze.

Ostateczne tło fabularne jest jeszcze tworzone, a na potrzeby testów opuszczony wrak kosmicznego statku stał się areną, na której spotkali się wysłannicy czterech ras w celu przetrwania i zdobycia wiedzy o swoich przeciwnikach. Dlatego ostateczny wynik rozgrywki to suma punktów życia z jakimi dotrwamy do końca gry oraz zdobyte punkty wiedzy.

Tłem Tezeusza (dosłownie) są stalowe pomieszczenia statku zarówno te specjalistyczne (np. Lądowisko, Laboratoria, Mostek, Zbrojownia), jak i te zwykłe, rozdzielone stalowymi grodziami, będącymi świetnymi osłonami w czasie wymiany ognia. Te pierwsze posiadają swoje specyficzne cechy, ale te zwyczajne, odrapane z farby stalowe zaułki statku są równie ważne, ponieważ to tu walczymy i albo wygrywamy, albo zostaniemy tutaj już na wieki. Plansza jest modułowa i jej ustawienie może być za każdym razem inne.

Na koniec mechanika, bo dla mnie Michał Oracz to mistrz ukrywania dużych możliwości w prostych rozwiązaniach. Wspomniałem wcześniej o pomieszczeniach i to nie bez przyczyny. Jak pewnie zgadliście, będziemy się po nich poruszali, zarówno my, jak i nasi przeciwnicy. Czasem się spotkamy, lub miniemy, a czasem nie pozostanie nam nic innego jak do siebie postrzelać. W grze ważny jest ruch, ponieważ bez niego raz, że jesteśmy łatwym celem, a dwa – nie uruchomimy ważnych cech poszczególnych lokacji, niezbędnych do przetrwania i w konsekwencji do wygrania. A nasze jednostki poruszają się w bardzo ciekawy sposób, nawiązujący trochę do najstarszej gry planszowej, Mankali. W zależności od tego ile jednostek (naszych oraz innych graczy) jest w lokacji wyjściowej o tyle poruszamy się do przodu. Od tego gdzie się zatrzymamy będzie zależało jakie akcje wykonamy. Niby prosty mechanizm, ale uwierzcie mi, że jest to duże wyzwanie dla szarych komórek próbujących wyliczyć gdzie warto się zatrzymać i jak ten ruch pomoże/zaszkodzi przeciwnikowi. Do tego wszystkiego dostajemy karty frakcji, które będziemy wprowadzać do gry w poszczególnych lokacjach, a następnie aktywować i wykorzystywać  w dalszej części gry.

Tezeusz to jeden z tytułów, który będzie prezentowany przez Portal Games podczas tegorocznych targów w Essen. Ja praktycznie nigdy nie boję się o Portal i jego gry podczas Essen, ale w przypadku najnowszej gry Michała Oracza jestem szczególnie spokojny, wróżąc jej duży sukces. Strategiczna gra w klimatach science-fiction, z czterema (pięcioma) różniącymi się od siebie frakcjami, z zasadami, które można wytłumaczyć w kilkanaście minut, a do tego dająca przy tym sporą dawkę myślenia i kombinowania… to musi być hit.

Na wszystkie ewentualne komentarze odpowiem dopiero w niedzielę, ponieważ nie wiem czy będę miał w tej chwili dostęp do sieci.

 

  • kdsz

    W tytule kropka po „g” jest niepotrzebna. A po wyrzuceniu kropki, proszę o wyrzucenie mojego postu, bo również będzie zbędny ;)

    • Tycjan

      Dzięki. Nie ma co kasować – wpadka to wpadka :)

  • Galatolol

    Ta gra to dla mnie absolutny must-have.

    • Crinos PL

      Nie za szybko? Po tych kilku zdaniach już stwierdzasz, że musisz mieć tę grę?

      • Tycjan

        Tutaj masz przynajmniej zarys/opis gry. Jak Uwe Rosenberg wydaje grę to tylko o tym powie i już każdy fan ją kupuje w ciemno ;) Tego typu deklarację nie są niczym dziwnym w naszym hobby.

        • Crinos PL

          Aaaa, to co innego. W takim razie doskonale rozumiem :)

      • Galatolol

        Oczywiście. Wszystko za nią przemawia: polska produkcja, MOracz, świetna tematyka, jestem fanem Hexa. Cena też na pewno będzie przystępna,

  • jaroslawczajaZnadPlanszy

    Zapowiada się ciekawie, chociaż ta Mankala trochę mnie martwi, bo w Trajanie uznałem, że to przekombinowany mechanizm – bardziej niż na strategii skupiałem się na planowaniu Mankali i jakoś często zgrzytała mi ze strategią.

    • Tycjan

      Tutaj nie musisz zostawiać „ziarenek w miseczkach” więc odpada wyliczanie aż tak skrupulatne kolejnych akcji.

  • ozyblog

    Masz solidnego minusa za to, że jeszcze w Tezeusza nie zagraliśmy. :P

    • Tycjan

      Jak tajemnica to tajemnica, a Tobie to chyba nie muszę tego tłumaczyc :)

  • Pingback: Mirosław Gucwa | Dziedzictwo: Testament diuka de Crecy ZnadPlanszy.pl()