Escape: The Curse of the Temple, czyli kościana świątynia zabawy

Gra Escape: The Curse of the Temple od samego początku zdominowała, prowadzoną przez BGG, listę najpopularniejszych gier targów w Essen – GeekBuzz: Essen Spiel 2012. W tym tworzonym przez samych uczestników targów rankingu Escape od początku był na pierwszym miejscu i do końca go nie opuścił. Prawdopodobnie było to jedno z największych zaskoczeń targów dla tych, którzy spodziewali się na tym miejscu kolejnego przedstawiciela eurogier. Lecz to właśnie Escape zawładnęło sercami graczy odwiedzających stoisko Queen Games i skłoniło ich do głosowania właśnie na ten tytuł.

Tekst pierwotnie ukazał się na moim blogu PlanszowySwiat.pl.

Lubię poznawać nowe gry i nie mam jakichś szczególnych zahamowań jeżeli chodzi o tematykę lub mechanikę. Szukam okazji do grania w nowe tytuły i jeżeli jest tylko jakaś szansa na zagranie, to zawsze chętnie się tego podejmę. Wynik rankingu BGG od razu mnie zainteresował Escape: The Curse of the Temple, a po zobaczeniu wideoprezentacji z rozgrywki bardzo chciałem sprawdzić czy faktycznie gra wzbudza aż takie emocje.

W ten weekend w czasie bardzo udanego spotkania z przyjaciółmi w Istebnej w końcu udało mi się zagrać w Escape i muszę powiedzieć, że gra wywarła na mnie bardzo pozytywne wrażenia. Ale po kolei.

Celem gry jest ucieczka grupy poszukiwaczy skarbów z zawalającej się świątyni. Jest to gra kooperacyjna, w której aby wygrać trzeba wyprowadzić wszystkich poszukiwaczy. Jeżeli nie uda się to choćby jednemu to przegrywają wszyscy. W czasie ucieczki musimy pozbyć się jak największej ilości kryształów, które w tym celu umieszczamy na specjalnych portalach wewnątrz odkrywanych komnat.

Jak widać, tematyka nie należy do odkrywczych i nie wzbudziłaby zapewne aż takiego zainteresowania tą grą, gdyby nie fakt, że rozgrywka toczy się w czasie rzeczywistym. Gra trwa maksymalnie 10 min. Gracze wykonują swoje działania jednocześnie, a czas upływa zgodnie z nagraniem dołączonym do gry na płycie CD. To nagranie towarzyszy zawsze naszym rozgrywkom i wyznacza poszczególne jej etapy. Na stronie wydawnictwa znajdziemy też inne wersje tego utworu.

Mechanizm gry opiera się na rzucaniu pięcioma kośćmi, na których znajdują się specjalne symbole. Rzucania jest naprawdę sporo, ponieważ robimy to prawie bez przerwy, przez cały czas gry. Wyrzucone układy na kościach pozwalają nam na wykonywanie poszczególnych akcji. Na przykład, aby przejść swoim bohaterem do sąsiedniej komnaty musimy wyrzucić symbol “ludzika” i “pochodni”. Rzucamy i albo uda się nam wyrzucić ten układ od razu, albo zachowujemy jedną kość np. z “pochodnią” i rzucamy kolejnymi do momentu aż zbierzemy cały układ. Tak właśnie wygląda wykonywanie wszystkich akcji w grze: rzucamy kośćmi i zbieramy układy potrzebne do przejścia do kolejnego pomieszczenia, odkrywania kolejnych komnat świątyni (dodatkowe kafle) lub umieszczenia kryształów na portalach. Akcje związane z kryształami czasami trzeba wykonywać wspólnie z innymi graczami ponieważ, aby umieścić na portalu 3 kryształy trzeba wyrzucić aż 10 takich samych symboli, a trudno to osiągnąć samemu z pięcia kośćmi. Oczywiście możemy  umieścić 1 kryształ za 4 symbole samemu, ale w sytuacji gdy liczy się czas lepiej pozbywać się kryształów szybciej.

Na kościach znajdują się czarne i złote maski. Kiedy wypadnie nam czarna maska wtedy nie możemy takiej kości używać i tylko wyrzucenie na innej kości złotej maski może ją oraz jeszcze jedną zablokowaną kość odblokować. Możemy sami starać się wyrzucić złota maskę, ale istnieje również możliwość otrzymania jej (wirtualnie) od drugiego gracza, który jest w tej samej komnacie co my. Okrzyki “potrzebuję maski!” lub „mam odblokowanie!” są bardzo częstymi elementami gry.

W pudełku znajdują się dwa dodatkowe moduły, które można używać razem lub osobno. Mają one jeszcze bardzie uatrakcyjnić (= utrudnić) grę. W module „Treasures” w odkrywanych komnatach umieszczamy skarby, które po zdobyciu (wyrzuceniu odpowiedniego układu) dają nam specjalne bonusy, a w module „Curses” odkrywane komnaty aktywują klątwy (np. nic nie możesz mówić lub trzymasz rękę na głowie), których musimy się  pozbyć, aby móc dalej grać bez przeszkód.

Sam opis gry nie pokazuje zapewne całej dynamiki, emocji oraz ciągłej walki z czasem, czyli elementów, które charakteryzuje Escape: The Curse of the Temple. Uwierzcie mi jednak, że ta gra coś w sobie ma i potrafi wciągnąć. Po pierwszej partii od razu chcieliśmy zagrać ponownie i w sumie rozegraliśmy ich kilka pod rząd. Grając nie mamy czasu na patrzenie na innych graczy, ale miałem również okazje zobaczyć rozgrywkę z pozycji obserwatora. Widok roześmianych, krzyczących i rzucających kośćmi graczy, nawet tych którzy przed chwilą sceptycznie podchodzili to tego “prostego turlania” jest najlepszą reklamą tej gry. Escape potrafi przekonać do siebie każdego. W ciągu 10 minut myślimy tylko o kościach i sposobie jak szybko pozbyć się kryształów i opuścić świątynię.

Czy jednak gra spodoba się wszystkim? Nie wiem, ale ma w sobie sporą dawkę emocji, a dla mnie to wyznacznik dobrej zabawy. Gdyby Escape miało kosztować powiedzmy około 70/80 zł to zapewne bym się zastanowił nad jej zakupem. Jest to idealny przerywnik pomiędzy cięższymi grami, który dynamiką rozgrywki potrafi rozbudzić każdego (sprawdzone około północy przed zagraniem w Tzolk’in: The Mayan Calendar) oraz jest to świetna gra, którą można zachęcać do grania w planszówki. Niestety znając politykę cenową wydawnictwa Queen Games możemy spodziewać się ceny w granicach 200 zł i niestety tutaj już moja chęć posiadania przegrywa z rzeczywi$tością.

Na koniec ciekawostka. Escape została wydana dzięki wsparciu finansowym samych graczy, którzy poprzez serwis Kickstarter wpłacali pieniądze na realizacje tego projektu. Jak widać nawet tak duże i bogate wydawnictwo postanowiło wykorzystać ten sposób wydawania gier. Pozostaje tylko pytanie dlaczego więc ta gra jest taka droga, skoro ryzyko i koszty wydania ponieśli praktycznie gracze, a nie wydawnictwo?